 |
Jeszcze o religii i przemocy trochę Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2011 15:11 | big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Jeszcze o religii i przemocy trochę
10 na 10 | Zamieszczałem już kiedyś na Forum cały rozdział z Ludwika Stommy Królów polskich i francuskich przypadków, dzisiaj zamieszczam inny. Z góry przepraszam, jeśli kogo tym nudzę, jednak czuję się niejako przymuszony sytuacją. Po raz któryś już ostatnio wywiązała się na Forum dyskusja o zależnościach między zorganizowaną przemocą a światopoglądem - religijnym bądź ateistycznym. Głos w dyskusji zabrałem bez entuzjazmu, temat wydaje mi się bowiem dość jałowy - w sensie takim, że wszystko jest raczej jasne, więc o czym tu jeszcze gadać? Za jasne i oczywiste uważam w szczególności to, że (przynajmniej niektóre) religie (bardziej jeszcze niż pokrewne im mitologie "świeckie" takie jak kolonialistyczne "brzemię białego człowieka", nacjonalizm czy komunizm) z "natury" swej wybitnie stosowaniu zorganizowanej przemocy sprzyjają. Ponieważ należy się spodziewać, że temat związku światopoglądu z przemocą powracał będzie na Forum wiele jeszcze razy, zdecydowałem się zamieścić dokonane przez Ludwika Stommę mistrzowskie owegoż związku zobrazowanie - po to głównie, by na przyszłość mieć do czego odsyłać, co - mam nadzieję - nieco nomen omen "świętego spokoju"  mi zapewni. Lew i Święty
W marcu 1226 roku (...) obwołana zostaje w Paryżu kolejna krucjata antykatarska. "L'apostole fit mander au roy de France que, par Dieu, il allait a Thoulouse" ("Namiestnik Chrystusowy upoważnił króla Francji, by w imię Boże ruszył na Tuluzę"). Ludwik VIII wypowiada więc uroczyście wojnę wszystkim, którzy wspieraliby, ochraniali lub ukrywali heretyków. W miesiąc później armia królewska wyrusza z Bourges i minąwszy Lyon kieruje się, brzegami Rodanu, na południe. Jest to dziwna wojna, na którą naprawdę nikt nie ma ochoty. Rycerze Ludwika opanowawszy bez walki parę pomniejszych miast, utykają pod murami Awinionu, gdzie wśród niemrawych szturmów i hucznych biesiad szybko mija czterdzieści dni koniecznych, ale i wystarczających dla krzyżowców do uzyskania odpustu zupełnego. Hrabia Thibaud ze swoją drużyną powraca do rodzinnej Szampanii. Nie ma dnia, aby pojedyncze poczty nie wymykały się z oblężniczego obozu. Ale właśnie w tych dniach rozkładu, gdy słabość i zniechęcenie jego wojsk ukazują się jaskrawo całemu światu, przyjmuje Ludwik VIII jedne po drugich kapitulacje potężnych twierdz, odległych nieraz - jak Albi czy Carcassonne - o kilkaset kilometrów od areny walki. Gdy wreszcie w lipcu załoga Awinionu poddaje się na względnie honorowych warunkach, król zadowala się demonstracyjnym przemarszem przez Beziers, Carcassonne, Pamiers, Castelnaudary "w pokoju, bez toczenia walk, aż na cztery wiorsty od Tuluzy". Ale właśnie tejże Tuluzie - gniazdu herezji i głównemu celowi wyprawy - Ludwik VIII nie próbuje nawet zagrozić, a pozostawiwszy część oddziałów swojemu kuzynowi, Imbertowi de Beaujeu, udaje się w drogę powrotną do Paryża. Leszek Kołakowski stwierdza w Kluczu niebieskim, iż wypowiedzenie wojny jest samo w sobie dowodem najgłębszej przyjaźni. Nie poruszamy się w tak wysokich sferach (Kołakowskiemu chodzi bowiem o wojnę wypowiedzianą przez Jehowę królowi Salomonowi), by deklaracje militarne przybierały dla nas metafizyczne aż wymiary. Nie sposób jednak nie zauważyć, że również w ziemskich warunkach akt ów ma swoje specyficzne i bardzo praktyczne znaczenie. Otóż realne działania orężne, podjęte bez ich uprzedniej deklaracji, mogą zawsze, i historia udowodniła to nieskończoną ilość razy, zostać uznane za niebyłe, bez względu na liczbę ofiar, zniszczenia i pożogi. Jaka wojna? Jacy zabici? Śmiechu warte! To tylko nieposłuszna wataha, nieporozumienie, brak koordynacji... Natomiast wypowiedzenie wojny - i nie ma najmniejszego znaczenia, czy następują po nim, czy też nie (jak w przypadku Ludwika VIII i Tuluzy), jakiekolwiek działania zaczepne - przenosi problem na płaszczyznę prawną. Stan wojny nie może być permanetny, jako że ludzkość (a przynajmniej jej judeochrześcijańska część) umówiła się, by za normalny i właściwy uważać stan pokoju. Wojna wypowiedziana musi więc kiedyś, choćby i po stu latach, ulec zakończeniu. W tym sensie samo już wypowiedzenie wojny jest wezwaniem do rozejmu, czyli - odwracając słynne powiedzenie Clausewitza - nieuniknionym przedłużeniem wojny wypowiedzianej jest dyplomacja. Teraz dopiero przebieg dziwnej wojny roku 1226 staje się dla nas zrozumiały. Król, wezwawszy swych krnąbrnych wasali z południa do rozmów (wypowiedzenie wojny w Paryżu), rusza pod Awinion, gdzie wbrew woli mieszkańców grodu, którzy - jak podaje Nicolas de Bray - od pierwszych chwil proponowali otwarcie bram, dokonuje demonstracji militarnej, mającej wykazać jego zdecydowanie. Awinion jest kijem, wypowiedzenie wojny marchewką. Blamaż wojsk królewskich jest bez znaczenia, gdyż chodzi - powtórzmy - o demonstrację zdecydowania, a nie siły, którą można z łatwością wzmocnić w razie potrzeby. Tak zwane kapitulacje Carcassonne, Albi et consortes są niczym innym (historycy uwielbiają eufemizmy i terminologiczne igraszki), jak rozejmowymi pertraktacjami, na których miasta te zresztą doskonale wychodzą. Tuluza zostaje osamotniona i odcięta od świata. Cahros, Albi i Carcassonne, a z drugiej strony Aragonia, która też podejmuje pertraktacje z Ludwikiem VIII, ryglują wszystkie prowadzące do niej drogi handlowe. Po cóż miałby więc król Francji wykrwawiać swoje oddziały w walce z przeciwnikiem politycznie, strategicznie i ekonomicznie skończonym, skoro wystarczyło w paryskich wygodach oczekiwać na nieuniknioną i rzeczywistą tym razem kapitulację przegranych. Myli się więc Zbigniew Herbert pisząc, iż "tylko perspektywa kompletnego wyniszczenia kraju i śmiertelne znużenie mogą wytłumaczyć, że Rajmund VII, zwycięzca Montforta i ten, który ugiął się przed krółem Francji, podpisuje w 1228 roku traktat w Maux, zawierający warunki, jakie zwykło się narzucać sromotnie pokonanemu przeciwnikowi". CDN. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >CDN.
Obawiam się, że ciąg dalszy mógłby naruszyć prawo autorskie...
|
|
 | 1 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Obawiam się, że ciąg dalszy mógłby naruszyć prawo autorskie...Podaję przecie Autora (poświęcając też bezpłatnie mój cenny czas na robienie mu reklamy) i źródło. Jakby co - biorę rzecz na siebie. Mam grać? 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | > > Obawiam się, że ciąg dalszy mógłby naruszyć prawo autorskie...> Podaję przecie Autora (poświęcając też bezpłatnie mój cenny czas na robienie mu reklamy) i źródło. Jakby co - biorę rzecz na siebie.> Mam grać?  Wolno do 1/3 własnego tekstu. Ale można wycinać co najistotniejsze dla wątku. Jak ktoś ciekawy niech zajrzy do książki. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Ostatnio mamy znacznie bardziej rygorystyczną "politykę" prawnoautorską w Racjonaliście, bo mieliśmy problemy za takie rzeczy o których byłem przekonany, że to jednak nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. A w tym zakresie ostatnio jest coraz większy szał. Przykład: pewien dziennikarz zacytował fragment utworu Kazika w winiecie swojego bloga. Obecnie zgłosiła się do niego kancelaria prawna z żądaniem udostępnienia statystyk serwisu, aby mogli wycenić swoje "straty". Podanie autora nie ma tutaj wiele do rzeczy
|
|
| | |  | 1 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Wydaje mi się, że w tym wypadku rzecz jest jednak - w razie czego - do obronienia. Ale - jeśli uważasz to za właściwe - po prostu usuń wątek. Trudno.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Ostatnio mamy znacznie bardziej rygorystyczną "politykę" prawnoautorską w Racjonaliście, bo mieliśmy problemy za takie rzeczy o których byłem przekonany, że to jednak nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. A w tym zakresie ostatnio jest coraz większy szał. Przykład: pewien dziennikarz zacytował fragment utworu Kazika w winiecie swojego bloga. Obecnie zgłosiła się do niego kancelaria prawna z żądaniem udostępnienia statystyk serwisu, aby mogli wycenić swoje "straty". Zapewne Pan zna lepiej praktykę, ja przeniosłem pogląd z prawa autorskiego dotyczącego publikacji tekstów naukowych. Wycofuję się w takim razie. Nie chcę kłopotów dla Racjonalisty, a Pan Big Zyd musi dokonać jeszcze większych skrótów.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Myślę, że może tu jednak chodzić o nieco inny, aniżeli pan Stomma typ człowieka. Nie ten format.
|
|
| |  | 2 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Wolno do 1/3 własnego tekstu.Jakoś - w takim razie - wybrnę  . > Ale można wycinać co najistotniejsze dla wątku.Sęk w tym, że w danym wypadku tak się nie da. Tekst jest bardzo integralny i wycięcie zeń czegokolwiek z punktu narusza logikę wywodu. Co - skądinąd - świadczy o pisarskim mistrzostwie Autora. > Jak ktoś ciekawy niech zajrzy do książki.A pewnie! 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) |
> >Jak ktoś ciekawy niech zajrzy do książki.> A pewnie!  I czy nie o to poniekąd chodzi?! > Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahimWęgorze, to jeszcze nic! Jak widać powyżej  KOTY. KOTY SĄ MIŁE.
|
|
| |  | 4 na 4 | spray (5875 punktów) |
>Wolno do 1/3 własnego tekstu.
A ile można cytować? Tez tylko do 1/3, nawet gdy dobro ludzkości wymaga 9/10??
ja rozumiem zasady, na których się opiera prawo autorskie... i może dlatego, albo z czegoś zupełnie innego, domyślam się, że Big nie robi przedruku w celu osiągania korzyści, w porywach - nawet materialnych, ani nie publikuje pro publico bono bez rzeczywistej, czy domniemanej zgody autora....
Big, a może byś tak samego zainteresowanego zapytał, czy Ci wolno? Ja będę stała zaraz za Tobą, i - gdybyś się słaniał na nogach ze zrozumiałej niemocy - będę Cię podpierać! A w chwilach mniejszego napięcia nawet wyglądać zza ramienia.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Big, a może byś tak samego zainteresowanego zapytał, czy Ci wolno?
No tak byłoby najlepiej, ale z tego co wiem, to Stomma nie posługuje się emailem i mieszka w Paryżu.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) | > >Big, a może byś tak samego zainteresowanego zapytał, czy Ci wolno?> No tak byłoby najlepiej, ale z tego co wiem, to Stomma nie posługuje się emailem i mieszka w Paryżu.Nie widzę w tym wielkiego problemu. Jest sto tysięcy sposobów, żeby się z Profesorem skontaktować i to szybko - Big wie, gdzie go szukać. Ja zresztą też i nie tylko ja  edit: No, i ślicznie... zeszliśmy z tematu, nieprawdaż? Profesor by z fotela spadł!
|
|
| Rigoletto (3891 punktów) | >Za jasne i oczywiste uważam w szczególności to, że (przynajmniej niektóre) religie (bardziej >jeszcze niż pokrewne im mitologie "świeckie" takie jak kolonialistyczne "brzemię białego człowieka", >nacjonalizm czy komunizm) z "natury" swej wybitnie stosowaniu zorganizowanej przemocy sprzyjają.
Chyba kluczowe jest stwierdzenienie "bardziej jeszcze niż". Ja wcale nie sądzę, że jest tu jakieś "bardziej". I dlatego podnoszenie agumentów tego rozdzaju w sporach czy ateizm/teizm jest be, czy cacy, jest moim zdaniem bezsensowny (doprowadza to absurdalnego dowodzenia kto był ateistą/teistą, kto zabił więcej ludzi, itp. itd.).
|
|
 | 4 na 4 | spray (5875 punktów) |
> Chyba kluczowe jest stwierdzenienie "bardziej jeszcze niż". Ja wcale nie sądzę, że jest tu jakieś "bardziej".> I dlatego podnoszenie agumentów tego rozdzaju w sporach czy ateizm/teizm jest be, czy cacy, jest moim zdaniem bezsensowny (doprowadza to absurdalnego dowodzenia kto był ateistą/teistą, kto zabił więcej ludzi, itp. itd.). Myślę, że tutaj kluczowe nie są żadne licytacje z pozycji teistycznych, czy a- teistycznych. Tylko to, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi  Opis konfliktu, jako żywo, przypomina obecną sytuację geopolityczną. Kluczowe jest więc stwierdzenie, że historia lubi sie powtarzać. A my nie umiemy się uczyć
|
|
 | 4 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Chyba kluczowe jest stwierdzenienie "bardziej jeszcze niż". Ja wcale nie sądzę, że jest tu jakieś "bardziej".
Otóż właśnie jest. Kolonialistyczny rasizm, nacjonalizm czy komunizm powołują się jednak na racje "z tego świata" - gdy więc rzeczywistość wykazuje dowodnie tych racji bankructwo, wymienione świeckie mitologie się po prostu zwijają grzecznie przepraszając; poza twardogłowymi hobbystami nikt ich dłużej poważnie nie bierze. W przypadku mitologii otwarcie religijnej, na zaświaty się powołującej, taki test rzeczywistości nie działa, no bo jak niby? Dlatego w oczekiwaniu na np. Drugie Przyjście czy inny wiekuisty kalifat można beztrosko się srożyć dowolnie długo.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | | jederman (173 punktów) | >Kolonialistyczny rasizm, nacjonalizm czy komunizm powołują się jednak na racje "z tego świata" - gdy więc rzeczywistość wykazuje dowodnie tych racji bankructwo, wymienione świeckie mitologie się po prostu zwijają grzecznie przepraszając; poza twardogłowymi hobbystami nikt ich dłużej poważnie nie bierze.
Brzmi nieźle, ale w praktyce to tak nie wygląda. Mowa przecież o stosowaniu przemocy, czyż nie? Realną tamą dla stosowania kolonialnej/nacjonalistycznej/komunistycznej przemocy były bariery gospodarcze, polityczne, militarne, ludnościowe - a nie żadne experimentum crucis, po którym jacyś teoretycy ogłosili światu "Ideologia sfalsyfikowana. Zwijamy ją. Howg". Na poziomie teorii, wymienione przez Pana ideologie rozwinęły wystarczająco wiele mechanizmów obronnych, aby opierać się falsyfikacji. Gdyby nie wspomniane bariery, mogłyby się srożyć dowolnie długo.
W praktyce dokładnie te same bariery ograniczają srożenie się "wiekuistych kalifatów".
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| |  | 7 na 9 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Brzmi nieźle, ale w praktyce to tak nie wygląda. Mowa przecież o stosowaniu przemocy, czyż nie? Realną tamą dla stosowania kolonialnej/nacjonalistycznej/komunistycznej przemocy były bariery gospodarcze, polityczne, militarne, ludnościowe - a nie żadne experimentum crucis, po którym jacyś teoretycy ogłosili światu "Ideologia sfalsyfikowana. Zwijamy ją. Howg".Owszem, dokładnie tak wyglądało to w praktyce. Klinicznie czysty przykład stanowią dzieje nazizmu. 1. Hipoteza: Niemcy są Rasą Panów. 2. Proponowana procedura falsyfikacji: wojna. 3. Wynik eksperymentu: klęska. 4. Publikacja wyników: akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy. W postaci "rozmytej" z grubsza to samo odbyło się przy upadkach europejskich imperiów kolonialnych tudzież Obozu Pokoju i Postępu. I kolonializm i komunizm, gdyby się bardzo uparły i sprężyły, mogłyby pewnie potrwać kilka dekad dłużej. Tylko im woli zabrakło. Decydenci pokonani przez rzeczywistość odmawiającą posłuszeństwa wobec wyjściowych założeń ideolo się poczuli. > Na poziomie teorii, wymienione przez Pana ideologie rozwinęły wystarczająco wiele mechanizmów obronnych, aby opierać się falsyfikacji.Rzeczywistość pokazała, że właśnie nie - wyjątki typu KRL-D czy Kuba tylko potwierdzają regułę. > W praktyce dokładnie te same bariery ograniczają srożenie się "wiekuistych kalifatów".I znów nie. Przewaga idei otwarcie powołujących się na zaświatowe sacrum nad tymi ostatecznie przyziemnymi polega na tym, że (znów L. Stommę pozwolę sobie zacytować) w wymiarze sakralnym intencje i cierpienie są nieporównanie ważniejsze od jakiejś tam grubiańskiej skuteczności, mogącej stanowić co najwyżej przyjemne uzupełnienie. Ewentualna klęska - dla "empiryka" zniechęcająca albo skłaniająca do rewizji programu - dla nawiedzonego jest Zwycięstwem Moralnym w Wierności utwierdzającym i utwardzającym, dzięki czemu szyici wpierdol pod Karbalą od z górą 1300 lat za dowód Wyższości nad sunnitami świętują, a Tomasz Terlikowski w Smoleńsku Palec Boży Przypominający Polsce o Wybraństwie Głoszenia światu Miłosierdzia Stwórcy dostrzega  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | | jederman (173 punktów) | >Owszem, dokładnie tak wyglądało to w praktyce. Klinicznie czysty przykład stanowią dzieje nazizmu. >1. Hipoteza: Niemcy są Rasą Panów. >2. Proponowana procedura falsyfikacji: wojna. >3. Wynik eksperymentu: klęska. >4. Publikacja wyników: akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy.
A guzik. Hipoteza "Niemcy są rasą panów" nie daje jednoznacznego przewidywania "Niemcy wygrają wojnę" - wcale tak tego nie rozumiano i na tym polega cały witz. A czemu nie pierwszą wojnę światową? Albo jakąkolwiek inną? Zadanie dla czytelników: czy Hitler myślał, że klęska Niemiec w pierwszej wojnie światowej sfalsyfikowała tezę o rasowej wyższości Niemców? Buuuu, nie myślał. A dlaczego? No dobra, uchylę rąbka tajemnicy: Niemcy jako rasa panów są oczywiście w stanie wygrać wojnę, ale tylko w minimalnie sprzyjających warunkach, w szczególności - pod warunkiem zachowania czystości ideologiczno-rasowej. Więc w przypadku klęski wojennej są dwa wyjścia: albo odrzucamy hipotezę, albo ... zachowujemy ją, ale np. zwalamy całą winę na tych, którzy zaprzepaścili wspaniałe osiągnięcia fuhrera (pod koniec wojny zwolennicy tej opcji w Niemczech mawiali: "wszystkiemu winni są ci pomniejsi Hitlerzy").
Faktem jest, że uciekanie się do takich sztuczek jest (psychologicznie) bardzo trudne w obliczu klęski totalnej - klęski zadanej przez wrogów (także ideologicznych), w której całkowitemu zniszczeniu ulega baza i struktury, na których dana ideologia się wspierała. Ale dotyczy to także struktur o podbudowie religijnej. Zestawianie Terlikowskiego albo nawet bitwy pod Karbalą z totalną klęską nazistów jest niepoważne. Tu bardziej adekwatne byłoby zestawienie z konkwistą - tam rzeczywiście była totalna zagłada. No i co, słyszeliście o rozkwicie krwawego kultu Huitzilopochtli po konkwiście? Jeśli nie, to ... wciąż czekam na przykłady ilustrujące to, że religijna przemoc groźniejsza od świeckiej. Bo Terlikowski - a nawet Karbala w zestawieniu z nazizmem - to nie są przykłady, tylko jaja.
>w wymiarze sakralnym intencje i cierpienie są nieporównanie ważniejsze od jakiejś tam grubiańskiej skuteczności, mogącej stanowić co najwyżej przyjemne uzupełnienie. Ewentualna klęska - dla "empiryka" zniechęcająca albo skłaniająca do rewizji programu - dla nawiedzonego jest Zwycięstwem Moralnym w Wierności utwierdzającym i utwardzającym
Tak jak mówiłem, zarówno religijne jak niereligijne aparaty przemocy bardzo źle sobie radzą z klęską totalną. W obu przypadkach z wielką trudnością - jeśli w ogóle - odbudowują się po takiej klęsce. Jeśli zaś klęska nie jest totalna, to również świeccy ideolodzy w jej obliczu niejednokrotnie "utwierdzają i utwardzają się w wierności". Wypisz wymaluj historia Che Guevary. Cóż, czy porażka zniechęciła świeckich ideolo do promowania rewolucji? Nie, skłoniła ich raczej do gloryfikowania Che i noszenia T-shirtów z podobizną tego sk...syna. Pan naprawdę myśli, że tworzenie męczenników to specjalność religii?
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Ignorancja (4718 punktów) | >Pan naprawdę myśli, że tworzenie męczenników to specjalność religii?
(pytanie jedermana do Big_Zyda)
Nie tylko Adam tak mysli. Ja tez. Od dawna mnie zastanawialo na ile jakakolwiek ideologia powiazana z zyciem doczesnym jest skuteczniejsza od ideologii powiazanej z zyciem wiecznym. Ale juz z samego zestawienia wartosci: zycie wieczne-zycie doczesne wyczuwamy, ze zycie wieczne musi znaczyc wiecej. Wszak zyc lat sto, a lat dwadziescia to roznica. Dodatkowo, jesli religie sprzedaja zycie wieczne jako cos nie tylko trwalego ponad wyobrazenie, ale i ponad to wyobrazenie doskonalego to niezaprzeczalnie bardziej wartosciowe winno byc zycie wieczne (abstrahuje tu od jego prawdziwosci).
Z tego powodu jakakolwiek ideologia materialistyczna zawsze bedzie natrafiac na mur nie do przebycia, bo w koncu, gdy odwolujemy sie do materii to sila rzeczy kiedys musi nastapic konfrintacja w bilansie zyskow i strat. W przypadku konfrontacji z systemem nieziemskim/niematerialistycznym trudno zatrzymac sie w szacunkach na rzecz jego dosknalosci. Gdy jeszcze do tego dokooptujemy konsekwentne ponizanie zwane "marnosc zycia doczesnego" to stwarza sie naszej psychice wrecz niewyobrazalny dysonans pomiedzy gownianym tu i teraz, a cudownym tam kiedys.
Takiego obrazu nie osiagna zadne ideologie materialistyczne. Nazizm preferujacy "rase panow" rozbil sie w momencie, gdy panowie zaczeli obrywac po dupie i w konsekwencji musieli stanac przed dylematem: byc, czy miec. Byc panem, czy miec zycie - ze doprecyzuje.
Meczennicy w imie zycia wiecznego takich dylematow nie maja i miec nie beda. Wszak czeka ich nagroda, nic to, ze wydumana, ale i tak zawsze doskonalsza od materialnej doczesnosci.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | jederman (173 punktów) | >>Pan naprawdę myśli, że tworzenie męczenników to specjalność religii? >(pytanie jedermana do Big_Zyda) >Nie tylko Adam tak mysli. Ja tez.
Jaaaasne. Co tam Waryński, Pawka Morozow, Janek Krasicki, męczennicy idei narodowych albo chociażby ci umierający za honor pułku. Ignorancja wie lepiej. Skąd? A wydedukowała to z sufitu. Tak musi być i już. Nie będzie brudna empiria pluła nam w twarz!!!
Miłych dalszych dedukcji życzę.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > A guzik. Hipoteza "Niemcy są rasą panów" nie daje jednoznacznego przewidywania "Niemcy wygrają wojnę" - wcale tak tego nie rozumiano i na tym polega cały witz.Owszem, daje - i tak właśnie to rozumiano. Panowanie od zawsze zdobywa się przemocą - co również od zawsze jasne było dla wszystkich. Myślenie mityczne (otwarcie religijne lub mniej otwarcie) opiera się m. in. na ukrytym "dialektycznym" założeniu ma być, tak jak jest/jest tak, jak ma być. Nie inaczej działa mitologia panowania. Zaczyna się od empirycznego faktu, że grupa Ping zwycięża grupę Pong, skutkiem czego obejmuje nad nią panowanie. Ma oczywisty interes w tym, by ów efekt dziejowego przypadku utrwalić ( ma być, jak jest), słusznie lęka się bowiem, że następny dziejowy przypadek sytuację może odwrócić. Dokłada więc wszelkich starań, by ów szczęsny przypadek pierwszy obudować ideologią ukazującą go jako nie przypadek, a Słuszne przejawienie się jakowejś Dziejowej Konieczności, Natury Rzeczy itp: "Panujemy nie dlatego, że nam akurat wyszło, a równie dobrze mogło wyjść odwrotnie, ale dlatego, że nasze Nieprzypadkowe zwycięstwo obrazuje nasze Wrodzone Predyspozycje do Panowania", krótko mówiąc - jest tak, jak ma być. Oczywiście, aż prosi się, by według potrzeb to "dialektycznie" odwracać: ponieważ z Natury jesteśmy Stworzeni do Panowania, Zwycięstwo będzie Nasze. A jak się epifenomenalna porażka jaka przydarzy, to mit - ponieważ wyczarowuje odpowiedzi na wszystko - tedy i ją: > A czemu nie pierwszą wojnę światową? Albo jakąkolwiek inną? Zadanie dla czytelników: czy Hitler myślał, że klęska Niemiec w pierwszej wojnie światowej sfalsyfikowała tezę o rasowej wyższości Niemców? Buuuu, nie myślał. A dlaczego?wyjaśnić chwacko potrafi  . Najczęściej wywołuje trzy wykładnie następujące: 1. Czarna Zdrada - w konkretnym wypadku: Cios w plecy zadany bohaterskiej Reichswehrze przez żydowskich trucicieli Ducha i politykierów lewicowych. 2. Swoista "pedagogika klęski" - przegrana wzięła się z tego, że grupa nie w pełni pojmuje jeszcze swe Dziejowe Przeznaczenia, a klęska ma właśnie otworzyć jej na nie oczy. Jeżeli przyjrzymy się przyczynom upadku Niemiec, ostatecznym i rozstrzygającym powodem okaże się brak zrozumienia problemów rasowych, a szczególnie zagrożenia żydowskiego. Klęski na polach bitwy w sierpniu 1918 można byłoby znieść z najwyższą łatwością. To nie to nas powaliło, powaliła nas siła, którą zorganizowano do tego nieszczęścia, przez obrabowanie narodu ze wszystkich politycznych i moralnych instynktów oraz sił, przez spisek przygotowywany w okresie wielu dziesięcioleci. Wskutek ignorowania problemu utrzymania rasowych podstaw naszej narodowości, stare imperium lekceważyło ten problem i prawo, które czyni możliwym życie na tej ziemi. (Adolf Hitler Mein Kampf - Moja walka Wydawnictwo "Werset", Kraków 1992, s. 130) My, narodowi socjaliści, umyślnie nakreśliliśmy linię pod przedwojenną tendencją naszej polityki zagranicznej. (...) Powstrzymujemy germański potok skierowany na południe i na zachód Europy i zwracamy nasze oczy w kierunku wschodnim. (...) Sam los wydaje się nam podsuwać ten kierunek. - ibid. s. 259. 3. Kiedy już nie widać żadnej "z tego świata" nadziei, pora (ale to już trzeba być otwarcie religijnym) ogłosić własną klęskę Ofiarą Odkupicielską a siebie Chrystusem Narodów. > Faktem jest, że uciekanie się do takich sztuczek jest (psychologicznie) bardzo trudne w obliczu klęski totalnej - klęski zadanej przez wrogów (także ideologicznych), w której całkowitemu zniszczeniu ulega baza i struktury, na których dana ideologia się wspierała. Ale dotyczy to także struktur o podbudowie religijnej.Nieprawda - patrz wyżej pkt 3. > Zestawianie Terlikowskiego albo nawet bitwy pod Karbalą z totalną klęską nazistów jest niepoważne.Zestawianie Terlikowskiego w ogóle z czymkolwiek jest niepoważne, ale czasem budzi się we mnie Wesoły Urwipołeć  . > Tu bardziej adekwatne byłoby zestawienie z konkwistą - tam rzeczywiście była totalna zagłada. No i co, słyszeliście o rozkwicie krwawego kultu Huitzilopochtli po konkwiście? Jeśli nie, toMądrzy Hiszpanie zaczęli od nawrócenia nie kogo innego, a właśnie religijnych elit azteckich. A że religia azteckiego imperium była odgórnie narzucanym państwowym wynalazkiem dosyć świeżej daty, po odcięciu "głowy" do jej pacyfikacji wiele już trzeba nie było. > wciąż czekam na przykłady ilustrujące to, że religijna przemoc groźniejsza od świeckiej.Se podręcznik historii powszechnej zakup  . > Tak jak mówiłem, zarówno religijne jak niereligijne aparaty przemocy bardzo źle sobie radzą z klęską totalną.Tiaaa... a dużo znasz na świecie rzeczy dobrze radzących sobie z klęską totalną?  > W obu przypadkach z wielką trudnością - jeśli w ogóle - odbudowują się po takiej klęsce. Jeśli zaś klęska nie jest totalna, to również świeccy ideolodzy w jej obliczu niejednokrotnie "utwierdzają i utwardzają się w wierności". Wypisz wymaluj historia Che Guevary. Cóż, czy porażka zniechęciła świeckich ideolo do promowania rewolucji?Ależ oczywiście  . Ktokolwiek dziś na poważnie dzieło Guevary kontynuuje? > Nie, skłoniła ich raczej do gloryfikowania Che i noszenia T-shirtów z podobizną tego sk...syna.Cóż Ci akurat ten Che zawinił, że tak go obluzgiwasz brzydko?  Nie odstawał przecie na niekorzyść od odwiecznie przyjętych w Ameryce Łacińskiej standardów politykowania. > Pan naprawdę myśli, że tworzenie męczenników to specjalność religii?W otwarciu wątku cosik tam, mam wrażenie, pisałem o pokrewieństwie łączącym religie z mitologiami "świeckimi" - a politycznymi zwłaszcza. Sapienti sat. Sapienti... 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > >Chyba kluczowe jest stwierdzenienie "bardziej jeszcze niż". Ja wcale nie sądzę, że jest tu jakieś "bardziej".> Otóż właśnie jest.> Kolonialistyczny rasizm, nacjonalizm czy komunizm powołują się jednak na racje "z tego świata" - gdy więc rzeczywistość wykazuje dowodnie tych racji bankructwo, wymienione świeckie mitologie się po prostu zwijają grzecznie przepraszając; poza twardogłowymi hobbystami nikt ich dłużej poważnie nie bierze.Nawet na tym forum można znaleźć zwolenników "zbankrutowanych" świeckich mitologii. W niektórych miejscach komunizm trzyma się nadal, istnieją również partie neonazistowskie. No i neokolonializm też ma się całkiem dobrze. > W przypadku mitologii otwarcie religijnej, na zaświaty się powołującej, taki test rzeczywistości nie działa, no bo jak niby? Dlatego w oczekiwaniu na np. Drugie Przyjście czy inny wiekuisty kalifat można beztrosko się srożyć dowolnie długo.Spodziewasz się najazdu watykańskiego na heretyków w Langwedocji?
|
|
| |  | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > W niektórych miejscach komunizm trzyma się nadal, istnieją również partie neonazistowskie.Jak wspominałem: poza twardogłowymi hobbystami nikt ich dłużej poważnie nie bierze. > No i neokolonializm też ma się całkiem dobrze.Poza zbieżnością "fonetyczną" kolonializm XIX-wieczny z dzisiejszym neokolonializmem wspólnego ma niewiele. Ten pierwszy - równolegle do swych aspektów typowo politycznych - był też bardzo mocnym projektem ideologicznym, ba! - całym paradygmatem zgoła. Ten drugi jest banalnym wyzyskiem słabszych, który i bez zawracania sobie głowy ideologią od tysiącleci trwa w najlepsze. > Spodziewasz się najazdu watykańskiego na heretyków w Langwedocji?  Krk co dzień podkreśla, że bramy piekielne go nie przemogą i nie powiedział jeszcze swego ostatniego słowa  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Krk co dzień podkreśla, że bramy piekielne go nie przemogą i nie powiedział jeszcze swego ostatniego słowa .Chyba się naczytałeś Dana Brown'a.
|
|
| | | |  | 2 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Chyba się naczytałeś Dana Brown'a.  Akurat nie. Ale Katolickiego Głosu w moim domu słucham  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Chyba się naczytałeś Dana Brown'a.  > Akurat nie. Ale Katolickiego Głosu w moim domu słucham .Nie martw się, hufce RM przedstawiają mizerną wartość militarną, w przeciwieństwie do "twardogłowych hobbystów" z Korei Ludowo-Demokratycznej...
|
|
| | | | | |  | 4 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Nie martw się, hufce RM przedstawiają mizerną wartość militarną,
47 % w wyborach prezydenckich - było nie było.
>w przeciwieństwie do "twardogłowych hobbystów" z Korei Ludowo-Demokratycznej...
A tych się jakoś nie potrafię przestraszyć, kurde...
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | Naprawdę obawiasz się moherowych babć? Hmm. No cóż każdy ma jakiegoś hopla...
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Naprawdę obawiasz się moherowych babć? Hmm. No cóż każdy ma jakiegoś hopla...O sancta simplicistas! 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Gosia (9452 punktów) |
> Nie martw się, hufce RM przedstawiają mizerną wartość militarnąNiedocenianie przeciwnika to proszenie się o biedę .
|
|
9 na 11 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | A niech tam, pójdę siedzieć.
Część II
W roku 1228 nie była to jeszcze Tuluza ani znużona, ani wyniszczona. Ugiął się Rajmund VII przed nieubłaganą logiką polityczną, narzuconą omal bezkrwawo przez Ludwika VIII. Niestety, ten ostatni nie doczekał chwili swojego triumfu. Zmarł w Montpensier, podczas zwycięskiego powrotu do stolicy. Naoczny świadek wydarzeń - kanonik Puylaurens - podaje nam osobliwą przyczynę zgonu monarchy. Oto Ludwik, który od początku krucjaty nie spał z kobietą, zapaść miał na dziwną chorobę spowodowaną tą właśnie abstynencją. Tłumaczenie zadziwiające w ustach człowieka Kościoła, całkiem za to pasujące do charakteru króla, o którym powszechnie mówiono, iż "będąc dobrym chrześcijaninem, przez całe życie nie miał do czynienia z kobietą, z wyjątkiem tej, którą pojął za małżonkę". Nie mógł też Ludwik zaimponować swoim poddanym posturą - wzrostu niskiego, cherlawy, bladej cery, z podkrążonymi oczyma... I oto temu właśnie władcy - skromnemu, pobożnemu i słabego zdrowia nadali współcześni dumny przydomek "le Lion" - "Lew". Jest w tym głęboka mądrość, zrozumienie, iż prawdziwie lwi majestat osiąga się poprzez pokazanie pazurów w odpowiednim miejscu i czasie, a nie przez nazbyt chętne nurzanie ich we krwi. Zaś lwie spojrzenie jest zimne i twarde, lecz nie spopiela go rozpalająca namiętność ani mąci szaleństwo fanatyzmu. Niestety, nasza opowieść na tym się nie kończy. Po śmierci Ludwika VIII Lwa tron Francji objął jego syn Ludwik IX Święty. Wkrótce wojska francuskie wyruszają znów na południe. Pod ich osłoną odbywa się w upokorzonej Tuluzie synod poświęcony zwalczaniu katarskiej herezji. Tym razem nie ma wypowiedzenia wojny, nie ma pertraktacji ani odwołania. Uchwalone statuty przewidują karanie niewiernych śmiercią, pozbawienie mienia ludzi ukrywających heretyków, grożą najsurowszymi represjami wszystkim, którzy odmawialiby donosicielstwa. Wkrótce (maj 1252) zalegalizowane zostaną tortury, przeprowadza się zorganizowaną obławę na zwanych teraz "propagatorami grzesznej miłości" trubadurów. Liczba zabitych sięga setek tysięcy, a podług zasłużonego historyka albigensów - Napoleona Peyrat - nawet miliona. Ślepy terror rodzi rozpaczliwy opór, ten znów staje się pretekstem do spotęgowania okrucieństw. 16 marca 1244 roku w ręce królewskich hufców dostaje się święty zamek katarów Montsegur. Oddajmy głos Herbertowi: "U podnoża góry, na miejscu, które nazywa się dziś Cramatchs (od les cremats - spaleni), żołnierze wznoszą potężny stos. O tej porze suchego drewna jest mało, więc zamiast rusztowania przetykanego gałęźmi, i pali, do których przywiązani bywali skazańcy, budują zwycięzcy palisadę, otaczającą sporą warstwę chrustu. Do tej makabrycznej zagrody wpędzają zakutych albigensów. Źródła podają cyfrę dwustu osób - kobiet i mężczyzn. Palisadę podpala się z czterech stron. Rannych i chorych wrzuca się do środka. Żar jest tak wielki, że świadkowie muszą odejść od stosu. Śpiewy duchownych i krzyki umierających mieszają się ze sobą. (...) Ciężki, mdlący dym schodzi na doliny i rozwiewa się po historii". Antropolog zadumany nad kartami historii nie jest zaskoczony tym porównaniem działań Lwa i Świętego. Natura jest pragmatyczna. Lew, jako zwierzę, zabija, aby się najeść, rozszerzyć swoje terytorium łowieckie (które oddać mu można bez walki), odebrać samicę (którą także można dla niego dobrowolnie opuścić). Królowie-lwy nie widzą powodów, by zdobywać miasta, które i tak się poddadzą; zabijać ludzi, z których można uczynić poddanych; palić na stosie kobiety, które można zgwałcić lub innym na to pozwolić; rujnować budowle nadające się do wykorzystania. Natomiast samo już pojęcie świętości odsyła do ideologii, do określonego porządku mitycznego. O ziemię, poddanych, bogactwa, kobiety można się targować, można dokonywać machlojek lub kompromisów. Mit jest lub go nie ma. Mit - jak pouczają mistrzowie ze szkoły Tartu - jest tekstem i jako taki pozostaje niepodzielny i jedynie prawdziwy. Gdziekolwiek więc leje się krew niewinnych i nie stawiających oporu, gdzie płoną męczeńskie stosy, szukajcie mitu. Szukajcie "świętych spraw", "jedynie słusznego światopoglądu", "wiary waszych ojców". Roland Barthes wam się kłania. Kolumny aktualności w gazetach są wystarczającym argumentem dla etnologa, by nie musiał tłumaczyć, że etnologia nie jest archeologią kultury i że jej obiekt nie zanika nawet w McLuhanowskich elektronicznych wioskach. Z sympatią i wzruszeniem czyta też etnolog dzieła swych wielkich poprzedników, którzy - jak Bronisław Malinowski - wierzyli w racjonalny pragmatyzm kultury, lwa nosili w herbie. Niestety, pogłowie świętych nadal rośnie, lwy są zaś gatunkiem na wymarciu.
Ludwik Stomma Królów polskich i francuskich przypadki wyd. Graf-Punkt, Warszawa 2000, ss. 263-267.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Zrobimy wyjątek, ale proszę już więcej nie wstawiajcie tutaj dłuższych tekstów. Można cytować. Ale każdy z nas potrafi mniej więcej określić co to jest cytat. Można przytaczać dłuższe fragmenty - jak się komentuje. Czyli akceptowalny jest dłuższe przytoczenie, jeśli jest "porozbijane" i komentowane. Weźcie pod uwagę, że to my później mamy problemy bo to my odpowiadamy za to co się u nas ukazuje.
|
|
|  | big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Zrobimy wyjątek,Dziękuję  . > ale proszę już więcej nie wstawiajcie tutaj dłuższych tekstów.OK.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | | romaro (25211 punktów) | Dobrze że ten fragment wybrałeś. Warto propagować takie dzieła. Swoją drogą w jakimś poście odniosłem się właśnie do tego fragmentu, w kontekście ordynacji wyborczej. Głosujemy na lwa a wychodzi...
|
|
| spray (5875 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
9 na 9 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Z góry przepraszam, jeśli kogo tym nudzę Żartujesz? Ja Twoje posty czytam w ramach higieny psychicznej i dobroci dla własnego mózgu.
|
|
 | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | [skromny łopot rzęs]
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | 2 na 2 | Ignorancja (4718 punktów) | > [skromny łopot rzęs]Kokieteria u faceta? Niestrawne  > Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim>
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
> Kokieteria u faceta? Niestrawne  No co Ty. Ja jestem za pełnym równouprawnieniem
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | 3 na 3 | PanBuk (6257 punktów) | > >[skromny łopot rzęs]> Kokieteria u faceta? Niestrawne  pytanie: czy efekt motyla może wystąpić w wersji efekt big_zyd'a?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) |
>pytanie: czy efekt motyla może wystąpić w wersji efekt big_zyd'a?
Niestety, wyniki niektórych badań zdają się potwierdzać tę śmiałą tezę!
Szczegółowa analiza zjawiska, oparta na schemacie bifurkacji i przy uwzglednieniu wielu eksperymentalnie potwierdzonych zjawisk brzegowych, rozpatrywanych z punktu widzenia teorii chaosu, nie pozostawia złudzeń!
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|