PrazasadaPotocznie zwykło się twierdzić, że filozofia niczym nie odbiega od teologii, że jedna i druga szuka tego samego, logicznego Boga, stwórcy wszechrzeczy. Czy jednak o to naprawdę chodzi i czemu do takiej pomyłki dochodzi? Teologia do złudzenia przypomina w swej nazwie teleologię, jedną z głównych dyscyplin filozofii. Można by rzec, że teleologia jest tym, czym była filozofia w swej rdzennej formie. Różni się jednak od teologii diametralnie. Rdzeń pojęcia teologia wywodzi się z greckiego słowa theos czyli Bóg, a podstawa pojęcia teleologia to telos czyli koniec. Czemu koniec a nie początek (gr. arche)? Ano dlatego, że śmierć, będąca niewątpliwie końcem istnienia, jest jedynym zdarzeniem, co do którego mamy pewność, że nastąpi. Jest więc to jakiś konkret, a filozofii o konkrety chodzi. Tutaj po raz kolejny może nam zawrócić w głowie teologia. Wszak Bóg przedstawiany jest kres i cel wszystkiego. Niby tak, ale problem stanowi sama jego definicja. Na kartach historii to Tales figuruje jako ojciec filozofii. To właśnie on jako pierwszy, odważył się zadać pytanie o prazasadę. Określał ją mianem Boga, tak jak zwykli to określać pozostali filozofowie. Myliłby się jednak ten, kto rozumiałby pod takim pojęciem Boga odrębny, niezależny byt, stanowiący wyższą formę rozwoju niż człowiek.
Czy Wszechmogący może stworzyć kamień, którego sam nie uniesie?Czemu żaden z bogów Religii Księgi nie zaprząta głów filozoficznych? Odpowiedź jest ze wszechmiar brutalna. Owi Bogowie są irracjonalni. Niestety definicja Boga musi być irracjonalna, bo tylko wtedy wzbudzać będzie respekt. Cóż to byłby za Bóg, gdyby nie był wszechwiedzący i wszechmocny? Coś czego pojąć nie potrafimy wzbudza w nas ambiwalentne uczucie strachu, przez co albo się w pełni podporządkowujemy, albo to coś odrzucamy. Jedno i drugie znaczy właściwie to samo i przeciętny człowiek miota się w tych uczuciach przez całe swoje życie, tak jak miota się w uczuciach pożądania i nienawiści, będących tzw. odcieniami tego samego uczucia jakim jest miłość. Metodę środka odkrywają naprawdę nieliczni.
Warto tu jeszcze zauważyć fakt, że istota ludzka ma dwie wrodzone i przynależne jej cechy: ciekawość i chęć zrozumienia. Najprościej obrazuje to
następujący przykład: Czemu wszechmogący nie może być wszechmogącyWspółczesna filozofia jest zdania, że „próba wyobrażenia sobie porządku zaświatów (...) zawsze okazuje się fantazją, której treścią jest zniekształcony świat tutejszy. Istoty naprawdę zaświatowej nie sposób sobie wyobrazić, gdyż stanowi to sprzeczność samą w sobie".* Ernest Cassirera twierdzi, że rzeczywistość nie zawiera się w samych tylko wrażeniach. Owe wrażenia, aby rzeczywistość stworzyć muszą ze sobą związki i wiązać się w systematyczną całość. Znaczy to tyle, że muszą one zachodzić w czasoprzestrzeni oraz wynikać z praw przyrodoznawstwa i jest to ogólnie przyjęte prawo nauk ścisłych, a jak warto zauważyć, filozofia jest „matką" wszystkich nauk. Wszelakie odstępstwa od tej normy nazywać będziemy pseudoideami (gr. pseudo — fałsz), a jakby to określił Platon, pseudoidea oznacza po prostu szkodliwe kłamstwo, gdyż wyraża wartość czysto abstrakcyjną. Sama w sobie nie zawiera nic negatywnego, jednak jej negatywny sens tworzy się w momencie kiedy owa pretenduje do miana idei prawdziwej. Mój znajomy zwykł na swoich wykładach, dla unaocznienia tej reguły, przytaczać zwrotkę piosenki powstańców warszawskich:
Każdy
harcerzyk chce być ranny,
"Hipoteza naukowa, co do której z góry zakładamy, że pod jedno z jej pojęć nigdy nie będziemy w stanie podstawić żadnego ścisłego znaczenia, nie jest żadną hipotezą, lecz po prostu fantazją. Fantazje zaś są w ścisłym poznaniu naukowym niedopuszczalne"** Dlaczego? Gdyż z takiego obrazu nauki mogłoby wynikać wszystko. Odnosząc to teraz do wszechmogącego, należy zadać sobie pytanie. Czy wszechmoc jest wykonalna? Nie, nie jest wykonalna, gdyż wszechmocny musiałby móc stworzyć kamień, którego by sam nie podniósł, a to przeczyłoby z kolei jego wszechmocy. Jakkolwiek nauki nie wyczerpują pola wszelkiej ludzkiej wiedzy, tak trudno mi zrozumieć dlaczego akurat religia, a nie filozofia znajduje się na liście przedmiotów nauczanych w szkołach. Filozofia z całym swoim bogactwem, tu mam też na myśli semantykę, została wykorzeniona i zrównana z byle jakim podwórkowym mędrkowaniem. Takie też mamy nasze kolejne Rzeczypospolite, jakie naszej młodzieży kształcenie.
* Mirosław Żelazny "Podpatrzeć niebo"
| |
Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,215) (Ostatnia zmiana: 09-12-2010) |