Racjonalista - Strona głównaDo treści
nawet świnia wie kiedy, przestać

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
23-01-2012 17:16asmodai (2845 punktów)nawet świnia wie kiedy, przestać
Ocena 10 na 10
Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy.
"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno. Zaczęliście przelewać niewinną krew za Jakobinów, potem za Stalina, Kima etc. i robicie to nadal. Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona. Chociażby odkrycie pałacu króla Dawida i wielu innych. Może powinieneś się douczyć, bo kompromitujesz się z każdym słowem! "
Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał. Obwinianie za całe zło świata ateistów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

23-01-2012 17:28
 Ocena 17 na 17
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Taki komentarz pokazuje, że jego autor ma nikłą wiedzę oraz brak możliwości logicznego myślenia, myślenia w ogóle. Zamiast się denerwować - olać.


Europa to taki mały półwysep na drugim końcu Azji. (Mao Tse-tung)
Kamil1838 (521 punktów)
Takie komentarze można ignorować, ponieważ wiadomo, że ich autorzy nie mają racji.
12-02-2012 18:39 
 Ocena 1 na 1
Mikuś Frąckiewicz (616 punktów)
>Takie komentarze można ignorować, ponieważ wiadomo, że ich autorzy nie mają racji.

I są ignorowane. Gdy pierwszy raz wszedłem na ten portal, zdziwiłem się. Bo widać, że grasują tu trolle obrażający nas, a spodziewałem się, że po ich postach rozpocznie się lawina odpłacania tego samego przez nas. A tu nic, ignorancja, lub kpina. Nie tylko portal na poziomie, ale i jego użytkownicy
12-02-2012 18:45 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>A tu nic, ignorancja, lub kpina

Wydaje mi się, że może ci chodzić raczej nie tyle o ignorancję, ile o ignorowanie

>Nie tylko portal na poziomie, ale i jego użytkownicy

Staramy się
21-02-2012 19:41 
 Ocena 1 na 1
Mikuś Frąckiewicz (616 punktów)
>Wydaje mi się, że może ci chodzić raczej nie tyle o ignorancję, ile o ignorowanie

Wiem wiem, każdy może się pomylić. Właśnie ignorowanie miałem na myśli.

Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
23-01-2012 18:01
 Ocena 13 na 13
Kamil1838 (521 punktów)

>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona.
Takie komentarza mnie śmieszą. Według mnie w "Harrym Potterze" jest więcej prawdy niż w biblii. Przecież wiele wymienionych tam miejsc istnieje na prawdę.
24-01-2012 11:04 
 Ocena 14 na 14
Ania... (14138 punktów)
>>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona.
>Takie komentarza mnie śmieszą. Według mnie w "Harrym Potterze" jest więcej prawdy niż w biblii. Przecież wiele wymienionych tam miejsc istnieje na prawdę.
Świetny argument - jeśli odkryjemy np. budynek Hogvartu, czy jak to się nazywało, to będzie zarazem dowodem, że Harry Potter istniał, że była to szkoła czarowników, że czarowali i zabili smoka (czy co tam).

Nikt nie przeczy, że Biblia jest książką napisaną dawno temu. Siłą rzeczy musi opisywać niektóre realne rzeczy. Jednak nie jest kroniką w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, nie jest to dziwne, w tamtych czasach w naszej - bądźmy szczerzy - raczkującej kulturze, nie istniał wiarygodny przekaz kronikarzy. Nie widziano nic złego w bajdurzeniu o mitach, powtarzaniu legend, opowiadaniu ich "jakbym sam widział" itd. To było normalne i powszechne, bajowie opowiadali przysięgając na wszystko, że samo widzieli walkę z demonami, smokami, itd. Pamiętając relatywizm epoki, nie jest dziwne wymieszanie faktów i miejsc z bajkowymi zdarzeniami.

No i ostatnie - ja byłabym przerażona perspektywą prawdziwości każdego słowa Biblii. Bóg ST jest potworem i lepiej dla nas, że nie jest prawdziwy.
24-01-2012 13:53 
 Ocena 1 na 1
Kamil1838 (521 punktów)
>>>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona.
>>Takie komentarza mnie śmieszą. Według mnie w "Harrym Potterze" jest więcej prawdy niż w biblii. Przecież wiele wymienionych tam miejsc istnieje na prawdę.
>Świetny argument - jeśli odkryjemy np. budynek Hogvartu, czy jak to się nazywało, to będzie zarazem dowodem, że Harry Potter istniał, że była to szkoła czarowników, że czarowali i zabili smoka (czy co tam).
Chodziło mi o to, że biblia jest w tym podobna do "Harry'ego Pottera", że faktami są prawie wyłącznie miejsca, które istnieją na prawdę.
24-01-2012 14:11 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona.
>>>Takie komentarza mnie śmieszą. Według mnie w "Harrym Potterze" jest więcej prawdy niż w biblii. Przecież wiele wymienionych tam miejsc istnieje na prawdę.
>>Świetny argument - jeśli odkryjemy np. budynek Hogvartu, czy jak to się nazywało, to będzie zarazem dowodem, że Harry Potter istniał, że była to szkoła czarowników, że czarowali i zabili smoka (czy co tam).
>Chodziło mi o to, że biblia jest w tym podobna do "Harry'ego Pottera", że faktami są prawie wyłącznie miejsca, które istnieją na prawdę.
Tak, zrozumiałam.
sleaping lion (157 punktów)
(zablokowany)
>Chodziło mi o to, że biblia jest w tym podobna do "Harry'ego Pottera", że faktami są prawie wyłącznie miejsca, które istnieją na prawdę.
Biblia to tak zwana Księga Objawiona a "Harry Potter" to fikcja literacka i zadaniem ani jednej ani drugiej książki nie jest mówienie o faktach. O faktach mówi Encyklopedia.
Kamil1838 (521 punktów)

>Biblia to tak zwana Księga Objawiona a "Harry Potter" to fikcja literacka i zadaniem ani jednej ani drugiej książki nie jest mówienie o faktach. O faktach mówi Encyklopedia.
Jednak jest dużo ludzi, którzy wierzą we wszystko co jest napisane w biblii, nawet w te najbardziej absurdalne rzeczy.
21-02-2012 09:15 
 Ocena 1 na 1
sleaping lion (157 punktów)
(zablokowany)
>Jednak jest dużo ludzi, którzy wierzą we wszystko co jest napisane w biblii, nawet w te najbardziej absurdalne rzeczy.
To zapewne ci sami, którzy uwierzyli w śmierć Hanki Mostowiak.
24-01-2012 17:06 
 Ocena 1 na 1
asmodai (2845 punktów)
>>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona.
>Takie komentarza mnie śmieszą. Według mnie w "Harrym Potterze" jest więcej prawdy niż w biblii. Przecież wiele wymienionych tam miejsc istnieje na prawdę.
No cóż lepszym zródłem moralności od biblii dla mnie jest np star trek. Tam jest pokazane jak należy rozwiązywać problemy przy pomocy dyplomacji. Nie każą tam kamienować za, byle jakie przewinienie. Po za tym zdecydowanie bardziej inspirujący dla dzisiejszego świata jest star trek
jak biblia.
sleaping lion (157 punktów)
(zablokowany)
> Po za tym zdecydowanie bardziej inspirujący dla dzisiejszego świata jest star trek
>jak biblia.
Byłby gdyby znaleźli się wyznawcy starterkowej moralności a przede wszystkim kapłani, którzy myślą podobnie do ciebie ale mają wyższe aspiracje.
Grzegorz (5685 punktów)
>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
Bo to jest typowe katolickie dwójmyślenie w praktyce. Skoro Stalin był zły i był ateistą, to od razu idzie generalizacja na wszystkich ateistów.

Co do Torquemady to są dwie wersje - pierwsza jest taka że nie był zły, czasy były okrutne, a on w końcu własną ręką rzadko stos podpalał, więc jest OK. Druga to taka że może nie ma się co nim chwalić, ale na tym koniec... tym razem nie idzie za tym żadna generalizacja (inaczej niż ze Stalinem), owszem, przyznają że jako jednostka postępował niezbyt fajnie, ale o dziwo KRK którego był wysokim funkcjonariuszem w żaden sposób to nie dotyczy.

Zjawisko zresztą często spotykane nie tylko w religii. Jak coś złego zrobi obcy to dlatego że jest złodziejem, jak rodzina to dlatego że musieli. Itd.
23-01-2012 18:16 
 Ocena 5 na 5
Kamil1838 (521 punktów)
>>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>Bo to jest typowe katolickie dwójmyślenie w praktyce. Skoro Stalin był zły i był ateistą, to od razu idzie generalizacja na wszystkich ateistów.
Z pewnością było więcej ludzi złych ,którzy byli katolikami(dotyczy to także papieży) niż ateistami. Ile katolików było mordercami? Więc zgodnie z ich myśleniem wszyscy oni są mordercami.
23-01-2012 20:41 
 Ocena 7 na 7
Sarif (2786 punktów)
>Z pewnością było więcej ludzi złych ,którzy byli katolikami(dotyczy to także papieży) niż ateistami. Ile katolików było mordercami? Więc zgodnie z ich myśleniem wszyscy oni są mordercami.
>

Przecież to już od dawna wiadomo, że liczba morderców i sadystów wśród religii była bardzo duża , a ateiści rzadko się pojawiali z takimi skłonnościami , a jeżeli nawet to ateizm nie był motywacją tych odruchów i zachowań, a w przypadku wierzących to właśnie religia motywuje do zbrodni. Mieliśmy Pavelicia , Tiso, Franco , Niewiadomskiego, Petaina no i masę islamskich oszołomów ale o tych to ciągle słychać w tv, a wierzący z ateistów umieją wymienić jedynie Stalina i Hitlera co jak wiemy jest błędem , ale ich to nie interesuje bo najlepiej poprzyklejać etykietki ateizm wielu dyktatorom (a tutaj jak wiemy KrK lubi z nimi prowadzić interesy) i to jest ich częsta odpowiedź na każdy zarzut przeciwko religii. Niedouczone oszołomy i tyle.

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
24-01-2012 11:11 
 Ocena 8 na 8
Ania... (14138 punktów)
To jest trochę niesprawiedliwa sprawa, ale i trudna.
Bo tak:
1) z faktu wyznawania danej religii czy braku religii trudno wyciągać uogólnienia w sprawie np. przestępczości. Jak widzimy w statystykach - jeśli jest zależność, to na korzyść ateizmu.
Ale jednak:
2) to nie ateizm, a religia pretenduje do jedynego i skutecznego przewodnika w kwestii moralności, co więcej - do jedynego narzędzia poskramiającego nieetyczne zapędy. W takim ujęciu religia sama stawia się w trudnej sytuacji, kiedy niepowodzenie będzie jej wytknięte.
Nawet jeśli wątpliwe jest, jak często religia popycha ludzi do złego zachowania (bo możliwe jest, że bywa zaadoptowana do usprawiedliwienia popędów, które i tak by się jakoś ujawniły, to skomplikowany system i należy uwzględnić taką możliwość) to jednak uzasadnione jest wytknięcie jej niepowodzenia. Skoro i tak nie działa, bo efekty tego narzędzia są nawet nieco gorsze, niż brak takiego narzędzia, to uzasadnione jest powiedzenie tego jasno.

Czyli właściwie nie jest uzasadnione stwierdzenie, że ateizm jest zły i prowadzi do złych zachowań, ale uzasadnione jest stwierdzenie, że religia nie prowadzi do dobrych zachowań, oraz wyrażenie przypuszczenia, że może być przyczyną złych zachowań, przynajmniej niekiedy (jeśli zabija się lekarza lub piętnuje dwie normalne osoby za to, że chcą być ze sobą, w imię religii, to jest to złe).
23-01-2012 23:25 
 Ocena 4 na 4
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Co do Torquemady to są dwie wersje - pierwsza jest taka że nie był zły, czasy były okrutne, a on w końcu własną ręką rzadko stos podpalał, więc jest OK.
Niezaprzeczalnie wydał kilka wyroków śmierci. Ognia pewnie nie podkładał. Hitler i Himmler też nie odkręcili nigdy własnoręcznie żadnego kurka z gazem.
23-01-2012 18:34
 Ocena 10 na 10
kadykianus (557 punktów)

On tak mówi, bo w rzeczywistości słaba jest jego wiara.
Traktuje wiarę i niewiarę jakbyśmy byli w XII-wiecznej Francji a nie w XXI-wiecznej Polsce.
Widzi świat na zasadzie: kto komu dokopie. Jaka nędzna jest jego wiara, skoro potrzebuje dowodów archeologicznych. Wykopanie szczątków budowli mu wystarcza a nie przeszkadza mu zmartwychwstanie albo zapłodnienie dziewczyny przez ducha? Nie myśli.

Ciężko mu, bo on czuje, że na nim spoczywa odpowiedzialność za powoływanie do życia niesamowitych istot z brodami, które zapładniają kobiety rodzące synów, którzy 3 dni po śmierci wracają z cmentarza. Czy wiara jest zła? Nie. Ale wtedy nie jest, gdy jest mądrze pojmowana. Kiedy zderzamy się dzisiaj z potęgą nauki i wiemy tyle o świecie, to wiara u mądrego człowieka powinna być raczej poszukiwaniem Boga w życiu, ciągłym wątpieniem ale wątpieniem z nadzieją. Nie umiem tego lepiej wyrazić.

Wiem, czym na pewno nie powinna być. Nie powinna być maniakalnym zakłamywaniem świata: że bozia stworzyła Kosmos w 6 dni (nie stworzyła, wiemy jak powstał i kiedy i nie ma o czym gadać), że nietoperz to ptak (Biblia się myli ale 6000 lat temu pustelnicy latający za Mojżeszem po pustyni nie znali się na biologii), istoty nieżywe nie ożywają a człowiek nie może się nagle zamienić w słup soli.

Wielu wierzących myśli, że wiara polega na kolportowaniu absurdów dawnych pokoleń.
To nie wiara wtedy, tylko jawna głupota.

Tamte pokolenia nie były głupie. Dawni ludzie po prostu się mylili więc ich absurdalne wierzenia to nie ich wina i nie można mówić, ze byli durniami. Durniami sa dzisiejsi wierzący, którzy dawne dziwactwa powtarzają, jakby przez ostatnie 6000 lat nic sie na świecie nie wydarzyło.
wafelos (517 punktów)
W mitologi greckiej wiele razy są wspominane miejsca autentyczne np Olimp. Według takiego toku rozumowania , mitologia grecka nie jest mitologią a Zeus,Atena,Posejdon,Apollo etc istnieją?. Logika typu ''jeżeli słoń jest różowy to księżyc jest w nowiu''.
maruda (5550 punktów)
>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona. Chociażby odkrycie pałacu króla Dawida i wielu innych.

   Pałac króla Dawida odkryła niejaka Eilat Mazar z Izraela. Pieniądze na badania też pochodziły z Izraela. Czy ja muszę jeszcze przypominać kto kogo ukrzyżował? To zwyczajny spisek wiadomych kół.
   Trochę poważniej, króla Salomona wspominają jedynie żydowskie legendy w tym Biblia, nie potwierdzają jego istnienia żadne inne źródła. Z samym istnieniem króla Dawida tez są kłopoty.
23-01-2012 20:03 
 Ocena 10 na 10
Grzegorz (5685 punktów)
>Czy ja muszę jeszcze przypominać kto kogo ukrzyżował?
Jak to kto, przecież wyraźnie jest napisane że Rzymianie Czyli chyba chodziło o dzisiejszy Watykan rozważając sprawę geograficznie
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno. Zaczęliście przelewać niewinną krew za Jakobinów, potem za Stalina, Kima etc. i robicie to nadal. Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona. Chociażby odkrycie pałacu króla Dawida i wielu innych. Może powinieneś się douczyć, bo kompromitujesz się z każdym słowem! "<
Taki tekst jest oznaką desperacji. Obrońcy wiary zużywają już ostatnie naboje. Mnie takie teksty bawią. Np: "Chociażby odkrycie pałacu króla Dawida i wielu innych". Jakich innych? Innych nie odkryto. A odkryty pałac mógłby być pałacem króla Dawida. Trzeba też wiedzieć że archeolodzy chodzą dziś na wykopaliska z biblią pod pachą. Z jednej strony trzeba znaleźć dowody istnienia wielkiego królestwa Izraela, bo takie jest zapotrzebowanie polityczne. Z innej potwierdzić teorię ID. Zdarzyło się już że amatorscy archeolodzy z USA pomogli trochę młotem i dłutem uwiarygodnić znalezisko. " Może powinieneś się douczyć, bo kompromitujesz się z każdym słowem!" To ma rozwiać ewentualne podejrzenia że mamy do czynienia z kiepem. Ktoś posiadający wiedzę wyciąga z rękawa argumenty. Komu wiedzy brak, pokrzykuje - powinieneś się douczyć - Myślę że wielu tych obeznanych w archeologii i historii oburzonych, wiedzę swoją czerpie z wykładów "rozmów niedokończonych".
23-01-2012 21:28 
 Ocena 6 na 6
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
> Z jednej strony trzeba znaleźć dowody istnienia wielkiego królestwa Izraela, bo takie jest zapotrzebowanie polityczne.

Polecam książkę Israel'a Finkelstein'a "Dawid i Salomon". Dodam tylko że podtytuł książki brzmi: "odkrycia archeologiczne które podważyły wiarygodność Biblii"
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>> Z jednej strony trzeba znaleźć dowody istnienia wielkiego królestwa Izraela, bo takie jest zapotrzebowanie polityczne.
>Polecam książkę Israel'a Finkelstein'a "Dawid i Salomon". Dodam tylko że podtytuł książki brzmi: "odkrycia archeologiczne które podważyły wiarygodność Biblii"
Finkelstein nie odkrył też murów Jerycha. O ile dobrze wiem, państwo Izrael skróciło mu dotacje na badania.
25-01-2012 12:51 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
> Z jednej strony trzeba znaleźć dowody istnienia wielkiego królestwa Izraela, bo takie jest zapotrzebowanie polityczne.
Fakt. Dowody na samo istnienie są, ale jakiś czas temu historyk brytyjski Tom Jones (Cambridge) wyliczył, że państwo Izrael istniało ok. 180 lat, i to z przerwami. Dla porównania - Ruś Kijowska miała dłuższą historię, zanim została podbita i wchłonięta przez ościenne państwa, po czym zniknęła na tysiąc lat i jakoś Ukraińcy nie biegają z łopatami po stepie, żeby sobie zrekompensować kompleksy.
W dodatku Izrael przez większą część czasu był państwem, gdzie obok siebie istniało wiele religii - dzięki dalekowzrocznej polityce tolerancji i równouprawnienia króla Salomona, który sam był wyznawcą politeizmu.
sleaping lion (157 punktów)
(zablokowany)
>Zdarzyło się już że amatorscy archeolodzy z USA pomogli trochę młotem i dłutem uwiarygodnić znalezisko.
Chodziło ci chyba o cyrkiel i węgielnice.
maceox (6766 punktów)
>Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy. [...]

Gdzie się spotkałeś z tego typu komentarzem? Zaproś tę osobę tu na forum, niech się popisze swą wiedzą i wiarą. Poznałem tu wielu bardzo cierpliwych dyskutantów. Jak się takiego jegomościa z nimi skonfrontuje, to zawsze jest jakaś szansa, że wiedza mu się poszerzy, a wiara zmniejszy. Niczym nie ryzykujesz, ale gdyby tu wszedł, to możesz być pewien, że satysfakcję będziesz miał Ty.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-02-2012 19:08 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy. [...]
>Gdzie się spotkałeś z tego typu komentarzem?
Tego typu komentarzy jest w internecie na pęczki.
Bardziej obłudne, choć równie głupie o oślizłe znajdzie się w katolickiej literaturze mającej nawet pretensje do naukowości. Np. Natomiast błędne myślenie [ateisty] jest z kolei następstwem w y p a c z o n e j _ w o l i człowieka, który już ogranicza swoje zainteresowania do świata materialnego, a tym bardziej który w imię źle pojętej wolności uprawia samowolę, zaspokajając zachcianki swych niższych skłonności i z wolna pogrąża się w świecie zmysłowym. [...] Nadto człowiek rozwiązły zatraca poczucie tyrani swojego ciała, fałszywie przypisując duchowi tyranizowanie, jako że zdrowe wymogi duchowe nie zezwalają na na swawolę zmysłów. [...] nieopanowane uganianie się za zaspokajaniem swych wyłącznie niższych instynktów ....itd.
www.antykw(*)ioznawstwa-Grabowski-Lech/5222
Całe to "naukowe" dzieło jest pełne tego typu bzdur.

>Zaproś tę osobę tu na forum, niech się popisze swą wiedzą i wiarą.
Nie daj Boże tu głupków zapraszać! Oni sami tu wchodzą nieproszeni w nadmiarze.
Natomiast jakoś inteligencja z katolickich uczelni i wydziałów teologicznych boi się nas i co najwyżej przemyka tu efemerydalnie, a szkoda. Tu byłoby z kim porozmawiać.

>Poznałem tu wielu bardzo cierpliwych dyskutantów. Jak się takiego jegomościa z nimi skonfrontuje, to zawsze jest jakaś szansa, że wiedza mu się poszerzy, a wiara zmniejszy.
Naprawdę sądzi Pan, że na tym forum jest miejsce dla każdego głupka. Nie! To jest forum dla ludzi racjonalnie myślących. Posiadających minimum inteligencji i wiedzy.
Zapraszają założyciele tego forum i ja we własnym zapraszam - ludzi przeróżnych poglądów, ale ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia i potrafią swoich poglądów racjonalnie bronić. Nie brakuje tu nawiedzonych, którzy przychodzą nas ewangelizować.

>Niczym nie ryzykujesz, ale gdyby tu wszedł, to możesz być pewien, że satysfakcję będziesz miał Ty.
Dokładnie taką samą jaką miała Pani Katechetka, czy Pan Andrzej10.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,439821#w441172.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
05-02-2012 20:40 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Zaproś tę osobę tu na forum, niech się popisze swą wiedzą i wiarą.
>Nie daj Boże tu głupków zapraszać! Oni sami tu wchodzą nieproszeni w nadmiarze.

>>Poznałem tu wielu bardzo cierpliwych dyskutantów. Jak się takiego jegomościa z nimi skonfrontuje, to zawsze jest jakaś szansa, że wiedza mu się poszerzy, a wiara zmniejszy.
>Naprawdę sądzi Pan, że na tym forum jest miejsce dla każdego głupka. Nie! To jest forum dla ludzi racjonalnie myślących. Posiadających minimum inteligencji i wiedzy.

>Zapraszają założyciele tego forum i ja we własnym zapraszam - ludzi przeróżnych poglądów, ale ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia i potrafią swoich poglądów racjonalnie bronić. Nie brakuje tu nawiedzonych, którzy przychodzą nas ewangelizować.

>>Niczym nie ryzykujesz, ale gdyby tu wszedł, to możesz być pewien, że satysfakcję będziesz miał Ty.
>Dokładnie taką samą jaką miała Pani Katechetka, czy Pan Andrzej10.

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Pan nie bierze pod uwagę możliwości indywidualnego rozwoju intelektualnego nawet u największego głupka.
Zgadzam, się że nie każdy racjonalista musi mieć zawsze ochotę na taką rozmowę, ale jak widać wciąż są tacy, którzy ten trud podejmują i chwała im za to.
Nie jestem pewien, czy mogę się po tych kilkuset moich wpisach (w których zresztą bardzo różnie odnosiłem się do racjonalizmu) wypowiadać w tej kwestii, ale uważam, że to forum powinno pełnić również rolę edukacyjną.
I nie widzę podstaw, by z tej możliwości edukacji wyłączać niektórych ludzi.

Tak, większość z tych "głupków" nie da się przekonać, bo się po pierwsze do tego nie przyznają. Ale może sami nawet nie wiedzą, że już im się tu zasiało ziarnko niepewności. Może kiedyś zakiełkuje.

Wierzę w to, że każdy człowiek ma możliwość wyjścia poza swe aktualne ograniczenia.

Wielu nie skorzysta, ale może jakiś jeden skorzysta. I czy już dla niego nie warto?

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-02-2012 16:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Dokładnie taką samą jaką miała Pani Katechetka, czy Pan Andrzej10.
>Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Pan nie bierze pod uwagę możliwości indywidualnego rozwoju intelektualnego nawet u największego głupka.
Sam bym uważał się za głupka, gdybym przeczył swojemu wieloletniemu doświadczeniu. Nawet temu doświadczonemu tylko na naszym forum.
Znakomita część dorosłych ludzi intelektualnie zaraz po skończeniu szkół zastyga w miejscu lub zaczyna się wprost cofać.
W tym spora część staje się całkowicie nieprzemakalna na jakiekolwiek argumenty. Jeżeli na to nałoży się poczucie misji, to i Święty Boże nie pomoże.

>Zgadzam, się że nie każdy racjonalista musi mieć zawsze ochotę na taką rozmowę, ale jak widać wciąż są tacy, którzy ten trud podejmują i chwała im za to.
>Nie jestem pewien, czy mogę się po tych kilkuset moich wpisach (w których zresztą bardzo różnie odnosiłem się do racjonalizmu) wypowiadać w tej kwestii, ale uważam, że to forum powinno pełnić również rolę edukacyjną.
To proszę nie uciekać - stwierdzając, że brak Panu czasu, a podyskutować np. co do ogólnego dorobku ludzkości wniósł Jung: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,479754#w480449

>Wierzę w to, że każdy człowiek ma możliwość wyjścia poza swe aktualne ograniczenia.
Ja jestem niewierzącym.

>Wielu nie skorzysta, ale może jakiś jeden skorzysta. I czy już dla niego nie warto?
Zdecydowanie nie warto. Wszyscy mamy czas ograniczony, a praca nad otwartymi umysłami ciekawymi świata przynosi znacznie więcej satysfakcji jednostkowej i pożytku dla ludzkości ogólnie. Nic lepiej nie oddziałuje na głupotę niż wstyd, a nic jej bardziej nie wzmacnia jak uznanie głupka za intelektualnego partnera. Internet umożliwił nam rozmowy z prawie każdym, ale też sprymitywizował poziom intelektualny i kulturalny naszych dyskusji.
Mnie się to nie podoba, ale przecież nie ja tu rządzę.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>Wielu nie skorzysta, ale może jakiś jeden skorzysta. I czy już dla niego nie warto?
>Zdecydowanie nie warto. Wszyscy mamy czas ograniczony, a praca nad otwartymi umysłami ciekawymi świata przynosi znacznie więcej satysfakcji jednostkowej i pożytku dla ludzkości ogólnie.
Jak w takim ujęciu wygląda mój przypadek?
Moja mama była raczej agnostyczką, w każdym razie nie była tzw. wierzącą - praktykującą. Mój tata odrzucił wiarę w Boga po śmierci jego mamy na nowotwór - można powiedzieć, że stracił wiarę w sposób "książkowy"/"klasyczny". Mimo to zostałem ochrzczony w niemowlęctwie, przystąpiłem do I Komunii po zdaniu "egzaminu dopuszczającego" przed jakąś zakonnicą (w innym niż rodzinne mieście, aby tata - urzędnik państwowy w czasach PRL nie miał problemów). Na tym właściwie moje zaangażowanie w religię skończyło się. Przystąpiłem jeszcze do "błyskawicznego" bierzmowania w kościele na Placu Trzech Krzyży w W-wie, bo moja narzeczona (równie mocno wierząca jak ja) chciała mieć "piękny ślub" w kościele.
W jakimś angielskojęzycznym czasopiśmie zobaczyłem ogłoszenie jakiegoś amerykańskiego "Church of God", w którym to ogłoszeniu oferowano bezpłatne dostarczanie książek i broszur. Napisałem do nich i zacząłem otrzymywać różne materiały, które mnie zainteresowały, bo negowały "prawdy" głoszone przez Watykan.

Doszło do tego, że kupiłem gruby brulion, w którym zapisywałem przetłumaczone na język polski przeze mnie z tych amerykańskich książek rewelacje. Moja fascynacja rosła - wówczas dowiedziałem się np. o tym, że KK usunął Drugie Przykazanie z Dekalogu. W skrócie - moja obojętność wobec katolicyzmu przerodziła się w niechęć do niego, a potem w jego negację Miałem wrażenie, że dane mi jest poznawać rzeczy, co do których katolicyzm mnie oszukiwał.

Po pewnym czasie książki i broszury z Ameryki przestały do mnie napływać, w związku z tym nie miałem czym zapełniać mojego brulionu, i moje zaangażowanie w sprawy "prawdziwej wiary" osłabło do zera, czyli do stanu, w którym byłem zanim zacząłem czytać te amerykańskie "herezje".

Niestety, nie potrafię wychwycić momentu mojego życia, w którym stałem się po prostu ateistą. Nie zbuntowanym wobec KK powiernikiem religijnej "prawdy", ale po prostu człowiekiem, który odrzuca możliwość istnienia jakiegokolwiek bożka.

Nie pamiętam też, w jaki sposób dowiedziałem się o portalu racjonalista.pl, tygodnika "Fakty i Mity" itp.

Tak więc, moim zdaniem, nie warto i nie powinno się nikomu odbierać szansy na "otrzeźwienie", czego - jak sądzę - jestem dobrym przykładem.


>Nic lepiej nie oddziałuje na głupotę niż wstyd
Mam wrażenie, że człowiek głupi jest pozbawiony możliwości odczuwania wstydu. Wszak głupcowi wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy.

>a nic jej bardziej nie wzmacnia jak uznanie głupka za intelektualnego partnera.
Dlatego jestem przeciwnikiem wdawania się w dyskusje z tutejszymi trollami religijnymi/ewangelistami, czemu dawałem nie jeden raz wyraz umieszczając w ich wątkach obrazki typu "Do Not Feed The Trolls" albo zakładając wątki wykpiwające gotowość tutejszych forumowiczów do wdawania się w bezsensowne dyskusje na tematy "boskie".

>Internet umożliwił nam rozmowy z prawie każdym, ale też sprymitywizował poziom intelektualny i kulturalny naszych dyskusji.
Miał rację nieodżałowany Stanisław Lem: "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."
Trzeba z tego faktu wyciągnąć nauczkę i po prostu ignorować idiotów: "Nie wdawaj się w dyskusje z debilem, bo sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona zdobytym doświadczeniem."



Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
13-02-2012 10:18 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Jak w takim ujęciu wygląda mój przypadek?
To, proste niech Pan zacznie od samooceny. Czy uważa się Pan za człowieka samodzielnie myślącego, nie podającego się autorytetom, otwartego na świat i chcącego go zrozumieć. Dalej - to warto zrobić rozpoznanie środowiskowe, jak Pana oceniają inni? Jako "pyskatego" i niepokornego, czy jako układnego i grzecznego oportunistę.

>Tak więc, moim zdaniem, nie warto i nie powinno się nikomu odbierać szansy na "otrzeźwienie", czego - jak sądzę - jestem dobrym przykładem.
Jeżeli Pan zrozumiał, że odbieram komukolwiek szansę, to całkowicie nie zostałem zrozumianym. Ja tylko - na podstawie naukowych lektur i własnego doświadczenia życiowego - wiem, że przypadki przejścia charakterologicznego (postawa) od sceptycyzmu w fideizm, czy odwrotnie są niesłychanie rzadkie i raczej łączą się ze stanem chorobowym niż drogą intelektualną. Naturalną zaś drogą jest intelektualne "uzbrajanie" (umacnianie) takich pierwotnych postaw.

W moim odbiorze, na podstawie tego co Pan tu opisał, jest Pan przykładem "ateizmu racjonalnego", do którego dochodzi się własną pracą intelektualną. Według mnie to bardzo wartościowa postawa i to nawet, gdyby miejscami nie miał Pan racji, gdyż to są Pańskie własne poglądy, których potrafi Pan samodzielnie bronić.

>>>>Nic lepiej nie oddziałuje na głupotę niż wstyd
>Mam wrażenie, że człowiek głupi jest pozbawiony możliwości odczuwania wstydu.
>Wszak głupcowi wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy.
I tak i nie! Myślałem o tych "do uratowania", którzy jeszcze poczucie wstydu posiadają.

>>>>a nic jej bardziej nie wzmacnia jak uznanie głupka za intelektualnego partnera.
>Miał rację nieodżałowany Stanisław Lem: "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."
>Trzeba z tego faktu wyciągnąć nauczkę i po prostu ignorować idiotów: "Nie wdawaj się w dyskusje z debilem, bo sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona zdobytym doświadczeniem."
>Dlatego jestem przeciwnikiem wdawania się w dyskusje z tutejszymi trollami religijnymi/ewangelistami.
Zgadzam się z Panem, ale łatwo się mówi! Raczej wydaje mi się, że znalazłbym i Pańskie "wdanie się", a co najciekawsze pamietam zacietrzewianie też innych forumowiczy. Nawet tych, którzy teraz nawołują "sprawiedliwie obie strony" do uspokojenia się.
Zdecydowanie zgadzam się, że nie należy wchodzić w spory z głupcami, a tym bardziej, gdy trollują, ale nie zawsze mi się to udaje. Jestem zwyczajnym człowiekiem i też poddaję się emocjom.
Ciągle też mam złudzenie, że to forum dla racjonalistycznej inteligencji, a nie "Onet", że tu wymagania intelektualnie są odrobinę większe, że ewangelizatorzy będą się tu czuć choć odrobinę gorzej od racjonalistów, ale to chyba tylko moje złudzenie.

Pozdrawiam serdecznie.

PS. Ja naprawdę wierzę w ludzki intelekt i możliwości intelektualnych przemian.
Ja tylko nie wierzę w możliwości przemian intelektualnych ludzi, którzy wierzą, że mają patent na rację, że są posiadaczami Prawdy, a to są cechy chrakterologiczne a nie intelektualne. www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.Witwickiego

@@@
.
13-02-2012 12:59 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Pozwalam się włączyć, ponieważ dostrzegam w Pana opisie coś, co mi się kiedyś przydarzyło.
>>Dlatego jestem przeciwnikiem wdawania się w dyskusje z tutejszymi trollami religijnymi/ewangelistami.
>Zgadzam się z Panem, ale łatwo się mówi! Raczej wydaje mi się, że znalazłbym i Pańskie "wdanie się", a co najciekawsze pamietam zacietrzewianie też innych forumowiczy. Nawet tych, którzy teraz nawołują "sprawiedliwie obie strony" do uspokojenia się.
Nie wiem, czy między innymi mnie miał Pan na myśli, ale akurat moje zacietrzewienie pamiętam. Staram się obecnie pilnować, żeby to się nie powtórzyło. I chyba właśnie z tego doświadczenia zdarzyło mi się spróbować "sprawiedliwie uspokoić" obie strony:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,478028#w481816

>Zdecydowanie zgadzam się, że nie należy wchodzić w spory z głupcami, a tym bardziej, gdy trollują, ale nie zawsze mi się to udaje.
Ja ostatnio spróbowałem co najmniej dwa razy i raz dyskutantka odeszła z forum (mam nadzieję, że nie przeze mnie), a za drugim razem dyskutant został zablokowany (zanim mu odpowiedziałem). Tak więc trudno mi ocenić moją skuteczność w intelektualnym rozwijaniu "głupców" - aczkolwiek ja sam wzbraniałbym się przed przylepianiem komukolwiek takiej etykietki, a to między innymi z tego względu, że wziąłem sobie do serca Pana słowa z czasów mojego zacietrzewienia, które ja zapamiętałem jako "Drogi, młody czlowieku, niech Pan sobie zapamięta, że każdy jest trochę mądry i trochę głupi". Tak na prawdę teraz to sprawdziłem i trochę to inaczej Pan to wówczas wyraził, ale nie chcę zamieszczać linka, bo mi trochę wstyd za niektóre tamte moje wpisy. Jak ktoś chce, to znajdzie. Ewentualnie - jeśli Pan nie może uznać tego wygrubionego stwierdzenia za swoje - to proszę sprostować.

>Ja naprawdę wierzę w ludzki intelekt i możliwości intelektualnych przemian.
>Ja tylko nie wierzę w możliwości przemian intelektualnych ludzi, którzy wierzą, że mają patent na rację, że są posiadaczami Prawdy, a to są cechy chrakterologiczne a nie intelektualne.
Czy na pewno są to tylko cechy charakterologiczne?
Liczę na to, że będę miał jeszcze okazję przetestować na jakichś kolejnych ewangelizatorach dość proste pytanie:
"skąd to wiesz?"
Przy najtwardszym charakterze trzeba się przecież do tego pytania ustosunkować intelektualnie.

pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-02-2012 15:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>Pozwalam się włączyć, ponieważ dostrzegam w Pana opisie coś, co mi się kiedyś przydarzyło.
To jest takie forum, że włączać się należy, ale najpierw chciałbym się odnieść do Pańskiej wyższej odpowiedzi, którą dlatego, że właśnie przez Pana wyrażoną czuję się dotkniętym. Cytat:
Czy ktoś z oponentów P. Brzostowskiego mógłby przedstawić w skrócie jego stanowisko ograniczając się do meritum?
(Oczywiście to stanowisko powinno być przedstawione tak, żeby P. Brzostowski je rozpoznał jako swoje)

Już tyle czasu prowadzimy rozmowy, iż powinien Pan wiedzieć, że gdybym jego wypowiedzi nie rozumiał, to bym po prostu zapytał.
Proponuję w takim razie zrobić coś innego. Proszę przeczytać wypowiedzi w tym wątku pana Brzostowskiego. Spróbować wyartykułować jego stanowisko i jeżeli uzna Pan, że daje się ono bronić, to założyć nowy wątek.
Chętnie z Panem na ten temat porozmawiam.

>Ja ostatnio spróbowałem co najmniej dwa razy i raz dyskutantka odeszła z forum (mam nadzieję, że nie przeze mnie), a za drugim razem dyskutant został zablokowany (zanim mu odpowiedziałem). Tak więc trudno mi ocenić moją skuteczność w intelektualnym rozwijaniu "głupców" - aczkolwiek ja sam wzbraniałbym się przed przylepianiem komukolwiek takiej etykietki, a to między innymi z tego względu, że wziąłem sobie do serca Pana słowa z czasów mojego zacietrzewienia, które ja zapamiętałem jako "Drogi, młody czlowieku, niech Pan sobie zapamięta, że każdy jest trochę mądry i trochę głupi".
Tu dodał bym tylko, że ważnym jest, aby głupoty nie mylić z niewiedzą. Braki w wiedzy posiadamy wszyscy, a głupota jest cechą charakterologiczną. Moim zdaniem trudno uleczalną.

>Tak na prawdę teraz to sprawdziłem i trochę to inaczej Pan to wówczas wyraził, ale nie chcę zamieszczać linka, bo mi trochę wstyd za niektóre tamte moje wpisy. Jak ktoś chce, to znajdzie. Ewentualnie - jeśli Pan nie może uznać tego wygrubionego stwierdzenia za swoje - to proszę sprostować.
Mnie też się nie chce sprawdzać. Prawdopodobnie wyraziłem takie zdanie: Nie ma tak głupiego człowieka, który by czegoś mądrego nie powiedział, tak i nie istnieje mędrzec, który nie palnąłby jakiejś głupoty. Ale z tym wytłuszczonym przez Pana też się zgadzam, tyle że tu trzeba jednak zwrócić uwagę na proporcje. U mądrego głupoty jest niewiele, a głupiego odwrotnie.

>Ja naprawdę wierzę w ludzki intelekt i możliwości intelektualnych przemian.
>>>>Ja tylko nie wierzę w możliwości przemian intelektualnych ludzi, którzy wierzą, że mają patent na rację, że są posiadaczami Prawdy, a to są cechy chrakterologiczne a nie intelektualne.
>Czy na pewno są to tylko cechy charakterologiczne?
Panie Macieju, bardzo nie lubię wielkich kwantyfikatorów: "na pewno", "tylko", "zawsze", "nigdy" i tak dalej.
Spór z panem Brzostowskim dotyczył również pierwotności cech charakterów. A przecież jest bogata literatura na ten temat. Można poznać poważne wypowiedzi specjalistów na temat dziedziczenia genetycznego i kształtowania ludzi w procesach socjalizacyjnych. Nie będę się spierał z największymi tuzami w tej specjalizacji, gdy mam tylko wiedzę poznawczą. Przeczytałem ich publikacje.

>Liczę na to, że będę miał jeszcze okazję przetestować na jakichś kolejnych ewangelizatorach dość proste pytanie:
>"skąd to wiesz?"
Liczę więc na Pana.

>Przy najtwardszym charakterze trzeba się przecież do tego pytania ustosunkować intelektualnie.
Nie rozumiem tu znaczenia "najtwardszego charakteru". Natomiast - należałoby tu wziąć pod uwagę: www.sciaga.pl/tekst/68781-69-postawy

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
14-02-2012 10:32 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>[...]najpierw chciałbym się odnieść do Pańskiej wyższej odpowiedzi, którą dlatego, że właśnie przez Pana wyrażoną czuję się dotkniętym. Cytat:
Czy ktoś z oponentów P. Brzostowskiego mógłby przedstawić w skrócie jego stanowisko ograniczając się do meritum?
>(Oczywiście to stanowisko powinno być przedstawione tak, żeby P. Brzostowski je rozpoznał jako swoje)

>Już tyle czasu prowadzimy rozmowy, iż powinien Pan wiedzieć, że gdybym jego wypowiedzi nie rozumiał, to bym po prostu zapytał.
Panie Andrzeju, bardzo mi przykro, że poczuł się Pan dotknięty. Absolutnie nie taki był cel moich cytowanych przez Pana słów.

Po pierwsze nie tylko Pan był w tej dyskusji oponentem P. Brzostowskiego. Moje słowa kierowałem również do innych.

Po drugie chodziło mi o dokonanie streszczenia podstawowej tezy P. Brzostowskiego, po to, by dało się ją przedyskutować na spokojnie (Ja tę jego ogólną tezę zrozumiałem właśnie jako przynajmniej w dużym przybliżeniu tożsamą ze stwierdzeniem big_zyda o rozłączności zjawisk religii i przemocy co do zasady przy jednoczesnym splocie religii i władzy korzystającej z przemocy w historii. P. Brzostowki potwierdził, że o to mu chodziło.)

Po trzecie istniała podobno taka szkoła dyskusji, która polegała na tym, że przed odniesieniem się do twierdzenia współrozmówcy, najpierw należało powtórzyć jego twierdzenie.
Tu na forum mamy możliwość pozostawiania poszczególnych tez z innych wypowiedzi i odniesienia się do nich pod spodem. Sądzę, że czasem to nie wystarcza. Należałoby to jeszcze najpierw samemu słowo w słowo wstukać w klawiaturę, a potem przeformułować własnymi słowami, ale tak, żeby dyskutant się zgodził z tym, że to jest właśnie jego twierdzenie i dopiero wtedy się do tego ustosunkować. Oczywiście wprowadzenie takiego wymogu na poważnie byłoby przesadą, ale sądzę, że udało by się uniknąć wielu nieporozumień.

Pan pytał niedawno na ile potrafimy być komunikatywni. Oczywiście wiele zależy od użycia odpowiednich słów do sformułowania swych myśli, ale równie wiele zależy od zrozumienia rozmówcy przez pryzmat swych własnych definicji, poglądów i postawy.

Tak więc nie zarzuciłem Panu, że Pan nie zrozumiał postów P. Brozstowskiego i się nie dopytał. Musiałbym taki zarzut kierować prawie co chwilę prawie do każdego dyskutanta. Również w naszych dyskusjach - prowadzonych dość spokojnie i z sympatią - bardzo często czegoś dokładnie nie zrozumiemy, albo czasem się wręcz w ogóle nie zrozumiemy (zupełnie niezależnie od możliwej niezgodności poglądów), ale po to właśnie rozmawiamy, by między innymi sobie to wyjaśniać i również w ten sposób rozwijamy się intelektualnie.

Być może, że gdyby wszyscy wszystkich tak do końca rozumieli, to nie mielibyśmy żadnych międzyludzkich sporów (zarówno tych symaptycznych, jak i tych tragicznych)? Czy potrzebna byłaby jeszcze dyskusja?

Zresztą nie tylko nie zarzuciłem, ale nawet nie twierdzę, że Pan nie zrozumiał P. Brzostowskiego. Sądzę, że Pan go zrozumiał bardzo dobrze i być może lepiej ode mnie. Ja mam czasem tendencję do wyciągania z wpisów tego co rozpoznaję na podstawie syntezy jako jakąś ogólną myśl - i stąd w tym przypadku moje porównanie jego wpisu do wpisu big_zyda. Jednak przyznaję, że przy szczegółowej analizie te wpisy różnią się jednak od siebie diametralnie i to nie tylko co do samego sposobu wyrażenia myśli. Ogólnie niby to samo, ale być może diabeł tkwi w szczegółach.

Jednak doszło w tej dyskusji do takiej - powiedziałbym - eskalacji nieprzyjemności, że nawet samo czytanie tych przepychanek (ping-pong) nie było szczególnie miłe. I dlatego stwierdziłem, że warto spróbować streścić podstawową, ogólną tezę P. Brzostowskiego i dopiero do tego odnieść się rzeczowo.

>Proponuję w takim razie zrobić coś innego. Proszę przeczytać wypowiedzi w tym wątku pana Brzostowskiego. Spróbować wyartykułować jego stanowisko i jeżeli uzna Pan, że daje się ono bronić, to założyć nowy wątek.
>Chętnie z Panem na ten temat porozmawiam.
Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła. Czy każda wiara prowadzi do złych czynów? Ale zastanowię się nad wprowadzeniem i chętnię taki wątek założę.

>>Ja naprawdę wierzę w ludzki intelekt i możliwości intelektualnych przemian.
Tak właśnie sądziłem, ale na podstawie niektórych Pana osądów głupoty może się czasem wydawać, że nie zawsze bierze Pan tę możliwość pod uwagę. W każdym razie wówczas, gdy rozumie się tezę o czyjejś głupocie jako zakwalifikowanie kogoś za głupca. Ja powoli zaczynam dostrzegać, że to nie to samo, ale tu właśnie - przyznaję - potrzebna jest analiza, a nie synteza, by te dwie sprawy rozróżnić.

>>Przy najtwardszym charakterze trzeba się przecież do tego pytania ustosunkować intelektualnie.
>Nie rozumiem tu znaczenia "najtwardszego charakteru".
odniosłem się tu do Pana stwierdzenia:
>Ja tylko nie wierzę w możliwości przemian intelektualnych ludzi, którzy wierzą, że mają patent na rację, że są posiadaczami Prawdy, a to są cechy charakterologiczne a nie intelektualne.
Ja to zrozumiałem tak, że cechy charakterologiczne trudniej zmienić (jeśli to w ogóle możliwe) - dlatego napisałem "najtwardszy charakter". Ale nawet przy nim i tak trzeba się jakoś intelektualnie ustosunkować do pytania "skąd to wiesz?"

>Natomiast - należałoby tu wziąć pod uwagę: www.sciaga.pl/tekst/68781-69-postawy
Właśnie! Chodziło mi o wskazaną tam możliwość zmiany postawy.

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-02-2012 11:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Panie Andrzeju, bardzo mi przykro, że poczuł się Pan dotknięty.
Nie przesadzajmy z tym "dotknięciem". Raczej chciałem pokazać taką możliwą interpretację.

>Po drugie chodziło mi o dokonanie streszczenia podstawowej tezy P. Brzostowskiego, [...]. P. Brzostowski potwierdził, że o to mu chodziło.
Proszę wrócić do tematu po przeczytaniu mojego zestawienia ich wypowiedzi. (Choćby na tej podstawie - nie sądzę, aby Pan zrozumiał pana tezy Brzostowskiego.)

>Jednak przyznaję, że przy szczegółowej analizie te wpisy różnią się jednak od siebie diametralnie i to nie tylko co do samego sposobu wyrażenia myśli. Ogólnie niby to samo, ale być może diabeł tkwi w szczegółach.
No właśnie! Różnią się diametralnie, a Pan Brzostowski twierdzi, że właśnie o to mu chodziło, a więc co Pan zrozumiał? Pan Brzostowski to zwyczajny troll, który wije się jak piskorz, tylko po to aby zamącić. Właśnie to trzeba zrozumieć, a wówczas reszta jego rozumienia łatwo przychodzi.

>Po trzecie istniała podobno taka szkoła dyskusji, [...]
Dobra szkoła.

>Należałoby to jeszcze najpierw samemu słowo w słowo wstukać w klawiaturę, [...]
Dwie rzeczy są jeszcze ważniejsze:
- Zrozumienie wypowiedzi, do której się odnosimy, a jeszcze lepiej poglądów jej autora.
- Zrozumienie i komunikatywne wyartykułowanie tego co sami chcemy powiedzieć.

>Również w naszych dyskusjach [...] bardzo często czegoś dokładnie nie zrozumiemy, albo czasem się wręcz w ogóle nie zrozumiemy [...], ale po to właśnie rozmawiamy, by między innymi sobie to wyjaśniać i również w ten sposób rozwijamy się intelektualnie.
Dokładnie tak.

>Być może, że gdyby wszyscy wszystkich tak do końca rozumieli, to nie mielibyśmy żadnych międzyludzkich sporów [...]? Czy potrzebna byłaby jeszcze dyskusja?
A różnice poglądów?

>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
Czy geniusz muzyczny musi się ujawnić, gdy nie spotka się z muzyką?

>Czy każda wiara prowadzi do złych czynów?
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Steven Weinberg

Wiara tylko ułatwia i usprawiedliwia czynienie zła.

>Właśnie! Chodziło mi o wskazaną tam możliwość zmiany postawy.
Pomiędzy istnieniem możliwości istnienia, a istnieniem jest ogromna różnica.
Zresztą pokazałem w tym linku tylko zaczepienie do poważniejszych lektur.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-02-2012 12:17 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Jednak przyznaję, że przy szczegółowej analizie te wpisy różnią się jednak od siebie diametralnie i to nie tylko co do samego sposobu wyrażenia myśli. Ogólnie niby to samo, ale być może diabeł tkwi w szczegółach.
>No właśnie! Różnią się diametralnie, a Pan Brzostowski twierdzi, że właśnie o to mu chodziło, a więc co Pan zrozumiał?
Ta "diametralna" różnica dotyczy szczegółów i użycia konkretnych słów i przykładów, a także pewnie precyzyjności w definicjach używanych pojęć.
Jednak ogólnie najwyraźniej jednak zrozumiałem to, co P. Brzostowski chciał powiedzieć na tyle dobrze, że on sam się zgodził z moją propozycją streszczenia jego myśli (poprzez zaakceptowanie zaproponowanego przeze mnie cytatu big_zyda i wskazanie, że o to mu chodziło).
A ja właśnie od początku w takim ogólnym sensie rozumiałem wypowiedzi P. Brzostowskiego w tym wątku (i spróbuję to ująć tym razem moimi słowami) - że mianowicie złe czyny nie zawsze wynikają z religii, choć czasem mogą z niej wynikać i często się tak zdarzało. Chodziło mu - jak sądzę - ogólnie o to, by nie zrzucać winy za całe ludzkie zło i wszelakie wojny wyłącznie na religię.

W każdym razie dostrzegam w tak sformułowanej tezie - nie w pełni, ale w pewnym zakresie - zgodność z Pana zdaniem:

" Podstawową przyczyną wszystkich wojen była żądza władzy i chciwość dóbr materialnych, ale jej motorem była wiara w słuszność poglądów wodza. Wiara tym groźniejsza, im bardziej głęboka i mniej refleksyjna. Dlatego czynnik religijny we wszystkich zbiorowych mordach i wojnach jest bardzo istotny, a w przypadkach żołnierzy wprost decydujący."

W każdym razie przy właściwym zdefiniowaniu "wiary", "religii" i "czynnika religijnego" możnaby się pokusić o pogodzenie tych dwóch tez, odpowiednio je formułując w jakąś jedną i spójną.

I dlatego zabrałem głos - tym bardziej, że lubię czytać Pana wpisy, a tej dyskusji z P. Brzostowskim już miałem trochę jakby dość. Proponuję więc już tę rozmowię o rozmowie z P. Brzostowskim zostawić. Równie dobrze mogłem go jednak nie zrozumieć.

>>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
>Czy geniusz muzyczny musi się ujawnić, gdy nie spotka się z muzyką?
Nieźle powiedziane.
Tylko, czy to jest właśnie w pełni obiektywne?
Chciałbym tylko zauważyć, że przy pojęciu wiary i zła mamy jakby dwa różne pojęcia i dwa odrębne zjawiska (?), a przy geniuszu muzycznym i muzyce pozostajemy już w ramach tej samej dziedziny...

>Wiara tylko ułatwia i usprawiedliwia czynienie zła.
Czy w równym stopniu nie ułatwia czynienia dobra?

Sądzę, że każda wiara jest niepotrzebna już z definicji. Nie ma bowiem konieczności przyjmowania czegoś bez uzasadnienia. Jednak skutki wiary mogą moim zdaniem bardzo różne - zarówno dobre, jak i złe.

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
>A ja właśnie od początku w takim ogólnym sensie rozumiałem wypowiedzi P. Brzostowskiego w tym wątku (i spróbuję to ująć tym razem moimi słowami) - że mianowicie złe czyny nie zawsze wynikają z religii, choć czasem mogą z niej wynikać i często się tak zdarzało. Chodziło mu - jak sądzę - ogólnie o to, by nie zrzucać winy za całe ludzkie zło i wszelakie wojny wyłącznie na religię.

Dokładnie o to chodziło, bardzo dobrze mnie Pan zrozumiał.

Niestety z Panem Bogusławskim będzie trudno o zgodę, bo On właśnie bardzo umiejętnie miksuje pojęciami, nie tylko dlatego że je dobrze zna, tylko jak sądzę z innych powodów, a to jest różnica jak ją Pan określił światopoglądowa.
rdest (2492 punktów)

>W każdym razie przy właściwym zdefiniowaniu "wiary", "religii" i "czynnika religijnego" możnaby się pokusić o pogodzenie tych dwóch tez, odpowiednio je formułując w jakąś jedną i spójną.
Również tak uważam.
Pozwolę sobie na dwa słowa komentarza.
Pan Andrzej, jak sądzę, miał na myśli wszelkie religie, nie tylko teistyczne - i wiarę, która jest ich "owocem".
Do religii można wszakże zaliczyć patriotyzm, kult jednostki, system ideologiczny oraz wiele innych - ale to już inny wątek(o ile takowy powstanie).

Konformizm gwarantem spójności grupy
17-02-2012 17:31 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>A ja właśnie od początku w takim ogólnym sensie rozumiałem wypowiedzi P. Brzostowskiego w tym wątku (i spróbuję to ująć tym razem moimi słowami) - że mianowicie złe czyny nie zawsze wynikają z religii, choć czasem mogą z niej wynikać i często się tak zdarzało. Chodziło mu - jak sądzę - ogólnie o to, by nie zrzucać winy za całe ludzkie zło i wszelakie wojny wyłącznie na religię.
Zacytował Pan niżej mnie. Ja jeszcze niżej zacytuję Big_zyda, Ignorancję i Marudę, kto gdzie stwierdził, że wyłącznie?

Przestańcie Panowie pieprzyć.
--------------------------------------------------------
Cytat:
>Pan Big_zyd:
Co nie zmienia faktu, że religia [...] z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę [...] zatem i w [...] przemoc.
Pan Brzostowski:
Podpisuje się pod tą wypowiedzią big_zyda całym sobą! Właśnie o to mi chodziło!


>W każdym razie dostrzegam w tak sformułowanej tezie - nie w pełni, ale w pewnym zakresie - zgodność z Pana zdaniem:
"Podstawową przyczyną wszystkich wojen była żądza władzy i chciwość dóbr materialnych, ale jej motorem była wiara w słuszność poglądów wodza. Wiara tym groźniejsza, im bardziej głęboka i mniej refleksyjna. Dlatego czynnik religijny we wszystkich zbiorowych mordach i wojnach jest bardzo istotny, a w przypadkach żołnierzy wprost decydujący."

Czyja zgodność i z kim? Pan chyba chce mnie obrazić zestawiając moją wypowiedź z tym mętnym wywodem Pana Brzostowskiego oskarżającym całą ludzkość dla obrony fideistycznych zbrodni: Cytat:
Trudno jest prześcignąć w tym wielu wierzących, ale też racjonaliści mają w tym względzie sporo grzechów.
Przykładem tego jest stałe przerzucanie się winami za różne mordy i bestialstwa, kiedy wiadomo, że poglądy na religię stanowiły tylko tło dla niektórych ludzkich cech: przemocy, okrucieństwa, itd. Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło, gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane. Wojny i przemoc były w Afryce, Azji, Europie, Ameryce przed chrześcijaństwem i po. Tacy są ludzie.

Wielu racjonalistów pisze, że więcej było zbrodniarzy wśród wierzących, to chyba jasne skoro wierzący byli prawie wszyscy. Wielu wierzących pisze o czasie Jakobinów - rewolucja to rewolucja, to nie wina ateistów.


Dziękuje za wywód, z którego wynika, że Bogusławski jest konfliktowym idiotą.
Nie potrafiącym zrozumieć obiektywnego podejścia pana Brzostowskiego.


Szkoda, że przy okazji pokazuje Pan także wyższość swojego rozumienia ponad sedno wywodu innych polemistów:

Pana Big_zyda,
religia [...] z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę [...] zatem i w [...] przemoc.

Pani Ignorancji: Cytat:
I znowu kolejna prymitywna manipulacja. Weź ty człowieku i daj se siana.
Ja przypisuje tylko chrześcijaństwu?

Może mi ktoś pomoc, jak się zwie to u Schopenhauera, co uprawia Brzostowski? Kolokwialnie to się mówi o wpierdalaniu w cudze usta własnych bździn.

Człowieku, ja od początku utrzymuje, ze są dwie przyczyny (zysk i religia). Tylko cały czas ci powtarzam, ze są one nierozdzielne (to właśnie koniunkcja), czyli inaczej są jednym i się cudownie kumulują właśnie w chrześcijaństwie. Qrwa kapujesz? Jak jeba.ny szampon i odzywka w jednym. Masz p*****lone dwa opakowania? Dwa produkty? To ty za wszelka cenę usiłujesz je rozdzielić. Powodzenia. Zaczniesz ekstryfikacje, czy wystarczy destylacja towaru firmy Loreal?

Ja p*****le, już dawno nikt mnie tak nie zirytował swoja głupota.


Pana Marudy:Cytat:
Jesteś niekonsekwentny w swojej postawie. Z jednej strony sam przyznajesz że religia jest istotnym instrumentem przedstawionych przez biga przykładów. Z drugiej próbujesz udowodnić że wcale nie jest, dodając od siebie coraz to inne konflikty. Jak się w końcu zdecydujesz to możemy dyskutować, ale nie ogólnie, a tylko z wykorzystaniem konkretnych wskazanych przez Ciebie przykładów.

Zwyczajnie wybielasz wszelkie postawy religijne udając że religia to tylko wzniosłe idee a nie jedno z narzędzi władzy i kontroli. Religia jest na tyle związana z władzą przynajmniej w ujęciu historycznym, że twoje niezdarne próby pokazania rozdzielności rażą mój intelekt. Zamiast zasłaniać się swoimi "wieloma różnorodnymi przyczynami" pokaż proszę jak w prosty i klarowny sposób wyodrębnić "przyczyny religijne". Jeżeli nie umiesz wykazać w jaki sposób oddzielić te "przyczyny religijne" to dalsza dyskusja ze szczególnym naciskiem na wybielanie religii jest tylko i wyłącznie manipulacją mającą na celu świadome wprowadzenie czytelnika w błąd. To właśnie nazywam manipulacją.

Znowu bijesz swoją kukłę wprowadzając do tej dyskusji swoją ulubioną tezę o "religii jako jedynej przyczynie wojen". Wpychasz ten argument wszystkim interlokutorom w tym wątku, podczas gdy tylko ja użyłem tego argumentu w mojej "idealnej wojnie religijnej" i to tylko po to by pokazać jego nonsensowność.


>W każdym razie przy właściwym zdefiniowaniu "wiary", "religii" i "czynnika religijnego" można by się pokusić o pogodzenie tych dwóch tez, odpowiednio je formułując w jakąś jedną i spójną.
Nie! Szanowny Panie Macieju, w żaden sposób nie można pogodzić moich wywodów z mętnym bełkotem Pana Brzostowskiego. Nie widzę takiej możliwości i nie wyrażam na to zgody. Ja zresztą nie potrafię dostrzec jakichkolwiek sensownych argumentów u Pana Brzostowskiego. To tylko emocje, jak z anegdoty Witwickiego: "Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".

Pozdrawiam.

@@@
.
20-02-2012 13:10 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Są różne rodzaje dyskusji:
- dyskusje, w których można się dogadać
- dyskusje, w których nie można się dogadać
- i dyskusje, w których chodzi o to, żeby się przypadkiem nie dogadać


>> [...] w takim ogólnym sensie rozumiałem wypowiedzi P. Brzostowskiego w tym wątku [...], że mianowicie złe czyny nie zawsze wynikają z religii, choć czasem mogą z niej wynikać i często się tak zdarzało. Chodziło mu - jak sądzę - ogólnie o to, by nie zrzucać winy za całe ludzkie zło i wszelakie wojny wyłącznie na religię.
>Zacytował Pan niżej mnie. Ja jeszcze niżej zacytuję Big_zyda, Ignorancję i Marudę, kto gdzie stwierdził, że wyłącznie?
Skoro nikt, to nie widzę w ogóle podstaw do prowadzenia sporu. Przynajmniej nie ze mną.

>Przestańcie Panowie pieprzyć.



Każdemu się może zdarzać coś tam powiedzieć bez sensu. Mi się to zdarza dość często. Na forum staram się ograniczać, bo jest jeszcze czas na przemyślenie, zanim się coś wstuka w klawiaturę, ale nie niestety nie stanowi to żadnej gwarancji.
>--------------------------------------------------------
>Czyja zgodność i z kim? Pan chyba chce mnie obrazić zestawiając moją wypowiedź z tym mętnym wywodem Pana Brzostowskiego
Zestawić i porównać można wiele różnych wpisów - i niezależnie od tego dojść do wniosku, czy wynikająca z nich ogólna teza jest do pogodzenia, czy nie - i nie dopatrywałbym się w tym obrazy. W każdym razie nie było z mojej strony takiej woli.
Fakt, że wydawało mi się, że stanowiska Panów nie są wcale w tym tu wątku dokładnie przeciwstawne i możnaby się pokusić o ich pogodzenie, ale moj błąd polegał na tym, że nie byłem wystarczająco bystry, by rozpoznać, o jaki rodzaj dyskusji chodzi.

>oskarżającym całą ludzkość dla obrony fideistycznych zbrodni:
Uważam tę Pana krytykę wpisu p. Brzostowskiego za ogólnie trafną, choć w pewnym stopniu nieco przesadzoną.
W dalszym ciągu uważam, że przy odpowiednim zdefiniowaniu wykorzystywanych pojęć bylibyście w stanie się dogadać, ale to przecież nie ode mnie zależy.
Na początek wystarczyłoby, aby p. Brzostowski uznał, że zbrodnie takie jak np. hitllerowskie i stalinowskie były jak najbardziej zbrodniami fideistycznymi - popełnionymi w imię nieuzasadnionej, wymyślonej ideologii - będącej wręcz parareligią. Już wówczas cytowany przez Pana jego wpis uległby poważnej zmianie. Istniałaby wówczas pewna szansa na jakieś dalsze dopracowanie szczegółów. Ale mi na tym nie zależy. Wyraziłem tylko moje zdziwienie, że Panom na tym nie zależy, ale mi to jest w zasadzie wszystko jedno.
Być może trochę niepotrzebnie zabrałem glos w Waszej dyskusji. Powinienem był zaakcpetować, że każdy ma swój sposób rozmowy i sam wybiera, z kim chce poglądy dopracowywać, a z kim nie.

>Dziękuje za wywód, z którego wynika, że Bogusławski jest konfliktowym idiotą.
Bez przesady. Nie taki byl mój cel. Jeśli już, to chciałem być negocjatorem, bo widziałem do tego podstawy, ale mogły być one niesłuszne. Przede wszystkim nie przewidziałem Pańskiej uwagi:
> "nie wyrażam na to zgody"
Wycofuję się więc z tej propozycji negocjowania.

>Szkoda, że przy okazji pokazuje Pan także wyższość swojego rozumienia ponad sedno wywodu innych polemistów
Staram się nie wywyższać, ale przyznaję, że próbę pogodzenia Pańskich poglądów z poglądami P. Brzostowskiego można było tak odebrać.

>wyższość swojego rozumienia ponad sedno wywodu innych polemistów
>Pana Big_zyda,
Zgadzam się z jego zacytowanymi przez Pana słowami.

>Pani Ignorancji:
W całej rozciągłości - www.plejad(*)wa-slowa-zajebiscie,wideo.html - uważam tekst Pani Ignorancji za całkowicie zajebisty.

i oczywiście w pelni zgadzam się równiez z postem Pana Marudy, zwłaszcza z:
>"Znowu bijesz swoją kukłę wprowadzając do tej dyskusji swoją ulubioną tezę o 'religii jako jedynej przyczynie wojen'."
Powtarzam, że jeśli nikt tak nie twierdził, to właśnie nie ma się o co spierać.

>>W każdym razie przy właściwym zdefiniowaniu "wiary", "religii" i "czynnika religijnego" można by się pokusić o pogodzenie tych dwóch tez, odpowiednio je formułując w jakąś jedną i spójną.
>Ja zresztą nie potrafię dostrzec jakichkolwiek sensownych argumentów u Pana Brzostowskiego. To tylko emocje.[...]
Tak sądzę, że w życiu każdego z nas wielką rolę odgrywają emocje, a ja byłem naiwny sądząc, że można je przeskoczyć poprzez suche i rzeczowe zdefiniowanie używanych pojęć celem dogadania się w zakresie danej tezy.

I przekleję tu jeszcze z drugiego postu, by w miarę możliwości zakończyć już temat dyskusji z P. Brzostowskim (z mojej strony przynajmniej zakończyć - bo oczywiście liczę na Pana odpowiedź):

>>Proponuję więc już tę rozmowę o rozmowie z P. Brzostowskim zostawić.
>>Równie dobrze mogłem go jednak nie zrozumieć.
>Powodów obrony stanowiska Pana Brzostowskiego mogło być więcej,
Całkiem możliwe.

>Ja z Panem Brzostowskim nie podjąłem żadnej dyskusji, gdyż on nie tu przedstawił żadnych sensownych poglądów i racjonalnej argumentacji dla ich obrony. To było czyste mętniactwo i kręcenie.

Uważam Pana za mądrego człowieka i sądzę, że ma Pan w pełni uzasadnione powody, by z Panem Brzostowskim żadnej dyskusji nie podejmować. Tak jak powiedziałem - nie byłem wystarczająco bystry, by rozpoznać, że tu chodzi o ten rodzaj dyskusji.

Pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
20-02-2012 19:54 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
> Są różne rodzaje dyskusji:
>- dyskusje, w których można się dogadać
>- dyskusje, w których nie można się dogadać
>- i dyskusje, w których chodzi o to, żeby się przypadkiem nie dogadać

A to ciekawe?
Do którego typu zaliczył by Pan moją z Panem Brzostowskim? Zawsze obie strony dyskusji mają ten sam cel?

>> [...] w takim ogólnym sensie rozumiałem wypowiedzi P. Brzostowskiego w tym wątku [...], że mianowicie złe czyny nie zawsze wynikają z religii, choć czasem mogą z niej wynikać i często się tak zdarzało.
A to ciekawe? I co sądzi Pan, że ja i inni tej oczywistości zaprzeczali?

>Chodziło mu - jak sądzę - ogólnie o to, by nie zrzucać winy za całe ludzkie zło i wszelakie wojny wyłącznie na religię.
A kto i gdzie zrzucał?

>Na forum staram się ograniczać, bo jest jeszcze czas na przemyślenie, zanim się coś wstuka w klawiaturę, ale nie niestety nie stanowi to żadnej gwarancji.
Ale w tym jest rzeczy sedno.

>Fakt, że wydawało mi się, że stanowiska Panów nie są wcale w tym tu wątku dokładnie przeciwstawne i można-by się pokusić o ich pogodzenie, ale mój błąd polegał na tym, że nie byłem wystarczająco bystry, by rozpoznać, o jaki rodzaj dyskusji chodzi.
Znając Pana - uważam iż tym razem nie poświecił Pan należytej uwagi na rozpoznanie sporu.

>Uważam tę Pana krytykę wpisu p. Brzostowskiego za ogólnie trafną, choć w pewnym stopniu nieco przesadzoną.
Niewiele merytorycznych krytyk Pana Brzostowskiego uznałbym za przesadzone, gdyż to jego sposób prowadzenia dyskusji jest nie do przyjęcia, a ponadto prowokuje do ciętych ripost.

>W dalszym ciągu uważam, że przy odpowiednim zdefiniowaniu wykorzystywanych pojęć bylibyście w stanie się dogadać, ale to przecież nie ode mnie zależy.
Ale mnie zależy na Panu i dlatego chciałbym aby Pan zrozumiał, że było i jest to zupełnie niemożliwe. Spór ze sposobem myślenia Pana Brzostowskiego wcale nie zaczął się w tym wątku. Proponuję otworzyć ten post www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,464332#w474781 i pojechać w górę dyskusji.

>Istniałaby wówczas pewna szansa na jakieś dalsze dopracowanie szczegółów. Ale mi na tym nie zależy. Wyraziłem tylko moje zdziwienie, że Panom na tym nie zależy, ale mi to jest w zasadzie wszystko jedno.
I o czy Pan tu mówi? O dyskusji pomiędzy nami? Jestem przekonany, iż byśmy się dogadali. Pan się może głęboko ze mną nie zgadzać, ale rozumie Pan o czym mówię i bierze Pan to pod uwagę.

>Jeśli już, to chciałem być negocjatorem, bo widziałem do tego podstawy, ale mogły być one niesłuszne.
Negocjator to poważne zadanie, tu zupełnie nie wystarczy każdemu dać w łeb, aby się uspokoił, tu trzeba wejść w istotę sporu i starać się o sprawiedliwe rozsądzenie. Nigdy nie chciałbym być sędzią i podziwiam tego typu prace naszych moderatorów.

>Tak sądzę, że w życiu każdego z nas wielką rolę odgrywają emocje,
To oczywiste.

>a ja byłem naiwny sądząc, że można je przeskoczyć poprzez suche i rzeczowe zdefiniowanie używanych pojęć celem dogadania się w zakresie danej tezy.
Naprawdę Pan sądzi, że do rozmów przystępują dwie równe strony. Nasze rozmowy są też przynajmniej trochę grą, a grać można tylko tak jak partner rozmowy pozwala. Powiedział Pan, że wszystko można zestawić. Niech Pan zestawi moją rozmowę z Panem Brzostowskim z naszymi najostrzejszymi starciami. Czy nie dostrzega Pan różnicy?

>Uważam Pana za mądrego człowieka i sądzę, że ma Pan w pełni uzasadnione powody, by z Panem Brzostowskim żadnej dyskusji nie podejmować.
Panie Maćku, dobrze Pan zna moje powiedzenie, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, a im jest głębsza to tym bardziej.
Dobrze Pan wie jak źle oceniam udział wiary w mentalności zbrodniarzy, ale czy mógł Pan uwierzyć, że Bogusławski z uporem będzie twierdził, że wiara jest wszystkiemu winna.
(Żartem! Czyżbym mógł zapomnieć, że księża mieli rodziny i kochanki, o które musieli się starać, że budowali pałace, że musieli gromadzić środki i na zaspokojenie swoich żądz i na wojny.)

Znowu proponuję otworzyć posta i pojechać do góry: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,482589#w483673
Naprawdę Pan sądzi, że pan Brzostowski jest w stanie podjąć merytoryczną rozmowę.
Z kim i na jaki temat. Proszę pokazać mi taką. Dajmy już spokój naszej rozmowie o panu Brzostowskim - jest wiele znacznie ciekawszych tematów.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
17-02-2012 18:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>I dlatego zabrałem głos - tym bardziej, że lubię czytać Pana wpisy, a tej dyskusji z P. Brzostowskim już miałem trochę jakby dość.
Rozmowy dość z Panem Brzostowskim mieli wszyscy, którzy nie chcieli mu przyklaskiwać. Jego upierdliwość, zawziętość i zacietrzewienie, przy niewielkiej wiedzy wyprowadzają tak z równowagi, że trzeba zrezygnować z wszelkiej z nim rozmowy.
Dlatego też napisałem: Trolle górą.

>Proponuję więc już tę rozmowę o rozmowie z P. Brzostowskim zostawić.
>Równie dobrze mogłem go jednak nie zrozumieć.
Powodów obrony stanowiska Pana Brzostowskiego mogło być więcej, nie tylko jego niezrozumienie, ale zupełnie nie słusznie, gdyż Pan Brzostowski uważając, że bezbożnik Bogusławski, atakuję jego ukochaną, na ślepo zaczął walczyć i nim i z innymi. Ja z Panem Brzostowskim nie podjąłem żadnej dyskusji, gdyż on nie tu przedstawił żadnych sensownych poglądów i racjonalnej argumentacji dla ich obrony. To było czyste mętniactwo i kręcenie.

>>>>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
Czy geniusz muzyczny musi się ujawnić, gdy nie spotka się z muzyką?
>Nieźle powiedziane.
>Tylko, czy to jest właśnie w pełni obiektywne?
Moim zdaniem bardzo. Mamy wiele talentów i wiele skłonności, które się z braku dostatecznych bodźców nie ujawniają. Wiem to choćby po sobie samym.

>Chciałbym tylko zauważyć, że przy pojęciu wiary i zła mamy jakby dwa różne pojęcia i dwa odrębne zjawiska (?), a przy geniuszu muzycznym i muzyce pozostajemy już w ramach tej samej dziedziny...
Zupełnie nie prawda. Dlatego ja cały czas podkreślam, że mówię o wierze (czyli pewnej mentalnej skłonności wyrażającej się najsilniej np. w osobowościach autorytarnych {choć sprawa jest bardziej złożoną}), a nie o religii (ideologii) czyli przedmiocie wiary.

>>>>Wiara tylko ułatwia i usprawiedliwia czynienie zła.
>Czy w równym stopniu nie ułatwia czynienia dobra?
Setki, a nawet tysiące badań socjologicznych nie potwierdzają tego, choć każdy światopogląd ma swoich "świętych", ale to są zawsze jednostki.
Dlatego Weinberg słusznie napisał:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze,
a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.


>Sądzę, że każda wiara jest niepotrzebna już z definicji. Nie ma bowiem konieczności przyjmowania czegoś bez uzasadnienia.
Jakoś doświadczenie ludzkości wskazuje ma jej potrzebę.

>Jednak skutki wiary mogą moim zdaniem bardzo różne - zarówno dobre, jak i złe.
Wiem, że tak Pan uważa. Stąd obrona Pana Brzostowskiego. Ja uważam, że każda wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>>>>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
>Czy geniusz muzyczny musi się ujawnić, gdy nie spotka się z muzyką?
>>Nieźle powiedziane.
>>Tylko, czy to jest właśnie w pełni obiektywne?
>Moim zdaniem bardzo. Mamy wiele talentów i wiele skłonności, które się z braku dostatecznych bodźców nie ujawniają. Wiem to choćby po sobie samym.

To prawda, ale pytając obiektywizm, miałem na myśli to:
>>Chciałbym tylko zauważyć, że przy pojęciu wiary i zła mamy jakby dwa różne pojęcia i dwa odrębne zjawiska (?), a przy geniuszu muzycznym i muzyce pozostajemy już w ramach tej samej dziedziny...
>Zupełnie nie prawda.
Ja bym powiedział raczej, że nieco podobnie jak myzykalność, czy zdolności sportowe, albo literackie istnieje również skłonność do wiary (np. religijność) i skłonność do czynienia zła (np. sadyzm) - każda z tych skłonności może wystąpić z różnym nasileniem.
Dopiero wówczas, gdy u jednego człowieka spotka się szczególnie rozbudowana skłonność do wiary ze szczególnie rozbudowaną skłonnością do czynienia zła - wówczas mamy mieszankę wybuchową - choć i tak jeszcze trzeba WOLI, by dopiero przekształciło się to w czyny.
Sama jednak wiara - jakkolwiek jest urojeniem i intelektualnym ograniczeniem (a więc czymś niepożądanym zwłaszcza jeśli odnosi się wnioski płynące z wiary do świata fizycznego) - nie musi automatycznie prowadzić do złych czynów, a może wręcz prowadzić do czynów dobrych. Wiele zależy nie tylko od tego, w co się dokładnie wierzy, ale również jakie konsekwencje się z tej wiary wyciąga.
Można wierzyć w Jezusa i w związku z tym czerpać z tej wiary moralny nakaz pomagania biednym. Można też wierzyć w tego samego Jezusa i w konsekwencji siłą "nawracać" innowierców. Jak widać symbol, a nawet przedmiot wiary jest (pozornie) ten sam, a czyny różne. Czy chodzi tylko o różnice w interpretacji założeń wiary, czy może również o całkowicie niezależne od tej wiary skłonności i przynajmniej częściowo od niej niezależne postawy?

>Dlatego ja cały czas podkreślam, że mówię o wierze (czyli pewnej mentalnej skłonności wyrażającej się najsilniej np. w osobowościach autorytarnych {choć sprawa jest bardziej złożoną}),
Powyżej również przyjąłem, że to właśnie mentalna skłonność - pewnie w dużym stopniu również do podporządkowywania się autorytetom, aczkolwiek zastanawiam się jednocześnie nad poniższym:

Jeśli zgodzimy się na tę definicję wiary, o której kiedyś już mówiliśmy, a mianowicie że jest to przyjęcie danego twierdzenia za prawdziwe bez racjonalno-emprycznego uzasadnienia, to wówczas trudno mówić o skłonności do wiary. Raczej jest to wówczas nie tyle cecha (wrodzona lub bardzo głęboko nabyta), co brak refleksji. Człowiek wierzy wówczas nie dlatego, że ma taką skłonność, ale dlatego, że jest w pewnym sensie zbyt leniwy, albo zbyt konformistyczny, by kwestionować dogmaty, do których jest przyzwyczajony.

Wiara jest wówczas brakiem oświecenia.
Jak natomiast wiadomo oświecenie jest wyjściem człowieka z niepełnoletności w którą popadł z własnej winy. Choć osobiście wolałbym tu użyć słów "wyjście z niedorosłości", ale to już niuanse tłumaczeniowe.

>a nie o religii (ideologii) czyli przedmiocie wiary.
Tak, sądzę, że religie, czy ideologie nie motywują same z siebie do jakichkolwiek czynów, o ile tylko się w nie nie wierzy.
Jeśli jednak przyjęlibyśmy, że wiara to wcale nie skłonność, a tylko intelektualne lenistwo, to mam wrażenie, że jest jeszcze coś innego, co nas do religii, albo ideologii kusi.
Nazwałbym to coś może skłonnością do "atmosferyczności". Przesadziłem ze słowotwórstwem? Wyjaśnię może o co chodzi:
Chodzi o cały zestaw: architektura, kadzidła, symbole, poetyka, muzyka - to są oddziaływania na psychikę człowieka i ludzie są na to właśnie w największym stopniu podatni. Tu można mówić bez wahania o skłonnościach. Oczywiście można to przeżywać pozostając niewiernym, ale potrafią to uczynić chyba właśnie tylko jednostki wystarczająco sceptyczne - dorosłe - oświecone - poddać się atmosferze nie popadając w wiarę. U większości ludzi dochodzi tu chyba do wymieszania informacji zmysłowych z wpajanymi przy okazji treściami ideologicznymi. Miła atmosfera po wyjściu z kościoła mija, a treści w głowie zostają. A potem człowiek przez cały tydzień myśli: tam to było fajnie i tak relaksująco - to Jezus tak musi oddziaływać w domu bożym.

ciąg dalszy w kolejnym wpisie
22-02-2012 13:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ja bym powiedział raczej, że nieco podobnie jak muzykalność, czy zdolności sportowe, albo literackie istnieje również skłonność do wiary (np. religijność) i skłonność do czynienia zła (np. sadyzm) - każda z tych skłonności może wystąpić z różnym nasileniem.
Tak.

>Dopiero wówczas, gdy u jednego człowieka spotka się szczególnie rozbudowana skłonność do wiary ze szczególnie rozbudowaną skłonnością do czynienia zła - wówczas mamy mieszankę wybuchową - choć i tak jeszcze trzeba WOLI, by dopiero przekształciło się to w czyny.
Nie i to zdecydowane nie! Wiara jest pewnego rodzaju potencją, która w szczególnych okolicznościach ułatwia, usprawiedliwia, a nawet wymusza popełnienie zła. Złe czyny mogą popełniać wówczas nawet najlepsi ludzie, a zależy to najbardziej od głębokości wiary. Ogromna jest na ten temat literatura i olbrzymia ilość faktów.

>Sama jednak wiara - jakkolwiek jest urojeniem i intelektualnym ograniczeniem (a więc czymś niepożądanym zwłaszcza jeśli odnosi się wnioski płynące z wiary do świata fizycznego) - nie musi automatycznie prowadzić do złych czynów, a może wręcz prowadzić do czynów dobrych.
Nie, nie musi, a szczególnie automatycznie. Prowadzi do różnych czynów w szczególnych okolicznościach. (Np. dziś w Polsce nie doprowadzi do torturowania ludzi za niewłaściwe poglądy. Ochotnicy jeszcze są, ale już brakuje możliwości.)

>Wiele zależy nie tylko od tego, w co się dokładnie wierzy, ale również jakie konsekwencje się z tej wiary wyciąga.
Jak wskazuje historia wcale to od tego nie zależy. Najwięcej podłości i zbrodni uczyniono w imieniu Boga Miłości Jezusa Chrystusa, a drugie miejsce chyba zajmuje piękna idea komunizm. Czy nie zdarzali się wspaniali ludzie chrześcijanie i komuniści? Zdarzali się, gdyż ludzie są różni. A my tu uogólniamy. Ponadto naprawdę przedmiot (religia, ideologia) wiary jest dalece wtórnym do psychicznej postawy.

>Można wierzyć w Jezusa i w związku z tym czerpać z tej wiary moralny nakaz pomagania biednym.
Można i zdarzały się takie przypadki, ale czy nie dostrzega Pan jak przepiekane mamy budowle sakralne i w jakich pałacach żyją kapłani. Albo mówimy o wyjątkach, albo o całości.

>Można też wierzyć w tego samego Jezusa i w konsekwencji siłą "nawracać" innowierców.
Można i można to czynić przeróżnymi środkami. (Jak to Kościół nazywa? "Środki ubogie" i "środki bogate"). Nie znam bardziej obłudnej instytucji świata od Kościoła Katolickiego, który uczynił tyle zła wynikającej z chciwości na materialne dobra doczesne i żądzę władzy, usprawiedliwiając to działaniem na chwałę Boga, dla dobra wiernych i niewiernych.

>Jak widać symbol, a nawet przedmiot wiary jest (pozornie) ten sam, a czyny różne.
Zupełnie odwrotnie symbole bywają przeróżne, a czyny bardzo podobne. "Nasi bogowie was bardzo pokochają, jak oddacie naszym kapłanom swoje majątki i pełną władzę nad sobą".

>Czy chodzi tylko o różnice w interpretacji założeń wiary, czy może również o całkowicie niezależne od tej wiary skłonności i przynajmniej częściowo od niej niezależne postawy?
Od interpretacji nie są owce tylko pasterze. Im bardziej pokorna (wierząca pasterzom) owieczka, tym łatwiejsza w manipulacji. Tak, postawa wobec świata (wiara) jest najważniejszą. W szczególnych okolicznościach wiara pozwala wybudować wspaniałą katedrę, stworzyć piękny utwór muzyczny, czy zamordować setki ludzi. Szkoda, że tych ostatnich przypadków było najwięcej.

>>>>Dlatego ja cały czas podkreślam, że mówię o wierze (czyli pewnej mentalnej skłonności wyrażającej się najsilniej np. w osobowościach autorytarnych {choć sprawa jest bardziej złożoną}),
>Powyżej również przyjąłem, że to właśnie mentalna skłonność - pewnie w dużym stopniu również do podporządkowywania się autorytetom, aczkolwiek zastanawiam się jednocześnie nad poniższym:
>Jeśli zgodzimy się na tę definicję wiary, o której kiedyś już mówiliśmy, [...] to wówczas trudno mówić o skłonności do wiary. Raczej jest to wówczas nie tyle cecha (wrodzona lub bardzo głęboko nabyta), co brak refleksji.
Ma Pan tendencję do mieszania. Podzielono naukę na psychologię, socjologię, pedagogikę, filozofię i nie można ustaleń jednej nauki automatycznie przenosić do drugiej.
Definicja wiary wcale nie wyjaśnia skąd się taka postawa psychiczna (skłonność) bierze. A co do refleksji to musielibyśmy najpierw uzgodnić jej definicję.

Refleksja
1. «głębsze zastanowienie się nad czymś, wywołane silnym przeżyciem»
2. «myśl lub wypowiedź, będąca wynikiem takiego zastanowienia się»
3. filoz. «zwrócenie się podmiotu myślącego ku własnej aktywności»
4. filoz. «czynnik aktu świadomości stanowiący o tym, że spełniając go, uprzytamniamy sobie jego zachodzenie»


>Człowiek wierzy wówczas nie dlatego, że ma taką skłonność,
To sama "wiara" jest specyficzną choć powszechną "skłonnością", do rozumienia i przyjmowania wiedzy o świecie w określony sposób i wcale nie wynika z lenistwa, konformizmu, czy braku reflesyjności, ale do nich bezwzględnie prowadzi.

>Człowiek wierzy wówczas nie dlatego, że ma taką skłonność, ale dlatego, że jest w pewnym sensie zbyt leniwy, albo zbyt konformistyczny, by kwestionować dogmaty, do których jest przyzwyczajony.
Osobowość ludzka, mentalność, charakter, jest strukturą złożoną z różnych cech o różnej wartości i zhierarchizowaną. Nawet "rozbierając" pojedynczy przypadek trudno przeanalizować, co jest przyczyną, a co skutkiem. Nie wiemy dokładnie nawet tego - co otrzymujemy genetycznie, a co w procesie socjalizacji. Obserwujemy lub doświadczamy działania całej określonej osobowości (konkretnego człowieka), a w badaniach socjologicznych, czy opisach historycznych, grupy społeczne i całe społeczności.

Równocześnie nie można dokonywać analiz i syntez, a najcześciej syntezy wynikają z przeanalizowania jakiegoś materiału. Ja najczęściej podaję tu swoje syntezy. Taki mam umysł i uważam też, że do analiz to każdy może sam zajrzeć, a najlepiej .............
29-02-2012 09:40 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Wiara jest pewnego rodzaju potencją, która w szczególnych okolicznościach ułatwia, usprawiedliwia, a nawet wymusza popełnienie zła. Złe czyny mogą popełniać wówczas nawet najlepsi ludzie, a zależy to najbardziej od głębokości wiary.
Zgadzam się z tym.
>>Sama jednak wiara - jakkolwiek jest urojeniem i intelektualnym ograniczeniem (a więc czymś niepożądanym zwłaszcza jeśli odnosi się wnioski płynące z wiary do świata fizycznego) - nie musi automatycznie prowadzić do złych czynów, a może wręcz prowadzić do czynów dobrych.
>Nie, nie musi, a szczególnie automatycznie. Prowadzi do różnych czynów w szczególnych okolicznościach. (Np. dziś w Polsce nie doprowadzi do torturowania ludzi za niewłaściwe poglądy. Ochotnicy jeszcze są, ale już brakuje możliwości.)
Również się zgadzam. Mając na uwadze na przykład te dwie Pana wypowiedzi nie widzę podstaw do jakiegoś zasadniczego sporu pomiędzy mną a Panem co do relacji pomiędzy wiarą a złem. Rozbieżności mogą dotyczyć szczegółów lub rozłożenia akcentów.

>Ma Pan tendencję do mieszania.
A Pan do wstrząsania

>>>>>Dlatego ja cały czas podkreślam, że mówię o wierze (czyli pewnej mentalnej skłonności wyrażającej się najsilniej np. w osobowościach autorytarnych {choć sprawa jest bardziej złożoną}),
>>Powyżej również przyjąłem, że to właśnie mentalna skłonność - pewnie w dużym stopniu również do podporządkowywania się autorytetom, aczkolwiek zastanawiam się jednocześnie nad poniższym:
>>Jeśli zgodzimy się na tę definicję wiary, o której kiedyś już mówiliśmy, [...] to wówczas trudno mówić o skłonności do wiary. Raczej jest to wówczas nie tyle cecha (wrodzona lub bardzo głęboko nabyta), co brak refleksji.

>Podzielono naukę na psychologię, socjologię, pedagogikę, filozofię i nie można ustaleń jednej nauki automatycznie przenosić do drugiej.
Ja to traktuję interdyscyplinarnie. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że różne mogą być konteksty i wtedy do zamieszania może dojść nawet w ramach tej samej nauki.

>Definicja wiary wcale nie wyjaśnia skąd się taka postawa psychiczna (skłonność) bierze.
Wiele nie wyjaśnia, ale zawiera słowa "przyjmowanie za prawdziwe". Wszystko zależy od sposobu tego przyjmowania. Może to być poddanie się skłonności. Jednak skoro jest możliwe odrzucenie wiary w związku ze sceptycznym myśleniem, to wówczas pozostanie przy wierze jest brakiem sceptycznego myślenia.
Sądzę, że im bardziej oświecona jednostka, tym bardziej potrafi kontrolować swe skłonności i tym bardziej się im refleksyjnie, a nawet scpetycznie przyglądać.

>>Człowiek wierzy wówczas nie dlatego, że ma taką skłonność,
>To sama "wiara" jest specyficzną choć powszechną "skłonnością", do rozumienia i przyjmowania wiedzy o świecie w określony sposób i wcale nie wynika z lenistwa, konformizmu, czy braku reflesyjności, ale do nich bezwzględnie prowadzi.
Sądzę jednak, że można tę skłonność pokonać - lub w każdym razie nie poddawać się jej - właśnie poprzez intelektualną pracowitość, nonkonformizm i nieodrzucanie sceptycznych refleksji

>>Człowiek wierzy wówczas nie dlatego, że ma taką skłonność, ale dlatego, że jest w pewnym sensie zbyt leniwy, albo zbyt konformistyczny, by kwestionować dogmaty, do których jest przyzwyczajony.
>Osobowość ludzka, mentalność, charakter, jest strukturą złożoną z różnych cech o różnej wartości i zhierarchizowaną.
Nawet to "zhierarchizowanie" jest dla mnie już niepewne. To raczej badacze próbują to jakoś zhierarchizować w swych uogólnieniach.

>Nawet "rozbierając" pojedynczy przypadek trudno przeanalizować, co jest przyczyną, a co skutkiem. Nie wiemy dokładnie nawet tego - co otrzymujemy genetycznie, a co w procesie socjalizacji.
W pełni się z tym zgadzam, dlatego napisałem w innym poście, że psychologia to grząski grunt.

>Jeśli jednak przyjęlibyśmy, że wiara to wcale nie skłonność, a tylko intelektualne lenistwo, to mam wrażenie, że jest jeszcze coś innego, co nas do religii, albo ideologii kusi.
>Gdybyśmy przyjęli coś innego to byłoby zupełnie coś innego. Staram się mówić o ustalonych przez naukę faktach, a nie o własnych fantazjach. Co wcale nie znaczy, że badacze, a tym bardziej Bogusławski nie mogą się mylić, ale o argumenty proszę.
Argumentem jest dla mnie możliwość odrzucenia wiary - człowiek ma możliwość posługiwania się rozumem wedle maksymy sapere aude. Niektórzy z tej możliwości korzystają i to jest dowód na to, że można pokonać skłonność do wiary - przynajmniej deklarując afideizm.
Oczywiście zdaję sobię sprawę z tego, że taka deklaracja danej osoby co do własnego sceptycyzmu wcale jeszcze nie daje gwarancji, jak zachowałaby się ona w eksperymencie Milgrama.

Jednak zdarzali się badani, którzy w eksperymencie Milgrama nie godzili się na jego wykonanie lub przynajmniej na dalsze jego kontynuowanie. Oni nie poddali się autorytetowi. W tym kontekście zachowali się afideistycznie, właśnie dlatego, że posłużyli się własnym rozumem.

Jeśli jednak miałoby to wynikać tylko z mniejszej (u niewielu jednostek) lub większej (u większości) wrodzonej lub głęboko nabytej sklonności, której nie sposób zmienić - to wówczas deklaracje pozostają puste, a zachowujemy się i tak, jak nam nasze skłonności karzą. Byłby to mało budujący wniosek na przyszłość - choć rozumiem, że jest uzasadniony historycznie.

Pozdrawiam serdecznie.
29-02-2012 11:18 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>>>>Ma Pan tendencję do mieszania.
>A Pan do wstrząsania.
Zgoda, jeżeli wstrząsnę jakimiś poglądami, to nawet jestem zadowolony.
Szkoda, że tak rzadko, to mi się udaje.

>>>>Podzielono naukę na psychologię, socjologię, pedagogikę, filozofię i nie można ustaleń jednej nauki automatycznie przenosić do drugiej.
>Ja to traktuję interdyscyplinarnie.
Ja też, ale przenoszenie "automatyczne" niczego nie wyjaśnia, a tworzy bałagan.

>>>>Definicja wiary wcale nie wyjaśnia skąd się taka postawa psychiczna (skłonność) bierze.
>Wiele nie wyjaśnia, ale zawiera słowa "przyjmowanie za prawdziwe".
Kto, kiedy i gdzie? W wieku 1 roku, lat 5, czy 50-ciu?
Nic nie słyszał Pan o genetyce, procesach socjalizacji, kształtowaniu charakteru i kształtowaniu postaw? Nic Pan nie słyszał o tym, że w rodzinach katolickich rodzi się najwięcej katolików, a w muzułmańskich muzułmanów.

>Wszystko zależy od sposobu tego przyjmowania.
Ogromnie dużo zależy od ukształtowania osobowości w wieku przedszkolnym.

>Jednak skoro jest możliwe odrzucenie wiary w związku ze sceptycznym myśleniem, to wówczas pozostanie przy wierze jest brakiem sceptycznego myślenia.
Wiele rzeczy jest możliwych, ale rzeczą zasadniczą jest tu kwestia prawdopodobieństwa i socjologicznie (właśnie socjologicznie, a nie psychologicznie, czy filozoficznie) potwierdzona praktyka.

>Sądzę, że im bardziej oświecona jednostka, tym bardziej potrafi kontrolować swe skłonności i tym bardziej się im refleksyjnie, a nawet sceptycznie przyglądać.
Tak Pan sądzi? Wolno Panu, szkoda tylko, że nauka tego nie potwierdza.
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Bardzo "oświecona" jednostka może mieć przekonania fideistyczne.

>Sądzę jednak, że można tę skłonność pokonać - lub w każdym razie nie poddawać się jej - właśnie poprzez intelektualną pracowitość, nonkonformizm i nieodrzucanie sceptycznych refleksji
Można - przecież sam podałem przykłady, ale że dzieje się tak bardzo rzadko, to też mamy socjologiczne potwierdzenia.

>>>>Osobowość ludzka, mentalność, charakter, jest strukturą złożoną z różnych cech o różnej wartości i zhierarchizowaną.
>Nawet to "zhierarchizowanie" jest dla mnie już niepewne. To raczej badacze próbują to jakoś zhierarchizować w swych uogólnieniach.
Panie Macieju, ja pedagogiką, czy psychologią, a szczególnie dziecięcą zajmowałem się tylko przy okazji interdyscyplinarnego religioznawstwa, ale zgodne stwierdzenia najwybitniejszych uczonych w tym zakresie mnie przekonywują. Pana nie? To szkoda.

>>>>Gdybyśmy przyjęli coś innego to byłoby zupełnie coś innego. Staram się mówić o ustalonych przez naukę faktach, a nie o własnych fantazjach. Co wcale nie znaczy, że badacze, a tym bardziej Bogusławski nie mogą się mylić, ale o argumenty proszę.
>Argumentem jest dla mnie możliwość odrzucenia wiary - człowiek ma możliwość posługiwania się rozumem wedle maksymy sapere aude.
Tak, człowiek ma taką możliwość. Szkoda tylko, że tak bardzo rzadko z niej korzysta.

>Niektórzy z tej możliwości korzystają
Bardzo niektórzy.

> i to jest dowód na to, że można pokonać skłonność do wiary
Nie, to tylko dowód, że są wyjątki, a nikt temu nie przeczył.

> - przynajmniej deklarując afideizm.
Ja deklaruję, że jestem długonogą blondynką.

>Jednak zdarzali się badani, którzy w eksperymencie Milgrama nie godzili się jego wykonanie lub przynajmniej na dalsze jego kontynuowanie. Oni nie poddali się autorytetowi. W tym kontekście zachowali się afideistycznie, właśnie dlatego, że posłużyli się własnym rozumem.
Badania Milgrama, nie dotyczyły fideizmu, tylko autorytaryzmu. Obie rzeczy są bliskie, ale jednak nie jest to to samo.

>Jeśli jednak miałoby to wynikać tylko z mniejszej (u niewielu jednostek) lub większej (u większości) wrodzonej lub głęboko nabytej skłonności, której nie sposób zmienić - to wówczas deklaracje pozostają puste, a zachowujemy się i tak, jak nam nasze skłonności karzą. Byłby to mało budujący wniosek na przyszłość - choć rozumiem, że jest uzasadniony historycznie.
Wniosek nie do końca jest uprawomocniony. Mamy badania dotyczące postaw i wpływu różnorodnych czynników na te postawy. Polecam np. refleksję Pinkera: www.youtube.com/watch?v=IyHiLRr2mgg ,ale ja żyję w Polsce i mam lęki głównie dotyczące rodaków. Między innymi dlatego jestem zwolennikiem naszej silnej integracji z Unią.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Panie Andrzeju, chciałbym coś Panu wyjaśnić.
Staram się ostatnio trochę poszerzyć moje horyzonty, a ściśle rzecz biorąc w zasadzie wiedzę - zarówno o zjawiskach przyrodniczych, jak też psychologicznych i społecznych. W sposób dość naturalny pomaga mi w tym to forum, w tym również rozmowy z Panem. Uważam się za człowieka stosunkowo otwartego, przynajmniej w tym sensie, że obce mi są dogmaty w myśleniu. Czasem zdarza się, że czegoś nie rozumiem i wówczas staram się dopytywać.
Jednak daleko mi do ideału i może się zdarzyć, że niektóre moje utarte poglądy na pewne sprawy prowadzą do takiego wyrażenia myśli, jak gdybym chciał tu sprzedac jakąś swoją prawdę. Tymczasem do niczego nie chcę przekonywać, staram się natomiast zrozumieć myśli przekazywane przez forumowiczów, i gdy z róznych względów mnie nie przekonywują, to wołam "sprawdzam!" - i proszę o wyjaśnienie. Czasem zdarza mi się to również w rozmowie z Panem, ale to ciągłe "sprawdzam" wynika z raczej z uporu poznawczego, niż z uporu pozostawania przy mych racjach. Nie uważam się za człowieka jakoś szczególnie bystrego (moja żona też zawsze narzeka, że nie potrafię szybko prostych spraw zajarzyć) i dlatego może zrozumienie niektórych zależności wymaga w moim przypadku więcej czasu. Cieszę się zatem, że ma Pan do mnie cierpliwość, bo jak tylko w Pana wpisach czegoś nie zrozumiem, to od razu o to pytam. Jeśli więc twierdzę, że niektóre Pana wnioski są pochopne, zbyt uogólniające albo przesadzone, to bardziej liczę na uzasadnienie, niż na ostry spór - choć oczywiście nie chciałbym podcinać skrzydeł Pańskiej retoryce, gdyż nawet i dla niej samej warto z Panem rozmawiać.

>>>>>Definicja wiary wcale nie wyjaśnia skąd się taka postawa psychiczna (skłonność) bierze.
>>Wiele nie wyjaśnia, ale zawiera słowa "przyjmowanie za prawdziwe".
>Kto, kiedy i gdzie? W wieku 1 roku, lat 5, czy 50-ciu?
Tu w tym podwątku naszej wielowątkowej dyskusji chodziło mi o osobę gotową na wyjście z niedorosłości. Czasem może to być 15-latek, a czasem 70-latek. Sądzę, że naprawdę nie trzeba wielkiego intelektu, by dostrzec różnicę pomiędzy światem poznawalnym zmysłami a przekazami kulturowymi i mitologicznymi - nawet jeśli te drugie kształtują pewną pociągająca atmosferę.
Oczywiście czym innym jest dostrzeżenie tej różnicy i zadeklarowanie, że się ją rozumie, a czym innym osobowość kształtowana już genetycznie i postawy nabywane od małego. To pierwsze wydaje mi się być stosunkowo proste, ale to drugie może przed tym skutecznie powstrzymywać.

>Nic nie słyszał Pan o genetyce, procesach socjalizacji, kształtowaniu charakteru i kształtowaniu postaw? Nic Pan nie słyszał o tym, że w rodzinach katolickich rodzi się najwięcej katolików, a w muzułmańskich muzułmanów.
Możemy chyba przyjąć na podstawie wiedzy historycznej, że w dawnych czasach religia kształtowała więzi społeczne i nie istnieli wówczas ludzie niereligijni (choć pewnie już wówczas różne bywało nasilenie ich religijności). Skoro tak, to skąd wzięli się zatem sceptycy i ateiści?

>>Wszystko zależy od sposobu tego przyjmowania.
>Ogromnie dużo zależy od ukształtowania osobowości w wieku przedszkolnym.
Mam zatem do Pana konkretne pytanie. Co by Pan polecił rodzicom dziecka, którzy się kochają i chcą ponad wszystko dobra tego dziecka, ale jeden rodzic jest konsekwentnie wierzący i chce dziecko wychowywać w wierze katolickiej, a drugi jest niewierzący. Tolerują nawzajem swe światopoglądy - ale co zrobić, by dziecko to jakoś pojęło i nie zgłupiało?

>>Jednak skoro jest możliwe odrzucenie wiary w związku ze sceptycznym myśleniem, to wówczas pozostanie przy wierze jest brakiem sceptycznego myślenia.
>Wiele rzeczy jest możliwych, ale rzeczą zasadniczą jest tu kwestia prawdopodobieństwa i socjologicznie (właśnie socjologicznie, a nie psychologicznie, czy filozoficznie) potwierdzona praktyka.
Ponawiam pytanie o to, skąd biorą się ateiści.

>>Sądzę, że im bardziej oświecona jednostka, tym bardziej potrafi kontrolować swe skłonności i tym bardziej się im refleksyjnie, a nawet sceptycznie przyglądać.
>Tak Pan sądzi? Wolno Panu, szkoda tylko, że nauka tego nie potwierdza.

> Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy.
>Bardzo "oświecona" jednostka może mieć przekonania fideistyczne.
Ja nie wiem, ja się tu ostatnio tak bardzo przechrzciłem, że dla mnie odróżnienie świata naturlanego, o którym coś wiemy tylko poprzez zmysły i naukę od świata kultury i mitów jest proste jak budowa cepa i powinien to pojąć naprawdę każdy kmiot. Ja już chyba przestałem rozumieć fideistów i jeżeli już to rozumiem ich tak, że to jest ich taka praktyka, taka konwencja, ktorą lubią. Taką sobie tworzą atmosferkę.

>>Sądzę jednak, że można tę skłonność pokonać - lub w każdym razie nie poddawać się jej - właśnie poprzez intelektualną pracowitość, nonkonformizm i nieodrzucanie sceptycznych refleksji
>Można - przecież sam podałem przykłady, ale że dzieje się tak bardzo rzadko, to też mamy socjologiczne potwierdzenia.
A ok. Chodzi o częstotliwość. No tak - teraz to jest jaśniejsze i trudno się z tym nie zgodzić. Nadal mamy w Polsce większość katolików. Proszę jednak zobaczyć jak powierzchownych i jak bardzo jednak topnieje ta wiara.

ciąg dalszy w kolejnym wpisie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
08-03-2012 13:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Panie Andrzeju, chciałbym coś Panu wyjaśnić.
>Staram się ostatnio trochę poszerzyć moje horyzonty, a ściśle rzecz biorąc w zasadzie wiedzę - zarówno o zjawiskach przyrodniczych, jak też psychologicznych i społecznych. W sposób dość naturalny pomaga mi w tym to forum, w tym również rozmowy z Panem. Uważam się za człowieka stosunkowo otwartego, przynajmniej w tym sensie, że obce mi są dogmaty w myśleniu.
Panie Macieju, wszystko to o czym Pan powyżej pisze - plus inteligencja - daje się zauważyć i dlatego bardzo cenię rozmowy z Panem.

>Czasem zdarza się, że czegoś nie rozumiem i wówczas staram się dopytywać.
Staram się zawsze - zgodnie z moją wiedzą i poglądami- merytorycznie i życzliwie odpowiadać, ale odróżniam ciekawość od upierdliwości, którą jednak jakoś znoszę. Najtrudniej (poza głupotą, która Pana nie dotyczy) jest mi znieść manipulację moim tekstem i wmawianie tego czego nie powiedziałem.

>>>>>>Definicja wiary wcale nie wyjaśnia skąd się taka postawa psychiczna (skłonność) bierze.
To zdanie tu wcale nie odzwierciedla mojego poglądu. Niech Pan wróci do wcześniejszych postów np. www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,478028#w484139

>Wiele nie wyjaśnia, ale zawiera słowa "przyjmowanie za prawdziwe".
>>>>Kto, kiedy i gdzie? W wieku 1 roku, lat 5, czy 50-ciu?
>Tu w tym pod-wątku naszej wielowątkowej dyskusji chodziło mi o osobę gotową na wyjście z niedorosłości.
Mentalność człowieka na podłożu genetycznym kształtuje się w wieku przedszkolnym.
Do szkoły idą już ukształtowane charakterologicznie osobowości. Tak, że rozmawiamy o czymś/kimś innym. Wydawało mi się, że kilkakrotnie to już zaznaczałem.

>Czasem może to być 15-latek, a czasem 70-latek.
Proszę o definicję dorosłości? Dorosłości do czego?
To, że człowiek się wraz z wiekiem zmienia jest banałem, ale czy zmienia się zasadniczo charakter (postawa) człowieka? Kilkadziesiąt lat temu obserwowałem zabawę dzieci w piaskownicy i na podstawie tych obserwacji spekulowałem jacy będą z nich ludzie dorośli. Tam gdzie mogłem to potwierdzić, nie pomyliłem się ani razu.
Warto jeszcze pamiętać o tzw. "niebie w płomieniach". Występującym w wieku kilkunastu lat buncie/proteście wobec najbliższego otoczenia i jego autorytetów.

>Sądzę, że naprawdę nie trzeba wielkiego intelektu, by dostrzec różnicę pomiędzy światem poznawalnym zmysłami a przekazami kulturowymi i mitologicznymi - nawet jeśli te drugie kształtują pewną pociągająca atmosferę.
Może i nie potrzeba, tylko w takim razie dlaczego tak rzadko to się dzieje.

>>>>Nic nie słyszał Pan o genetyce, procesach socjalizacji, kształtowaniu charakteru i kształtowaniu postaw? Nic Pan nie słyszał o tym, że w rodzinach katolickich rodzi się najwięcej katolików, a w muzułmańskich muzułmanów.
>Możemy chyba przyjąć na podstawie wiedzy historycznej, że w dawnych czasach religia kształtowała więzi społeczne
Prawie na pewno tak.

> i nie istnieli wówczas ludzie niereligijni (choć pewnie już wówczas różne bywało nasilenie ich religijności).
Ja dalej nie znam genezy i form pierwotnych religii (i to pomimo studiowania tego przedmiotu). Panu jednak proponuję (nie po raz pierwszy) zapoznanie się z historią szamanizmu i magii. Spektrum "wiary" jest ogromne.

>Skoro tak, to skąd wzięli się zatem sceptycy i ateiści?
Możemy do tego wrócić, gdy spróbuje Pan zrozumieć "filozofię" magii i szamanizmu.
Choć będą to tylko spekulacje.

>Wszystko zależy od sposobu tego przyjmowania.
>>>>Ogromnie dużo zależy od ukształtowania osobowości w wieku przedszkolnym.
>Mam zatem do Pana konkretne pytanie. Co by Pan polecił rodzicom dziecka,
Najlepiej nie mieć dzieci, gdyż są z nimi same problemy.
Kiedyś moja wówczas 12 letnia córa - wraz z przyjaciółką, córką znanego poety katolickiego - zwróciła się do mnie z problemem jak wygląda proces zapłodnienia jaja przez plemnik i czym się różni zapłodnienie od poczęcia.

>którzy się kochają i chcą ponad wszystko dobra tego dziecka, ale jeden rodzic jest konsekwentnie wierzący i chce dziecko wychowywać w wierze katolickiej, a drugi jest niewierzący.
To samo co polecam zawsze wszystkim ludziom. Uczciwość intelektualną i szacunek dla poglądów innych ludzi. Przekładając to na język praktyki, to mówić: - Ja uważam tak, ale mama/tata inaczej. Jak najkrócej i jak najjaśniej przedstawiać różnice i uzupełniać tylko na konkretne pytania.

>Tolerują nawzajem swe światopoglądy - ale co zrobić, by dziecko to jakoś pojęło i nie zgłupiało?
Wbrew naszym przypuszczeniom dzieci są bardziej inteligentne i odporne na zgłupienie niż przypuszczamy. Dlatego warto walczyć o własną wiarygodność, a nie o przyjęcie własnych poglądów. Dorastający młody człowiek i tak ku naszemu zaskoczeniu wybierze swoje własne.

Jestem dumnym z mojej córki i uważam, że miałem duży wpływ na jej otwarty stosunek do świata.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
08-03-2012 15:24 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Ponawiam pytanie o to, skąd biorą się ateiści.
Wszystko z woli Boga, Panie Macieju! Z woli Boga rodzą się pasterze i owieczki do strzyżenia. Z woli Boga rodzą się pokorni i heretycy, którzy wątpią w autorytety.
Nie wiem skąd się biorą określone typy osobowości. Specjaliści twierdzą, że osobowość jest splotem uwarunkowań genetycznych i procesu socjalizacji.
Pasjonujące to problemy: "Poczwarka. Od dziecka do człowieka", "Geny i charakter", "Moralne zwierzę". Dziesiątki ciekawych pozycji do przeczytania.

>Ja nie wiem, ja się tu ostatnio tak bardzo przechrzciłem, że dla mnie odróżnienie świata naturalnego, o którym coś wiemy tylko poprzez zmysły i naukę od świata kultury i mitów jest proste jak budowa cepa i powinien to pojąć naprawdę każdy kmiot.
Będąc już zadeklarowanym ateistą zaprzyjaźniłem się z księdzem profesorem teologii za jego namową i pod jego opieką skończyłem kurs teologii. Miał rację, ta wiedza o sposobie myślenia fideistów bardzo mi się teraz przydaje.

>Ja już chyba przestałem rozumieć fideistów i jeżeli już to rozumiem ich tak, że to jest ich taka praktyka, taka konwencja, która lubią. Taką sobie tworzą atmosferkę.
To dwa różne problemy.
Pierwszy. Inteligencja zawsze rodzi wątpliwości i pytania. Jak je pogodzić z pełną ufnością w boży przekaz?
Drugi. Niepewność własnych przekonań wymaga wsparcia stada i wspólnego agresywnego ataku na inaczej myślących.

Ale prawdziwe poczucie siły daje dopiero wsparcie licznych wiernych.
Mało wiedzących, bezrefleksyjnych, nie pozwalających sobie na samodzielne myślenie, ale bezkrytycznie uznających autorytety.
"Nasza pani", "nasz katecheta", "nasz proboszcz", "nasz papież", a dalej "nasz katolicki uczony".

Proszę tu zwrócić uwagę na to, że myśl prof. prof. Życińskiego i Hellera, z punktu teologii katolickiej jest czystą herezją, ale ponieważ wykazują posłuszeństwo i są celebrytami, to lepiej udawać, że wszystko jest w porządku, a teraz gdy Życiński już umarł, to jeszcze łatwiej.

>Chodzi o częstotliwość. No tak - teraz to jest jaśniejsze i trudno się z tym nie zgodzić. Nadal mamy w Polsce większość katolików. Proszę jednak zobaczyć jak powierzchownych i jak bardzo jednak topnieje ta wiara.
Naprawdę topnieje? Czy jedne bałwany zastępowane są innymi. A wiara w "Tevałen", w kapitalizm i wolny rynek, a wiara w Tuska, Kaczyńskiego, Palikota, Millera itd. Gdzie refleksja intelektualna, gdzie sceptycyzm?

Jestem człowiekiem ideowym i sam uważam swoje poglądy bliskie socjalliberalnym, ale mam mnóstwo wątpliwości i z wielką nadzieją sięgam po nowe idee. Nie po to, aby zaraz w nie uwierzyć, ale po to, aby poddać je własnej refleksji.
Całe życie poszukuję optymalizacji, a nie poddania się jakimkolwiek autorytetom. Nie wierzę w nic i nikomu. Co znowu nie znaczy, że nie mam swoich mistrzów, tylko że jest ich cała grupa, z których mądrości coś tam zaczerpnąłem, (a wśród nich i komuniści i księża profesorowie).

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>>>>Osobowość ludzka, mentalność, charakter, jest strukturą złożoną z różnych cech o różnej wartości i zhierarchizowaną.
>>Nawet to "zhierarchizowanie" jest dla mnie już niepewne. To raczej badacze próbują to jakoś zhierarchizować w swych uogólnieniach.
>Panie Macieju, ja pedagogiką, czy psychologią, a szczególnie dziecięcą zajmowałem się tylko przy okazji interdyscyplinarnego religioznawstwa, ale zgodne stwierdzenia najwybitniejszych uczonych w tym zakresie mnie przekonywują. Pana nie? To szkoda.
Panie Andrzeju - zależy jak zhierarchizowaną i w oparciu o ustalenia jakiej nauki. Jeśli zaczniemy od najbardziej weryfikowalnych, czyli przyrodniczych, to proponuję biologię. Może uda się coś o hierarchii osobowości próbować wysnuć w oparciu o wiedzę o ewolucji mózgu. Np. które części mózgu są najstarsze i jakie funkcje organizmu regulują, a jakie sa najmłodsze i za co odpowiadają. Wątpię jednak, by na zasadzie tego typu ewolucyjnych hierarchii można coś sprawdzonego powiedzieć o hierarchii osobowości, choć niebezpiecznie wkraczam na teren, który mało znam...
Sądzę jednak, że w wciąż jeszcze w większym stopniu niż w pełni weryfikowalna biologia strukturą osobowości zajmuje się psychologia. Ile tu jest teorii i ile hierarchii? Czy nie mniej więcej tylu, ilu jest badaczy, którzy się tymi kwestiami zajmowali?

>>Argumentem jest dla mnie możliwość odrzucenia wiary - człowiek ma możliwość posługiwania się rozumem wedle maksymy sapere aude.
>Tak, człowiek ma taką możliwość. Szkoda tylko, że tak bardzo rzadko z niej korzysta.
>>Niektórzy z tej możliwości korzystają
>Bardzo niektórzy.
>> i to jest dowód na to, że można pokonać skłonność do wiary
>Nie, to tylko dowód, że są wyjątki, a nikt temu nie przeczył.
>> - przynajmniej deklarując afideizm.
>Ja deklaruję, że jestem długonogą blondynką.
I Pańska deklaracja afideizmu (a nawet antyfideizmu) ma taką samą wartość, jak ta powyżej?

>>Jednak zdarzali się badani, którzy w eksperymencie Milgrama nie godzili się jego wykonanie lub przynajmniej na dalsze jego kontynuowanie. Oni nie poddali się autorytetowi. W tym kontekście zachowali się afideistycznie, właśnie dlatego, że posłużyli się własnym rozumem.
>Badania Milgrama, nie dotyczyły fideizmu, tylko autorytaryzmu. Obie rzeczy są bliskie, ale jednak nie jest to to samo.
O! Widzi Pan - tu Pan ściśle odróżnia zjawiska i pojęcia. Mi się to podoba.
Ale już gdzie indziej to do Abu Ghraib doprowadziła po prostu wiara, co ma być proste jak budowa cepa. Zaznaczam, że nigdzie Pan tak dosłownie nie powiedział, ale ja tak Pana zrozmiałem.

Dopiero później, gdy Pan tłumaczy szczegółowo i przytacza artykuły i opracowania - to nabiera jak dla mnie bardziej logicznie wywodzących się po kolei i nieprzesadzonych kształtów. Tak więc najpierw obuchem znieczulić, a potem wiedzę wlać do głowy? Czy taka jest Pańska taktyka? Śmieję się tu do Pana i nie ma to stanowić nawet uszczypliwości. Najwyżej serdeczną.

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Panie Andrzeju - zależy jak zhierarchizowaną i w oparciu o ustalenia jakiej nauki.
Najbardziej interesująca jest jednak praktyka. Od wczesnej młodości najbardziej interesowały mnie dziewczyny i książki, gdyby hierarchia była odwrotna byłbym zupełnie innym człowiekiem w innym miejscu.

>Jeśli zaczniemy od najbardziej weryfikowalnych, czyli przyrodniczych, to proponuję biologię. Może uda się coś o hierarchii osobowości próbować wysnuć w oparciu o wiedzę o ewolucji mózgu. Np. które części mózgu są najstarsze i jakie funkcje organizmu regulują, a jakie są najmłodsze i za co odpowiadają.
Proponuję ponownie przeczytać:
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi

>Wątpię jednak, by na zasadzie tego typu ewolucyjnych hierarchii można coś sprawdzonego powiedzieć o hierarchii osobowości, choć niebezpiecznie wkraczam na teren, który mało znam...
Proponuję ponownie przeczytać:
www.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierze

>Sądzę jednak, że w wciąż jeszcze w większym stopniu niż w pełni weryfikowalna biologia strukturą osobowości zajmuje się psychologia.
Psychologia (no może poza psychologią kliniczną) jest bardziej wiedzą o człowieku niż nauką. Ale na bazie wieloletnich doświadczeń dysponuje sporym zakresem sprawdzalnych opisów osobowości i ich zachowań w określonych przypadkach.
Nas tu najbardziej interesuje psychologia rozwojowa (dziecięca). Pomimo, że jest wielu badaczy i wiele koncepcji, to pewne stwierdzenia są już dosyć ogólnie przyjmowane. Tak na szybko z internetu:
spkleosin.(*)ria_rozwoju_malego_dziecka.pdf www.psycho(*)tml/psychologia_rozwojowa.html
www.profesor.pl/mat/pd7/pd7_a_czolba_20071123.pdf
Chociaż mnie najbardziej interesuje kształtowanie osobowości:
www.tecza4(*)zej.info/modules/gazetka03.pdf
www.cen.uni.wroc.pl/!!!old/teksty/dylematy.pdf
www.kuratorium.waw.pl/files/f-2346-2-referat2.pdf
Tylko to wszystko jest Pańskim zainteresowaniem. Ja przez to przeszedłem już kilkadziesiąt lat temu.

> - przynajmniej deklarując afideizm.
>>>>Ja deklaruję, że jestem długonogą blondynką.
>I Pańska deklaracja afideizmu (a nawet antyfideizmu) ma taką samą wartość, jak ta powyżej?
Szkoda, że Pan puenty nie zrozumiał. Chodziło mi po prostu o to, że sama deklaracja to za mało. Z deklaracji powinno coś dalej wynikać. "Coś za nią iść". Ocenę ile warte są moje deklaracje pozostawiam czytelnikom i znajomym.

>O! Widzi Pan - tu Pan ściśle odróżnia zjawiska i pojęcia.
Zawsze staram się ściśle rozróżniać tematy, o których się wypowiadam, ale do dyskusji potrzeba przynajmniej dwojga.

>Ale już gdzie indziej to do Abu Ghraib doprowadziła po prostu wiara, co ma być proste jak budowa cepa. Zaznaczam, że nigdzie Pan tak dosłownie nie powiedział, ale ja tak Pana zrozumiałem.
Wybaczy Pan - bardzo się staram aby Pan (i inne osoby mnie prawidłowo zrozumiały) - ale za ostateczne zrozumienie nie mogę brać całej odpowiedzialności.
Powtórzę dla mnie "wiara" jest głównie pewną postawą osobowościową wobec rzeczywistości i dla tego choć wiara i osobowość autorytarna, to nie to samo - to jednak są ze sobą bardzo mocno powiązane. "Wiara" może dotyczyć naprawdę bardzo wielu przedmiotów i podmiotów i może być w różnym stopniu nasilona.

>Dopiero później, gdy Pan tłumaczy szczegółowo i przytacza artykuły i opracowania - to nabiera jak dla mnie bardziej logicznie wywodzących się po kolei i nieprzesadzonych kształtów.
Z mojego punktu widzenia, to zupełnie inaczej wygląda. Na swoje poglądy pracowałem wiele lat i udało mi się wypracować w miarę spójny światopogląd. Staram się aby on był ugruntowany i opierał się na dorobku nauki. Wiem dlaczego twierdzę tak, a nie inaczej i dla mnie jest to proste.

Pan często - dla uzasadnienia - zmusza mnie do przedstawienia szczegółowych racjonalnych argumentów, które wydają mi się tak oczywiste, iż dawno już ich racjonalnego uzasadnienia zapomniałem. Nie pamiętam nawet tego - skąd (od kogo) je wziąłem. Gdy zostaję zmuszonym, to oczywiście, że gdzieś tam je odnajduję, ale wtedy czasem zdarza się jeszcze gorzej. Gdy po wygrzebaniu (co wymaga pracy) i podaniu ich Panu, w kolejnej wypowiedzi widzę, że wcale nie wziął ich Pan pod uwagę.
Jeżeli poważnie mnie Pan traktuje, to może Pan odrzucić nawet wszystko o czym tu piszę, ale powinien Pan to mówię brać pod uwagę. Jeszcze bardziej mnie złości takie traktowanie, gdy partnerem rozmowy jest inteligentny człowiek, którego szanuję, a w Pańskim przypadku - nawet lubię.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
29-02-2012 17:37 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Sądzę jednak, że można tę skłonność pokonać - lub w każdym razie nie poddawać się jej - właśnie poprzez intelektualną pracowitość, nonkonformizm i nieodrzucanie sceptycznych refleksji

>W pełni się z tym zgadzam, dlatego napisałem w innym poście, że psychologia to grząski grunt.

>Argumentem jest dla mnie możliwość odrzucenia wiary - człowiek ma możliwość posługiwania się rozumem wedle maksymy sapere aude. Niektórzy z tej możliwości korzystają i to jest dowód na to, że można pokonać skłonność do wiary - przynajmniej deklarując afideizm.

Osobowość kształtuje się od najwcześniejszych dni życia dziecka w wyniku oddziaływania czynników biologicznych i społecznych. Psycholodzy i pedagodzy utrzymują, że najbardziej uwrażliwione na oddziaływanie wychowawcze jest dziecko w swej początkowej fazie życia- wczesne dzieciństwo i okres przedszkolny. Wtedy to kształtuje się "zrąb przyszłej osobowości człowieka", zwany też "pękiem osobowości", z którego w następnej fazie (okres szkoły) rozwija się z kolei "kwiat osobowości", z którego wreszcie (okres dojrzewania) formuje się "owoc osobowości", czyli osobowość skrystalizowana, zdolna do samodzielnego życia i działania."[...]

Pierwsze doświadczenia dziecka silnie warunkują kształtowanie się jego osobowości, dlatego też jest bardzo ważne, by były one jak najlepsze i najkorzystniejsze.

W pierwszych latach życia dziecka dom rodzinny jest jedynym, a zarazem naturalnym środowiskiem życia i rozwoju, panującym nad przeżyciami, doznaniami, radościami i smutkami. Dziecko silnie odczuwa atmosferę rodziny i uczucia, jakimi jest w niej darzone. Oddziaływanie rodziny w tym najwcześniejszym okresie życia dziecka zostawia w jego psychice ślad, znamię, kształtuje na zawsze w jego duszy wzorzec moralny. bogactwo więzi rodzinnych tworzy złożony układ, w którym dziecko stanowi punkt centralny, przedmiotem największych starań, jego sytuacja jest najlepsza. [...]

W środowisku rodzinnym dziecko poznaje przez obserwację postępowania rodziców pierwsze pojęcia dobra, tu kształtują się jego podstawowe formy zachowania się, tj. nawyki, przyzwyczajenia, zasady, normy postępowania, [...]

Dla pełnego kształtowania osobowości dziecka bardzo ważne jest jego wychowanie religijne. Rodzina z tytułu sakramentalnego charakteru swego małżeństwa i swego rodzicielstwa ma prawo do prawd wiary i dawania przykładu życia religijnego, czyli świadectwa wiary.

Rodzice, przy pomocy słowa i przykładu, winni być dla swego dziecka pierwszymi zwiastunami wiary, powinni też pielęgnować właściwie każdemu z nich powołanie, polegające między innymi na tym, że mają być dla siebie nawzajem i dla swego dziecka świadkami wiary i miłości Chrystusa. Powinni także wprowadzić dziecko do wspólnoty ludu Bożego. Rodzina katolicka, według dyrektyw Soboru Watykańskiego II posiada w pełni funkcję religijnego wychowania dziecka i powinna pełnić ją we wszystkich możliwych kierunkach z pełnym zaangażowaniem wewnętrznym. Religijne wychowanie dziecka rozwija się, przechodząc przez etapy poznawcze, uczuciowe i dążeniowe w zależności od dyspozycji psychicznych, doświadczenia i wpływów środowiskowych.

Wychowanie religijne zmierza do trwałego zespolenia dziecka z Bogiem, czyli życia w łasce, poprzez głębsze poznanie Go, uczuciowe przeżywanie w miłości i dawanie o Nim świadectwa za życia. Chodzi tu więc o kształtowanie w świadomości dziecka obrazu Boga kochającego, dającego poczucie bezpieczeństwa i wyrobienie w dziecku podstaw wyrażających tę świadomość w postępowaniu wobec otoczenia. Zarówno jednak poznanie Boga, jak też przeżywanie i wyrażanie Go w życiu uzależnione jest od psychicznych możliwości dziecka, rozwijających się stopniowo.

Do rodziców należy więc wprowadzanie dziecka w poznanie Boga, wprowadzanie do modlitwy, liturgii Kościoła oraz w światopogląd chrześcijański. Narzędziem wychowania religijnego w rodzinie jest katecheza rodzinna, atmosfera religijno-wychowawcza, która wytwarza się z żywej wiary rodziców, przejawiająca się w ich osobistych przekonaniach i postawach religijnych, jak również w sposobie traktowania spraw religijnych oraz stan wzajemnej życzliwości i miłości między członkami rodziny, który budzi wzajemne zaufanie oraz szczerość w wychowaniu, a stąd ułatwia realizację funkcji religijnej. Proces wychowania religijnego w domu dokonuje się bowiem głównie poprzez identyfikację dziecka z rodzicami w atmosferze miłości i poprzez przyswojenie przekazywanych mu prawd i norm zachowania. Dziecko łatwo przyjmuje i uzewnętrznia przekazywane mu przez rodziców prawdy religijne i wzory zachowań do naśladowania, jeśli kocha i jest kochane przez rodziców. W rodzinach, gdzie brak jest autentycznego życia religijnego, gdzie przywiązuje się większą wagę do sukcesów w pracy, nauce, sporcie, zabawie, niż do spraw i przeżyć religijnych, gdzie stosunki międzyosobowe są pozbawione uczucia życzliwości, napięte i konfliktowe - realizacja funkcji religijnej napotyka poważne trudności. Stąd też rodzina skłócona, rozpadająca się nie daje gwarancji religijnego wychowania dziecka.[...]

Trzeba pamiętać, iż należy rozwijać u dziecka wszystkie te sfery wychowania jednocześnie, równolegle, bo tylko wtedy właściwie kształtuje się osobowość dziecka. Rodzice powinni tak kierować procesem wychowania, by pobudzać dziecko do działania i rozwoju zapobiegając równocześnie zachowaniom niewłaściwym.[...]

Podsumowując rozważania na temat kształtowania się osobowości dziecka w rodzinie w procesie wychowania należy podkreślić całą mocą iż środowisko rodzinne jest najlepsze dla właściwego przebiegu tego procesu. Dzieje się tak dlatego, gdyż wpływ rodziny jako środowiska wychowawczego trwa najlepiej i najpełniej, jest bowiem podstawowy, pierwszy i stały, zaczyna się od chwili przyjścia na świat i towarzyszy przez całe życie.


Opracowanie: mgr Maria Chlipała.
maceox (6766 punktów)
Panie Andrzeju,
moim zdaniem doszliśmy w tej naszej wielowątkowej dyskusji do momentu, od którego już łatwiej powinno nam dojść do stwierdzeń satysfakcjonujących zarówno Pana, jak i mnie.

Moim problemem było adekwatne opisanie pewnych zjawisk, a także być może - jak mniemałem - ich nadmierne upraszczanie.

Jednak im bardziej szczegółowe artykuły Pan przytacza (np. o osobowości autorytarnej i o psychologiczno-społecznym podłożu Abu Ghraib), tym bardziej konkretyzuje mi się spójny obraz Pana stanowiska.

Przeczytałem po raz kolejny Pana wpisy, ale chcę też uważnie zgłębić zalinkowane artykuły.

Niestety chwilowo mam zbyt duży natłok codziennych zajęć, by móc udzielać się na forum. Może w przyszłym tygodniu uda mi się poświęcić na to więcej czasu.

pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Panie Andrzeju,
>moim zdaniem doszliśmy w tej naszej wielowątkowej dyskusji do momentu, od którego już łatwiej powinno nam dojść do stwierdzeń satysfakcjonujących zarówno Pana, jak i mnie.
Panie Macieju,
nie warto się zbytnio spieszyć w naszej rozmowie - lepiej sobie coś sprawdzić i doczytać.
Przecież uczymy się tu obaj i jesteśmy wzajemną inspiracją do przemyśleń i weryfikacji swoich stanowisk.
Czekam na Pańskie wypowiedzi, ale spokojnie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,485208#w489419
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,485208#w489439

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-02-2012 14:04 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
a najlepiej weryfikuje się je samemu.

@@@

>Tak, sądzę, że religie, czy ideologie nie motywują same z siebie do jakichkolwiek czynów, o ile tylko się w nie nie wierzy.
Właśnie tak, do podjęcia aktywnych działań pobudza nas wiara.

>Jeśli jednak przyjęlibyśmy, że wiara to wcale nie skłonność, a tylko intelektualne lenistwo, to mam wrażenie, że jest jeszcze coś innego, co nas do religii, albo ideologii kusi.
Gdybyśmy przyjęli coś innego to byłoby zupełnie coś innego. Staram się mówić o ustalonych przez naukę faktach, a nie o własnych fantazjach. Co wcale nie znaczy, że badacze, a tym bardziej Bogusławski nie mogą się mylić, ale o argumenty proszę.

>Nazwałbym to coś może skłonnością do "atmosferyczności". Przesadziłem ze słowotwórstwem? Wyjaśnię może o co chodzi:
>Chodzi o cały zestaw: architektura, kadzidła, symbole, poetyka, muzyka - to są oddziaływania na psychikę człowieka i ludzie są na to właśnie w największym stopniu podatni. Tu można mówić bez wahania o skłonnościach. Oczywiście można to przeżywać pozostając niewiernym, ale potrafią to uczynić chyba właśnie tylko jednostki wystarczająco sceptyczne - dorosłe - oświecone - poddać się atmosferze nie popadając w wiarę. U większości ludzi dochodzi tu chyba do wymieszania informacji zmysłowych z wpajanymi przy okazji treściami ideologicznymi. Miła atmosfera po wyjściu z kościoła mija, a treści w głowie zostają. A potem człowiek przez cały tydzień myśli: tam to było fajnie i tak relaksująco - to Jezus tak musi oddziaływać w domu bożym.
Proszę Pana - zanim w życiu pojawi się kościół, to najpierw jest kołyska w pokoju i obrazki na ścianie, a zanim pojawi się ksiądz, to wcześniej jest matka i ojciec. Cały religijny zestaw: architektura, kadzidła, symbole, poetyka, muzyka , to otrzymują już ludzie wierzący.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-02-2012 21:08 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>Wiara tylko ułatwia i usprawiedliwia czynienie zła.
>>Czy w równym stopniu nie ułatwia czynienia dobra?
>Setki, a nawet tysiące badań socjologicznych nie potwierdzają tego, choć każdy światopogląd ma swoich "świętych", ale to są zawsze jednostki.
hmmm - wiele zależy od tego, co konkretnie było badane i o jaką wiarę chodziło i jaki był przedmiot tej wiary.

>Dlatego Weinberg słusznie napisał:
>Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze,
>a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.

Jakoś bardziej trafia do mnie Izdebski:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. [ 2 ] W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni
Sądzę, że te "wielkie czyny" bywały też etycznie dobre.

Choć zasadne jest pytanie, czy jeśli nawet z wiary można czynić dobrze, to czy jest to pełne dobro, skoro opiera się na fałszu?

>Ja uważam, że każda wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.
Intelektualnie na pewno tak. Ale moralnie - to już nie byłbym taki pewien, czy można tak uogólnić. Kodeksy moralne były od wieków przekazywane w ramach religii i ideologii przy wykorzystaniu wiary, ale mam wrażenie że owe kodeksy w dużej mierze odzwierciedlały areligijną, społeczną konieczność zachowania etyki. Ideologie stanowiły tu tylko skuteczną formę przekazu.

Choć z drugiej strony zauważyć należy również, że prawdziwie doniosły krok w rozwoju etycznym ludzkość uczyniła wskutek oświecenia (pojmowanego zarówno według przytoczonej przeze mnie definicji, jak również czasowo począwszy od tak właśnie zwanej epoki historycznej). Fakt, że dzisiaj w naszej części świata nikogo się na stosach nie pali wynika też raczej z recepcji przez kościół ideałów oświecenia, a nie z wiary.

I tak mam wrażenie, że to wcale nie takie proste, że każdy jest inny - wierzący wierzącemu nierówny, a u sceptyka oczywiście też nie ma gwarancji czynienia dobra. Wzbraniam się przed uogólnianiem. Dlatego słowa Weinberga stanowią dla mnie dobry aforyzm, ale czy zawsze są poprawne?
Wiem, że Pan nie lubi wielkich kwantyfikatorów - ale dla mnie (pewnie z racji wykształcenia zawodowego) jest istotne to co jest napisane i jeśli nie ma zaznaczonych wyjątków - to to właśnie to oznacza i nic innego.

A zatem jeśli czytam:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle
to jestem w stanie się z tym od biedy zgodzić, choć nie spotkałem jeszcze ani człowieka absolutnie dobrego, ani absolutnie złego, ale jako pewne uogólnienie jest to prawdziwe.
Natomiast to:
ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
To jest właśnie sedno aforyzmu, ale jako trafny opis rzeczywistości to mi to jakoś nie pasuje. Tylko religii jest to zasługa? Chyba, żeby uzupełnić o wskazanie, czego zasługą jest dobre postępowanie złych ludzi? Nigdy nie religii?

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-02-2012 12:57 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>>>>Proponuję w takim razie zrobić coś innego. Proszę przeczytać wypowiedzi w tym wątku pana Brzostowskiego. Spróbować wyartykułować jego stanowisko i jeżeli uzna Pan, że daje się ono bronić, to założyć nowy wątek.
>>>>Chętnie z Panem na ten temat porozmawiam.
>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
>Czy każda wiara prowadzi do złych czynów? Ale zastanowię się nad wprowadzeniem i chętnie taki wątek założę.
Przed chwilą znalazłem taki manifest w internecie. Może byłby dobrym punktem wyjściowym do takiej dyskusji?

"Ludzie wierzący to utajeni zabójcy w, których instynkt zabójcy został uwarunkowany na drodze indoktrynacji religijnej poprzez wpojony system wartości mówiący im, że ze złem trzeba walczyć wszelkimi metodami. Oznacza to, że dla ludzi wierzących każdy kto nie wierzy w boga jest wcielonym złem i w imię wiary dopuszczalne jest jego zgładzenie. Tak nakazuje przecież biblia opowiadając jak to bóg słał na nieprawe i rzekomo złe narody omamionych i ogłupiałych wiarą w niego i wyzwolonych z pod niewoli Egipskiej Żydów. Tak więc ludzie wierzący gotowi są do największych okrucieństw o ile ktoś powoła ich w imię boga do eliminacji owego zła i to jest najniebezpieczniejsze w tej wierze. Przykłady takiego działania znamy przecież z historii. Dziś wyznawcy zmuszeni są do tolerancji ludzi niewierzących i odmiennie postrzegających rzeczywistość dzięki prawu nie dopuszczającemu do palenia na stosach czy kamienowania. Niemniej jednak gdyby takiego prawa nie było ludzie wierzący bez najmniejszych skrupułów wydawaliby zbrodnicze wyroki na w ich przekonaniu siewcach zła. Nie prawdą jest jakoby ludzie wiary dysponowali nieograniczonym miłosierdziem i tolerancją. To tylko pozory ich głoszonych haseł. [...]
Akceptacja zbrodni u wierzących jest zakorzeniona wraz z doktrynami jakie im narzucono. Bóg w biblii narzucił masę zbrodniczych praw i obowiązków karząc dokonywać zbrodni w jego imię dla tego ludzie wierzący są gotowi zaakceptować ów stan rzeczy nie zdając sobie sprawy, że to przeczy jakiemukolwiek głoszonemu przez nich miłosierdziu ich boga.
Niestety to wszystko tyczy się każdej jednej religii nie tylko chrześcijańskiej. Ludzie wierzący są tak skrzywieni i upośledzeni przez narzucony im system wierzeń, że nie dopuszczają do siebie, iż sama wiara i religia wraz z jej nakazami i doktrynami jest samym w sobie złem prowadzącym do podziałów i zbrodni. To religijny gwałt na świadomości i umysłach ludzi wymuszany od dziecka dogmatycznym kłamstwem.

Wystarczy kilka miesięcy zaznajamiania się ze starożytnymi kulturami i ich wierzeniami by zauważyć, że podstawy każdej wiary są takie same oraz ich konstrukcja historyczna. Wystarczy prześledzić w tych wszystkich wierzeniach poczynania poszczególnych bogów by zauważyć, że każde bóstwo dążyło do ubezwłasnowolnienie umysłowego ludzi narzucając dogmatyczne prawa i obowiązki niezgodne z jakąkolwiek logiczną sprawiedliwością."


Zaznaczam, że to nie są moje poglądy, tylko nieznanego mi autora. Czy są bezsensowne? Odwrotnie uważam, że wiekszość stwierdzeń jest prawdziwą, tyle że wyostrzoną sytezą stosunku wiary religijnej do czynienia zła przez wyznawców.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-02-2012 12:09 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Ja bym to ujął ogólnie w pytaniu o stosunek wiary i zła.
>>Czy każda wiara prowadzi do złych czynów? Ale zastanowię się nad wprowadzeniem i chętnie taki wątek założę.

>Przed chwilą znalazłem taki manifest w internecie. Może byłby dobrym punktem wyjściowym do takiej dyskusji?
>[color=navy]" Ludzie wierzący to utajeni zabójcy w, których instynkt zabójcy został uwarunkowany na drodze indoktrynacji religijnej poprzez wpojony system wartości mówiący im, że ze złem trzeba walczyć wszelkimi metodami.[...]
>Zaznaczam, że to nie są moje poglądy, tylko nieznanego mi autora. Czy są bezsensowne? Odwrotnie uważam, że wiekszość stwierdzeń jest prawdziwą, tyle że wyostrzoną syntezą stosunku wiary religijnej do czynienia zła przez wyznawców.

Ja bym szukał zupełnie innego punktu wyjścia.
Zapytałbym w pierwszej kolejności o to, jak w nowoczesnych społeczeństwach (np. europejskich - opierających się już w przeważającej mierze na świeckiej tradycji oświeceniowej) definiuje się i traktuje "złe czyny".

Należałoby wskazać na ustawodawstwo w dziedzinie karnej, a także na zasady leżące u jego podstaw.

Mamy tu przede wszystkim zasadę: "nullum crimen sine lege". O przestępstwie (a zatem o winie i o karze) można mówić dopiero wówczas, gdy dany czyn został jako taki określony w ustawie.

A co wynika z ustawy, jaką jest kodeks karny?
Otóż przestępstwo to czyn zabroniony pod groźbą kary.

Dla wystąpienia przestępstwa konieczne jest zatem konkretne zachowanie człowieka, które zostało zakazane. Muszą zostać spełnione znamiona przestępstwa - czyli obiektywnie musi dojść do jakiegoś inkryminowanego zachowania, a także subiektywnie sprawca musi działać z zamiarem popełnienia czynu (wie co robi i chce tego), ewentualnie działa nieumyślnie (a powinien był dochować staranności).
Karalne jest również usiłowanie (sprawca działa z zamiarem i bezpośrednio zmierza do dokonania przestępstwa, ale nie dochodzi do spełnienia obiektywnych jego znamion).

Już tylko w zupełnie wyjątkowych przypadkach karalne są przygotowania do przestępstwa.

Natomiast nigdy i pod żadnym pozorem przestępstwa nie mogą stanowić same tylko przekonania, myśli, a nawet motywacje (ewentualnie mogą one wpłynąć na kwalifikację czynu - np. tzw. "morderstwo" różni się od zabójstwa właśnie m in. szczególnie negatywną motywacją - lub również na karę lub jej wymiar, ale w pierwszej kolejności musi zostać popełniony jakiś konkretny czyn)

To byłby szkic wstępu. Ewentualnie już dużo bardziej szczegółowo co do traktowania motywacji przy ocenie czynu karalnego można przeczytać (z wskazaniami na dalsze opracowania) np. tu:
prawo.legeo.pl/prawo/wa-13-00/

W dalszej kolejności należaloby się zastanowić nad motywacjami z punktu widzenia kryminalistyki i psychologii. O ile bowiem motywacje nie są karalne jako takie, to jest oczywiste, że wpływają na zachowanie sprawcy i ich znajomość jest wykorzystywana chociażby w pracy Policji.

W dalszej części należałoby zapytać o najczęściej spotykane motywy popełniania przestępstw. Należałoby sięgnąć do danych statystycznych w naszym kraju i porównać je z innymi krajami.

Możnaby w ten sposób stwierdzić ile przestępstw jest popełnianych z pobudek religijnych. I czy ten odsetek różni się np. pomiędzy katolicką Polską a laickimi Czechami.

I mając tę wiedzę i te dane możnaby się zastanowić nad tym:
>Zaznaczam, że to nie są moje poglądy, tylko nieznanego mi autora. Czy są bezsensowne?

Przy czym oczywiście wiara wierze nierówna i w historii, a także nawet obecnie w innych częściach świata ta znaleziona przez Pana wypowiedź nabiera zupełnie innego sensu - trzeba jednak właśnie o tych różnicach w podejściu do wiary pamiętać, zanim tak ogólnie nazwie się człowieka wierzącego utajonym zabójcą.

Pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-02-2012 16:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ja bym szukał zupełnie innego punktu wyjścia.
Każdy poszukiwał by trochę innego.

>Zapytałbym w pierwszej kolejności o to, jak w nowoczesnych społeczeństwach (np. europejskich - opierających się już w przeważającej mierze na świeckiej tradycji oświeceniowej) definiuje się i traktuje "złe czyny".
A dlaczego w nowoczesnych społeczeństwach, gdy analizujemy ogólnie stosunek "wiary i zła".
Moim zdaniem - należy rozpatrywać tu całą zapisaną historię ludzkości.

>Należałoby wskazać na ustawodawstwo w dziedzinie karnej, a także na zasady leżące u jego podstaw.
>Mamy tu przede wszystkim zasadę: "nullum crimen sine lege". O przestępstwie (a zatem o winie i o karze) można mówić dopiero wówczas, gdy dany czyn został jako taki określony w ustawie.
Znowu pełna niezgoda. Wszelakie kodeksy są unormowaniem nakazów postępowania narzucanym przez suwerena. Dalece nie zgadzam się, aby np. prowadzenie samochodu przez kobiety było złem, natomiast za zło uważam karanie je biczowaniem.

>Natomiast nigdy i pod żadnym pozorem przestępstwa nie mogą stanowić same tylko przekonania, myśli,
Co to znaczy "nie mogą", gdy wiemy, że były i choć było to zgodne z kodeksami, to było to zło.

>W dalszej części należałoby zapytać o najczęściej spotykane motywy popełniania przestępstw. Należałoby sięgnąć do danych statystycznych w naszym kraju i porównać je z innymi krajami.
Takie badania były wielokrotnie robione. Nie wykazują zasadniczych różnic w czynieniu zła, w zależności od światopoglądu, czy nawet od konkretnego wyznania, ale znamy także doskonale w historii opisane wpływy wiary na postępowanie. Potwierdzone zresztą badaniami Milgrama: forumzn.ka(*)speryment_Milgrama-t12076.html

Jak więc powinniśmy rozumieć pracę Milgrama, biorąc pod uwagę to, co wiemy o upokarzaniu i torturowaniu więźniów z Abu Ghraib? Dlaczego żandarmeria wojskowa tak skwapliwie (i z widocznym zadowoleniem) wypełniała rozkazy "zmiękczania" więźniów przed przesłuchaniem? Powiedziano im: "Tak się to robi". Kryje się tu jednak zagadka. Kto powiedział: "Tak się to robi"?


>>>>Zaznaczam, że to nie są moje poglądy, tylko nieznanego mi autora. Czy są bezsensowne?
>Przy czym oczywiście wiara wierze nierówna i w historii, a także nawet obecnie w innych częściach świata ta znaleziona przez Pana wypowiedź nabiera zupełnie innego sensu - trzeba jednak właśnie o tych różnicach w podejściu do wiary pamiętać, zanim tak ogólnie nazwie się człowieka wierzącego utajonym zabójcą.
To nie moje określenie, ale może warto poczytać argumenty fideistycznych siepaczy, winnych śmierci wielu osób. Z jakich powodów mordowali i jak swoje skłonności (poświęcenie idei) tłumaczyli. Zamordowanym to wszystko jedno, czy zostali zamordowani zgodnie z wolą Boga Miłości - Jezusa Chrystusa i Świętego Kościoła Katolickiego, czy generalissimusa Józefa Stalina i Mateńki Partii.

W poniższym zdaniu jest głęboka mądrość zawarta:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Tylko głęboka wiara w słuszność autorytetów religii (ideologii) może uczynić ze zwyczajnego człowieka mordercę dla wyznawanej doktryny, tak że można zgodzić się z tym stwierdzeniem, że ludzie wierzący to utajeni zabójcy. Choć oczywiście w jednostkowych przypadkach to przeróżnie wygląda.

PS. W pierwszej odpowiedzi Panu Brzostowskiemu napisałem: Cytat:

>>Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło,
Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi. Chrześcijaństwo nie jest jedyną religią na świecie, a oni głęboko wierzyli w swoją misję, jaką mają do spełnienia na tym świecie.

>>Wielu racjonalistów pisze, że więcej było zbrodniarzy wśród wierzących, to chyba jasne skoro wierzący byli prawie wszyscy.
Nie wiem, kto co pisze, ale prawie wszystkie zbiorowe zbrodnie (prawie począwszy od seryjnych morderców) popełniono na skutek wiary w nadludzkie (nie koniecznie nadprzyrodzone) moce i własną misję, którą ma się do spełnienia. Każda wiara ogranicza intelektualnie (i moralnie), a im jest głębszą tym bardziej.
Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.

>>Wielu wierzących pisze o czasie Jakobinów - rewolucja to rewolucja, to nie wina ateistów.
A gdzie ci ateiści byli? Ludzie którzy odrzucili Trójjedynego, przyjęli boga "Postępu", Stalina, Pol-Pota, to zaraz ateiści. Nie to też teiści-fideiści, tyle, ze inne bóstwa do wiary sobie wybrali.

Jak na razie nie znalazłem argumentów (nikt ich też nie przedstawił) abym choć trochę musiał zmodyfikować swoje stwierdzenie z tego postu.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
24-02-2012 02:00 
 Ocena 1 na 3
maceox (6766 punktów)
Czy normalny człowiek może coś zrozumieć z prawniczego slangu?

>>Ja bym szukał zupełnie innego punktu wyjścia.
>Każdy poszukiwał by trochę innego.

Cały ten mój prawniczy wywód z poprzedniego wpisu skrócę w jednym zdaniu: karzemy tylko za czyny dokonane z zamiarem ich popełnienia i w niektórych przypadkach również popełnione nieumyślnie. Nie karzemy natomiast za samą, nawet najgorszą motywację. Złem jest zatem czyn, a nie idee. Wiara nie jest czynem.

Ponadto obowiązuje również domniemanie niewinności.

Dlatego właśnie raczej nie widzę większego sensu w przezywaniu wierzących zabójcami, nawet jeśli zastrzeżemy, że są tylko "utajeni", choć rozumiem pewną literacką przenośnię.

Oczywiste jest jednocześnie jasne, że do złych czynów prowadzą różnego rodzaju pobudki i wkraczamy tu jednocześnie na dość grząski grunt psychologii.

Wiem, że to są oczywistości, ale skoro szukamy punktu wyjścia do dyskusji, to może warto je jednak wypowiedzieć.

>>Zapytałbym w pierwszej kolejności o to, jak w nowoczesnych społeczeństwach (np. europejskich - opierających się już w przeważającej mierze na świeckiej tradycji oświeceniowej) definiuje się i traktuje "złe czyny".
>A dlaczego w nowoczesnych społeczeństwach, gdy analizujemy ogólnie stosunek "wiary i zła".
Dlatego, że sądzę, iż za podstawę przyjęcia tego co "złe" - nawet tego co "złe" w przeszłości - powinniśmy kierować się naszym aktualnym systemem etycznym wypracowanym w nowoczesnych, oświeconych społeczeństwach. Pan proponuje jakiś inny system odniesienia?

>Moim zdaniem - należy rozpatrywać tu całą zapisaną historię ludzkości.
Zgoda. Ale wedle jakiej miary ją oceniać?

>>Należałoby wskazać na ustawodawstwo w dziedzinie karnej, a także na zasady leżące u jego podstaw.
>>Mamy tu przede wszystkim zasadę: "nullum crimen sine lege". O przestępstwie (a zatem o winie i o karze) można mówić dopiero wówczas, gdy dany czyn został jako taki określony w ustawie.
>Znowu pełna niezgoda. Wszelakie kodeksy są unormowaniem nakazów postępowania narzucanym przez suwerena.
Dlaczego niezgoda, jak przecież zgoda!
Tylko, że tu jest to tylko element mojego rozumowania, wedle którego zgodnie z wyznawanym przez nas systemem etycznym (mającym odzwierciedlenie w obowiązujących w naszej części świata kodeksach) złe są czyny, a same motywacje jeszcze zła nie czynią.

>Dalece nie zgadzam się, aby np. prowadzenie samochodu przez kobiety było złem, natomiast za zło uważam karanie je biczowaniem.
Oczywiście - bo ocenia Pan to karanie według naszego systemu etycznego. Ja wedle tego samego systemu zastanawiałem się natomiast nad uprawnieniem do nazwania fideistów "ukrytymi zabójcami". W zasadzie zaczynam się powtarzać - chyba już jest dość wyraźne, co chciałem powiedzieć.

>>Natomiast nigdy i pod żadnym pozorem przestępstwa nie mogą stanowić same tylko przekonania, myśli,
>Co to znaczy "nie mogą", gdy wiemy, że były i choć było to zgodne z kodeksami, to było to zło.
A jednak się powtórzę - a dlaczego Pan myśli, że to było zło? Ano właśnie dlatego, że zgadza się Pan z tym, że nigdy i pod żadnym pozorem przestępstwa nie mogą stanowić same tylko przekonania i myśli.

>>W dalszej części należałoby zapytać o najczęściej spotykane motywy popełniania przestępstw. Należałoby sięgnąć do danych statystycznych w naszym kraju i porównać je z innymi krajami.
>Takie badania były wielokrotnie robione. Nie wykazują zasadniczych różnic w czynieniu zła, w zależności od światopoglądu, czy nawet od konkretnego wyznania,
Uważam to za bardzo istotne stwierdzenie dla naszej dyskusji.

>ale znamy także doskonale w historii opisane wpływy wiary na postępowanie. Potwierdzone zresztą badaniami Milgrama: forumzn.ka(*)speryment_Milgrama-t12076.html

Widziałem film nakręcony podczas niemieckiej wersji tego eksperymentu. Uważam, że powinien być wyświetlany w szkołach. Przez pewien czas chodziłem do niemieckiego liceum i tam właśnie go widziałem w ramach przedmiotu, który się nazywał "pedagogika". Niestety, o ile się nie mylę w Polsce nie ma ani takiego przedmiotu, ani nie wyświetla się takich filmów. A mimo to uważam, że Polacy są mniej konformistyczni od Niemców - ale to dygresja raczej nie na temat.

>Jak więc powinniśmy rozumieć pracę Milgrama, biorąc pod uwagę to, co wiemy o upokarzaniu i torturowaniu więźniów z Abu Ghraib? Dlaczego żandarmeria wojskowa tak skwapliwie (i z widocznym zadowoleniem) wypełniała rozkazy "zmiękczania" więźniów przed przesłuchaniem? Powiedziano im: "Tak się to robi". Kryje się tu jednak zagadka. Kto powiedział: "Tak się to robi"?
Nie wiem. Sądzę, że to jednak dość skomplikowane. Wzbraniałbym się, przed prostymi odpowiedziami. Już samo pytanie wydaje mi się być prawie zbyt proste.

Jest też fabularny film "Eksperyment" oparty na faktycznym eksperymencie polegającym na podzieleniu grupy ochotników na strażników i więźniów. Wnioski podobne, choć na odwrót - nie chodzi o uleganie autorytetom, ale o nadużywanie władzy, gdy nadarza się taka możliwość.

>Tylko głęboka wiara w słuszność autorytetów religii (ideologii) może uczynić ze zwyczajnego człowieka mordercę dla wyznawanej doktryny, tak że można zgodzić się z tym stwierdzeniem, że ludzie wierzący to utajeni zabójcy.
Tak, w tym kontekście rzeczywiście można się z tym zgodzić i rzeczywiście słowa Weinberga są tu w pełni prawidłowe.

Jednak mimo wszystko zastanowiłbym się nad tym:
>Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.
Do jakiego stopnia potrafimy być wątpiącymi sceptykami? A od kiedy zaczynamy walczyć o naszą rację? Nawet o rację naszego sceptycyzmu? Sądzi Pan, że wojownik Ockhama nie chwyciłby się brzytwy nawet w samoobronie? I co, kontrataku też nie wyprowadzi?

Czy można powiedzieć, że Mahatma Gandhi był człowiekiem wątpiącym?

Pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
25-02-2012 17:06 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>karzemy tylko za czyny dokonane z zamiarem ich popełnienia i w niektórych przypadkach również popełnione nieumyślnie. Nie karzemy natomiast za samą, nawet najgorszą motywację. Złem jest zatem czyn, a nie idee. Wiara nie jest czynem.
A ja zadam tu prościutkie pytanie; Gdzie i od kiedy. Cała historia zna "policję myśli", a i teraz w "nareszcie wolnej Polsce" ze swoimi poglądami nie warto wszędzie się wychylać. Wyroku może nie dadzą, ale z roboty wywalić mogą.

>Ponadto obowiązuje również domniemanie niewinności.
Tak, jak domniemywa zazdrosny mąż niewinność żony.
I tak, jak polskie społeczeństwo domniemywa niewinność matki Magdy.

>Dlatego właśnie raczej nie widzę większego sensu w przezywaniu wierzących zabójcami, nawet jeśli zastrzeżemy, że są tylko "utajeni", choć rozumiem pewną literacką przenośnię.
Nie lubię nikogo przezywać, ale lubię nazywać rzeczy po imieniu. Mam tu zdecydowany kłopot z Panem. Czy Pan rzeczywiście żadnej książki dotyczącej życia ludzi w trudnych czasach nie przeczytał, żadnego filmu nie obejrzał? Czy też jest z Panem tak, jak w anegdocie Witwickiego: "Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".
Przecież w literaturze opisane są setki tysięcy przypadków zbrodni motywowanych wiarą. Naprawdę nie przeczytał Pan choćby "Imienia Róży", no bo "Cichego Donu" to nie przeczytał Pan prawie na pewno.

>Oczywiste jest jednocześnie jasne, że do złych czynów prowadzą różnego rodzaju pobudki
Nigdy temu nie przeczyłem - nawet w dyskusji z Panem, którego nicka mam zakaz używać - tylko stwierdzam, że nie istnieje większy motywator masowych zbrodni, niż wiara. Jest to tym gorszy motywator, że zmusza do zbrodni i usprawiedliwia zbrodnie dokonywane przez "dobrych ludzi". Człowiek, który popełnia zły czyn z "niskich pobudek" chciwości, seksu, nienawiści itd. Ma na ogół "wyrzuty sumienia" - chyba że swoje złe czyny wiarą usprawiedliwi.
Wtedy "złe czyny" stają się powodem do dumy i chwały.
(Na przykład - mordercy Katarów dostawali połowę ich majątków. www.racjon(*)ymskie.oczyszczenie.z.czystych , ale swoich czynów nie motywowali żadną chciwością tylko "prawdziwą" wiarą.
Dziś mamy obrońców wiary wmawiających katolickiemu rycerstwu (po których nawet kości już nie pozostały), że nie wiara ich motywowała i nie mordowali na chwałę Boga.)

> i wkraczamy tu jednocześnie na dość grząski grunt psychologii.
To nie jest żaden grząski grunt. Gorzej jak ktoś chce mówić o ogólnych postawach społecznych i jako argumentu używa jednostek. Hitlera, Stalina, że Mahatmę Gandhi.

>Dlatego, że sądzę, iż za podstawę przyjęcia tego co "złe" - nawet tego co "złe" w przeszłości - powinniśmy kierować się naszym aktualnym systemem etycznym wypracowanym w nowoczesnych, oświeconych społeczeństwach. Pan proponuje jakiś inny system odniesienia?
To proste - albo mamy mówić o ideologiach (najczęściej pięknych), albo o praktyce życia.
Dawno nikogo nie spalono na stosie, a dlaczego? Czasy nie takie, czy brak chętnych do podpalania? Moim zdaniem tylko czasy są nie odpowiednie. Chętnych jest dużo. Ciągle za dużo!
Pan chce tu rozmawiać o najwyżej cywilizowanych mocno zlaicyzowanych demokracjach europejskich i odnosić motywacje ich obywateli do czasów fanatyzmów religijnych?
Pan naprawdę uwielbia mieszać argumenty pod przyjęte z góry tezy.

Wszystko może być przedmiotem rozmowy, ale po zrobieniu bigosu trudno dyskutować o smaku poszczególnych składników. Można tylko przed. W Europie znakomita większość faktycznych zbrodni motywowanych wiarą skończyła się w pierwszej połowie XX wieku, choć z powodu głębokiej wiary np. w Allaha w świecie jeszcze dotychczas wiele złego się dzieje.

Uważam, że nadal jesteśmy tym zjawiskiem zagrożeni (czyli zbrodniami wynikającymi z głębokiej wiary w jedynie słuszne poglądy) i powinniśmy o tym mówić, ale w racjonalnych rozważaniach, na ten temat, konieczne jest tło tamtych czasów.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>karzemy tylko za czyny dokonane z zamiarem ich popełnienia i w niektórych przypadkach również popełnione nieumyślnie. Nie karzemy natomiast za samą, nawet najgorszą motywację. Złem jest zatem czyn, a nie idee. Wiara nie jest czynem.
>A ja zadam tu prościutkie pytanie; Gdzie i od kiedy.
Być może jednak niezbyt wyraźnie zaznaczyłem, jaki jest punkt wyjścia prowadzący do takiego mojego stwierdzenia.
Dyskutujemy o relacji wiary i zła.
Moja propozycja wstępu do dyskusji polegała na przyjrzeniu się kwestii "co to jest zło?". Następnie stwierdziłem, że najprościej mówiąc złem jest w każdym razie przynajmniej to, co wedle naszego systemu etycznego jest karalne. Mówiąc o "naszym" systemie mam oczywiście na myśli w wielkiej ogólności etykę nowoczesnych, demokratycznych i laickich państw europejskich, do których zaliczam również Polskę (pomimo pewnych odmienności i niedociągnięć w konkretnych szczegółach).
Zanim zacznie się bowiem cokolwiek oceniać należy przyjąć kryteria oceny - musimy wiedzieć co uznajemy za zło, a co złem nie jest (choć oczywiście ostateczna ocenę dokonujemy po rozptrzeniu danego przypadku).
Również oceniając fakty historyczne stosujemy jak najbardziej właśnie nasze aktualne standardy etyczne i dlatego jako zło traktujemy np. "policję myśli", czy w ogólności totalitaryzmy, choć przecież i one miały swe oparcie w prawie stanowionym przez dyktatorów, co stwarzało pozory legalności. Dzisiejszą ocenę, zarówno tych systemów, jak również poszczególnych czynów - dokonywanych dzisiaj, czy dawniej - opieramy jednakowoż na naszym systemie etycznym, który sami uznajemy za słuszny.
I tak - w naszym systemie etycznym nie karze się za same motywacje, a tylko za czyny. System, w którym karanoby za same motywacje uznalibyśmy natomiast za zbrodniczy.
I na tym właśnie tle stwierdziłem, że po pierwsze sama wiara nie jest czynem. Jest to w zasadzie zbyt oczywiste, by o tym w ogóle pisać, jednak stwierdziłem, że jako wstęp do rozważań warto tę oczywistość przeciwstawić cytowanemu przez Pana anonimowemu autorowi, który nazwał wierzących "utajonymi zabójcami".
Jednocześnie zastrzegłem, że nie należy zapominać o roli różnorodnych motywacji, które "popychają" ludzi do złych czynów i dopiero w tym kontekście można rozpatrywać kwestię wpływu wiary na zło.
Niby to wszystko oczywiste, a jednak sądzę, że napisać warto, tym bardziej, że tyle już nawet w naszej dyskusji nieporozumień wokół takiego wstępu wynikło. Czy to moje rozumowanie jest teraz przejrzyste?
>>Ponadto obowiązuje również domniemanie niewinności.
>Tak, jak domniemywa zazdrosny mąż niewinność żony.
>I tak, jak polskie społeczeństwo domniemywa niewinność matki Magdy.
Ale my (Pan i ja ) jednak staramy się być obiektywni?
>Mam tu zdecydowany kłopot z Panem. Czy Pan rzeczywiście żadnej książki dotyczącej życia ludzi w trudnych czasach nie przeczytał, żadnego filmu nie obejrzał? Czy też jest z Panem tak, jak w anegdocie Witwickiego (...)
Trochę książek przeczytałem, ale niestety nieporównywalnie większej ilości książek nie przeczytałem.
>Przecież w literaturze opisane są setki tysięcy przypadków zbrodni motywowanych wiarą. Naprawdę nie przeczytał Pan choćby "Imienia Róży"
Przeczytałem. "Imię Róży" jest dla mnie fikcją mówiącą wiele prawdy między innymi o wielości chrześcijańskich prądów religijnych i religijno-politycznych średniowiecza, a także o złożoności ludzkich charakterów i o różnorodności ludzkich motywacji.
>>Oczywiste jest jednocześnie jasne, że do złych czynów prowadzą różnego rodzaju pobudki
>Nigdy temu nie przeczyłem - tylko stwierdzam, że nie istnieje większy motywator masowych zbrodni, niż wiara.(...)
Nie jestem do końca pewien, czy "wiara" jest wystarczającym słowem, by wytłumaczyć te motywacje. Sądzę, że należałoby się przyjrzeć strukturom społecznym i ... psychologicznym. Jakie tu panują zależności? Czy żołnierz wcielany do armii w czasie wojny ma jakąś realną możliwość wyboru, jeśli dezercja karana jest śmiercią? Trudno mi powiedzieć, w co on wierzy - a jeszcze trudniej to uczynić, gdy z normalnego chłopaka przeradza się w bezwzględnego i brutalnego kata cywilów. Pan uważa, że największym motywatorem jest tu "wiara"?
>(Na przykład - mordercy Katarów dostawali połowę ich majątków. www.racjon(*)ymskie.oczyszczenie.z.czystych , ale swoich czynów nie motywowali żadną chciwością tylko "prawdziwą" wiarą.
Moim zdaniem należy odróżniać prawdziwe motywacje od prób uzasadnienia. Aczkolwiek w przypadku mordu Katarów wiara jako taka była rzeczywiście jedną z głównych motywacji.
>> i wkraczamy tu jednocześnie na dość grząski grunt psychologii.
>To nie jest żaden grząski grunt. Gorzej jak ktoś chce mówić o ogólnych postawach społecznych i jako argumentu używa jednostek. Hitlera, Stalina, że Mahatmę Gandhi.
Nie są oni w tych ogólnych rozważaniach ciekawi jako jednostki, tylko jako przywódcy, za którymi szły całe rzesze ludzi wierząc w ich ideologie i idee. To te rzesze są ciekawe. W przypadku Hitlera i Stalina mamy krwawe zbrodnie, a w przypadku Gandhiego niestosowanie przemocy i bierny opór. Sądzę jednak, że te rzesze, które poszły za Gandhim również w niego i jego idee wierzyły.
Oczywiście należy przyznać, że niestosowanie przemocy było dobre dla uzyskania niepodległości, ale szybko się skończyło, gdy w grę weszła religijna nienawiść pomiędzy muzułmanami i hindusami.
>Pan chce tu rozmawiać o najwyżej cywilizowanych mocno zlaicyzowanych demokracjach europejskich i odnosić motywacje ich obywateli do czasów fanatyzmów religijnych?
Nie. Mam nadzieję, że tym razem, to co napisałem na wstępie tego postu jest już jasne.
>Pan naprawdę uwielbia mieszać argumenty pod przyjęte z góry tezy.
Sądzę, że się Pan tu myli.
>Wszystko może być przedmiotem rozmowy, ale po zrobieniu bigosu trudno dyskutować o smaku poszczególnych składników.
Zgadzam się w pełni.
Pozdrawiam serdecznie
04-03-2012 15:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Być może jednak niezbyt wyraźnie zaznaczyłem, jaki jest punkt wyjścia prowadzący do takiego mojego stwierdzenia.
>Dyskutujemy o relacji wiary i zła.
Nie bardzo wiem o czym tu mówimy, gdyż pomimo moich wszelkich argumentów uparcie Pan mówi o wyjętym z hasła Wikipedii zdaniu: Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. Natomiast ja mówię o postawie wobec rzeczywistości, którą w tym samym haśle święty Tomasz przedstawia jako: przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną). Oczywiście od św. Tomasza parę wieków minęło i np. ja "przyrodzony stan umysłu" nazywam uwarunkowaniem genetyczno-społecznym. Wydaje mi się, że ja to już dokładnie i we wszystkich aspektach wyjaśniłem, iż teraz to już nie rozumieją tego tylko ci, którzy nie chcą zrozumieć.

Podałem wyżej już jeden przykład jak wielką wagę do postawy opartej na świadectwie autorytetu przykłada Kościół. Tu jest następny:
Punktem wyjścia obecnych rozważań chciałbym uczynić termin: "postawa wiary". Samo pojęcie "postawa" należy do fundamentalnych kategorii współczesnej psychologii społecznej. W życiu codziennym bywa używane zamiennie ze słowami: "opinia", "przekonanie", "nastawienie". W porównaniu z nimi pojęcie: "postawa" jest jednak pojemniejsze i obejmuje stosunek człowieka do rzeczywistości na trzech płaszczyznach: poznawczej (intelektualnej), emocjonalnej (uczuciowej) oraz motywacyjno-dążeniowej (behawioralnej). W postawie wszystkie te elementy warunkują się: nastawienie wpływa na sposób postrzegania, a poznawczy stosunek do pewnych rzeczywistości budzi określone emocje i wyznacza jakość podejmowanych decyzji. Postawa jest względnie trwałym ustosunkowaniem się wobec osoby, idei, zjawiska lub przedmiotu, angażującym intelekt, uczucia oraz dążenia osoby.
Każda postawa, także postawa wiary, oznacza się charakterystycznymi cechami. Najważniejszą z nich jest tzw. treść przedmiotowa postawy, czyli to, "(...) do czego kieruje się myślenie, odczuwanie i działanie człowieka. Przedmiotem postawy może być wszystko, co istnieje dla ludzi i ma lub miało (rozpatrując historycznie) jakieś znaczenie ze względu na zaspokojenie ich potrzeb i dlatego przedstawia dla nich określoną wartość pozytywną lub negatywną". Przedmiotem postawy są więc osoby, grupy, procesy społeczne, idee oraz instytucje. Mówiąc w tym znaczeniu o postawie wiary, akcentuje się, że jej treścią przedmiotową jest rzeczywistość wiary. [...]

Wiara musi się ciągle rozwijać, pogłębiać, doskonalić, albowiem skarb wiary nosimy w naczyniach glinianych, które zawsze mogą się rozbić (por. KKK 162). Takie dynamiczne określenie wiary, z punktu widzenia psychologii społecznej, dotyczyłoby istotnej dla każdej postawy cechy, jaką jest jej trwałość.
Postawa - w przeciwieństwie do nastroju czy nastawienia - charakteryzuje się względną trwałością. Nie jest jednak absolutnie stabilna, lecz podlega przekształceniom celowym bądź spontanicznym. Mówienie o "trwałości postawy" nie oznacza jej bezwzględnej niezmienności. Każda postawa przechodzi swoją fazę powstawania i rozwoju, ewentualnie słabnięcia i zaniku. Trwałość określa podatność danej postawy na zachodzące zmiany. Dynamizm wiary zakłada jej rozwój w kierunku do Boga, oznacza więc coraz większe zbliżanie się do Niego. Trwałość postawy wiary uwidaczniałaby się w ciągłym i wytrwałym podejmowaniu tej drogi.

Postawa wiary zakłada pewien ogólny styl bycia albo też sposób postępowania obejmujący wiele płaszczyzn życia danej osoby. W każdej postawie w zharmonizowanych proporcjach występują obok siebie: poznanie, zaangażowanie emocjonalno-uczuciowe i zdolność działania.

Ks. Radosław Chałupniak www.katech(*)ocent/postawa_wiary_i_jej.html
Inteligentni ludzie łatwo mogą się - w powyższym tekście - domyśleć różnych niedopowiedzeń, lub przełożyć wywody katolików także na wywody innych ideologów. Można też doczytać w literaturze, jak ważne jest "wdrukowywanie" zachowań we wczesnym okresie socjalizacji.
Jedno co unaocznia nam cała praktyka ludzkości, to trwałość postawy fideistycznej - "wdrukowywanej" w dzieciństwie. Rzadko zmienia się wyznanie, ale zdecydowanie rzadziej odrzuca się wszelką wiarę, a przypadki odwrotne przyjęcia wiary przez sceptyka (szczególnie po weryfikacji) są wprost nieliczne w historii świata.
Uważam postawę fideistyczną, za zasadniczy i bardzo trwały element naszej osobowości, warunkujących nasze zachowania ich motywacje oraz uzasadnienia.
Jest to także czynnik zdecydowanie ograniczający nasz rozwój intelektualny, a także moralny (posłuszeństwo zamiast odpowiedzialności).
Mogę tu tylko wyrazić zdumienie Pańskim uporem, gdyż trudno jest mi uwierzyć w niezrozumienie tego o czym mówię.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-04-2012 11:28 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Witam Panie Andrzeju,
liczę na to, że uda mi się znaleźć trochę czasu na kontynuowanie dyskusji. Zacznę od najstarszego - według mojej skrzynki odbiorczej - Pana postu w ramach tej naszej dyskusji o stosunku wiary do zła.

>Nie bardzo wiem o czym tu mówimy, gdyż pomimo moich wszelkich argumentów uparcie Pan mówi o wyjętym z hasła Wikipedii zdaniu: Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. Natomiast ja mówię o postawie wobec rzeczywistości, którą w tym samym haśle święty Tomasz przedstawia jako: przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną). Oczywiście od św. Tomasza parę wieków minęło i np. ja "przyrodzony stan umysłu" nazywam uwarunkowaniem genetyczno-społecznym.

Całkiem możliwe, że zbytnio skoncentrowalem się na tylko jednej z definicji wiary. Być może nie uwzględniłem, że wiara to nie tylko nieuzasadnione twierdzenie, ale również postawa nabywana od dziecka (a być może nawet z pewnymi skłonnościami zapisanymi w genach).
Sądzę, że w kontekście wpływu wiary na zło trzeba jednak odróżnić postawy fideistów w dawnych czasach od postaw dzisiejszych fideistów w społeczeństwach "rozwiniętych".
W dzisiejszym świecie jest wielu wierzących, którzy są na tyle uczciwi, że przyznają, że wiara nie jest racjonalna. O ile tylko nie próbują narzucać nikomu swego światopoglądu, to moim zdaniem każdy ma prawo do swej "rzeczywistości umysłowej", nawet tej religijnej.
Oczywiście z punktu widzenia wolnej myśli wiara ogranicza i w zasadzie to wystarczy, by stwierdzić, że jest zła sama w sobie. Jednak jest dość oczywiste, że tego rodzaju ograniczenie intelektualne nie zawsze musi prowadzić do złych czynów. Sądzę, że dziś w naszych rejonach geograficznych wiara stanowi coraz częściej prywatną i wewnętrzną "praktykę duchową" i coraz rzadziej manifestuje się w wywodzonych z tej wiary stanowiskach politycznych. Jest to niewątpliwie zasługa sekularyzacji.
Przyznaję oczywiście, że sądząć po najświeższych wydarzeniach w Polsce wciąż za mało u nas sekularyzacji.
W powyższych słowach nie polemizuję z Panem - staram się tylko w skrócie ująć mój punkt widzenia. Ale oczywiście jeśli pan się z takim ujęciem sprawy nie zgadza, to chętnie wysłucham krytyki.

[...] >Postawa wiary zakłada pewien ogólny styl bycia albo też sposób postępowania obejmujący wiele płaszczyzn życia danej osoby. W każdej postawie w zharmonizowanych proporcjach występują obok siebie: poznanie, zaangażowanie emocjonalno-uczuciowe i zdolność działania. [...]

>Inteligentni ludzie łatwo mogą się - w powyższym tekście - domyśleć różnych niedopowiedzeń, lub przełożyć wywody katolików także na wywody innych ideologów. Można też doczytać w literaturze, jak ważne jest "wdrukowywanie" zachowań we wczesnym okresie socjalizacji.
>Jedno co unaocznia nam cała praktyka ludzkości, to trwałość postawy fideistycznej - "wdrukowywanej" w dzieciństwie. Rzadko zmienia się wyznanie, ale zdecydowanie rzadziej odrzuca się wszelką wiarę, a przypadki odwrotne przyjęcia wiary przez sceptyka (szczególnie po weryfikacji) są wprost nieliczne w historii świata.
>Uważam postawę fideistyczną, za zasadniczy i bardzo trwały element naszej osobowości, warunkujących nasze zachowania ich motywacje oraz uzasadnienia.
Nie sposób się z tym nie zgodzić.

>Jest to także czynnik zdecydowanie ograniczający nasz rozwój intelektualny, a także moralny (posłuszeństwo zamiast odpowiedzialności).
Zgoda.

Pozdrawiam serdecznie.
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Witam Panie Andrzeju,
>liczę na to, że uda mi się znaleźć trochę czasu na kontynuowanie dyskusji. Zacznę od najstarszego - według mojej skrzynki odbiorczej - Pana postu w ramach tej naszej dyskusji o stosunku wiary do zła.
>>>>Nie bardzo wiem o czym tu mówimy, gdyż pomimo moich wszelkich argumentów uparcie Pan mówi o wyjętym z hasła Wikipedii zdaniu: Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości.
Czyżby, aby na pewno? Niech Pan udowodni, że upieram się przy Wikipedii.
Mnie się wydaje, że przedstawiłem własne, uważając co najwyżej stanowisko w Wikipedii za możliwe do zaakceptowania.

>Natomiast ja mówię o postawie wobec rzeczywistości, którą w tym samym haśle święty Tomasz przedstawia jako: przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną). Oczywiście od św. Tomasza parę wieków minęło i np. ja "przyrodzony stan umysłu" nazywam uwarunkowaniem genetyczno-społecznym.
O łasce i cnocie, jakoś mi trudno bez ćwiartki dyskutować. Ewentualnie zostawmy to na inną dyskusję. Natomiast pomimo, że parę wieków minęło od Tomaszowego stwierdzenia: "przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania " Może być ono - po ustaleniu znaczenia "przyrodzony stan umysłu" - ciekawym punktem wyjścia.
Jeżeli w "przyrodzonym" mieści się także proces socjalizacji (a w niej proces kształtowania osobowości), to ja całkowicie z Tomaszem się zgadzam.

>Całkiem możliwe, że zbytnio skoncentrowałem się na tylko jednej z definicji wiary. Być może nie uwzględniłem, że wiara to nie tylko nieuzasadnione twierdzenie, ale również postawa nabywana od dziecka (a być może nawet z pewnymi skłonnościami zapisanymi w genach).
Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

>Sądzę, że w kontekście wpływu wiary na zło trzeba jednak odróżnić postawy fideistów w dawnych czasach od postaw dzisiejszych fideistów w społeczeństwach "rozwiniętych".
A dlaczego? Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że laicyzacja łagodzi głębokość wiary, to ma Pan niewątpliwie rację.

>W dzisiejszym świecie jest wielu wierzących, którzy są na tyle uczciwi, że przyznają, że wiara nie jest racjonalna.
Możliwe, ale ja nie znam takich wierzących nawet z opisów. Naturalną ludzką cechą jest racjonalizacja i trudno mi uwierzyć, że człowiek może się pogodzić z własną nieracjonalnością.

>O ile tylko nie próbują narzucać nikomu swego światopoglądu, to moim zdaniem każdy ma prawo do swej "rzeczywistości umysłowej", nawet tej religijnej.
Tak, zdecydowanie ma Pan rację: "O ile tylko nie próbują narzucać nikomu swego światopoglądu", tyle że to znowu sprzeczne z "naturą ludzką".

>Oczywiście z punktu widzenia wolnej myśli wiara ogranicza i w zasadzie to wystarczy, by stwierdzić, że jest zła sama w sobie.
Dla mnie wystarczy, ale chodzi tu o coś innego. Wiara usprawiedliwia czyny, których człowiek bez wiary nie mógłby dokonać i to jest największe zło wynikające z wiary.

>Jednak jest dość oczywiste, że tego rodzaju ograniczenie intelektualne nie zawsze musi prowadzić do złych czynów.
Nie, nie musi i nigdy nic takiego nie twierdziłem, ale może i wielokrotnie wiara w historii ludzkości prowadziła do największych podłości i masowych zbrodni.

>Sądzę, że dziś w naszych rejonach geograficznych wiara stanowi coraz częściej prywatną i wewnętrzną "praktykę duchową" i coraz rzadziej manifestuje się w wywodzonych z tej wiary stanowiskach politycznych.
Ma Pan rację i dlatego nie będę tu wzywał fundamentalizmów islamskich. Mnie wystarczy to co się dzieje w Polsce. Pełna obrzydliwość wynikająca z wiary (a nawet różnych wiar).

>W powyższych słowach nie polemizuję z Panem - staram się tylko w skrócie ująć mój punkt widzenia. Ale oczywiście jeśli pan się z takim ujęciem sprawy nie zgadza, to chętnie wysłucham krytyki.
Krytyka, a za co? Za samodzielne myślenie? To byłaby głupota, a ja właśnie głupoty nie znoszę. Oczywiście - do wszelakich poglądów podchodzę krytycznie i czym się nie zgadzam z tym polemizuję, ale sądzę że poprzez to stanowimy dla siebie wzajemne źródła inspiracji do dalszych przemyśleń.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-04-2012 14:37 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>Nie bardzo wiem o czym tu mówimy, gdyż pomimo moich wszelkich argumentów uparcie Pan mówi o wyjętym z hasła Wikipedii zdaniu: Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości.
>Czyżby, aby na pewno? Niech Pan udowodni, że upieram się przy Wikipedii.
Trochę czasu minęło od poprzednich wpisów i po tej przerwie doszło do pewnego nieporozumienia. Otóż, powyższy tekst o trzymaniu się zdania z Wikipedii napisał Pan o mnie, a ja go tylko dzisiaj zacytowałem, aby się do niego odnieść.

>Mnie się wydaje, że przedstawiłem własne, uważając co najwyżej stanowisko w Wikipedii za możliwe do zaakceptowania.
Wiadomo już, że było to nieporozumienie, ale i tak dopowiem, że zbyt długo z Panem rozmawiam, by czynić Panu zarzut upartego trzymania się Wikipedii. Jest Pan jednym z niewielu rozmówców, który swe wypowiedzi popierają wieloma cytatami i definicjami i bardzo mi ta forma dyskusji odpowiada. Wiem, że trafiają się tacy, którzy czynią Panu z tego zarzut - moim zdaniem zupełnie bezzasadnie.

Poniższy tekst znów Pan napisał, a ja tylko zacytowałem:
>>Natomiast ja mówię o postawie wobec rzeczywistości, którą w tym samym haśle święty Tomasz przedstawia jako: przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną). Oczywiście od św. Tomasza parę wieków minęło i np. ja "przyrodzony stan umysłu" nazywam uwarunkowaniem genetyczno-społecznym.

Tu dochodzimy do dość sympatycznego miejsca, gdzie mianowicie sam Pan się ustosunkowywuje do swoich cytatów:
>O łasce i cnocie, jakoś mi trudno bez ćwiartki dyskutować.

(Ale rozumiem kontekst i dalsze Pana słowa - pomimo wskazanej pomyłki merytorycznie w sprzeczność przecież Pan nie popada.)

pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Tu dochodzimy do dość sympatycznego miejsca, gdzie mianowicie sam Pan się ustosunkowuje do swoich cytatów:
Nie wiem i nie chce mi się tego sprawdzać.

Panie Macieju, ja jestem starszym panem i już nie wszystko dokładnie pamiętam, ale dopóki w sprzeczność (szczególnie, sam ze sobą) nie popadam dopóty mogę jeszcze dyskutować.

Pozdrawiam.

@@@
.
04-03-2012 15:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Dyskutujemy o relacji wiary i zła.
>Moja propozycja wstępu do dyskusji polegała na przyjrzeniu się kwestii "co to jest zło?".
Nie przypominam sobie aby gdziekolwiek Pan wyjaśniał "co to jest zło?".

Napisał Pan: Cytat:

www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,478028#w482782
Cały ten mój prawniczy wywód z poprzedniego wpisu skrócę w jednym zdaniu: karzemy tylko za czyny dokonane z zamiarem ich popełnienia i w niektórych przypadkach również popełnione nieumyślnie. Nie karzemy natomiast za samą, nawet najgorszą motywację. Złem jest zatem czyn, a nie idee. Wiara nie jest czynem.


>Nie karzemy natomiast za samą, nawet najgorszą motywację.
Nikt, nigdzie nie mówił o karaniu "za samą motywację".
Natomiast na ocenę czynu zawsze wpływają jej motywy. Zaczynając od zabicia człowieka.
Kwalifikowane typy zabójstwa, niekiedy popularnie określane jako "morderstwa", to czyny kwalifikowane ze względu na sposób działania sprawcy, względnie związek z popełnieniem innego przestępstwa lub określoną motywacją sprawcy albo rozmiar skutków zabójstwa. Prawie zawsze sąd, w uzasadnieniu wyroku, odwołuje się do pobudek sprawcy. Wśród tych pobudek do czynienia zła - wiara w słuszność własnego postępowania - jest na poczesnym miejscu.

>Złem jest zatem czyn, a nie idee.
Złem zatem wg Pana są trzęsienia ziemi, powodzie itp. ale to zło od Boga pochodzi.
(Bo gdy od natury to trudno nawet nazywać je złem. Po prostu taka jest natura)
Ja mówię o złych czynach ludzi, a te wymagają świadomej motywacji. Najważniejszym motywem do czynienia zła są ideologie, a dokładniej wiara w te ideologie. Im wiara jest głębszą, tym bardziej motywuje do popełniania zbrodni oraz tym bardziej dokonanie zła usprawiedliwia.

>Wiara nie jest czynem.
Nie, wiara nie jest czynem i nikt tu tak nie twierdził. Natomiast wiara jest najważniejszym motywatorem do popełniania czynów. Ponadto nic bardziej ponad wiarę nie usprawiedliwia popełnianie zła. Dlatego ja uważam, że każdy wierzący jest "potencjalnym złoczyńcą", a im głębiej wierzy tym do większych potworności w imię swojej religii jest w stanie dokonać. Polecam rozdział o indoktrynacji w "Regresie człowieczeństwa" K. Lorenza.
Polacy słyną z powierzchownej wiary i dlatego u nas zbrodni w "imieniu Boga" zawsze procentowo było trochę mniej. I tych chrześcijańskich i tych stalinowskich.
Kręci Pan, Panie Macieju.
-----------------------------------

Wracając do zła, to mamy dwie zasadniczo różne koncepcje. Jedną z nich jest "absolutyzm moralny", który twierdzi, że moralność opiera się na uniwersalnych zasadach (prawo naturalne, świadomość). Ludzie, którzy przyjmują poglądy chrześcijańskiego absolutyzmu wierzą, że Bóg jest jedynym źródłem powszechnie przyjętych zasad moralnych, które są niezmienne, podobnie jak i natura samego Boga.
Drugą jest "relatywizm moralny", który zakłada, że moralność nie jest oparta na jakimkolwiek ostatecznym standardzie. "Prawdy" etyczne zależą raczej od zmiennych, takich jak konkretna sytuacja, kultura, czyjeś uczucia itp.
Ja nie zgadzam się na obłudę katolickiego absolutyzmu moralnego* i uważam, że ocen czynów zawsze należy dokonywać w określonym kontekście. Np. za największe i nieodwracalne zło uważam zabicie człowieka, ale przecież w określonym kontekście jest to czyn godny chwały.

* Wielu chętnych wśród chrześcijan do dyskusji na temat etyki chrześcijańskiej nie znalazłem. www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816 Popieprzyć, że jest lepszą, to każdy potrafi, ale poważnie podyskutować, to już nie ma z kim.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-04-2012 12:44 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Dyskutujemy o relacji wiary i zła.
>>Moja propozycja wstępu do dyskusji polegała na przyjrzeniu się kwestii "co to jest zło?".
>Nie przypominam sobie aby gdziekolwiek Pan wyjaśniał "co to jest zło?".
Napisałem tak:
Cytat:
Ja bym szukał zupełnie innego punktu wyjścia.
Zapytałbym w pierwszej kolejności o to, jak w nowoczesnych społeczeństwach (np. europejskich - opierających się już w przeważającej mierze na świeckiej tradycji oświeceniowej) definiuje się i traktuje "złe czyny".
Należałoby wskazać na ustawodawstwo w dziedzinie karnej, a także na zasady leżące u jego podstaw


Muszę bowiem sprecyzować, że nie chodziło przecież o jakieś ogólnie ujęte, filozoficzne zło, ale o dokonywane przez ludzi czyny oceniane przez nich jako złe. I tu właśnie - we wskazaniu złych czynów jak najbardziej pomagają kodeksy karne. Tam są bowiem określone te czyny, które ogólnie rzecz biorąc (nasze) społeczeństwo określa jako złe.

Przyznaję równocześnie, że kodeksy wcale nie penalizują wszystkich możliwych "złych czynów" (zwłaszcza wymykają się im zwykłe ludzkie świństwa), a z drugiej strony oczywiście mogą zupełnie niesłusznie ustanawiać kary za czyny, które nigdy nie powinny być karalne - zależy to często od pozycji światopoglądowych reprezentowanych przez ustawodawcę.

Jednak ogólne zasady karania za złe czyny (jak nullum crimen sine lege, domniemanie niewinności itp.) pozostają u nas od jakiegoś czasu niezmienne. Sądzę, że obydwoje uważamy te zasady ogólnie za słuszne i dlatego pozwoliłem sobie je przypomnieć, gdyż było to istotne dla mojego dalszego wywodu.

Nie widzę jednak konieczności, żeby do tego wracać, gdyż miała to być zaledwie propozycja wstępu do dyskusji, który sam rozwinął się (niechcący) w szerszą dyskusję z tego względu, że miał Pan do niego liczne zastrzeżenia.

>Nikt, nigdzie nie mówił o karaniu "za samą motywację".
Ja o tym tylko napisałem, gdyż określanie przez cytowanego przez Pana internautę ludzi wierzących jako "potencjalnych morderców" wydaje mi się właśnie być - o ile nie karaniem - to jednak przedwczesnym osądem.

>>Złem jest zatem czyn, a nie idee.
>Złem zatem wg Pana są trzęsienia ziemi, powodzie itp. ale to zło od Boga pochodzi.
>(Bo gdy od natury to trudno nawet nazywać je złem. Po prostu taka jest natura)
Mówiłem tylko o złych czynach dokonywanych przez ludzi. Natomiast powyższe moje zdanie bym poprawił. Oczywiście istnieją złe idee, ale nie muszą one prowadzić do złych czynów. Pan już powiedział, że "nie zawsze muszą", więc nie polemizuję, tylko wyjaśniam.

>Ja mówię o złych czynach ludzi, a te wymagają świadomej motywacji. Najważniejszym motywem do czynienia zła są ideologie, a dokładniej wiara w te ideologie. Im wiara jest głębszą, tym bardziej motywuje do popełniania zbrodni oraz tym bardziej dokonanie zła usprawiedliwia.
Nie jestem pewien, czy "najważniejszym", ale na pewno ważnym. Mnie interesuje również pytanie, w jakim stopniu ideologie motywują do czynienia dobra (nawet jeśli same w sobie są zaślepieniem) - rozumianego przynajmniej jako powstrzymywanie się od zła albo jako aktywne, dobre działanie.

>>Wiara nie jest czynem.
>Nie, wiara nie jest czynem i nikt tu tak nie twierdził. Natomiast wiara jest najważniejszym motywatorem do popełniania czynów. Ponadto nic bardziej ponad wiarę nie usprawiedliwia popełnianie zła. Dlatego ja uważam, że każdy wierzący jest "potencjalnym złoczyńcą", a im głębiej wierzy tym do większych potworności w imię swojej religii jest w stanie dokonać.
Sądzę, że warto to odróżniać różne wiary. Inna była wiara Torquemady, chyba nieco inna Wojtyły, znów nieco inna wierzących w niego Polaków na początku lat 80-tych, a trochę z czym innym mamy do czynienia w przypadku Abu-Ghraib. Odróżniłbym od tego również wierzących w ideały Ghandiego, stosujących bierny opór Hindusów, o których mówiliśmy. Czy różnica polega tylko na innych przedmiotach wiary i na róznym jej natężeniu? Nawet jeśli tak, to warto te różnice wskazać - bo przylepienie metki "potencjalnego złoczyńcy" zdaje mi się być zbyt daleko idącym uogólnieniem. Mówię częściowo o jednostakch, jako o przykladach, ale też jednostki taki zarzut trafia.

>Polacy słyną z powierzchownej wiary i dlatego u nas zbrodni w "imieniu Boga" zawsze procentowo było trochę mniej. I tych chrześcijańskich i tych stalinowskich.
Zgadzam się - wiara powierzchowna, więc i mniej zbrodni motywowanych wiarą.

>Kręci Pan, Panie Macieju.
Nie taki jest mój zamiar. Zastanwiam się jedynie nad tym do jakiego stopnia możliwe są uogólnienia tego rodzaju jako to, że każdy wierzący jest "potencjalnym złoczyńcą". Musze przyznać, że trochę niesprawiedliwe mi się to stwierdzenie wydaje.

>Wracając do zła, to mamy dwie zasadniczo różne koncepcje. Jedną z nich jest "absolutyzm moralny", który twierdzi, że moralność opiera się na uniwersalnych zasadach [...].
>Drugą jest "relatywizm moralny", który zakłada, że moralność nie jest oparta na jakimkolwiek ostatecznym standardzie. "Prawdy" etyczne zależą raczej od zmiennych, takich jak konkretna sytuacja, kultura, czyjeś uczucia itp.
Prawda

>Ja nie zgadzam się na obłudę katolickiego absolutyzmu moralnego* i uważam, że ocen czynów zawsze należy dokonywać w określonym kontekście. Np. za największe i nieodwracalne zło uważam zabicie człowieka, ale przecież w określonym kontekście jest to czyn godny chwały.
Godny chwały, to chyba najrzadziej, ale w każdym razie może być usprawiedliwony okolicznościami.

>Wielu chętnych wśród chrześcijan do dyskusji na temat etyki chrześcijańskiej nie znalazłem. [...]
Jest dla mnie oczywiste, że dorabianie nadprzyrodzonych idei jest nadmiarowe, w sytuacji gdy prawo jest umową między ludźmi.
Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
16-04-2012 13:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ja o tym tylko napisałem, gdyż określanie przez cytowanego przez Pana internautę ludzi wierzących jako "potencjalnych morderców" wydaje mi się właśnie być - o ile nie karaniem - to jednak przedwczesnym osądem.
Zgadzam się z Panem.
Żartobliwe powiedzenie, że każdy mężczyzna nosi przy sobie narzędzie gwałtu - jest chyba przedwczesnym osądem, ale zgadzając się z logiką, że zabić można wszystkim, a żadna broń sama nie wypali (tak, jak i np. chrześcijanin), to jednak jestem przeciwnikiem powszechnego dostępu do broni palnej.

>Mówiłem tylko o złych czynach dokonywanych przez ludzi. Natomiast powyższe moje zdanie bym poprawił. Oczywiście istnieją złe idee, ale nie muszą one prowadzić do złych czynów.
Oczywiście istnieją "złe idee", ale tak się składa, że najwięcej zła uczyniono w imię dobrych idei - chrześcijaństwa i komunizmu. To nie idea jest winną, ale ślepa wiara w jej słuszność (Prawdę).

>>>>Ja mówię o złych czynach ludzi, a te wymagają świadomej motywacji. Najważniejszym motywem do czynienia zła są ideologie, a dokładniej wiara w te ideologie. Im wiara jest głębszą, tym bardziej motywuje do popełniania zbrodni oraz tym bardziej dokonanie zła usprawiedliwia.
>Nie jestem pewien, czy "najważniejszym", ale na pewno ważnym.
Ja ważniejszego nie znam.

>Mnie interesuje również pytanie, w jakim stopniu ideologie motywują do czynienia dobra (nawet jeśli same w sobie są zaślepieniem) - rozumianego przynajmniej jako powstrzymywanie się od zła albo jako aktywne, dobre działanie.
To Pańskie zainteresowanie. Ja uogólniam, a Pan chce mówić o przypadkach.
Uważam że ideologia chrześcijańska wyrażona w "Kazaniu na górze", czy "Komunizmu utopijnego" - postulującego zastąpienie kapitalizmu ustrojem społecznym opartym na zasadach powszechnego egalitaryzmu. Były pięknym wyrazem ludzkich tęsknot do budowy sprawiedliwego społeczeństwa. Co te utopie - tak naprawdę - przyniosły ludzkości, tego uczy już historia.

>>>>Nie, wiara nie jest czynem i nikt tu tak nie twierdził. Natomiast wiara jest najważniejszym motywatorem do popełniania czynów. Ponadto nic bardziej ponad wiarę nie usprawiedliwia popełnianie zła. Dlatego ja uważam, że każdy wierzący jest "potencjalnym złoczyńcą", a im głębiej wierzy tym do większych potworności w imię swojej religii jest w stanie dokonać.
>Sądzę, że warto to odróżniać różne wiary. Inna była wiara Torquemady, chyba nieco inna Wojtyły, znów nieco inna wierzących w niego Polaków na początku lat 80-tych, a trochę z czym innym mamy do czynienia w przypadku Abu-Ghraib.
Znowu - ja uogólniam, a Pan chce mówić o konkretnych przypadkach. Możemy rozpatrywać i przypadki, ale jednak osobno. Jak Pan wie istnieją i psychologia i socjologia, a nawet jeszcze oddzielna - psychologia społeczna.

>Czy różnica polega tylko na innych przedmiotach wiary i na rożnym jej natężeniu?
Dla mnie przedmiot/podmiot wiary jest rzeczą wtórną - podstawą są okoliczności i głębokość wiary.

>Nawet jeśli tak, to warto te różnice wskazać - bo przylepienie metki "potencjalnego złoczyńcy" zdaje mi się być zbyt daleko idącym uogólnieniem.
Mnie nie! Choć osobiście nazywam wiarę "najlepszym motywatorem do czynienia i usprawiedliwiania zła".

>Mówię częściowo o jednostkach, jako o przykładach, ale też jednostki taki zarzut trafia.
A nie nie chcę mówić o jednostkach, gdyż na każdy przypadek trafi się jakiś "Władek".

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
04-03-2012 17:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Moja propozycja wstępu do dyskusji polegała na przyjrzeniu się kwestii "co to jest zło?". Następnie stwierdziłem, że najprościej mówiąc złem jest w każdym razie przynajmniej to, co wedle naszego systemu etycznego jest karalne.
A ja z takim rozumieniem "zła" się nie zgadzam. Choć muszę się jej podporządkować lub narazić na przewidziane prawem sankcję. Uważam kodeksy prawne za ludzkie wymysłu i podlegające ludzkiej ocenie.

>Zanim zacznie się bowiem cokolwiek oceniać należy przyjąć kryteria oceny - musimy wiedzieć co uznajemy za zło, a co złem nie jest (choć oczywiście ostateczna ocenę dokonujemy po rozpatrzeniu danego przypadku).
Jeżeli Pan tak uważa należałoby przedstawić własną definicję zła, a jak na razie Pan takiej nie przedstawił.
Według Wikipedii zło, to pojęcie abstrakcyjne z zakresu etyki przeciwstawiane dobru.

Zło to jedna z dwóch, podstawowych wartości moralnych, przeciwieństwo dobra.

W filozofii teistycznej zło to stan nieistnienia, nieobecności lub zakłócenia dobra rozumianego jako stan w jakim Bóg (osobowy absolut), chce aby rzeczy się znajdowały.

Zło - ontyczny brak dobra.

W psychologii zło jest oceną obserwowanego przedmiotu przez subiektywny podmiot, która określa charakter (negatywny) relacji (emocji) ukierunkowanej z umysłu obserwatora na postrzegany przedmiot. W wyniku mechanizmów poznawczych w percepcji obserwatora subiektywnego zło wydaje się być cechą obiektywną przedmiotu tak ocenianego. Innymi słowy złe jest to, co jako postrzegane źródło bodźca dany osobnik (obserwator) uznaje za niepożądane, niebezpieczne, pobudzające negatywny stan emocjonalny, niechęć.


>I tak - w naszym systemie etycznym nie karze się za same motywacje, a tylko za czyny.
Czy mówimy o tym samym, gdyż mnie się wydaje, że Pan artykułuje problemy, a następnie przedstawia do nich swoje kontrargumenty. Może warto, gdy chce się dyskutować, to postarać się zrozumieć to o czym ja piszę. Nie, nie karze się za motywacje, ale - prawie zawsze - przy ocenie czynu bierze się je pod uwagę.
Ja natomiast cały czas mówię nie o czynach, tylko o wierze, jako silnym motywatorze i usprawiedliwiaczu czynów.

>I na tym właśnie tle stwierdziłem, że po pierwsze sama wiara nie jest czynem.
Eureka! Gdyby Pan tego nie powiedział nigdy bym na to nie wpadł.

>warto tę oczywistość przeciwstawić cytowanemu przez Pana anonimowemu autorowi, który nazwał wierzących "utajonymi zabójcami".
Tak, jak zaznaczyłem nie jest to moja wypowiedź, ale uważam ją za zdecydowanie za bliższą prawdy o ludzkiej naturze, od Pańskiego "wykręcania owsa sianem".
Spokojnie mogę nazwać wierzących "potencjalnymi zabójcami". Wyżej wielokrotnie podałem konieczne warunki, do tego żeby ta potencja się zrealizowała. Jak na razie nikt tu nie przedstawił racjonalnych kontrargumentów dla tego stwierdzenia.

>Jednocześnie zastrzegłem, że nie należy zapominać o roli różnorodnych motywacji, które "popychają" ludzi do złych czynów i dopiero w tym kontekście można rozpatrywać kwestię wpływu wiary na zło.
Właśnie tu jest sedno niezgody, nikt tu nie przeczył o wpływie różnorodnych motywacji, więc sądzę, że Pańskie zastrzeżenie było niepotrzebne i po czasie, natomiast ja twierdzę, że w przypadku zbiorowych (wojny, powstania, rewolucje, tumulty, tłumy itp.) złych czynów wiara jest czynnikiem najistotniejszym.
Głównie wiara tam prowadziła do zbrodni i usprawiedliwiała przeróżne inne (osobiste) czynione przy tej okazji podłości. Oczywiście uogólniam tu historię ludzkości, a nie rozpatruję poszczególne przypadki.

>Przeczytałem. "Imię róży" jest dla mnie fikcją mówiącą wiele prawdy między innymi o wielości chrześcijańskich prądów religijnych i religijno-politycznych średniowiecza, a także o złożoności ludzkich charakterów i o różnorodności ludzkich motywacji.
No tak, nie wziąłem tego pod uwagę, że każdy rozumie, to co chce zrozumieć. Tak ta książka jest także o tym co Pan pisze, ale dla mnie jej podstawowym przesłaniem jest stosunek do wiary i do .... śmiechu.

Z recenzji:
"Imię róży" to powieść historyczna - opisane wydarzenia rozgrywają się w średniowieczu, epoce jednoznacznie kojarzonej z triumfem wiary.

W książce tej przedstawiony jest obraz znaczenia religii w średniowieczu Religia miała w tych niespokojnych i okrutnych czasach dużą siłę przyciągającą. Większość ludzi wiodła w okresie średniowiecza trudne i smutne życie, co czyniło chrześcijańską obietnicę radosnego życia wiecznego szczególnie atrakcyjną, natomiast klucz do bram raju znajdować się miał w rękach kościoła. Duchowieństwo skutecznie zmonopolizowało wszystkie uznane dziedziny wiedzy, w rzeczywistości rzadko, kiedy osoba świecka potrafiła czytać i pisać. Jedynie kler znał Pismo Święte, które istniało w wersji łacińskiej, greckiej i hebrajskiej. Dlatego kościół był pod każdym względem jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. W wyniku tego, religia stała centrum życia społecznego, natomiast duchowni zaczęli być postrzegani za istoty wyższe. Pozycja kościoła była uprzywilejowana np. osoby duchowne odpowiadały przed specjalnymi sądami gdzie były znacznie lżej traktowane. Inną zaskakującą postawą w zachowaniu mnichów jest to jak postrzegają osoby świeckie. Uważają je za prostaków jako osoby nie wykształcone posługujące się niecywilizowanym językiem oraz ulegające pokusom ciała i myślące jedynie o zaspokojeniu potrzeb doczesnych. Kościół stał się potęgą nie tylko religijną, ale również kulturową, ekonomiczną i polityczną mającą ogromny wpływ na kształtowanie mentalności zbiorowej i kultury średniowiecza.[...]
Franciszkanin dostrzega przede wszystkim pozytywne działanie śmiechu i nie widzi w tym nic złego natomiast stary bibliotekarz uważa śmiech jako coś złego - znak głupoty. Jego zdaniem śmiech przypomina słabość ludzi, jest to rzecz nikczemna - potrafi uczynnić rzeczy święte śmiesznymi, zmiana porządku świata oraz niebezpieczeństwo straty z oczu rzeczy ostatecznych.


Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Wracam do tej starej dyskusji, gdyż w brudnopisie znalazłem jeszcze parę zanotowanych przeze mnie rozważań i pytań w tym temacie. Sądzę, że warto je zadać.

Napisałem:
>>Moja propozycja wstępu do dyskusji polegała na przyjrzeniu się kwestii "co to jest zło?". Następnie stwierdziłem, że najprościej mówiąc złem jest w każdym razie przynajmniej to, co wedle naszego systemu etycznego jest karalne.
Pan:
>A ja z takim rozumieniem "zła" się nie zgadzam. Choć muszę się jej podporządkować lub narazić na przewidziane prawem sankcję. Uważam kodeksy prawne za ludzkie wymysłu i podlegające ludzkiej ocenie.
Ja bym poszedł nawet krok dalej i powiedział, że w ogóle koncepcja "zła" jest ludzkim wymysłem (czymś innym i niestety wprost doświadczanym jest ludzkie cierpienie). O tym, co "złe" decydują wymyślone przez ludzi systemy etyczne i na ich podstawie opracowywane są kodeksy. To co w społeczeństwie jest traktowane jako naprawde zły czyn ma więc duże szanse znaleźć się w tych kodeksach. Dlatego, ja w nich właśnie poszukiwałbym jednak spisu złych czynów - przynajmniej tych najgorszych. Choć oczywiście zdarzają się i buble prawne.
Co również istotne - i o czym pisałem - przypisywanie odpowiedzialności odbywa się obecnie na dość cywilizowanych zasadach (przynajmniej w teorii). Przyznaję jednak, że wszystko to odbiega nieco od naszego podstawowego tematu.

>>Zanim zacznie się bowiem cokolwiek oceniać należy przyjąć kryteria oceny - musimy wiedzieć co uznajemy za zło, a co złem nie jest (choć oczywiście ostateczna ocenę dokonujemy po rozpatrzeniu danego przypadku).
>Jeżeli Pan tak uważa należałoby przedstawić własną definicję zła, a jak na razie Pan takiej nie przedstawił.
Jak już mówiłem, chodziło raczej o złe czyny i tu po prostu odesłałem do kodeksów. Nie wyczerpuje to wszystkich możliwości ludzkiego zła, ale ujmuje chyba przynajmniej to ewidentne i najniżej oceniane w społeczeństwie.

>Ja natomiast cały czas mówię nie o czynach, tylko o wierze, jako silnym motywatorze i usprawiedliwiaczu czynów.
Dokładnie - to jest temat naszej rozmowy. Trochę od niej odszedłem proponując alternatywny wstęp wobec pańskiego. A mianowicie - na gruncie zasad przyjętych w naszym systemie etycznym nullum crimen sine lege i domniemania niewinności - usiłowałem wykazać, że określenie osoby wierzącej jako "potencjalnego złoczyńcy" jest zbyt pochopne. Ale raczej już to wyjaśniliśmy, a przyznaję również, że wytoczenie prawnego kalibru wobec takiego nieco przenośnego stwierdzenia było być może nieco nieadekwatne.

Może spróbuję jeszcze od innej strony: jak można w cywilizowanym kraju określić w ten sposób kogokolwiek, jeśli nic konkretnego nie wiemy ani o przedmiocie jego wiary, ani jej głębokości, ani o jego czynach, ani o nim samym. Wiemy tylko, że jest fideistą. Dla mnie z samego tego faktu żadna przepowiednia co do jego potencjału złoczynienia nie wynika. Prędzej sam bym siebie nazwał potencjalnym złoczyńcą - bo znam swoje niektóre myśli - choć z wiarą jestem ostatnio raczej na bakier.

Rozumiem jednak, że jeśli mówimy nie tyle o konkretnej osobie, co o pewnej tendencji uwidaczniającej się w historii, to zapewne wierzący w przeróżne ideologie (w tym religie) siali największe spustoszenie. Aczkolwiek powstaje dla mnie pytanie, czy może istnieć ludzki system polityczny bez ideologii i bez wiary w nią.

I zasadniczo - afideiści to chyba bardzo wąska grupa ludzi w historii świata - ale gdyby mieli dojść do władzy, to czy nie znaleźliby się ich zwolennicy, którzy by w nich wierzyli? A oni sami nie wierzyliby w swój program i swoje ideały?
Ale być może, że coś tu poknociłem - jeśli tak, to wiem, że Pan mi to wskaże.

Pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ja bym poszedł nawet krok dalej i powiedział, że w ogóle koncepcja "zła" jest ludzkim wymysłem (czymś innym i niestety wprost doświadczanym jest ludzkie cierpienie).
Proponuję jednak zacząć od poznania kultury małp człekokształtnych i roli neuronów lustrzanych.

>O tym, co "złe" decydują wymyślone przez ludzi systemy etyczne i na ich podstawie opracowywane są kodeksy.
Proponuję zacząć od np. Od "Moralne zwierzę" R. Wrighta.

>To co w społeczeństwie jest traktowane jako naprawdę zły czyn ma więc duże szanse znaleźć się w tych kodeksach.
Między szansami, a znalezieniem się - jest daleka droga.

>Dlatego, ja w nich właśnie poszukiwałbym jednak spisu złych czynów - przynajmniej tych najgorszych.
Nawet gdy jest taki spis osąd złego czynu zależy od kontekstu i sędziów.

>Co również istotne - i o czym pisałem - przypisywanie odpowiedzialności odbywa się obecnie na dość cywilizowanych zasadach (przynajmniej w teorii). Przyznaję jednak, że wszystko to odbiega nieco od naszego podstawowego tematu.
Pan kpi, czy o drogę pyta. Choćby sławne polskie "afery".

>Jak już mówiłem, chodziło raczej o złe czyny i tu po prostu odesłałem do kodeksów.
A ja z kodeksami zgadzam się o tyle o ile muszę. Moralność to dla mnie coś znacznie wyższej próby od wszelakich kodeksów i prawa. Choćby i od Boga miało pochodzić.

>>>>Ja natomiast cały czas mówię nie o czynach, tylko o wierze, jako silnym motywatorze i usprawiedliwiaczu czynów.
>Dokładnie - to jest temat naszej rozmowy. Trochę od niej odszedłem proponując alternatywny wstęp wobec pańskiego. A mianowicie - na gruncie zasad przyjętych w naszym systemie etycznym nullum crimen sine lege i domniemania niewinności - usiłowałem wykazać, że określenie osoby wierzącej jako "potencjalnego złoczyńcy" jest zbyt pochopne.
No właśnie, jak można takie rzeczy zestawiać nawet ze sobą. O czym Pan tu mówi o "naszym" systemie etycznym - to ja takiego nie znam, a do "waszego" systemu etycznego - tam muszę się dostosować tam gdzie grożą mi sankcje (lub je ponieść).

Prawo obowiązujące na danym terytorium zawsze narzuca suweren. Zbrodnia - nawet gdy zostanie uznaną zbrodnią - dokonana dla "naszego boga" jest zupełnie inaczej osądzana i karana od zbrodni przeciw naszemu bogu. Przecież podstawowa wiedza z historii doktryn prawnych i politycznych bezwzględnie to wykazuje.

>Może spróbuję jeszcze od innej strony: jak można w cywilizowanym kraju określić w ten sposób kogokolwiek, jeśli nic konkretnego nie wiemy ani o przedmiocie jego wiary, ani jej głębokości, ani o jego czynach, ani o nim samym. Wiemy tylko, że jest fideistą. Dla mnie z samego tego faktu żadna przepowiednia co do jego potencjału złoczynienia nie wynika. Prędzej sam bym siebie nazwał potencjalnym złoczyńcą - bo znam swoje niektóre myśli - choć z wiarą jestem ostatnio raczej na bakier.
Proszę Pana za to sędziemu płacą, aby sądził zgodnie z wolą suwerena. Proszę popatrzeć teraz na proces Breivika:

pl.wikipedia.org/wiki/Anders_Behring_Breivik
Tak, jest tu wielki problem za kogo można w cywilizowanym kraju określić tego Pana, jeśli nic konkretnego nie wiemy ani o przedmiocie jego wiary, ani jej głębokości, ani o jego czynach, ani o nim samym. Wiemy tylko, że zabił prawie sto osób. Pole do manipulacji jest ogromne.

>Rozumiem jednak, że jeśli mówimy nie tyle o konkretnej osobie, co o pewnej tendencji uwidaczniającej się w historii, to zapewne wierzący w przeróżne ideologie (w tym religie) siali największe spustoszenie.
Dokładnie - przynajmniej ja - chciałem tylko o takim uogólnieniu mówić.

>Aczkolwiek powstaje dla mnie pytanie, czy może istnieć ludzki system polityczny bez ideologii i bez wiary w nią.
Państwa, będące grupami społecznymi zorganizowanymi przez system polityczny składają się z jednostek. U jednostek występuje różny stopień wiary i chęci podporządkowania się ideologii. Są państwa bardziej zideologizowane i bardziej pragmatyczne, gdzie wartościami są różnorodność, wolność, demokracja itd. Sam uważam się za człowieka ideowego, tyle że sceptyka, który nikomu i w nic do końca nie wierzy.

>I zasadniczo - afideiści to chyba bardzo wąska grupa ludzi w historii świata
Tak elita elit.

> - ale gdyby mieli dojść do władzy, to czy nie znaleźliby się ich zwolennicy, którzy by w nich wierzyli?
Zdecydowanie wątpię. Wierzyć mądrym tylko mądrzy potrafią, a skąd tu tylu mądrych nabrać.

>A oni sami nie wierzyliby w swój program i swoje ideały?
Mądrzy ludzie są sceptykami. Czyli wierzyliby, ale nie za głęboko i mieliby by trudności z głoszeniem demagogicznych haseł i populizmem.
Szybko by ich zmieniono na lepiej obiecujących.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-04-2012 00:33 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Ja bym poszedł nawet krok dalej i powiedział, że w ogóle koncepcja "zła" jest ludzkim wymysłem (czymś innym i niestety wprost doświadczanym jest ludzkie cierpienie).
>Proponuję jednak zacząć od poznania kultury małp człekokształtnych i roli neuronów lustrzanych.
Biologiczne podstawy moralności, ujawniające się między innymi u naszych kuzynów mówią z pewnością wiele również o człowieku, co nie zmienia faktu, że skutecznie porozumiewać się przy użyciu abstrakcyjnych pojęć możemy raczej dopiero od pewnego etapu ewolucji. W każdym razie mnie interesował język ludzki i abstrakt, jakim jest pojęcie "zła". Sądzę, że przyroda nie zna takiego pojęcia, ani nawet nie jest ani dobra ani zła, tylko po prostu jest. To człowiek przypisuje pewnym zjawiskom i odczuciom różne nazwy i koncepcje, choć oczywiście znów można powiedzieć, że jakaś forma języka występuje u innych gatunków, nie mówiąc o tym, że te nazwy i koncepcje również wynikają z pracy mózgu.
>>O tym, co "złe" decydują wymyślone przez ludzi systemy etyczne i na ich podstawie opracowywane są kodeksy.
>Proponuję zacząć od np. Od "Moralne zwierzę" R. Wrighta.
Wrighta chciałem zacząć od "Ewolucji Boga", ale w wysyłkowym Empiku poinformowano mnie, że towar wyczerpany. Przez jakiś czas musiały mi starczyć filmiki na you tubie. Nie zmienia to faktu, że to człowiek decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. I może się to bardzo różnić w zależności od danej kultury, choć zapewne są elementy wspólne dla wszystkich społeczności.
>>To co w społeczeństwie jest traktowane jako naprawdę zły czyn ma więc duże szanse znaleźć się w tych kodeksach.
>Między szansami, a znalezieniem się - jest daleka droga.
>>Dlatego, ja w nich właśnie poszukiwałbym jednak spisu złych czynów - przynajmniej tych najgorszych.
>Nawet gdy jest taki spis osąd złego czynu zależy od kontekstu i sędziów.
To mówi Pan o stosowaniu prawa, a ja mówiłem o jego stanowieniu i źródłach.
>>Co również istotne - i o czym pisałem - przypisywanie odpowiedzialności odbywa się obecnie na dość cywilizowanych zasadach (przynajmniej w teorii). Przyznaję jednak, że wszystko to odbiega nieco od naszego podstawowego tematu.
>Pan kpi, czy o drogę pyta. Choćby sławne polskie "afery".
Tak, nawet moja skromna praktyka nauczyła mnie, że do sądu nie idzie się po sprawiedliwość, tylko po wyrok. Nie jestem jednak pewien, czy o tym chcemy rozmawiać. Podwątek prawniczy wziął się ode mnie, za co przepraszam, ale muszę odpowiedzieć na Pańskie zastrzeżenia.
>>Jak już mówiłem, chodziło raczej o złe czyny i tu po prostu odesłałem do kodeksów.
>A ja z kodeksami zgadzam się o tyle o ile muszę. Moralność to dla mnie coś znacznie wyższej próby od wszelakich kodeksów i prawa. Choćby i od Boga miało pochodzić.
Tu muszę się z Panem zgodzić - kodeksy i prawo pochodzą często od Boga i niektóre z nich tyle są właśnie warte. A moralność jest już czysto ludzka i przez ludzi w kodeksach i prawie odzwierciedlana.
>>>>>Ja natomiast cały czas mówię nie o czynach, tylko o wierze, jako silnym motywatorze i usprawiedliwiaczu czynów.
>>Dokładnie - to jest temat naszej rozmowy. Trochę od niej odszedłem proponując alternatywny wstęp wobec pańskiego. A mianowicie - na gruncie zasad przyjętych w naszym systemie etycznym nullum crimen sine lege i domniemania niewinności - usiłowałem wykazać, że określenie osoby wierzącej jako "potencjalnego złoczyńcy" jest zbyt pochopne.
>No właśnie, jak można takie rzeczy zestawiać nawet ze sobą. O czym Pan tu mówi o "naszym" systemie etycznym - to ja takiego nie znam, a do "waszego" systemu etycznego - tam muszę się dostosować tam gdzie grożą mi sankcje (lub je ponieść).
Mówiąc o "naszym" systemie etycznym mam na myśli system europejski, oparty na tradycjach oświeceniowych i humanistycznych, na który składają się między innymi takie elementy jak: demokracja (w tym podział władz, rozdział kościoła i państwa), prawa człowieka (w tym godność, równość, swoboda wypowiedzi, swoboda wyznania itp.).
Ale są i inne systemy etyczne - samo słowo nie powinno być całkiem mylące, bo używa go Wikipedia w haśle etyka:
przy okazji:
Etyka (z stgr. ἦθος ethos - "zwyczaj") - dział filozofii, zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.
Etyki nie należy mylić z moralnością. Moralność to z formalnego punktu widzenia zbiór dyrektyw w formie zdań rozkazujących w rodzaju: "Nie zabijaj", których słuszności nie da się dowieść ani zaprzeczyć, gdyż zdania rozkazujące nie są zdaniami w sensie logicznym. Celem etyki jest dochodzenie do źródeł powstawania moralności, badanie efektów jakie moralność lub jej brak wywiera na ludzi oraz szukanie podstawowych przesłanek filozoficznych, na podstawie których dałoby się w racjonalny sposób tworzyć zbiory nakazów moralnych. Poglądy etyczne przybierają zwykle formę teorii, na którą składa się zespół pojęć i wynikających z nich twierdzeń, na podstawie których można formułować zbiory nakazów moralnych. Teorie etyczne mogą być zarówno próbą udowadniania słuszności funkcjonujących powszechnie nakazów moralnych, jak i mogą stać w ostrej opozycji do powszechnej moralności, kwestionując zasadność części bądź nawet wszystkich aktualnie obowiązujących w danym społeczeństwie nakazów

ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Proponuję jednak zacząć od poznania kultury małp człekokształtnych i roli neuronów lustrzanych.
>Biologiczne podstawy moralności, ujawniające się między innymi u naszych kuzynów mówią z pewnością wiele również o człowieku,
Biologiczne podstawy moralności pojawiają się jeszcze wcześniej. Proponuję zacząć od "Socjobiologi" Wilsona U naszych kuzynów można już zacząć mówić o niepisanych kodeksach.

>co nie zmienia faktu, że skutecznie porozumiewać się przy użyciu abstrakcyjnych pojęć możemy raczej dopiero od pewnego etapu ewolucji.
Znowu proponuję poczytać niesłychanie ciekawe badania nad człowiekowatymi
Wszystko na tym świecie jest ewolucyjnym procesem. Są fajne nagie kobitki, ale poza tym nie ma żadnych "aktów", gdyż nawet w akcie scenicznym, to coś się dzieje.

>W każdym razie mnie interesował język ludzki i abstrakt, jakim jest pojęcie "zła".
Czy Pańskim zdaniem język ludzi i abstrakcje powstały aktem. "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła".

>Sądzę, że przyroda nie zna takiego pojęcia,
Co to znaczy nie zna takiego pojęcia? Tak żadna małpa dopóki nie poznała pisma takiego pojęcia nie zapisała. W Biblii też o moralności zwierząt ani słowa, ale proszę np. przeczytać "Czujące istoty" Forda i "Kiedy słonie płaczą" Massona i McCarthy.

>ani nawet nie jest ani dobra ani zła, tylko po prostu jest.
Tak, zwierzęta są głupie. Cieszą i płaczą bez powodów. Tak po prostu jest.

>To człowiek przypisuje pewnym zjawiskom i odczuciom różne nazwy i koncepcje,
Tak, człowiek lubi antropomorfizować, to jedna z przyczyn budowy świata nadprzyrodzonego.

>choć oczywiście znów można powiedzieć, że jakaś forma języka występuje u innych gatunków, nie mówiąc o tym, że te nazwy i koncepcje również wynikają z pracy mózgu.
Nie tylko tak można powiedzieć. Są mocno udokumentowane badania.

>>>>O tym, co "złe" decydują wymyślone przez ludzi systemy etyczne i na ich podstawie opracowywane są kodeksy.
>>>>Nawet gdy jest taki spis osąd złego czynu zależy od kontekstu i sędziów.
>To mówi Pan o stosowaniu prawa, a ja mówiłem o jego stanowieniu i źródłach.
To jednak proszę najpierw przeczytać co napisałem. Wielokrotnie już w tej dyskusji pisałem o stanowieniu prawa i jego źródłach.

>Podwątek prawniczy wziął się ode mnie, za co przepraszam, ale muszę odpowiedzieć na Pańskie zastrzeżenia.
>Jak już mówiłem, chodziło raczej o złe czyny i tu po prostu odesłałem do kodeksów.
>>>>A ja z kodeksami zgadzam się o tyle o ile muszę. Moralność to dla mnie coś znacznie wyższej próby od wszelakich kodeksów i prawa. Choćby i od Boga miało pochodzić.
>Tu muszę się z Panem zgodzić - kodeksy i prawo pochodzą często od Boga i niektóre z nich tyle są właśnie warte. A moralność jest już czysto ludzka i przez ludzi w kodeksach i prawie odzwierciedlana.
A Pan z tym Bogiem, to tak jak ja dla żartu czy na poważnie. Gdyż dla mnie tak na poważnie to nic od żadnego Boga nie pochodzi. Wszystko - co przez ludzi stworzone - jest ludzkim pomysłem/wymysłem i Bóg i etyka i prawo i kodeksy.

>Mówiąc o "naszym" systemie etycznym mam na myśli system europejski, oparty na tradycjach oświeceniowych i humanistycznych, na który składają się między innymi takie elementy jak: demokracja (w tym podział władz, rozdział kościoła i państwa), prawa człowieka (w tym godność, równość, swoboda wypowiedzi, swoboda wyznania itp.).
Fajnie jestem za - szkoda tylko, że do Polski to jeszcze nie dotarło. My mamy Gowina, Kaczyńskiego, Macierewicza, biskupa Michalika i ojca Rydzyka.

>Ale są i inne systemy etyczne - samo słowo nie powinno być całkiem mylące, bo używa go Wikipedia.
A po co tak daleko szukać. Mamy etykę chrześcijańską:
Głównym problemem świeckiej etyki jest brak wiary w Boga. Szuka bowiem absolutów w sferze stworzenia, zamiast w Bogu i Jego prawdziwym Słowie. To prawda, że objawienie dostępne jest w stworzeniu: rzeczach, historii i sumieniu. Ateista lub wyznawca innej religii próbuje je jednak samodzielnie interpretować, ignorując interpretację, jaką Bóg dał w swoim Słowie. [...] Skąd jednak ta pewność w świecie bez Boga, w świecie, który jest skutkiem przypadkowego działania bezosobowych sił? [...]
Chrześcijańska etyka uznaje najwyższy autorytet Słowa Bożego. Dlaczego? Bo jeśli mu zaprzeczymy, pogrążymy się w totalnym samo-zaprzeczeniu. Innymi słowy, jeśli nie istnieje Bóg, o którym mówi Biblia, jeśli biblijny opis świata jest ogólnie rzecz biorąc fałszywy, to nie istnieje żaden pewny punkt odniesienia, niezmienne zasady ani poznawalna prawda.

Chrześcijańska etyka uznaje Boga za najwyższe dobro, a czynienie wszystkiego na Jego chwałę za szczęście człowieka. Poza Bogiem nie znajdziemy szczęścia. Do szczęścia w Bogu dochodzimy przez zaparcie się samego siebie, nie przez egzystencjalistyczną samorealizację.
www.sciaga.pl/tekst/31484-32-etyka_chrzescijanska
Nauka definiuje etykę jako "zbiór zasad moralnych, naukę o moralności." Dlatego etyka chrześcijańska obejmuje zasady pochodzące z wiary chrześcijańskiej, które stosujemy w swoim życiu. Mimo, iż Słowo Boże może nie przedstawiać wszystkich sytuacji z jakimi spotkamy się w swoim życiu, to jednak zawarte w niej zasady wskazują na pewne standardy według których powinniśmy postępować, gdy pojawią się różne życiowe sytuacje, nieopisane dokładnie w Biblii. www.gotque(*)lski/etyka-chrzescijanska.html
Pstryk i wszystko jasne.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-04-2012 00:37 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
ciąg dalszy:
Niektóre systemy etyczne opisano w dalszym ciągu hasła o etyce:
pl.wikiped(*)#Niekt.C3.B3re_systemy_etyczne
Jeśli jednak nie odpowiada Panu pojęcie "nasz system etyczny", to mogę jeszcze zaproponować "nasze zasady i wartości". Może też Pana razić samo słowo "nasze" - używam je, by odróżnić podstawy etyki przyjmowanej za słuszną w tej części świata, w której my żyjemy od innych systemów etycznych, np. istniejącego w średniowieczu, albo dzisiaj w niektórych państwach wyznaniowych (np. muzułmańskich).
W związku z tym - jakkolwiek twierdzi Pan, że żadnego "naszego systemu etycznego" nie zna, sądzę, że właśnie na wartościach leżących u jego podstaw opiera Pan swoje sądy etyczne, jak np. co uznałby Pan za zbrodnię - a tego rodzaju kwalifikacje już u Pana czytałem. Nie dostrzegłem w Pana wpisach niczego, co by miało być niezgodne z wskazanym przeze mnie (demokratycznym w szerokim pojęciu) systemem etycznym, a nawet więcej - z Pana wypowiedzi wynika nie tylko jego akceptacja, ale również chęć jego obrony, a zatem mogłem go nazwać "naszym" - również Pańskim.
>Prawo obowiązujące na danym terytorium zawsze narzuca suweren. Zbrodnia - nawet gdy zostanie uznaną zbrodnią - dokonana dla "naszego boga" jest zupełnie inaczej osądzana i karana od zbrodni przeciw naszemu bogu. Przecież podstawowa wiedza z historii doktryn prawnych i politycznych bezwzględnie to wykazuje.
To prawda. Myślę, że w naszym systemie etycznym już taka filozofia została już odrzucona, aczkolwiek, gdy popatrzeć na rolę Polski w wojnie w Iraku można dojść do przeciwnego wniosku. Sądzę, że o demokrację i prawa człowieka trzeba dbać i najwyraźniej wciąż o nie walczyć.
>>Może spróbuję jeszcze od innej strony: jak można w cywilizowanym kraju określić w ten sposób kogokolwiek, jeśli nic konkretnego nie wiemy ani o przedmiocie jego wiary, ani jej głębokości, ani o jego czynach, ani o nim samym. Wiemy tylko, że jest fideistą. Dla mnie z samego tego faktu żadna przepowiednia co do jego potencjału złoczynienia nie wynika. Prędzej sam bym siebie nazwał potencjalnym złoczyńcą - bo znam swoje niektóre myśli - choć z wiarą jestem ostatnio raczej na bakier.
>Proszę Pana za to sędziemu płacą, aby sądził zgodnie z wolą suwerena.
Dokładnie tak, ale sędzia wie coś o człowieku, którego ma przed sobą i o czynach, które on popełnił, w przeciwieństwie do wiedzy o jakimś wyimaginowanym fideiście.
>Proszę popatrzeć teraz na proces Breivika:
>Tak, jest tu wielki problem za kogo można w cywilizowanym kraju określić tego Pana, jeśli nic konkretnego nie wiemy ani o przedmiocie jego wiary, ani jej głębokości, ani o jego czynach, ani o nim samym.
Sędzia wie o tym wszystkim bardzo dużo, a kto z "publiczności" chciał, mógł nawet dzieła Breivika przeczytać, choć patrząc na pracę biegłych psychiatrów zgadzam się, że:
> Pole do manipulacji jest ogromne.

>>Rozumiem jednak, że jeśli mówimy nie tyle o konkretnej osobie, co o pewnej tendencji uwidaczniającej się w historii, to zapewne wierzący w przeróżne ideologie (w tym religie) siali największe spustoszenie.
>Dokładnie - przynajmniej ja - chciałem tylko o takim uogólnieniu mówić.
No to ja się już z nim zgodziłem, nie musimy kontynuować trochę - przyznaję - nadmiarowo wtrąconego przeze mnie wątku prawniczego.
>>Aczkolwiek powstaje dla mnie pytanie, czy może istnieć ludzki system polityczny bez ideologii i bez wiary w nią.
>Państwa, będące grupami społecznymi zorganizowanymi przez system polityczny składają się z jednostek. U jednostek występuje różny stopień wiary i chęci podporządkowania się ideologii. Są państwa bardziej zideologizowane i bardziej pragmatyczne, gdzie wartościami są różnorodność, wolność, demokracja itd. Sam uważam się za człowieka ideowego, tyle że sceptyka, który nikomu i w nic do końca nie wierzy.
>>I zasadniczo - afideiści to chyba bardzo wąska grupa ludzi w historii świata
>Tak elita elit.
>> - ale gdyby mieli dojść do władzy, to czy nie znaleźliby się ich zwolennicy, którzy by w nich wierzyli?
>Zdecydowanie wątpię. Wierzyć mądrym tylko mądrzy potrafią, a skąd tu tylu mądrych nabrać.
>>A oni sami nie wierzyliby w swój program i swoje ideały?
>Mądrzy ludzie są sceptykami. Czyli wierzyliby, ale nie za głęboko i mieliby by trudności z głoszeniem demagogicznych haseł i populizmem.
>Szybko by ich zmieniono na lepiej obiecujących.
Za te odpowiedzi bardzo dziekuję - czasem chyba przy próbie uchwycenia zjawisk w ramach ścisłych definicji zdarza mi się zapominieć o ich różnej intensywności w praktyce
Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
26-04-2012 15:54 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
ciąg dalszy:

>Niektóre systemy etyczne opisano w dalszym ciągu hasła o etyce:
Tak, są opisane. Np.:

W chrześcijaństwie podstawą etyki jest nauka Jezusa Chrystusa. Etyka chrześcijańska nie jest kazuistyczna (rób to, nie rób tego), ale polega na wzroście w cnotach, nadprzyrodzonych (dzięki łasce, od chwili chrztu) i ludzkich.

Wskazania dla moralności człowieka zawarte są w samej naturze człowieka (tzw. prawo natury), a także - dzięki Objawieniu - w Piśmie Świętym i, według Kościoła Katolickiego, Magisterium Kościoła.

Ze Starego Testamentu ponadczasowy charakter ma dekalog. W Nowym Testamencie etyka skupia się na przykazaniu miłości i nauce Ośmiu błogosławieństw. Przede wszystkim jednak przykładem jest integralne życie Chrystusa, doskonałego człowieka.


>Jeśli jednak nie odpowiada Panu pojęcie "nasz system etyczny",
To była kpina ze stanu faktycznego w Polsce.

>>>>Prawo obowiązujące na danym terytorium zawsze narzuca suweren. Zbrodnia - nawet gdy zostanie uznaną zbrodnią - dokonana dla "naszego boga" jest zupełnie inaczej osądzana i karana od zbrodni przeciw naszemu bogu. Przecież podstawowa wiedza z historii doktryn prawnych i politycznych bezwzględnie to wykazuje.
>To prawda. Myślę, że w naszym systemie etycznym już taka filozofia została już odrzucona, aczkolwiek, gdy popatrzeć na rolę Polski w wojnie w Iraku można dojść do przeciwnego wniosku. Sądzę, że o demokrację i prawa człowieka trzeba dbać i najwyraźniej wciąż o nie walczyć.
Znowu nie wiem o czym Pan mówi o sprzedawanej przez mass-media ideologii, czy o praktyce. W całym Zachodnim Świecie ma Pan potwierdzenia moich słów, a w Polsce jest wprost fatalnie. Proszę np. przyjrzeć się sprzedaży broni przez Szwecję. Interesy grupowe, (klasowe) zaczynają się począwszy od tworzenia prawa, a skończywszy na praktyce jego przestrzegania. W Polsce Pan Ziobro, kpi sobie z prawa już od dawna i co można mu zrobić? Co najwyżej w nosek go pocałować. Jak kto lubi. "Jeszcze cztery Ziobra i Polska będzie dobra". Tak nawet bardzo dobra.

>Dokładnie tak, ale sędzia wie coś o człowieku, którego ma przed sobą i o czynach, które on popełnił, w przeciwieństwie do wiedzy o jakimś wyimaginowanym fideiście.
Czy np. Breivik jest jakimś wyimaginowanym fideistą, czy konkretnym człowiekiem.
Czy ma Pan wątpliwości, że Breivika do jego czynu umotywowała głęboka (może nawet wynikająca z jego choroby czy intelektualnego upośledzenia) wiara, bo ja nie mam żadnych.
Tak, to wiara go zmotywowała i w jego pojęciu całkowicie usprawiedliwiła jego czyn. Oczywiście są setki, a może i tysiące Norwegów podzielających podobną wiarę (przekonania) z Breivikiem, ale zbrodniarz (na szczęście) z tej wiary wyłonił się tylko jeden, ale bez głębokiej wiary nie mógłby tego czynu dokonać.
Podobnych zbrodniarzy w historii były setki tysięcy i wyłaniali się oni z przeróżnych ideologii (religii), ale do dokonania złych czynów zawsze motywowała ich wiara.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
04-03-2012 19:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Nigdy temu nie przeczyłem - tylko stwierdzam, że nie istnieje większy motywator masowych zbrodni, niż wiara.(...)
>Nie jestem do końca pewien, czy "wiara" jest wystarczającym słowem, by wytłumaczyć te motywacje.
Też nie wiem, czy jest wystarczającym, ale ponieważ nie znam lepszego, uznaję to za wystarczająco dobre.

>Sądzę, że należałoby się przyjrzeć strukturom społecznym i ... psychologicznym. Jakie tu panują zależności?
Zawsze warto, ale co to przyjrzenie miałoby tu zmienić?

>Czy żołnierz wcielany do armii w czasie wojny ma jakąś realną możliwość wyboru, jeśli dezercja karana jest śmiercią? Trudno mi powiedzieć, w co on wierzy - a jeszcze trudniej to uczynić, gdy z normalnego chłopaka przeradza się w bezwzględnego i brutalnego kata cywilów.
Nigdy nawet przez myśl mi nie przyszło, aby uważać, że wszyscy ludzie są tacy sami i to obojętne, czy są kapłanami, prawnikami, czy żołnierzami. Żołnierze mają mniejszą możliwość wyboru, ale znam dowódcę oddziału zwiadu, który się chwalił, że nie zabił ani jednego człowieka, którego by widział, że zabija.
Poszczególni ludzie mają różny stosunek i do wiary i do autorytetów. Są sceptycy, są powątpiewający, są wierzący, są głęboko wierzący i są fanatycy. Te postawy społeczne nabiera się z dzieciństwie, ale później są one przez różnych inżynierów dusz wykorzystywane. Są na to tysiące przykładów:
"Hitlerowcy nawiązywali do starych tradycji Krzyżaków, ich napisu na sztandarach i do nawracania ogniem i mieczem. W czasie mszy świętej dla żołnierzy na przedmieściu Stalingradu kapelan w mundurze Wehrmachtu z wielkim krzyżem na piersi wygłosił kazanie:
Bóg z nami - taki napis widnieje na sprzączkach żołnierskich pasów. Nie ma zaszczytniejszego zadania niż obrona zachodnich, chrześcijańskich wartości przed bolszewicką nawałą ze wschodu. Dlatego niemiecki żołnierz, w przeciwieństwie do bolszewika u którego na pasie nie ma miejsca dla Boga, nigdy nie jest sam, nawet gdy znajduje się daleko w głębi terytorium wroga".

>Pan uważa, że największym motywatorem jest tu "wiara"?
Ja???
To tysiące faktów o tym świadczy.
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,7#w475646

>>>>(Na przykład - mordercy Katarów dostawali połowę ich majątków, ale swoich czynów nie motywowali żadną chciwością tylko "prawdziwą" wiarą.
>Moim zdaniem należy odróżniać prawdziwe motywacje od prób uzasadnienia.
Rozumiem, fideiści autorytatywnie będą twierdzili, że zasadniczą przyczyną zbrodni nie była wiara, a z wiarą nie ma dyskusji. Uważam, że wiara usprawiedliwia najniższe pobudki i najpodlejsze poczynania. One wówczas są czynione na chwałę Boga, albo rewolucji.

>>>>Gorzej jak ktoś chce mówić o ogólnych postawach społecznych i jako argumentu używa jednostek. Hitlera, Stalina, że Mahatmę Gandhi.
>Nie są oni w tych ogólnych rozważaniach ciekawi jako jednostki, tylko jako przywódcy, za którymi szły całe rzesze ludzi wierząc w ich ideologie i idee.
No właśnie! Podstawą motywacji rzesz była wiara w słuszność ideologii, głoszonej przez przywódców. Im była głębsza wiara, tym bardziej ślepe posłuszeństwo. Co w mojej ocenie zawsze jest złe. (W przypadku "gandystów" także). Cenię sobie racjonalizm, sceptycyzm i myśl wolną.
Przedstawiłem dosyć wszechstronnie dostateczną ilość argumentów. Nie sądzę aby można było przedstawić jakieś racjonalne kontrargumenty, a na upór, to ja nie znam lekarstwa.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-04-2012 12:21 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Tu jeszcze znalazłem taki interesujący fragment:
Pan:
>>>>>Gorzej jak ktoś chce mówić o ogólnych postawach społecznych i jako argumentu używa jednostek. Hitlera, Stalina, że Mahatmę Gandhi.
Ja:
>>Nie są oni w tych ogólnych rozważaniach ciekawi jako jednostki, tylko jako przywódcy, za którymi szły całe rzesze ludzi wierząc w ich ideologie i idee.
Pan:
>No właśnie! Podstawą motywacji rzesz była wiara w słuszność ideologii, głoszonej przez przywódców. Im była głębsza wiara, tym bardziej ślepe posłuszeństwo. Co w mojej ocenie zawsze jest złe. (W przypadku "gandystów" także). Cenię sobie racjonalizm, sceptycyzm i myśl wolną.
Zgadzam się z tym, że wiara sama w sobie jest zła, bo zniewala myśli. Ja zastanawiałem się jednak nad tym, czy nie może prowadzić również do dobrych czynów. Sadzę, że wiara w Ghandiego w Indiach i związane z nią zastosowanie biernego oporu jest tu przykładem. To był dość powazny ruch, skupiający masy, i który w efekcie doprowadził do wycofania się przez Anglików z Indii, więc raczej nie mówię tu o jakichś jednostkach.
Zastanawiam się również nad rolą wiary - zarówno religijnej (wraz z impulsami pochodzącymi od papieża) - jak również wiary w swoje ideały (np. postawa Michinika, Kuronia i innych opozycjonistów) w doprowadzeniu do pokojowych przemian zwieńczonych okrąglym stołem. Czy mógłby to być również przykład pozytywnego działania - przynajmniej częściowo motywowanego wiarą? Czy to była wiara, czy brak posłuszeństwa? Czy może jedno i drugie?

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
25-04-2012 19:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>No właśnie! Podstawą motywacji rzesz była wiara w słuszność ideologii, głoszonej przez przywódców. Im była głębsza wiara, tym bardziej ślepe posłuszeństwo. Co w mojej ocenie zawsze jest złe. (W przypadku "gandystów" także).
>>>>Cenię sobie racjonalizm, sceptycyzm i myśl wolną.
>Zgadzam się z tym, że wiara sama w sobie jest zła, bo zniewala myśli.
Ponieważ Pan przypomina mi moje dawne wypowiedzi, ja też chciałbym przypomnieć, że wyszliśmy w naszej dyskusji od powiedzenia Stevena Weinberga:
• Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Pan Fizyk, znający dobrze angielski, podał takie swoje tłumaczenie tego powiedzenia: Cytat:
Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.
Muszę powiedzieć, iż wersja Pana Fizyka bardzo odpowiada mi i językowo i merytorycznie. I podejmując dalszą rozmowę do tego powiedzenia należy wrócić.

>Ja zastanawiałem się jednak nad tym, czy nie może prowadzić również do dobrych czynów.
Może.
Nawet wśród przedstawicieli najpotworniejszych organizacji np.: Inkwizycja, Gestapo, NKWD zdarzali się ludzie w miarę przyzwoici, a co dopiero wśród zwyczajnych wierzących. Inaczej postępują ludzie w czasach stabilizacji, a inaczej w czasach burzliwych. Do motywacji wynikającej z wiary dochodzą też różne motywy poza ideologiczne. Każdy człowiek jest innym, ale czy to przeczy psychologii społecznej i socjologii. Albo rozpatrujemy jednostki, albo masy. (Też z jednostek się składające.)

Ważna jest identyfikacja z określoną grupą (my chrześcijanie, my Aryjczycy, my komuniści itp itd.). Ludzie popełniają wielkie zło nie dlatego, że nie wiedzą, co czynią, ale dlatego, że uważają to za słuszne (zgodne z ich wiarą). Do popełniania okrucieństw prowadzi ludzi nie tyle ślepe wykonywanie rozkazów, co ślepe podporządkowanie się temu, czego się od nich oczekuje jako od wiernych wyznawców ideologii.

>Sadzę, że wiara w Gandhiego w Indiach i związane z nią zastosowanie biernego oporu jest tu przykładem. To był dość poważny ruch, skupiający masy, i który w efekcie doprowadził do wycofania się przez Anglików z Indii, więc raczej nie mówię tu o jakichś jednostkach.
Za mało na ten temat wiem abym chciał się wypowiadać, ale polecam Misjonarską miłość aby zobaczyć jak mitologia może odbiegać od rzeczywistości.

>Zastanawiam się również nad rolą wiary - zarówno religijnej (wraz z impulsami pochodzącymi od papieża) - jak również wiary w swoje ideały (np. postawa Michnika, Kuronia i innych opozycjonistów) w doprowadzeniu do pokojowych przemian zwieńczonych okrągłym stołem. Czy mógłby to być również przykład pozytywnego działania - przynajmniej częściowo motywowanego wiarą? Czy to była wiara, czy brak posłuszeństwa? Czy może jedno i drugie?
Znowu proponuję poczytać ich publikacje.
Obaj byli głęboko wierzącymi, wywodzącymi się z głęboko wierzących rodzin. Ich działanie - moim zdaniem - było spowodowane pogłębiającą się utratą wiary. Sporo było takich. Ale warto też przeczytać książkę Petera Schweizera <<VICTORY CZYLI ZWYCIĘSTWO Tajna historia świata lat osiemdziesiątych. CIA i "Solidarność">> www.anonimus.com.pl/victory.html
Ale może Pan nie czytać, to ja w nic - tak do końca - nie wierzę. Zawsze lubię wszystko sprawdzić i wyrobić sobie na każdy temat własne zdanie. Ot taki już z charakteru "niewierny Tomasz".

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-02-2012 18:20 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Dalece nie zgadzam się, aby np. prowadzenie samochodu przez kobiety było złem, natomiast za zło uważam karanie je biczowaniem.
>Oczywiście - bo ocenia Pan to karanie według naszego systemu etycznego.
Nie, według własnej racjonalnej etyki. "Nasz system etyczny" piętnuje każdą - nawet wczesną aborcję, badania prenatalne, czy zapładnianie "in vitro", a ja np. uważam za zbrodnię zmuszanie by dziecko rodziło dziecko, czy kobieta rodziła dziecko poczęte w wyniku gwałtu.

>Ja wedle tego samego systemu zastanawiałem się natomiast nad uprawnieniem do nazwania fideistów "ukrytymi zabójcami".
Cieszę się, że istnieją jeszcze w moim kraju nisze, w których trochę prawdy można powiedzieć. Panu wolno przeczyć nawet temu, że słońce świeci, z wiarą nie ma dyskusji. Racjonaliście poleciłbym przeczytanie poważnych publikacji o inkwizycji, o ideowych nazistach i ideowych komunistach. Wystarczy tylko książka którą już Panu poleciłem: "Wiara człowieka radzieckiego". Natomiast zwyczajna uczciwość rozmowy nie pozwala na przypisywanie interlokutorowi słów przez niego nie wypowiedzianych.

>>>>Co to znaczy "nie mogą", gdy wiemy, że były i choć było to zgodne z kodeksami, to było to zło.
>A jednak się powtórzę - a dlaczego Pan myśli, że to było zło? Ano właśnie dlatego, że zgadza się Pan z tym, że nigdy i pod żadnym pozorem przestępstwa nie mogą stanowić same tylko przekonania i myśli.
Zupełnie nieuprawniony wniosek i zupełnie nie o tym była mowa. Tak podłym złem jest sankcjonowanie za poglądy i to dotyczy i karania i nagradzania. Ale my znamy zbrodnicze kodeksy nakazujące srogo karać ludzi za czyny - moim zdaniem - zdecydowanie niesłusznie. Takie paragrafy znajdują się nawet we współczesnym polskim kodeksie karnym.

>>>> Dlaczego żandarmeria wojskowa tak skwapliwie (i z widocznym zadowoleniem) wypełniała rozkazy "zmiękczania" więźniów przed przesłuchaniem? Powiedziano im: "Tak się to robi". Kryje się tu jednak zagadka. Kto powiedział: "Tak się to robi"?
>Nie wiem. Sądzę, że to jednak dość skomplikowane. Wzbraniałbym się, przed prostymi odpowiedziami. Już samo pytanie wydaje mi się być prawie zbyt proste.
Odpowiedź też jest prosta jak budowa cepa, trzeba głębokiej wiary w słuszność tego co się robi, aby "zwyczajny" człowiek mógł się posunąć do takich potworności. Potrzebny jest fanatyzm i sprawą dalece drugorzędna jest czy wiara dotyczyła Jahwe, Allaha, czy "amerykańskiej demokracji".

>>>>Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.
>Do jakiego stopnia potrafimy być wątpiącymi sceptykami?
Do zupełnie przeróżnego, tak samo jak z wiarą.

>A od kiedy zaczynamy walczyć o naszą rację?
To zależy od całokształtu naszego charakteru.

>Nawet o rację naszego sceptycyzmu?
Nigdy. Walka z głupotą jest z góry przegraną.
Ale człowiek jest tylko człowiekiem i czasem uwierzy, że uda mu się jakąś fałdkę w mózgu głupca wyrzeźbić.

>Sądzi Pan, że wojownik Ockhama nie chwyciłby się brzytwy nawet w samoobronie? I co, kontrataku też nie wyprowadzi?
Nie znam wojowników Ockhama, ale ja chociaż już stary, to chętnie niektórym bym przypier.... ale od tego droga do zabicia kogokolwiek jest bardzo daleka, a do dręczenia, jak dla mnie, nie do przebycia - a ja napisałem: człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
07-03-2012 00:34 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>Dalece nie zgadzam się, aby np. prowadzenie samochodu przez kobiety było złem, natomiast za zło uważam karanie je biczowaniem.
>>Oczywiście - bo ocenia Pan to karanie według naszego systemu etycznego.
>Nie, według własnej racjonalnej etyki. "Nasz system etyczny" piętnuje każdą - nawet wczesną aborcję, badania prenatalne, czy zapładnianie "in vitro", a ja np. uważam za zbrodnię zmuszanie by dziecko rodziło dziecko, czy kobieta rodziła dziecko poczęte w wyniku gwałtu.
I kto tu miesza? Ja mówiłem o generalnym systemie etycznym i zupełnie ogólnych zasadach prawa karnego, wspólnych dla najbardziej cywilizowanych krajów, a Pan przytacza zupełnie szczegółowe przykłady lokalnych aberracji.
>>Ja wedle tego samego systemu zastanawiałem się natomiast nad uprawnieniem do nazwania fideistów "ukrytymi zabójcami".
>Cieszę się, że istnieją jeszcze w moim kraju nisze, w których trochę prawdy można powiedzieć.
Ja się cieszę, że w tych niszach można też dyskutować, a nie tylko bezrefleksyjnie zgadzać się ze stanowiskiem panującym w niszy.
>Panu wolno przeczyć nawet temu, że słońce świeci,
Całkiem niedawno dowiedziałem się natomiast jak to dokładnie słońce świeci i dlaczego. Podobnie chciałbym rozpatrzyć zjawisko wiary, a także relacji wiary i zła. Chodzi więc o analizę, zanim dojdzie się do uogólniających wniosków. Przedstawia Pan wiele ciekawych przykładów i z wieloma Pańskimi wypowiedziami mogę się w tym temacie zgodzić, ale niektóre Pańskie uogólnienia są dla mnie jednak przesadzone.
>z wiarą nie ma dyskusji.
To prawda
>Racjonaliście poleciłbym przeczytanie poważnych publikacji o inkwizycji, o ideowych nazistach i ideowych komunistach. Wystarczy tylko książka którą już Panu poleciłem: "Wiara człowieka radzieckiego".
W pełni zgadzam się z tym, że wiara może być motywacją dla zbrodni i często tak w historii właśnie było.
>Natomiast zwyczajna uczciwość rozmowy nie pozwala na przypisywanie interlokutorowi słów przez niego nie wypowiedzianych.
Mam nadzieję, że mi się to nie przydarzyło.

>>>>> Dlaczego żandarmeria wojskowa tak skwapliwie (i z widocznym zadowoleniem) wypełniała rozkazy "zmiękczania" więźniów przed przesłuchaniem? Powiedziano im: "Tak się to robi". Kryje się tu jednak zagadka. Kto powiedział: "Tak się to robi"?
>>Nie wiem. Sądzę, że to jednak dość skomplikowane. Wzbraniałbym się, przed prostymi odpowiedziami. Już samo pytanie wydaje mi się być prawie zbyt proste.
>Odpowiedź też jest prosta jak budowa cepa, trzeba głębokiej wiary w słuszność tego co się robi, aby "zwyczajny" człowiek mógł się posunąć do takich potworności. Potrzebny jest fanatyzm i sprawą dalece drugorzędna jest czy wiara dotyczyła Jahwe, Allaha, czy "amerykańskiej demokracji".
Tu właśnie się z Panem nie zgadzam. Uważam, że zachowanie strażników w Abu Ghraib nie miało wiele wspólnego z jakąkolwiek wiarą (nawet nie tą rozumianą jako postawa lub skłonność nabywana we wczesnych latach życia lub wręcz genetycznie). Wiara w amerykańską demokrację nie ma tu nic do rzeczy. Ci strażnicy nadużyli władzy w sadystycznym ekscesie i nie potrzebowali do tego jakiejkolwiek wiary, poza ewentualnie "wiarą w siebie" - a raczej jej brakiem.
Z eksperymentu więziennego Zimbardo wynika co następuje:
pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_więzienny
"Amerykański psycholog tym samym udowodnił, że ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach wcielają się w role oprawców i ofiar. Powodów takich zachowań upatruje on nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki, lecz we wpływie otoczenia na jednostkę."

Osobiście zaburzeń ludzkiej psychiki bym jednak nie wykluczał - sądzę, że i one odgrywają tu istotną rolę jednocześnie z wpływem otoczenia.

"Po wydarzeniach znęcania się nad więźniami podczas drugiej wojny w Iraku Zimbardo przypomniał o wyniku swojego eksperymentu wskazując na warunki więzienne jako szczególnie sprzyjające przemocy.
Podkreślał, że incydentom takim jak wydarzenia w więzieniu Abu Ghraib nie są winni żołnierze, lecz system, który sprawia, że:
strażnikami są najniżej postawieni ludzie w armii (niedoświadczeni, słabo wyedukowani zawodowo),
więźniów nadzorują ludzie przez długi czas przebywający w izolacji w podobnych warunkach (rzadko opuszczają mury więzienia, nie mają innych obowiązków),
zarówno więźniowie jak i strażnicy narażeni są na stres (odległość od domu, warunki wojenne),
strażnicy z braku innych zajęć wymyślają wyrafinowane tortury,
więźniowie najpierw byli przesłuchiwani przez agentów CIA, którzy jako pierwsi dopuścili się aktów przemocy, co widzieli żołnierze - w wyniku tego włączył się u nich mechanizm obniżenia moralnych barier i poziom przemocy szybko wzrósł,
zachowania agresywne przejawiają także kobiety, ze względu na fakt, iż stanowią one niewielki procent żołnierzy w armii (muszą wykazać swoją przydatność, udowodnić innym, że są równie odporne, wytrzymałe i brutalne),
wcześniejsze badania Zimbardo potwierdzają także, że jeśli kobietom zapewni się anonimowość, są zdolne do zadawania ogromnego bólu."

Moim zdaniem to właśnie mieszanie do tego zjawiska kwestii wiary w ideologie jest "nadmiarowe" - wiara w ideologie nie ma z tym zjawiskiem wiele wspólnego, a już najmniej chodziło w Abu Ghraib o wiarę w amerykańską demokrację.

Gauntanamo - to jest co innego. Przy utworzeniu tego więzienia chodziło dokładnie włąśnie o wiarę w amerykańską demokrację i walkę z "osią zła".

ciąg dalszy w kolejnym wpisie
07-03-2012 13:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>I kto tu miesza?
>Ja mówiłem o generalnym systemie etycznym i zupełnie ogólnych zasadach prawa karnego, wspólnych dla najbardziej cywilizowanych krajów,
Pan mówił!
Czy Pan przemówił?
Proszę wrócić do początku rozmowy i zobaczyć na jaki temat rozpoczęła się rozmowa. Dla mnie to, że stara się Pan ją zwekslować na dogodny dla Pana grunt jest zupełnie jasne.
Nie mogłem mówić o czymś co jest mi zupełnie nieznane. O jakieś wydumanej idei "generalnego systemu etycznego i zupełnie ogólnych zasadach prawa karnego"? Zresztą nawet gdyby ktoś taki system etyczny opracował i nastąpiła taka prawna unifikacja, to dla rozpatrywanego tu zagadnienia (wychodzącego z sentencji Stevena Weinberga) miałoby to niewielkie znaczenie. (Miał Pan na studiach przedmiot "Historia doktryn politycznych i prawnych". Moim zdaniem - przemyślenia oparte na tym temacie - niż wydumanym "generalnym systemie etycznym" - są znacznie istotniejsze dla tej dyskusji)

>a Pan przytacza zupełnie szczegółowe przykłady lokalnych aberracji.
Nie! Jeżeli przytaczam przykłady, to są to przykłady czynienia zła z podłożem jakiejś tam "wiary" (postawy osobowościowej), gdyż o tym tu (a przynajmniej ja) mówimy.

>W pełni zgadzam się z tym, że wiara może być motywacją dla zbrodni i często tak w historii właśnie było.
Więc o czym dalej mówimy? Przy Pańskim uporze i kręceniu, to mnie już zupełnie wystarcza.

>>>>Natomiast zwyczajna uczciwość rozmowy nie pozwala na przypisywanie interlokutorowi słów przez niego nie wypowiedzianych.
>Mam nadzieję, że mi się to nie przydarzyło.
Zauważył Pan, że jestem skrupulatny mam usiąść i udowodnić? Tylko co ja z tego będę miał?

>>>> trzeba głębokiej wiary w słuszność tego co się robi, aby "zwyczajny" człowiek mógł się posunąć do takich potworności. Potrzebny jest fanatyzm i sprawą dalece drugorzędna jest czy wiara dotyczyła Jahwe, Allaha, czy "amerykańskiej demokracji".
>Tu właśnie się z Panem nie zgadzam. Uważam, że zachowanie strażników w Abu Ghraib nie miało wiele wspólnego z jakąkolwiek wiarą (nawet nie tą rozumianą jako postawa lub skłonność nabywana we wczesnych latach życia lub wręcz genetycznie). Wiara w amerykańską demokrację nie ma tu nic do rzeczy. Ci strażnicy nadużyli władzy w sadystycznym ekscesie i nie potrzebowali do tego jakiejkolwiek wiary, poza ewentualnie "wiarą w siebie" - a raczej jej brakiem.
Wie Pan znacznie więcej niż ja. Swój osąd opieram tylko na opisanych w prasie motywach ich działania. Między innymi z opisu kariery Lynndie England - "normalnej" dziewczyny z małego miasteczka.
Według Generała Taguby, na sprawę Abu Ghraib nie należy patrzeć jak na samowolny wybryk paru żołnierzy. Zebrane przez niego dowody wskazują niezbicie na udział agentów CIA, wywiadu wojskowego oraz wysokich rangą urzędników Pentagonu. Naczelny dowódca wojsk USA wyznał że trzy razy sam rozkazał tortury topienia dla przesłuchiwanych więźniów.
Kapral Charles Graner do końca procesu utrzymywał, że jedynie wykonywał rozkazy przełożonych.


"Po wydarzeniach znęcania się nad więźniami podczas drugiej wojny w Iraku Zimbardo przypomniał o wyniku swojego eksperymentu wskazując na warunki więzienne jako szczególnie sprzyjające przemocy.
>Podkreślał, że incydentom takim jak wydarzenia w więzieniu Abu Ghraib nie są winni żołnierze, lecz system,

Po co takie wyimki? Tu można przeczytać co Zimbardo myślał o całej sprawie: portretwkr(*)era-Zimbardo-o-Abu-Ghraib.html

>Moim zdaniem to właśnie mieszanie do tego zjawiska kwestii wiary w ideologie jest "nadmiarowe" - wiara w ideologie nie ma z tym zjawiskiem wiele wspólnego, a już najmniej chodziło w Abu Ghraib o wiarę w amerykańską demokrację.
Matejczyk w Salonie 24: Ale obnoszenie się przez szeregową Abergil ze swymi wojennymi trofeami stanowi kolejny akt wulgaryzacji tragicznej bliskowschodniej rzeczywistości. Jest jednocześnie wyrazem coraz większej akceptacji dla odczłowieczenia wroga, sprowadzenia go do roli makabrycznej maskotki, tła miłej zabawy w wojnę. To nic innego jak efekt agresywnej, militarystycznej ideologii.

Slavoj Žižek

Ta teatralność prowadzi nas do sedna sprawy: każdemu, komu znana jest rzeczywistość amerykańskiego stylu życia, te zdjęcia przypominały obsceniczną spodnią stronę kultury popularnej Stanów Zjednoczonych - inicjacyjne rytuały torturowania i upokarzania, które trzeba przejść, by zostać zaakceptowanym w jakiejś zamkniętej społeczności. [...]
Tortury w Abu Ghraib nie były więc jedynie kwestią amerykańskiej arogancji w stosunku do ludzi z Trzeciego Świata. Poprzez poddanie upokarzającym torturom, iraccy więźniowie zostali skutecznie wprowadzeni w amerykańską kulturę: posmakowali obscenicznego spodu tej kultury, który tworzy niezbędny suplement dla powszechnie uznawanych wartości: godności osobistej, demokracji i wolności. Nic dziwnego więc, że to rytualne upokorzenie irackich więźniów nie było wyizolowanym przypadkiem, lecz częścią szeroko rozpowszechnionej praktyki. [...]

Jeżeli Rumsfeld myśli, że głównym niebezpieczeństwem w konfrontacji z Irakiem były "nieznane niewiadome", czyli zagrożenia ze strony Saddama, których natury nie możemy nawet podejrzewać, to skandal z Abu Ghraib pokazuje, że główne zagrożenie leży w "nieznanych wiadomych" - wypartych wierzeniach, domysłach i obscenicznych praktykach, o których udajemy, że nie wiemy, nawet jeśli stanowią one tło naszych powszechnie uznawanych wartości.

To, co otrzymujemy, gdy patrzymy na zdjęcia upokarzanych irackich więźniów, jest właśnie bezpośredni wgląd w "amerykańskie wartości", w rdzeń obscenicznej przyjemności, która podtrzymuje amerykański styl życia.

Przełożył Jakub Maciejczyk


Przynajmniej ja cały czas mówię o "wierze" uważając przedmiot tej wiary (religii, ideologii itp.) za rzecz drugorzędną.

@@
07-03-2012 00:52 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
c.d.

"Osoby przetrzymywane w Guantanamo poddawane są łamiącym przepisy prawa międzynarodowego technikom przesłuchań. Są m.in. obnażani, ośmieszani (również w aspekcie seksualnym), zastraszani, izolowani, szczuci psami, ustawiani na wiele godzin w niewygodnych pozycjach, czy przetrzymywani w pomieszczeniach ze skrajnie niską temperaturą. Sekretarz obrony Donald Rumsfeld oficjalnie zatwierdził stosowane techniki jako zgodne z prawem w kwietniu 2003. Dopiero w grudniu 2005 prezydent Bush podpisał Ustawę o Traktowaniu Zatrzymanych, która zabrania okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania więźniów, ale jednocześnie ogranicza ich prawo do sądowej kontroli legalności zatrzymania i warunków uwięzienia. Pomimo tego zapewnienia, z bazy nadal wydostają się na świat niepokojące informacje o niezaniechaniu okrutnych praktyk."

Uważam, że zupełnie inne motywacje prowadziły do sadystycznych ekscesów strażników w Abu Ghraib, niż motywacje, które leżały u podstaw założenia Guantanamo. Moim zdaniem tylko w tym drugim przypadku zasadniczą motywacją była wiara w "amerykańską demokrację". Choć i to stwierdzenie jest pewnym uproszczeniem - sądzę, bowiem również, że niektóre ekscesy w Guantanamo miały podobną naturę jak te, których dopuszczono się w Abu Ghraib.

Edytuję dalszy ciąg i zauważyłem pewien błąd logiczny w moim wywodzie. Otóż muszę przyznać, że Abu Ghraib również zostało założone i przetrzymywano w nim więźniów właśnie z wiary w amerykańską demokrację. Tak, ma Pan rację - czasem zdarza mi się przytaczać kontrargumenty przeciw własnym tezom. Nie kasuję jednak tych postów, bo sądzę, że zawarte w nich przemyślenia, po usunięciu błędów logicznych ułatwiają zastanowienie się nad tym:

Jednak zasadnicza moja teza jest taka, że ekscesów strażników ta wiara już nie tłumaczy. Tortury celem wyciągnięcia informacji jeszcze uzasadnia wiara. Ale bestialskie traktowanie więźniów "niepotrzebne w żadnym celu" już moim zdaniem z tej wiary nie wynika. Ten "sadyzm" można bowiem wywołać w warunkach eksperymentu, o którym pisałem, gdzie o wierze w jakąś ideologię nie ma już mowy.

>>Sądzi Pan, że wojownik Ockhama nie chwyciłby się brzytwy nawet w samoobronie? I co, kontrataku też nie wyprowadzi?
>Nie znam wojowników Ockhama, ale ja chociaż już stary, to chętnie niektórym bym przypier.... ale od tego droga do zabicia kogokolwiek jest bardzo daleka, a do dręczenia, jak dla mnie, nie do przebycia - a ja napisałem: człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.
Ok, teraz zrozumiałem - w imię zwątpienia zbrodni nie popełni. Tyle, że w życiu trudno nieustannie we wszystko wątpić. Raczej jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że powinno nam na czymć zależeć, że właśnie chcemy "walczyć" o to, co dla nas ważne. Czy to już nie jest początek wiary w naszą (choćby prywatną) ideologię?

Pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Jednak zasadnicza moja teza jest taka, że ekscesów strażników ta wiara już nie tłumaczy.
A np. inkwizytorów i konkwistadorów, to tłumaczy?

>Tortury celem wyciągnięcia informacji jeszcze uzasadnia wiara.
>Ale bestialskie traktowanie więźniów "niepotrzebne w żadnym celu" już moim zdaniem z tej wiary nie wynika.
Bardzo fajnie! Wyznaczył Pan granicę usprawiedliwiająca tortury wiarą. Wybaczy Pan, ale nie jestem w stanie ani wyznaczyć takiej granicy, ani jej akceptować.
W tym dramatyzmie pozwala Pan sobie nawet na dowcip "niepotrzebne w żadnym celu".
Z jakiej perspektywy niepotrzebne? Pragmatycznej, Pańskiej, mojej?

>Ten "sadyzm" można bowiem wywołać w warunkach eksperymentu, o którym pisałem, gdzie o wierze w jakąś ideologię nie ma już mowy.
W warunkach eksperymentu można wywołać różne rzeczy. Na przykład przeżycia mistyczne (chyba mocno z wiarą powiązane, choć nie tożsame). Tylko co z tego wynika dla naszej rozmowy? Ja już się tu odwoływałem do osobowości autorytarnej, ale odwołam się jeszcze raz: www.racjonalista.pl/kk.php/s,5753/k,2
Oczywiście i tu - w jak większości moich odwołań niema bezpośredniego stwierdzenia o istnieniu "osobowości fideistycznej", ale ja swoje odwołania kieruję do inteligentnego czytelnika. Rozmawiam tu z Panem, a Pan myśleć potrafi.

>Ok, teraz zrozumiałem - w imię zwątpienia zbrodni nie popełni. Tyle, że w życiu trudno nieustannie we wszystko wątpić.
Z tym jest jak z życiem i ludźmi. Jedni są bardziej wątpiący, a drudzy bardziej wierzący. Zresztą u myślących ludzi te stany ewoluują.

>Raczej jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że powinno nam na czymś zależeć, że właśnie chcemy "walczyć" o to, co dla nas ważne.
Nigdy zaangażowanie nie przeszkadzało mi w moim sceptycyzmie i odwrotnie też.

>Czy to już nie jest początek wiary w naszą (choćby prywatną) ideologię?
Proponuję aby Pan przeczytał bardzo mi bliskie "wyznanie" red. Izdebskiego. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971/q,Confessiones

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-04-2012 01:11 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Panie Andrzeju, jeśli nie ma Pan nic przeciwko, to chciałbym wrócić do poniższego fragmentu naszej dyskusji dotyczącej relacji wiary i zła. Fragment dotyczył Abu Ghraib.

>>Napisałem: Jednak zasadnicza moja teza jest taka, że ekscesów strażników ta wiara już nie tłumaczy.
>Pan: A np. inkwizytorów i konkwistadorów, to tłumaczy?
>>Ja: Tortury celem wyciągnięcia informacji jeszcze uzasadnia wiara.
>>Ale bestialskie traktowanie więźniów "niepotrzebne w żadnym celu" już moim zdaniem z tej wiary nie wynika.
>Pan: Bardzo fajnie! Wyznaczył Pan granicę usprawiedliwiająca tortury wiarą. Wybaczy Pan, ale nie jestem w stanie ani wyznaczyć takiej granicy, ani jej akceptować.

Uważam, że należy odróżnić dwie sytuacje:
1. Stosowanie tortur w celu pozyskania istotnych informacji (np. jakiś czas temu była na ten temat dyskusja w Niemczech - komendant posterunku policji zagroził porywaczowi torturami, aby pozyskać wiadomość o miejscu ukrycia prawdopodobnie żyjącej jeszcze ofiary; odpowiednio - w czasie wojny - stosowanie tortur w celu pozyskania strategicznych informacji)

2. Zachowanie strażników w Abu Ghraib lub eksperyment Zimbardo.

Sądzę, że w pierwszej sytuacji osoba zapytana o przyczynę stosowania przemocy mogłaby z dużą dozą prawdopodobieństwa odpowiedzieć, że właśnie czyni to dla obrony wartości, w które wierzy. W każdym razie mamy tu doczynienia z sytuacją, którą można rozpatrzeć w kategoriach stanu wyższej konieczności - w skrócie: rozpatrujemy dwa dobra chronione i jedno z nich poświęcamy. Osoba, do której należy decyzja całkiem świadomie ten konflikt interesów rozważa. Jeśli opowie się za przemocą, to może tłumaczyć w ten sposób, że pozyskane w ten sposób informacje są niezbędne do ochrony ważniejszego dobra - ważniejszego według zasad, w które wierzy. Powiedziałbym, że mamy tu do czynienia z zupełnie świadomą wiarą - np. w tzw. "demokrację". (Abstrahuję w tej chwili od kwestii, czy takie zachowanie ma być dopuszczalne)

Natomiast w drugiej sytuacji nie ma jakichkolwiek informacji do pozyskania. Jest po prostu bestialskie traktowanie więźniów, co wypływa gdzieć z głębii psychiki i jednocześnie z dynamiki grupy. Tu oczywiście wyjaśnienie niesie między innymi przywołana przez Pana osobowość autorytarna i postawa nabywana w dzieciństwie - ale proszę zobaczyć, jak bardzo jest to odmienne od sytuacji pierwszej. W tej drugiej sytuacji osoba znęcająca się nad więźniami - zapytana o przyczyny takiego jej zachowania - najpewniej odpowie "nie wiem", albo "bo inni tak robili", albo "bo sądziłem, że tego ode mnie oczekiwano". Jednak mniej prawdopodobne jest, że odpowie, że czyniła tak z wiary w jakąś ideologię.

Można i tę drugą sytuacją nazwać wiarą - będącą postawą posłuszeństwa wobec autorytetów zakorzenioną w dzieciństwie.

Nawet nie spieram się - wszystko to wydaje mi się spójne. Jednak po pierwsze jest dla mnie zastanawiające, jak wiele różnorodnych zjawisk można zakwalifikować jako wiarę - a więc nie tylko wiara wierze nierówna, ale też występuje tam, gdzie bym się jej wcześniej nie spodziewał.

Po drugie zastanawia mnie kwestia - w sytuacji postawy nabywanej w dzieciństwie - kto jest całkiem bez wiary. Czy są osoby całkowicie uwolnione od tego rodzaju warunkowania? Ile osób nie poddało się presji autorytetu lub grupy w eksperymentach Milgrama i Zimbardiego? I wreszcie - na ile deklarowany afideizm sprawdza się w praktyce?

Nawet tu nie szczególnie polemizuję, ale się zastanawiam.

Przy okazji chciałbym nawiązać do Pana twierdzenia, wedle którego sceptyk nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia. Sądzę jednak, że warto zauważyć, iż sceptyk w imię zwątpienia w ogóle żadnego czynu nie dokona - co najwyżej mamy hamletyzowanie. Aby działać, trzeba być o czymś przekonanym. W różnorakich konfliktach, w które ludzie nieustannie popadają między sobą każdy z nas prezentuje swe postawy etyczne. Musimy być do nich przekonani - czy to na gruncie tego, co wyniesiemy z domu, czy też na gruncie podważenia wszystkich autorytetów i przemyślenia (doczytania) wszystkiego na nowo.

Tak więc przekonani o słuszności własnego działania być musimy - jednak warto do tego przekonania dojść świadomie, po odrzuceniu wiary we wszelakie autorytety.

Taki mi się nasuwa wniosek z dyskusji o wierze i złych czynach.
Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
25-04-2012 15:46 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>Panie Andrzeju, jeśli nie ma Pan nic przeciwko, to chciałbym wrócić do poniższego fragmentu naszej dyskusji dotyczącej relacji wiary i zła. Fragment dotyczył Abu Ghraib.
Nie chcę wracać do Abu Ghraib, gdyż wiem o tych zdarzeniach zbyt mało.

>Jednak mniej prawdopodobne jest, że odpowie, że czyniła tak z wiary w jakąś ideologię.
Tak, jest to bardzo mało prawdopodobne. Najpierw musiałaby wiedzieć czym jest ideologia. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,496609#w496975

>Jednak po pierwsze jest dla mnie zastanawiające, jak wiele różnorodnych zjawisk można zakwalifikować jako wiarę - a więc nie tylko wiara wierze nierówna, ale też występuje tam, gdzie bym się jej wcześniej nie spodziewał.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam.

>Po drugie zastanawia mnie kwestia - w sytuacji postawy nabywanej w dzieciństwie - kto jest całkiem bez wiary.
Trzeba zapytać o to tych osób, a nawet na naszym forum występowały osoby piszące, że wyssały ateizm wraz z mlekiem matki. Ja poszukiwałem własnych odpowiedzi we wszystko wątpiąc.

>Czy są osoby całkowicie uwolnione od tego rodzaju warunkowania? Ile osób nie poddało się presji autorytetu lub grupy w eksperymentach Milgrama i Zimbardiego?
Nie odrobię za Pana lekcji. Trzeba samemu poczytać. pl.wikiped(*)sobowość_autorytarna

>I wreszcie - na ile deklarowany afideizm sprawdza się w praktyce?
Mnie się sprawdza, jak czytam wypowiedzi na forum, to paru osobom też.

>Przy okazji chciałbym nawiązać do Pana twierdzenia, wedle którego sceptyk nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia. Sądzę jednak, że warto zauważyć, iż sceptyk w imię zwątpienia w ogóle żadnego czynu nie dokona - co najwyżej mamy hamletyzowanie.
Znowu, tak jak z wiarą, sceptycyzm sceptycyzmowi nie równy: pl.wikipedia.org/wiki/Sceptycyzm . Mnie przekonywuje sceptycyzm naukowy, a nie filozoficzny.

>Aby działać, trzeba być o czymś przekonanym.
Między przekonaniem co do słuszności, a wiarą w jedyno-słuszność jest ogromna różnica o której właśnie tu cały czas mowa.

>W różnorakich konfliktach, w które ludzie nieustannie popadają między sobą każdy z nas prezentuje swe postawy etyczne. Musimy być do nich przekonani - czy to na gruncie tego, co wyniesiemy z domu, czy też na gruncie podważenia wszystkich autorytetów i przemyślenia (doczytania) wszystkiego na nowo.
Musimy, czy jesteśmy w różnym stopniu do nich przekonani? Ja wybrałem tą drugą opcję.

>Tak więc przekonani o słuszności własnego działania być musimy - jednak warto do tego przekonania dojść świadomie, po odrzuceniu wiary we wszelakie autorytety.
Tak, ja sobie najbardziej cenię ludzi, którzy samodzielnie dochodzą do swoich przekonań i systemu wartości. Sam szedłem właśnie tą drogą. Warto się na tej drodze podpierać przemyśleniami mądrych ludzi, ale wybierać tylko to co nam samym odpowiada.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
Myślę, że warto wrócić do początku i przypomnieć przedmiot dyskusji.

Wyszliśmy od prawdziwości powiedzenia Stevena Weinberga:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
------------------------------------------------------

>>>>Odpowiedź też jest prosta jak budowa cepa, trzeba głębokiej wiary w słuszność tego co się robi, aby "zwyczajny" człowiek mógł się posunąć do takich potworności. Potrzebny jest fanatyzm i sprawą dalece drugorzędna jest czy wiara dotyczyła Jahwe, Allaha, czy "amerykańskiej demokracji".
>Tu właśnie się z Panem nie zgadzam. Uważam, że zachowanie strażników w Abu Ghraib nie miało wiele wspólnego z jakąkolwiek wiarą (nawet nie tą rozumianą jako postawa lub skłonność nabywana we wczesnych latach życia lub wręcz genetycznie). Wiara w amerykańską demokrację nie ma tu nic do rzeczy.
Tak wygląda rozmowa z Panem. Ja dorzuciłem "amerykańską demokrację" i Abu Ghraib, a Pan doczepił się do nich jako do głównego nurtu dyskusji.
Na początku tematu włączyłemCytat:

Przed chwilą znalazłem taki manifest w internecie. Może byłby dobrym punktem wyjściowym do takiej dyskusji?

"Ludzie wierzący to utajeni zabójcy, w których instynkt zabójcy został uwarunkowany na drodze indoktrynacji religijnej poprzez wpojony system wartości mówiący im, że ze złem trzeba walczyć wszelkimi metodami. Oznacza to, że dla ludzi wierzących każdy kto nie wierzy w boga jest wcielonym złem i w imię wiary dopuszczalne jest jego zgładzenie.[...] Tak więc ludzie wierzący gotowi są do największych okrucieństw o ile ktoś powoła ich w imię boga do eliminacji owego zła i to jest najniebezpieczniejsze w tej wierze. Przykłady takiego działania znamy przecież z historii. Dziś wyznawcy zmuszeni są do tolerancji ludzi niewierzących i odmiennie postrzegających rzeczywistość dzięki prawu nie dopuszczającemu do palenia na stosach czy kamienowania. Niemniej jednak gdyby takiego prawa nie było ludzie wierzący bez najmniejszych skrupułów wydawaliby zbrodnicze wyroki na w ich przekonaniu siewcach zła. Nie prawdą jest jakoby ludzie wiary dysponowali nieograniczonym miłosierdziem i tolerancją. To tylko pozory ich głoszonych haseł. [...]
Akceptacja zbrodni u wierzących jest zakorzeniona wraz z doktrynami jakie im narzucono. [...]
Niestety to wszystko tyczy się każdej jednej religii nie tylko chrześcijańskiej. Ludzie wierzący są tak skrzywieni i upośledzeni przez narzucony im system wierzeń, że nie dopuszczają do siebie, iż sama wiara i religia wraz z jej nakazami i doktrynami jest samym w sobie złem prowadzącym do podziałów i zbrodni. To religijny gwałt na świadomości i umysłach ludzi wymuszany od dziecka dogmatycznym kłamstwem.[...]

Wystarczy prześledzić w tych wszystkich wierzeniach poczynania poszczególnych bogów by zauważyć, że każde bóstwo dążyło do ubezwłasnowolnienie umysłowego ludzi narzucając dogmatyczne prawa i obowiązki niezgodne z jakąkolwiek logiczną sprawiedliwością."


Zaznaczam, że to nie są moje poglądy, tylko nieznanego mi autora. Czy są bezsensowne? Odwrotnie uważam, że większość stwierdzeń jest prawdziwą, tyle że wyostrzoną syntezą stosunku wiary religijnej do czynienia zła przez wyznawców.


Pan aby obniżyć poziom motywacji poprzez wiarę złych czynów dokonuje tu różnorodnych erystycznych sztuczek. Wydaje mi się, że obiektywnego sędziego swoimi intelektualnym wygibasami Pan nie przekona. Ale starać zawsze Pan się może.

Pozdrawiam.

@@@
.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Czy można powiedzieć, że Mahatma Gandhi był człowiekiem wątpiącym?

hej,
Jasne , że można !
Wątpił we wszystko w co sam nie wierzył !
Natomiast absolutnie przekonany był do tego w co wierzył ...

Gandhi nie był demokratą ... nie był pluralistą ... nie był wyznawcą tolerancji i szacunku ...
Był ... fundamentalistą ... był radykałem ...

Ja wolę być w unii europejskiej niż w utopii gandhiego !

makuś
maceox (6766 punktów)
>>Czy można powiedzieć, że Mahatma Gandhi był człowiekiem wątpiącym?
>hej,
>Jasne , że można !
>Wątpił we wszystko w co sam nie wierzył !
>Natomiast absolutnie przekonany był do tego w co wierzył ...
Właśnie o to mi chodziło, a na tym tle o stosowaną przez niego koncepcję niestosowania przemocy i biernego oporu.
W mojej dyskusji z Panem Bogusławskim chodzi bowiem o relację wiary i zła.

W związku z tym nie będę się tu kłócił z tym:
>Gandhi nie był demokratą ... nie był pluralistą ... nie był wyznawcą tolerancji i szacunku ...
>Był ... fundamentalistą ... był radykałem ...

P.S. Przeczytałem parę Twoich innych postów i jak na mój gust trochę nadużywasz słowa "hej"


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno.

Ot takie tam pomieszanie pojęć.
Jak to się czasem człowiekowi, w tej jego biednej głowie, p...
W przeciwieństwie do tzw. "Polaków Katolików" , miłosiernie wybaczam. Jestem tolerancyjny. Do czasu, rzecz jasna.
Pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Anna Salman (16360 punktów)
>...udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał...
Po co szukać tak daleko - geograficznie i w przeszłości? Podlasie, a w zasadzie większość ziem wschodnich w Polsce, początek lat czterdziestych. Przecież to nie tylko Jedwabne, lecz również wyłapywanie ludzi ukrywających się w lasach i oddawanie w ręce gestapo (po zabraniu resztek majątku) lub mordowanie na miejscu. Kobiety przed śmiercią często były gwałcone; dzieci potopione jak kociaki albo zatłuczone deskami.
Kto z tych ludzi kiedykolwiek stanął przed sądem? Zaledwie kilka osób z Jedwabnego i dostali śmiesznie niskie wyroki. Lokalnego księdza wśród oskarżonych nie było. Przecież ... nie on podpalił stodołę.
Miły (925 punktów)
>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno.
>Zaczęliście przelewać niewinną krew za Jakobinów, potem za Stalina, Kima etc. i robicie to nadal.
>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona. Chociażby odkrycie
>pałacu króla Dawida i wielu innych. Może powinieneś się douczyć, bo kompromitujesz się z każdym
>słowem! "
>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>Obwinianie za całe zło świata ateistów.

Tak to już u części wierzących jest. Kościół jest czysty jak dziewica a jak już jakiś członek świętobliwej organizacji narobił syfu, to krk umywa ręce i zarzeka się, że to indywidualne wybryki tych którzy zbłądzili. Co złego to nie kościół katolicki rzecz jasna. Za to każdy ateista, to wylęgarnia najgorszych patologii potwór- psychopata pozbawiony empatii, bo boga w sercu nie ma.


Cytując biblię, której swoją drogą spora liczba katolików w Polsce nie zna nawet po łebkach"Widzisz drzazgę w oku brata swego a belki w swoim oku nie widzisz"
dnlg (85 punktów)
Roacjonaliści mają wiele odpowiedzi, teiści jedną. Jaki jest sens dyskutowania z człowiekiem zachowującym się jak infobot?
asmodai (2845 punktów)
>Roacjonaliści mają wiele odpowiedzi, teiści jedną. Jaki jest sens dyskutowania z człowiekiem zachowującym się jak infobot?
>
Genialne, zabiłeś mnie tym tekstem
Brzostowski (7067 punktów)

Problem jest znacznie poważniejszy niż przytoczony przez Ciebie cytat. Dotyczy generalnie uogólnień w dyskusji oraz oceny pewnych zjawisk z przeszłości z aktualnej perspektywy, bez uwzględniania kontekstu historycznego.

Trudno jest prześcignąć w tym wielu wierzących, ale też racjonaliści mają w tym względzie sporo grzechów.
Przykładem tego jest stałe przerzucanie się winami za różne mordy i bestialstwa, kiedy wiadomo, że poglądy na religię stanowiły tylko tło dla niektórych ludzkich cech: przemocy, okrucieństwa, itd. Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło, gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane. Wojny i przemoc były w Afryce, Azji, Europie, Ameryce przed chrześcijaństwem i po. Tacy są ludzie.

Wielu racjonalistów pisze, że więcej było zbrodniarzy wśród wierzących, to chyba jasne skoro wierzący byli prawie wszyscy. Wielu wierzących pisze o czasie Jakobinów - rewolucja to rewolucja, to nie wina ateistów.

Wielu racjonalistów przytacza opinie Augustyna na różne tematy, opinie te są w dzisiejszej ocenie kompletnymi bzdurami, podobnie jak poglądy wielu naukowców w zderzeniu z dzisiiejszą wiedzą. Ocenianie tego w taki sposób nie ma sensu.

Prawdą jest jednak, że do statystycznego człowieka racjonalnego można dotrzeć z argumentacją, do statystycznych wierzących trudniej, nie zmienia to jednak faktu, że i jedni, i drudzy mają swoje "grzeszki".
06-02-2012 18:33 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło,
Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi.
Chrześcijaństwo nie jest jedyną religią na świecie, a oni głęboko wierzyli w swoją misję, jaką mają do spełnienia na tym świecie.

>Wielu racjonalistów pisze, że więcej było zbrodniarzy wśród wierzących, to chyba jasne skoro wierzący byli prawie wszyscy.
Nie wiem, kto co pisze, ale prawie wszystkie zbiorowe zbrodnie (prawie począwszy od seryjnych morderców) popełniono na skutek wiary w nadludzkie (nie koniecznie nadprzyrodzone) moce i własną misję, którą ma się do spełnienia. Każda wiara ogranicza intelektualnie (i moralnie), a im jest głębszą tym bardziej. Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.

>Wielu wierzących pisze o czasie Jakobinów - rewolucja to rewolucja, to nie wina ateistów.
A gdzie ci ateiści byli? Ludzie którzy odrzucili Trójjedynego, przyjęli boga "Postępu", Stalina, Pol-Pota, to zaraz ateiści. Nie to też teiści-fideiści, tyle, ze inne bóstwa do wiary sobie wybrali.

>Wielu racjonalistów przytacza opinie Augustyna na różne tematy, opinie te są w dzisiejszej ocenie kompletnymi bzdurami,
Tak! Czołowym racjonalistą naszego forum jest Pan Konowal.
Proponuję jednak poczytać sobie wypracowania współczesnych intelektualistów chrześcijańskich i zobaczyć jaki dla nich jest święty Augustyn ważnym.

>podobnie jak poglądy wielu naukowców w zderzeniu z dzisiiejszą wiedzą. Ocenianie tego w taki sposób nie ma sensu.
Ale sporym sensem jest oczytanie aby nie mieszać grochu z kapustą. Sama wiedza, że dzwonią to trochę za mało. Warto jeszcze wiedzieć w jakim kościele.

>Prawdą jest jednak, że do statystycznego człowieka racjonalnego można dotrzeć z argumentacją, do statystycznych wierzących trudniej,
To niech Pan sobie do tych statystycznych dociera, my sobie indywidualnie porozmawiamy.

>nie zmienia to jednak faktu, że i jedni, i drudzy mają swoje "grzeszki".
Ja Pańskie grzeszki mam w głębokim poważaniu, a swoje w głębokim ukryciu. Tu chciałbym jednak sobie pogadać, a nie tylko pop....ć tylko aby dać głos.

Zaczął Pan od wielkiego zadęcia: Dotyczy generalnie uogólnień w dyskusji oraz oceny pewnych zjawisk z przeszłości z aktualnej perspektywy, bez uwzględniania kontekstu historycznego. No i fajnie, tylko dalej należało coś z sensem na ten temat powiedzieć, a ja jakoś nie umiałem tego zauważyć.

Miłego dnia.

@@@
.
06-02-2012 19:28 
 Ocena 4 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
Przy takim szerokim rozumieniu wiary, to można się tylko z Panem zgodzić, w 3 pierwszych punktach. Przy takim rozumieniu wiary w zasadzie sprowadził Pan dyskusję do absurdu, pojęcia wiary użyłem w sensie religijnym, bo takiego jej rozumienia dotyczy wątek.
>>Wielu racjonalistów przytacza opinie Augustyna na różne tematy, opinie te są w dzisiejszej ocenie kompletnymi bzdurami,
>Tak! Czołowym racjonalistą naszego forum jest Pan Konowal.
>Proponuję jednak poczytać sobie wypracowania współczesnych intelektualistów chrześcijańskich i zobaczyć jaki dla nich jest święty Augustyn ważnym.
A jakie ma to znaczenie, w przypadku gdy racjonaliści używają najgłupszych cytatów z Augustyna jako argumentów w dyskusji z teistami? Augustym ważny jest też dla niektórych ateistów.
>>podobnie jak poglądy wielu naukowców w zderzeniu z dzisiiejszą wiedzą. Ocenianie tego w taki sposób nie ma sensu.
>Ale sporym sensem jest oczytanie aby nie mieszać grochu z kapustą. Sama wiedza, że dzwonią to trochę za mało. Warto jeszcze wiedzieć w jakim kościele.
A to jest zdanie odnośnie tego sensu, co go Pan nie znalazł?
>>Prawdą jest jednak, że do statystycznego człowieka racjonalnego można dotrzeć z argumentacją, do statystycznych wierzących trudniej,
>To niech Pan sobie do tych statystycznych dociera, my sobie indywidualnie porozmawiamy.
Nie jestem pewien, ponieważ Pański mentorski styl nawet jeśli posiada Pan szeroką wiedzę w wielu kwestiach, nie pozwala Panu na rozumienie dyskutanta, ustawia się Pan w stosunku do niego na pozycji z góry, przez co bardzo trudno jest rozmawiać.
>>nie zmienia to jednak faktu, że i jedni, i drudzy mają swoje "grzeszki".
>Ja Pańskie grzeszki mam w głębokim poważaniu, a swoje w głębokim ukryciu. Tu chciałbym jednak sobie pogadać, a nie tylko pop....ć tylko aby dać głos.
Nie wiem czy faktycznie tak jest.
>Zaczął Pan od wielkiego zadęcia: Dotyczy generalnie uogólnień w dyskusji oraz oceny pewnych zjawisk z przeszłości z aktualnej perspektywy, bez uwzględniania kontekstu historycznego. No i fajnie, tylko dalej należało coś z sensem na ten temat powiedzieć, a ja jakoś nie umiałem tego zauważyć.
Nic na to nie poradzę. Mam wrażenie, że Pan wcale nie chce rozmawiać. Przyjmując mentorski styl chce Pan raczej mnie ośmieszyć i wprowadzić od początku asymetrię w dyskusji. Przykro mi tak pisać, ale tak to odbieram, ponieważ nie podjął Pan faktycznie żadnego z problemów, które zaprezentowałem w postaci przykładów (odnoszących się do "zadęcia"), był Pan przy tym mało elegancki, na granicy obrażenia Interlokutora. To nie jest dobry początek dyskusji. A jeśli uważa Pan, uwzględniając pański mentorski, pouczający styl, że mój post jest postem bez sensu lub postem człowieka, który nie wie w którym kościele dzwony biją, to po co w ogóle odpowiadać na taki post? A może Pan ma jakąś misję na forum odnośnie tych "niepoprawnych"? Proszę w nią wierzyć!
Miłego dnia.
06-02-2012 21:37 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Przy takim szerokim rozumieniu wiary, to można się tylko z Panem zgodzić, w 3 pierwszych punktach. Przy takim rozumieniu wiary w zasadzie sprowadził Pan dyskusję do absurdu, pojęcia wiary użyłem w sensie religijnym, bo takiego jej rozumienia dotyczy wątek.
Mnie wcale nie zależy aby Pan się ze mną zgadzał, tylko oczekuję w miarę sensownych wypowiedzi. Słów należy używać najpierw zgodnie z językiem polskim, a następnie z polskimi encyklopediami. Mamy tu niezbyt wiarygodną, ale bardzo podręczną: pl.wikipedia.org/wiki/Wiara i co tu jest napisane: Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia".
Nie zauważyłem aby ten wątek dotyczył religijnego rozumienia wiary, ale ja też mówię o religiach, chrześcijaństwo nie jest jedyną prawdziwą religią na świecie. Hitleryzm, komunizm, to też były bardzo "przyzwoite" wyznania i też głęboko w ich słuszność wierzono.

>A jakie ma to znaczenie, w przypadku gdy racjonaliści używają najgłupszych cytatów z Augustyna jako argumentów w dyskusji z teistami? Augustym ważny jest też dla niektórych ateistów.
Wielce Szanowny Panie, dla mnie Augustyn w żadnym stopniu nie był głupcem i na tle swojej epoki, to raczej do mędrców bym go zaliczył. Jego pisma należą do dorobku ludzkości, ale dla racjonalistów jest żenadą traktowanie jego dorobku jako świętości i pokazują jak był on głupim z dzisiejszej perspektywy. Ogólnie używanie takich argumentów jest uprawnione, a gdy w szczególnym przypadku nie było, to należało tam interweniować, tu jest to tylko bzdurnym czepianiem się racjonalistów.

>podobnie jak poglądy wielu naukowców w zderzeniu z dzisiiejszą wiedzą. Ocenianie tego w taki sposób nie ma sensu.
>>>>Ale sporym sensem jest oczytanie aby nie mieszać grochu z kapustą. Sama wiedza, że dzwonią to trochę za mało. Warto jeszcze wiedzieć w jakim kościele.
>A to jest zdanie odnośnie tego sensu, co go Pan nie znalazł?
Dokładnie tak.

>Nie jestem pewien, ponieważ Pański mentorski styl nawet jeśli posiada Pan szeroką wiedzę w wielu kwestiach, nie pozwala Panu na rozumienie dyskutanta, ustawia się Pan w stosunku do niego na pozycji z góry, przez co bardzo trudno jest rozmawiać.
Ale ja wcale nie chcę z Panem rozmawiać, tylko jest to nasze wspólne forum i nie chcę aby tu pokazywały się bzdury bez komentarza. Mogę z Panem rozmawiać jak Pan z szacunku dla naszych czytelników do tej rozmowy choć trochę się przygotuje. Coś przeczyta, coś sprawdzi, a nie baje jak mu się zdaje. To jest forum dla racjonalistycznej inteligencji. Proszę więc przedstawiać merytoryczne argumenty, a nie żalić się na mentorski styl.

>Nic na to nie poradzę. Mam wrażenie, że Pan wcale nie chce rozmawiać. Przyjmując mentorski styl chce Pan raczej mnie ośmieszyć i wprowadzić od początku asymetrię w dyskusji.
Wielce Szanowny Panie, powtarza się Pan, a więc i ja się powtórzę: Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami. Naprawdę wierzy Pan w to, że chciałem Pana ośmieszyć, a co ja mogę mieć przeciwko Panu? To Pan powypisywał tu rzeczy, które się nijak racjonalnie nie bronią. Ja tylko to podkreśliłem.

>Przykro mi tak pisać, ale tak to odbieram, ponieważ nie podjął Pan faktycznie żadnego z problemów, które zaprezentowałem w postaci przykładów (odnoszących się do "zadęcia"), był Pan przy tym mało elegancki, na granicy obrażenia Interlokutora.
Pan kpi, czy o drogę pyta? Jakie problemy Pan tu podniósł, że racjonaliści też są brzydcy, gdyż wyśmiewają się z głupoty fideistów? To poniżej jest z "Wprowadzenia" do Racjonalisty.pl:
Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

>to po co w ogóle odpowiadać na taki post?
Gdyż to nie jest Pańskie forum, a nasze. Tak Pana jak i moje i chcę aby tu był zachowany jakiś minimalny poziom dyskusji.

>A może Pan ma jakąś misję na forum odnośnie tych "niepoprawnych"?
Tak, lubię wykazywać głupotę i chce się Pan swoimi wypowiedziami w te egzemplifikacje wpisać. Nie lepiej trochę przed wypowiedzią pomyśleć. Zastanowić się co chcę powiedzieć i jakie mam argumenty.
To trochę trudniej, ale znacznie mądrzej
07-02-2012 01:29 
 Ocena 5 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>Mnie wcale nie zależy aby Pan się ze mną zgadzał, tylko oczekuję w miarę sensownych wypowiedzi. Słów należy używać najpierw zgodnie z językiem polskim, a następnie z polskimi encyklopediami.
>Nie zauważyłem aby ten wątek dotyczył religijnego rozumienia wiary, ale ja też mówię o religiach, chrześcijaństwo nie jest jedyną prawdziwą religią na świecie. Hitleryzm, komunizm, to też były bardzo "przyzwoite" wyznania i też głęboko w ich słuszność wierzono.
To teraz może będziemy sobie definicje kopiować? Autor wątku zakreślił pewien problem, dla mnie jest oczywiste że dotyczy on relacji teiści-ateiści, a nie wiary w równość klasową.
>Wielce Szanowny Panie, dla mnie Augustyn w żadnym stopniu nie był głupcem i na tle swojej epoki, to raczej do mędrców bym go zaliczył. Jego pisma należą do dorobku ludzkości, ale dla racjonalistów jest żenadą traktowanie jego dorobku jako świętości i pokazują jak był on głupim z dzisiejszej perspektywy.
Zgoda.
>Ogólnie używanie takich argumentów jest uprawnione, a gdy w szczególnym przypadku nie było, to należało tam interweniować, tu jest to tylko bzdurnym czepianiem się racjonalistów.
To nie jest czepianie się, tylko wskazanie na to, że wybrane cytaty z Augustyna stanowią nieuprawnione argumenty w dyskusji z teistami. Ale się czepiam!
>>podobnie jak poglądy wielu naukowców w zderzeniu z dzisiiejszą wiedzą. Ocenianie tego w taki sposób nie ma sensu.
>Ale ja wcale nie chcę z Panem rozmawiać, tylko jest to nasze wspólne forum i nie chcę aby tu pokazywały się bzdury bez komentarza. Mogę z Panem rozmawiać jak Pan z szacunku dla naszych czytelników do tej rozmowy choć trochę się przygotuje. Coś przeczyta, coś sprawdzi, a nie baje jak mu się zdaje. To jest forum dla racjonalistycznej inteligencji. Proszę więc przedstawiać merytoryczne argumenty, a nie żalić się na mentorski styl.
Ja się nie żalę na mentorski styl, pański sposób prowadzenia dyskusji prowadzi do nikąd, zamiast dyskusji jest wymiana zdań o tym jak dyskusja powinna przebiegać.
> To Pan powypisywał tu rzeczy, które się nijak racjonalnie nie bronią. Ja tylko to podkreśliłem.
Proszę przytoczyć te moje rzeczy i wykazać mi, że się racjonalnie nie bronią, ale proszę o konkretny a nie kolejne wybiegi słowne.
>Pan kpi, czy o drogę pyta? Jakie problemy Pan tu podniósł, że racjonaliści też są brzydcy, gdyż wyśmiewają się z głupoty fideistów?
Pan zdaje się żyje w swoim świecie... Ja w swoich wypowiedziach staram się nawiązywać do wątku. A ten dotyczy różnych, głupich komentarzy, które denerwują autora wątku. A zatem wskazuję na problem szerszy, wykorzystywania przez teistów i ateistów uogólnień i stereotypów w dyskusji oraz ocen czyichś poglądów sprzed wieków do ośmieszenia kontrdyskutantów. No taki ze mnie kpiarz!
>Gdyż to nie jest Pańskie forum, a nasze. Tak Pana jak i moje i chcę aby tu był zachowany jakiś minimalny poziom dyskusji.
Skoro tak, to niech Pan podejmuje dyskusję, a nie wchodzi na katedrę krzycząc: durnie, durnie! Bo tylko zaśmieca Pan w ten sposób forum.
>>A może Pan ma jakąś misję na forum odnośnie tych "niepoprawnych"?
>Tak, lubię wykazywać głupotę i chce się Pan swoimi wypowiedziami w te egzemplifikacje wpisać.
Jeśli uważa Pan, że napisałem coś głupiego, proszę to wykazać, jak dotychczas nie ma nic poza pańskim przekonaniem. Nawet więcej, mam podejrzenie, że tropi Pan na forum tych podejrzanych o teizm i też mnie Pan tam już umieścił. Przez co nie tropi Pan głupoty tylko szuka dziury w całym, podejzrewam że posługując się stereotypami, ignorując argumenty lub udając, że nie rozumie się rozmówcy. Takie odczucia.
> Nie lepiej trochę przed wypowiedzią pomyśleć. Zastanowić się co chcę powiedzieć i jakie mam argumenty.
>To trochę trudniej, ale znacznie mądrzej.
Pewnie, można też postarać się zrozumieć Interlokutora, ale to też trudniej, i wola musi być.
Proszę Pana, wypowiedzi są różne, dobrze jest czytać je w kontekście wątku, niektóre posty są tylko zachętą do dyskusji, jej otwarciem, nie musi to być zawsze kompletny zestaw argumentów.

No i co? Znowu pogadaliśmy o tematyce wątku? Nie z mojej winy.
Pan nie rozumie, że takie ciągłe pouczanie dyskutanta, proponowanie mu aby sobie coś poczytał (rozumiane jako: poczytaj sobie głąbie wtedy dopiero dyskutuj), odwoływanie się do definicji encyklopedycznych przy wielu wyrazach uniemożliwia dyskusję i ośmiesza Pana, bo nie wie Pan kto ile i co czyta i przeczytał, poza tym często nawet nie jest konieczna znajomość literatury aby móc logicznie dyskutować w jakimś obszarze.

Poza tym pańskie wypowiedzi są niegrzeczne, sugerujące, że Interlokutor to niedouczony głupiec, itd... W dyskusji cenię argumenty, a nie tanie wycieczki słowne i personalne podjazdy, rzadko je stosuję, najczęściej będąc zmuszonym przez dyskutanta zejściem do takiego poziomu. To jest już któraś z kolei dyskusja Pana ze mną, a Pan ciągle tym samym tonem, mimo wielu moich uwag, zawsze Pan zaczyna w ten sam sposób dyskusję? Proszę uważać aby tytuł wątku w pewnym momencie nie zaczął dotyczyć Pana.

pozdrawiam
07-02-2012 10:12 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>To teraz może będziemy sobie definicje kopiować?
Aby dyskutować trzeba mieć choćby "zielone" pojęcie o prowadzeniu dyskusji. Gdy wykazuje się Pan niezrozumieniem słów, których Pan używa zacytowanie definicji jest koniecznością.

>Autor wątku zakreślił pewien problem, dla mnie jest oczywiste że dotyczy on relacji teiści-ateiści, a nie wiary w równość klasową.
To po co - do cholery wrzucał Pan ten tekst: Cytat:
Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło, gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane.


>To nie jest czepianie się, tylko wskazanie na to, że wybrane cytaty z Augustyna stanowią nieuprawnione argumenty w dyskusji z teistami. Ale się czepiam!
Zupełnie nieuprawnione jest używanie takich argumentów: - ktoś, kiedyś, gdzieś. Wybrane cytaty z każdego źródła mogą być uprawnionymi lub nie uprawnionym argumentami. Po prostu tu pisze Pan bzdury.

>pański sposób prowadzenia dyskusji prowadzi do nikąd, zamiast dyskusji jest wymiana zdań o tym jak dyskusja powinna przebiegać.
Jak na razie, to nie widzę, najmniejszych podstaw do merytorycznej dyskusji z Panem. Tylko każdy tekst, który tu publikujemy poddajemy pod osąd czytelników, a ja nie jestem Pańską mamusią żebym piał z zachwytu, że Pan dał głos, tylko jego krytycznym recenzentem. Jako uczestnik tego forum mam do tego prawo, a nawet obowiązek.

>Proszę przytoczyć te moje rzeczy i wykazać mi, że się racjonalnie nie bronią, ale proszę o konkretny a nie kolejne wybiegi słowne.
Nie zrobiłem swoich uwag do Pańskiego tekstu - koniecznie dlatego - aby każdy zrozumiał. To forum skierowane głównie do inteligencji i wystarczy, że inteligentni zrozumieją. Pan Maceox uważa, że każdemu należy dać szansę, to może powolutku i łopatologicznie Panu wyjaśni.

_________________________________________
Ale postaram się choć jedno wyjaśnić. Ma Pan pretensje do racjonalistów, że wyciągamy na wierzch głupotę Św. Augustyna, ale zaczyna Cytat:
Pan swój post od wielkiego zadęcia: Dotyczy generalnie uogólnień w dyskusji oraz oceny pewnych zjawisk z przeszłości z aktualnej perspektywy, bez uwzględniania kontekstu historycznego.
No i fajnie, tylko dalej należało coś z sensem na ten temat powiedzieć, a ja jakoś nie umiałem tego zauważyć.

No więc - proszę Pana - istnieje taki zbiór starożytnych pism, który nazywany jest Biblią i ten zbiór należy oceniać z aktualnej perspektywy w zależności od kontekstu historycznego i merytorycznego. Gdy Biblię traktujemy jako dokument starożytnego piśmiennictwa przekazujący nam cenne informacje o ludziach i kulturze, w której pisma powstawały - jest to niesłychanie mądry i ważny dokument, gdy Biblię mielibyśmy traktować jako świętą księgę pisaną pod bożym natchnieniem, to jest to zbiór bzdur wszelakich. To samo dotyczy całego starożytnego piśmiennictwa, wraz z Św. Augustynem. Wykazywanie ich głupoty w tym kontekście jest całkowicie uprawnione.
_________________________________________

>Pan zdaje się żyje w swoim świecie...
Zdecydowanie tak, a przynajmniej staram - na ile to możliwe - się żyć w świecie ludzi mądrych, a przynajmniej inteligentnych. Otwartych na świat i ciekawych świata. Chętnie uczących się, a nie mądrzących się w dziedzinach, w których nie mają nic lub bardzo niewiele ciekawego do powiedzenia. Dlatego od lat uczestniczę w tym forum w większości ludzi inteligentnych i mądrych i nie lubię zaśmiecania go różnymi głupotami.

>Ja w swoich wypowiedziach staram się nawiązywać do wątku.
Tak, w swoim mniemaniu Pan się stara, ale warto aby też inni te Pańskie starania zauważyli.

>A ten dotyczy różnych, głupich komentarzy, które denerwują autora wątku.

Tak autor wątku napisał: Cytat:
Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy. [...]
Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał. Obwinianie za całe zło świata ateistów.


>A zatem wskazuję na problem szerszy, wykorzystywania przez teistów i ateistów uogólnień i stereotypów w dyskusji oraz ocen czyichś poglądów sprzed wieków do ośmieszenia kontrdyskutantów.

Zaś Pan stwierdzając, że "Tacy są ludzie" usprawiedliwia fideistów poniższym stekiem uogólniających bzdur: Cytat:
Trudno jest prześcignąć w tym wielu wierzących, ale też racjonaliści mają w tym względzie sporo grzechów.
Przykładem tego jest stałe przerzucanie się winami za różne mordy i bestialstwa, kiedy wiadomo, że poglądy na religię stanowiły tylko tło dla niektórych ludzkich cech: przemocy, okrucieństwa, itd.


>No taki ze mnie kpiarz!

Nie zupełnie się nie zgadzam ani na takie kpiny, ani na takie zestawianie, ani na takie porównania.
To jest bardzo bliskie poziomowi na który właśnie nie chce się zgodzić autor wątku.

>>>>Gdyż to nie jest Pańskie forum, a nasze. Tak Pana jak i moje i chcę aby tu był zachowany jakiś minimalny poziom dyskusji.
>Skoro tak, to niech Pan podejmuje dyskusję,
Do dyskusji - tak jak i tańca trzeba dwojga. Powtarzam. Nie chcę z Panem dyskutować, gdyż nie mam o czym, ale nie chcę pozwolić na głoszenie tu bez reakcji bzdur wszelakich i nie na Pana, ale na przedstawione przez Pana bzdury zareagowałem.

>a nie wchodzi na katedrę krzycząc: durnie, durnie!
Wielce Szanowny Panie, jestem na tym forum od wielu lat, jego uczestnikami w większości są mądrzy i inteligentni ludzie, w sporej części o wiedzy tak ogromnej, że daleko mi do nich, choć jak na każdym otwartym forum zdarzają się również ewidentni głupcy, chcący popisać się tu swoimi mądrościami i podstawiają tu swoją łapę jak żaba w kuźni do okucia.

>Bo tylko zaśmieca Pan w ten sposób forum.
Zapewne ma Pan sto procent racji, ale mam zwyczaj dokładnego czytania postów, do których się odnoszę, a w poprzednim napisałem:
Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż uczynimy to sami.
Czy zechciał Pan to przeczytać?
07-02-2012 11:37 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Aby dyskutować trzeba mieć choćby "zielone" pojęcie o prowadzeniu dyskusji. Gdy wykazuje się Pan niezrozumieniem słów, których Pan używa zacytowanie definicji jest koniecznością.
Niech Pan nie żartuje, wątek w sposób oczywisty dotyczy wiary w kontekście relacji teiści - ateisci, i w takim sensie (religijnym jej użyłem). Zarzucanie dyskutantowi że nie ma pojecia o terminie wiara, gdy użył tego pojęcia w kontekście wcześniejszych sformułowań i w dodatku zgodnie z definicją przytoczoną przez Pana jest śmieszne i jest wyrazem złej woli.
>>Autor wątku zakreślił pewien problem, dla mnie jest oczywiste że dotyczy on relacji teiści-ateiści, a nie wiary w równość klasową.
>To po co - do cholery wrzucał Pan ten tekst: Cytat:
Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło, gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane.

Po to, aby wskazać, że niezależnie od tego czy Stalin i Hitler wierzyli głęboko w Boga czy też nie, to i tak prawdopodobnie doszło by do wojny (bo II wojna nie miała podłoża religijnego lub ateistycznego), żeby wskazać, że religia (np chrześcijaństwo) nie odgrywa w wojnach roli kluczowej, bo są inne przyczyny (religia bywa tylko wykorzystywana).
>>To nie jest czepianie się, tylko wskazanie na to, że wybrane cytaty z Augustyna stanowią nieuprawnione argumenty w dyskusji z teistami. Ale się czepiam!
>Zupełnie nieuprawnione jest używanie takich argumentów: - ktoś, kiedyś, gdzieś. Wybrane cytaty z każdego źródła mogą być uprawnionymi lub nie uprawnionym argumentami. Po prostu tu pisze Pan bzdury.
Ja nie wybieram żadnych cytatów, wskazuję tylko (zarysowuję) że takie zjawisko dostrzegam. Jest to z mojej strony sformułowanie ogólne, zachęcające do dyskusji.
>Jak na razie, to nie widzę, najmniejszych podstaw do merytorycznej dyskusji z Panem. Tylko każdy tekst, który tu publikujemy poddajemy pod osąd czytelników, a ja nie jestem Pańską mamusią żebym piał z zachwytu, że Pan dał głos, tylko jego krytycznym recenzentem. Jako uczestnik tego forum mam do tego prawo, a nawet obowiązek.
Byłoby lepiej gdyby Pan zamiast mentorskiego stylu raczej używał argumentów, wtedy spełni Pan swój obowiązek. Pańskie stwierdzenie, że nie ma podstaw do merytorycznej dyskusji, jest tak samo silne jak i moje, że z Panem nie można merytorycznie dyskutować, bo musi być wola dyskusji.
>>Proszę przytoczyć te moje rzeczy i wykazać mi, że się racjonalnie nie bronią, ale proszę o konkretny a nie kolejne wybiegi słowne.
>Nie zrobiłem swoich uwag do Pańskiego tekstu - koniecznie dlatego - aby każdy zrozumiał. To forum skierowane głównie do inteligencji i wystarczy, że inteligentni zrozumieją. Pan Maceox uważa, że każdemu należy dać szansę, to może powolutku i łopatologicznie Panu wyjaśni.
Jest to dowód na brak ochoty do dyskusji, tylko tak aby sobie pop.... Przy okazji, mam wrażenie, że Pan też nie rozumie wielu rzeczy lub tak sobie je interpretuje aby było Panu łatwiej "recenzować".
>_________________________________________
>Ale postaram się choć jedno wyjaśnić. Ma Pan pretensje do racjonalistów, że wyciągamy na wierzch głupotę Św. Augustyna... ,
>No więc - proszę Pana - istnieje taki zbiór starożytnych pism, który nazywany jest Biblią... i ten zbiór należy oceniać z aktualnej perspektywy w zależności od kontekstu historycznego i merytorycznego. Gdy Biblię traktujemy jako dokument starożytnego piśmiennictwa przekazujący nam cenne informacje o ludziach i kulturze, w której pisma powstawały - jest to niesłychanie mądry i ważny dokument, gdy Biblię mielibyśmy traktować jako świętą księgę pisaną pod bożym natchnieniem, to jest to zbiór bzdur wszelakich. To samo dotyczy całego starożytnego piśmiennictwa, wraz z Św. Augustynem. Wykazywanie ich głupoty w tym kontekście jest całkowicie uprawnione.
nie wiedziałem
a poważnie, widać od razu zacięcie antyklerykalne u Pana, mi wcale nie chodzi o "boże natchnienie" tylko o używanie pewnych cytatów np z Augustyna do wykazywania absurdalności dzisiejszych postaw teistów (katolików). Często podaje się zestawienia, gdzie wykorzystuje się np stanwisko Augustyna dot. duszy kobiety lub człoweiczeństwa płodu jako argumentu przeciwko przeciwnikom aborcji w dyskusji. Uważam że jest bliskie poziomem głupoty do cytatu który przytoczył autor wątku. Teraz Pan zrozumiał o co chodzi?

>_________________________________________
>>Pan zdaje się żyje w swoim świecie...
>Zdecydowanie tak, a przynajmniej staram - na ile to możliwe - się żyć w świecie ludzi mądrych, a przynajmniej inteligentnych. Otwartych na świat i ciekawych świata. Chętnie uczących się, a nie mądrzących się w dziedzinach, w których nie mają nic lub bardzo niewiele ciekawego do powiedzenia. Dlatego od lat uczestniczę w tym forum w większości ludzi inteligentnych i mądrych i nie lubię zaśmiecania go różnymi głupotami.
Przez poziom dyskusji, który Pan narzuca sam Pan zaśmieca forum. Gdyby Pan chciał w sposób w miarę elegancki dyskutować, już dawno wyjaśnilibyśmy wiele kwestii, zamiast wymieniać się niegrzecznościami, a tak piszemy sobie co kto jak powinien pisać, przy czym Pan okrasza posty mentorskim stylem i próbami obrażania dyskutanta, co i mi się udziela.
07-02-2012 12:26 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ja w swoich wypowiedziach staram się nawiązywać do wątku.
>Tak, w swoim mniemaniu Pan się stara, ale warto aby też inni te Pańskie starania zauważyli.
Jestem uczestnikiem tego forum od kilku lat, i nie spotkałem się jak dotychczas z takim brakiem rozumienia moich postów. Jakoś zawsze więszkość rozumie, a jak nie, to podejmujemy dyskusję i sobie wzajemnie wyjaśniamy i się przekonujemy. Z Panem to się raczej nie uda, bo Pan z góry zakłada, że jak coś jest dla Pana niejasnego w moim poście, to zapewne jestem głupcem. I jak można rozmawiać?
>Zaś Pan stwierdzając, że "Tacy są ludzie" usprawiedliwia fideistów poniższym stekiem uogólniających bzdur: Cytat:
Trudno jest prześcignąć w tym wielu wierzących, ale też racjonaliści mają w tym względzie sporo grzechów.
Wybiera sobie Pan zdania, szatkuje, ustawia w dowolnej kolejności, potem interpretuje i wychodzą bzdury. "Tacy są ludzie" dotyczyło ludzkich cech: agresji, wojowania. Cechy te są niezależne od religii, wiary w Boga, postaw ateistycznych. Wojny i różne okrucieństwa zdarzały się niezależnie od tego. Czy to nazywa Pan usprawiedliwianiem fideistów? Szanowny Panie dzieci w przedszkolu też się biją, nie za wiarę. Zwierzęta w lesie pozostając niewierzącymi zjadają się wzajemnie. Ludzie też są agresywni.
>Przykładem tego jest stałe przerzucanie się winami za różne mordy i bestialstwa, kiedy wiadomo, że poglądy na religię stanowiły tylko tło dla niektórych ludzkich cech: przemocy, okrucieństwa, itd.

>>No taki ze mnie kpiarz!
>Nie zupełnie się nie zgadzam ani na takie kpiny, ani na takie zestawianie, ani na takie porównania.
Ma Pan prawo się nie zgadzać, tylko nie wiadomo o co Panu chodzi.
>To jest bardzo bliskie poziomowi na który właśnie nie chce się zgodzić autor wątku.
>Nie, zupełnie się nie zgadzam.
>>>>>Gdyż to nie jest Pańskie forum, a nasze. Tak Pana jak i moje i chcę aby tu był zachowany jakiś minimalny poziom dyskusji.
>>Skoro tak, to niech Pan podejmuje dyskusję,
>Do dyskusji - tak jak i tańca trzeba dwojga. Powtarzam. Nie chcę z Panem dyskutować, gdyż nie mam o czym, ale nie chcę pozwolić na głoszenie tu bez reakcji bzdur wszelakich i nie na Pana, ale na przedstawione przez Pana bzdury zareagowałem.
Do dyskusji trzeba dwojga, do tańca nie.
Strasznie mnie Pan wymęczył pisaniem o niczym. Dyskutować Pan nie chce, przyjmuje Pan z góry, że dyskutant jest głupcem, nie chce Pan poznać jego stanowiska, intepretuje Pan sobie czyjeś zdania jako bzdury, itd... Fajny z Pana forumowicz.
>>a nie wchodzi na katedrę krzycząc: durnie, durnie!
>Wielce Szanowny Panie, jestem na tym forum od wielu lat, jego uczestnikami w większości są mądrzy i inteligentni ludzie, w sporej części o wiedzy tak ogromnej, że daleko mi do nich, choć jak na każdym otwartym forum zdarzają się również ewidentni głupcy, chcący popisać się tu swoimi mądrościami i podstawiają tu swoją łapę jak żaba w kuźni do okucia.
Ja też jestem na tym forum od kilku lat i mam pokorę w sobie. Jak dotychczas, mimo wielu moich postów, które ukazywły także opinie "niepopularne" wśród większości forumowiczów, nie spotkałem się z takim traktowaniem: z jednej strony nie zamierza Pan dyskutować, z drugiej uznaje z góry Interlokutora za głupca. Szanowny Panie, ja mam pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji. Pański mentorski styl jest dla mnie trochę zabawny, również Pan jako strażnik jakości forum jest niewiarygodny, bo obok wielu cennych tekstów, trafiaja się tutaj na racjonaliście bzdury, ale nie widać tam Pana. Dlatego mam podejrzenie, że jest Pan raczej strażnikiem pewnej ideologii (bo jak rozumieć niechęć do dyskusji i nazywanie innych głupcami bez poznania ich stanowiska, bez wymiany poglądów). Akurat ja sam zamieszkuję swoją szufladę, takie pańskie podejrzenia są chybione.
>>Bo tylko zaśmieca Pan w ten sposób forum.
>Zapewne ma Pan sto procent racji, ale mam zwyczaj dokładnego czytania postów, do których się odnoszę, a w poprzednim napisałem:
> Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż uczynimy to sami.Czy zechciał Pan to przeczytać?
Otóż zdanie: "Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż uczynimy to sami" jest bzdurą, uogólnieniem.
Ale ja przeczytałem to zdanie, a czy Pan je zrozumiał?

Miłego dnia.
07-02-2012 11:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>>>>Tak, lubię wykazywać głupotę i chce się Pan swoimi wypowiedziami w te egzemplifikacje wpisać.
>Jeśli uważa Pan, że napisałem coś głupiego, proszę to wykazać, jak dotychczas nie ma nic poza pańskim przekonaniem.
W przeciwieństwie do Pana Maceoxa uważam, że do dużej grupy osób nic nie dociera i wszelkie argumenty spływają po nich jak woda po kaczce. Pan nawet nie zastanowił się na na tym co napisałem, a chyba i z zastanowieniem nie przeczytał.

>Nawet więcej, mam podejrzenie, że tropi Pan na forum tych podejrzanych o teizm i też mnie Pan tam już umieścił.
Nikogo nie tropię, a już na pewno nie za poglądy, tylko alergicznie reaguję na głupotę. Niezależnie od tego, kto ją reprezentuje. Gdyby Pan wystąpił z mądrą obroną postaw fideistycznych, czy obrony jakiegoś boga, to ceniłbym sobie Pana bardziej od ateistów, gdyż deklaratywnie większość tu takich, a rzadkie okazy należy chronić.

>Przez co nie tropi Pan głupoty tylko szuka dziury w całym, podejzrewam że posługując się stereotypami, ignorując argumenty lub udając, że nie rozumie się rozmówcy. Takie odczucia.
Pan ma jedne odczucia, ja inne, ale tu jesteśmy poddani osądowi ogółu czytelników, z których spora część chciałaby obniżenia poziomu nasze forum, ale ja akurat chciałbym zachować jego dosyć wysoki poziom.

>>>>To trochę trudniej, ale znacznie mądrzej.
>Pewnie, można też postarać się zrozumieć Interlokutora, ale to też trudniej, i wola musi być.
Jeżeli mam wrażenie, że zostałem niezrozumianym, a zależy mi na zrozumieniu, to wyjaśniam ponownie. Moim zdaniem - nie istnieje kłopot ze zrozumiem Pańskiego tekstu, jest tylko z sensem Pańskiej wypowiedzi. Jest on - po prostu bez sensu - od dał Pan głos bez merytorycznego uzasadnienia, aby szanować się wzajemnie. Nie wziął Pan przy tym pod uwagę wielu poważnych argumentów, że to powszechnie racjonaliści są tą stroną poważnie dyskryminowaną.

>Proszę Pana, wypowiedzi są różne, dobrze jest czytać je w kontekście wątku, niektóre posty są tylko zachętą do dyskusji, jej otwarciem, nie musi to być zawsze kompletny zestaw argumentów.
Dziekuję za pouczenia. A może Pan zechciałby sobie poczytać prowadzone przeze mnie tu rozmowy. Dałoby to Panu większy asumpt do dalszych pouczeń.

>No i co? Znowu pogadaliśmy o tematyce wątku? Nie z mojej winy.
Oczywiście, że nie Pańskiej - Pan po prostu niczego nie zrozumiał o czym pisałem. Po za jednym, że Pana krytykuję, zamiast chwalić.

>Pan nie rozumie, że takie ciągłe pouczanie dyskutanta,
Wielce Szanowny Panie, na tym forum są - miedzy innymi - tak ciekawi o ogromnej wiedzy dyskutanci, że tylko czytam ich wypowiedzi, czasami zdobywając się na odwagę zapytania o coś. Jest wiele inteligentnych o dużej wiedzy osób, z którymi wymiana poglądów, to czysta intelektualna frajda. Jest grupa inteligencji ciekawa świata i otwarta na świat, która tu przychodzi porozmawiać z mądrymi ludźmi i nauczyć się artykułować swoje myśli i jest grupka - jak na każdym otwartym forum grafomańskich mądrali, którzy przychodzi tu się popisać, oraz różnego rodzaju ewangelizujące trolle. Nie pouczam swoich dyskutantów, tylko najpierw trzeba nim zostać.

>proponowanie mu aby sobie coś poczytał (rozumiane jako: poczytaj sobie głąbie wtedy dopiero dyskutuj),
Na ogół jestem grzeczniejszym w słowach, choć jeżeli chodzi o myśli, to Pan trafnie to opisał. Tak - Wielce Szanowny Panie - najpierw trzeba sporo poczytać i przemyśleć zanim się publicznie zabierze głos. Gdy już się go zabierze, to trzeba wiedzieć, że poddaje się swój tekst publicznemu osądowi.

>odwoływanie się do definicji encyklopedycznych przy wielu wyrazach uniemożliwia dyskusję
Wielce Szanowny Panie, a czy mogę poznać autorytety, na których opiera Pan powyższe stwierdzenie. Ja zostałem tak nauczonym i tak uczyłem innych, że wielokrotnie tak bywa, iż właśnie od uzgodnienia rozumienia definicji dopiero można rozpocząć dyskusję.
Widoczne to było np. w Pańskim przypadku. Używał Pan tu terminu, którego Pan nie rozumiał. To o czym można było z Panem dalej rozmawiać?

>i ośmiesza Pana,
Zapewne, ale jakoś sobie z tym dam radę.

>bo nie wie Pan kto ile i co czyta i przeczytał,
Jest to jedna z rzeczy które mnie ogromnie śmieszą. Wielce Szanowny Panie, wystarczy, że kilka postów przeczytam i już znam Pańskie oczytanie.

>poza tym często nawet nie jest konieczna znajomość literatury aby móc logicznie dyskutować w jakimś obszarze.
Niedawno tu przeczytałem ja nie muszę czytać aby wiedzieć. I naprawdę - nic Pan nie czuje jak się sam kompromituje.
Pop....ć sobie na każdy temat, to każdy może u cioci na imieninach, tu jest poważne forum i warto tylko pisać, gdy ma się coś interesującego do powiedzenia.

>Poza tym pańskie wypowiedzi są niegrzeczne, sugerujące, że Interlokutor to niedouczony głupiec, itd... W dyskusji cenię argumenty, a nie tanie wycieczki słowne i personalne podjazdy, rzadko je stosuję, najczęściej będąc zmuszonym przez dyskutanta zejściem do takiego poziomu.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Ja tanich wycieczek słownych i personalnych podjazdów nie stosuję, poza wyjątkiem uporczywych trolli. Natomiast nie zwykłem udawać, że nie dostrzegam bzdur i być uprzejmym dla czyjeś ewidentnej głupoty. Uważam, że należy ją pokazywać, a gdy ktoś się przy niej upiera, to będąc zmuszonym przez dyskutanta wprost ją wyśmiewam.

>To jest już któraś z kolei dyskusja Pana ze mną, a Pan ciągle tym samym tonem, mimo wielu moich uwag, zawsze Pan zaczyna w ten sam sposób dyskusję?
No właśnie, to jest ten przypadek, gdy wszelakie argumenty spływają po interlokutorze jak woda po kaczce.
Nic do niego nie dociera i on dalej swoje. Nie dyskutuję z Panem, gdyż żadne argumenty do Pana nie docierają. Pańskie teksty służą mi tylko do egzemplifikacji na jaką merytoryczną rozmowę może być stać naszego dyskutanta.

Miłego dnia.

@@@
.
07-02-2012 12:36 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Ta wymiana postów jest bez sensu. Nie mam już czasu na takie bzdury.

pozdrawiam
07-02-2012 13:11 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ta wymiana postów jest bez sensu. Nie mam już czasu na takie bzdury.
Już to dawno zauważyłem i przestałem na Pańskie - niczego nie wnoszące do meritum wypowiedzi - odpowiadać, ale Pan - ze swoim maleńkim sprytem - koniecznie chce mieć ostatnie słowo.
Nieważne jak mądre, ale ostatnie!

To niech Pan jeszcze coś tu napisze, ja w tym temacie już się do Pana nie odezwę. Choć przy następnych wypowiedziach, to proponuję jednak więcej poczytać i pomyśleć. Nie jest Pan pod żadną ochroną, a same chwalenie się mądrością, tu nie wystracza.
Tu zaraz wszystkie dziury widać.

Miłego dnia.

@@@
.
07-02-2012 14:06 
 Ocena 6 na 10
Brzostowski (7067 punktów)
Tak napiszę jeszcze coś. Pan myśli, że ja jestem jakimś dzieckiem, któremu zależy na tym aby mieć ostatnie słowo? I Pan wie że będzie to zapewne jakaś głupota. Jest Pan zabawny. Używanie takich tanich zwrotów "maleńki spryt", "proponuję poczytać i pomyśleć" - sorry ale, co to jest? Albo że ja chwalę się mądrością? To Pan przecież poucza ciągle, nie ja. Myśli Pan, że ma Pan jakieś szczególne do tego prawo? Znam wielu profesorów, którzy są kompletnymi idiotami, znam też wielu mądrych. Ja z pewnością mam dziury w wiedzy, tyle tylko że Pan nie wie gdzie są, bo nie da się z Panem dyskutować. Ocenia Pan ludzi wg swoich kryteriów po kilku zdaniach wypowiedzi, nie próbując nawet podjąć dyskusji.

Panu życzę, podjęcia merytorycznej dyskusji, przed oceną czy ktoś jest głupcem czy nie. Bo jeśli nawet ktoś wg Pana, źle sformułował post lub faktycznie nie ma wiedzy w danej dziedzinie, czy się zwyczajnie myli, nie oznacza, że jest głupcem.

Przez swój mentorski styl i arogancję, sprowadził Pan naszą wymianę postów do absurdu. W tym czasie, wyjaśnilibyśmy sobie wszystkie wątpliwości. Gdyby Pan dał sobie, mi i czytelnikom na to szansę, ale nie musi Pan, proszę dalej tropić.

pozdrawiam
12-02-2012 16:13 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.

hej,
Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą optymistyczną wizją sceptyka i wątpiącego
Jeżeli sceptycyzm i wątpliwości osiągną chory wymiar ( nihilizm , depresja) mogą jako żywo przerodzić się w agresje i destrukcje . Jeżeli NIC nie ma sensu i żadne wartości nie są Pewne można stracić zdolność do używania hamulców .
W tle znajdzie się wtedy i rozpacz i potrzeba zemsty na wszystkich i na wszystkim za to , że jest się niezdolnym do stworzenia sensownego , pozytywnego , wartościowego obrazu , programu ... wizji .
Tak więc wydaje mi się , że w imię swego zwątpienia można popełniać zbrodnie .
Ten aspekt uważam za istotny i dlatego postanowiłem wnieść go do naszej rozmowy .
pozdrawiam
makuś
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>>>>Sceptyk - człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia.
>hej,
>Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą optymistyczną wizją sceptyka i wątpiącego
Zawsze Szanownemu Panu wolno.

>Jeżeli sceptycyzm i wątpliwości osiągną chory wymiar ( nihilizm , depresja) mogą jako żywo przerodzić się w agresje i destrukcje .
Myślałem co prawda o postawie światopoglądowej, a nie chorobie, ale proszę o egzemplifikację, tak abyśmy ten konkretny przykład mogli rozpatrzyć.

>Jeżeli NIC nie ma sensu i żadne wartości nie są Pewne można stracić zdolność do używania hamulców .
W żadnym z pojęć sceptycyzmu (ja myślałem o racjonalnym, ale nawet pirroniański) sceptycyzm nie prowadzi do czynienia zła. Racjonalny jest tylko wątpieniem do chwili otrzymania zweryfikowanych dowodów (a nawet trochę i wtedy) - pirroniański nie szuka sensu, a czynienie zła też jest działaniem sensownym.

>W tle znajdzie się wtedy i rozpacz i potrzeba zemsty na wszystkich i na wszystkim za to , że jest się niezdolnym do stworzenia sensownego , pozytywnego , wartościowego obrazu , programu ... wizji .
To jest jakaś chora wizja, którą trzeba leczyć, ale co ona ma z postawą sceptyczną? Wiem, że intelektualiści katoliccy próbują łączyć propagandowo łączyć nihilizm ze sceptycyzmem, ale jest to tylko ich teologiczna akrobacja.

>Tak więc wydaje mi się , że w imię swego zwątpienia można popełniać zbrodnie .
Dla mnie tu Pański wywód jest zupełnie nieprzekonywujący.

>Ten aspekt uważam za istotny i dlatego postanowiłem wnieść go do naszej rozmowy .
Moim zdaniem - ten aspekt mógłby być tylko wówczas przedmiotem sensownych rozważań, gdyby przedstawiłby Pan konkretną historyczną postać. Wraz z udokumentowaniem jej poczynań i motywów, które ją do właśnie takich poczynań skłoniły.

Nie znam takich przypadków nawet z podręczników psychiatrii, a gdybanie, dla gdybania sceptyka bawi mało.

Pozdrawiam

@@@
.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Myślałem co prawda o postawie światopoglądowej, a nie chorobie, ale proszę o egzemplifikację, tak abyśmy ten konkretny przykład mogli rozpatrzyć.
hej,
Rasizm , fundamentalizm , totalitaryzm to są zdrowe światopoglądy ?

>>Jeżeli NIC nie ma sensu i żadne wartości nie są Pewne można stracić zdolność do używania hamulców .
>W żadnym z pojęć sceptycyzmu (ja myślałem o racjonalnym, ale nawet pirroniański) sceptycyzm nie prowadzi do czynienia zła. Racjonalny jest tylko wątpieniem do chwili otrzymania zweryfikowanych dowodów (a nawet trochę i wtedy) - pirroniański nie szuka sensu, a czynienie zła też jest działaniem sensownym.
hej,
Czynienie zła jest działaniem instyktownym , emocjonalnym ... ale czy sensownym ??? Wątpie .

>>W tle znajdzie się wtedy i rozpacz i potrzeba zemsty na wszystkich i na wszystkim za to , że jest się niezdolnym do stworzenia sensownego , pozytywnego , wartościowego obrazu , programu ... wizji .
>To jest jakaś chora wizja, którą trzeba leczyć, ale co ona ma z postawą sceptyczną? Wiem, że intelektualiści katoliccy próbują łączyć propagandowo łączyć nihilizm ze sceptycyzmem, ale jest to tylko ich teologiczna akrobacja.
hej,
Nihilizm jest niezdolnością do tworzenia pozytywnych , wartościowych wizji ... w skrajnych wypadkach ( a przecież rasizm , fundamentalizm są skrajnością) może prowadzić do ciągnięcia za sobą w przepaść innych ...

>>Tak więc wydaje mi się , że w imię swego zwątpienia można popełniać zbrodnie .
>Dla mnie tu Pański wywód jest zupełnie nieprzekonywujący.
hej,
Dlaczego ?
Narkoman może przecież chcieć aby inny również stał się narkomanem aby zmniejszyć swe poczucie winy
Na wojnie częstym przypadkiem jest zmuszanie innych do gwałtów czy zbrodni po to aby nie czuć się ostatnim degeneratem ...

>>Ten aspekt uważam za istotny i dlatego postanowiłem wnieść go do naszej rozmowy .
>Moim zdaniem - ten aspekt mógłby być tylko wówczas przedmiotem sensownych rozważań, gdyby przedstawiłby Pan konkretną historyczną postać. Wraz z udokumentowaniem jej poczynań i motywów, które ją do właśnie takich poczynań skłoniły.
hej,
Pan raczy żartować ?
Udokumentowane badania przyczyn i motywów to arcytrudne zadanie ...
Zna pan jakąś historyczną postać , która poddała się takim szeroko zakrojonym badaniom ?

makuś
Majordomus (2 punktów)
>
>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>Obwinianie za całe zło świata ateistów.

Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
07-02-2012 19:20 
 Ocena 2 na 2
asmodai (2845 punktów)
>>>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>>Obwinianie za całe zło świata ateistów.
>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
>
Mając takie możliwości jak, Stalin czy Hitler Torquemada zapewne nie ustąpił by pola tym dwóm psycholom. Tak więc Twoją propozycję można sobie...
07-02-2012 20:42 
 Ocena 23 na 23
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>>Obwinianie za całe zło świata ateistów.
>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?

Nie ma potrzeby, dawno to bowiem zrobiono.

Chrześcijanie.

Nawet trudno to porównywać.

Na trzech (w obu Amerykach i Australii) spośród pięciu zamieszkanych kontynentów chrześcijanie eksterminowali ponad 90 % rodzimej populacji.
Nikt inny - Cezar, Hitler, Stalin, Mao, Czyngis-chan czy Timur Kulawy - do takich wyników się nawet nie zbliżył.
Tyle co do wielkości względnych, ale i w liczbach nomen omen bezwględnych chrześcijanie nie mają konkurencji.
To oczywiście tylko szacunki, ale
w 1500 roku populacja kuli ziemskiej liczy 400 milionów, z czego 80 milionów zamieszkuje obie Ameryki. W połowie szesnastego wieku, z tych 80 milionów pozostało 10. Jeśli zaś ograniczymy się do Meksyku - w przeddzień konkwisty było tam około 25 milionów ludności, a w 1600 już tylko milion.
(Tzvetan Todorov - Podbój Ameryki. Problem innego wyd. Aletheia, Warszawa 1996, s. 149)
Przegrywają nawet komunistyczne Chiny z 65 mln ofiar (wg Stephane Courtois Zbrodnie komunizmu w: [zbior.] Czarna księga komunizmu wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 25), zaś Związek Sowiecki, który ofiar w całej swej historii dorobił się ledwie 20 milionów (tamże), wydaje się już wręcz dość sympatyczny.

Ale co tam za morzami szukać tego, co jest bardzo blisko.

Pamięć o wyprawach krzyżowych przeciw Albigensom (których z powierzchni Ziemi starto do ostatniego), Słowianom połabskim, Jaćwingom, Prusom (toż samo) albo Saracenom (próbka tutaj), wojnie trzydziestoletniej (zagłada połowy ludności Niemiec) czy powstaniu tajpingów (wedle Wiki co najmniej 20 mln ofiar) także nie powinna zaginąć.
To Eurazja.

Z afrykańskich wyczynów chrześcijańskich pozwolę sobie przypomnieć już tylko dzieje dobrego katolickiego króla Leopolda, który tak szerzył cywilizację Białego Człowieka (z nieodłączną od niej wiarą chrześcijańską) w Wolnym Państwie Kongo, że do dziś nie można się doliczyć, czy zapłaciło za to życiem 5 czy 15 milionów tubylców.
07-02-2012 21:02 
 Ocena-7 na 7
Majordomus (2 punktów)
>>>>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>>>Obwinianie za całe zło świata ateistów.
>>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
>Nie ma potrzeby, dawno to bowiem zrobiono.
>Chrześcijanie.
>Nawet trudno to porównywać.
>Na trzech (w obu Amerykach i Australii) spośród pięciu zamieszkanych kontynentów chrześcijanie eksterminowali ponad 90 % rodzimej populacji.
>Nikt inny - Cezar, Hitler, Stalin, Mao, Czyngis-chan czy Timur Kulawy - do takich wyników się nawet nie zbliżył.
>Tyle co do wielkości względnych, ale i w liczbach nomen omen bezwględnych chrześcijanie nie mają konkurencji.
>To oczywiście tylko szacunki, ale
>w 1500 roku populacja kuli ziemskiej liczy 400 milionów, z czego 80 milionów zamieszkuje obie Ameryki. W połowie szesnastego wieku, z tych 80 milionów pozostało 10. Jeśli zaś ograniczymy się do Meksyku - w przeddzień konkwisty było tam około 25 milionów ludności, a w 1600 już tylko milion.
>(Tzvetan Todorov - Podbój Ameryki. Problem innego wyd. Aletheia, Warszawa 1996, s. 149)
>Przegrywają nawet komunistyczne Chiny z 65 mln ofiar (wg Stephane Courtois Zbrodnie komunizmu w: [zbior.] Czarna księga komunizmu wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 25), zaś Związek Sowiecki, który ofiar w całej swej historii dorobił się ledwie 20 milionów (tamże), wydaje się już wręcz dość sympatyczny.
>Ale co tam za morzami szukać tego, co jest bardzo blisko.
>Pamięć o wyprawach krzyżowych przeciw Albigensom (których z powierzchni Ziemi starto do ostatniego), Słowianom połabskim, Jaćwingom, Prusom (toż samo) albo Saracenom (próbka tutaj), wojnie trzydziestoletniej (zagłada połowy ludności Niemiec) czy powstaniu tajpingów (wedle Wiki co najmniej 20 mln ofiar) także nie powinna zaginąć.
>To Eurazja.
>Z afrykańskich wyczynów chrześcijańskich pozwolę sobie przypomnieć już tylko dzieje dobrego katolickiego króla Leopolda, który tak szerzył cywilizację Białego Człowieka (z nieodłączną od niej wiarą chrześcijańską) w Wolnym Państwie Kongo, że do dziś nie można się doliczyć, czy zapłaciło za to życiem 5 czy 15 milionów tubylców.
>

Dobre dobre. Takie bajki to możesz sobie
07-02-2012 21:11 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
Kasuj zbędne cytowania.
07-02-2012 21:13 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dobre dobre. Takie bajki to możesz sobie

Lepszej odpowiedzi nie zdołałeś dobyć z obskurnych czeluści Twego haniebnego nieuctwa i/lub wrodzonego debilizmu?
07-02-2012 21:14 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Dobre dobre. Takie bajki to możesz sobie.

Skoro to bajki to proszę pokaż swoje "nie bajkowe wyliczenia".
07-02-2012 21:28 
 Ocena 9 na 9
asmodai (2845 punktów)
Ludzie Twojego pokroju kojarzą mi się z biednym terrorystą. Koleś walczy o coś tam chce dla sprawy wysadzić się w metrze, ale problem jest w tym, że facet jest ubogi i nie stać go na dynamit. Idzie zatem do jakiegoś sklepu wykupuje petardy...
W metrze narobi trochę hałasu ludzie popukają się w czoło a sam się poparzy. Zastanów się
czy warto robić z siebie pośmiewisko? Zapewne, masz dużo do powiedzenia w innych dziedzinach załóż jakiś temat dzięki któremu będziemy mogli Cie poznać z tej lepszej strony. A jak nie
to wypchaj się i spadaj na frondę.
08-02-2012 16:00 
 Ocena-3 na 5
Majordomus (2 punktów)
>Ludzie Twojego pokroju kojarzą mi się z biednym terrorystą. Koleś walczy o coś tam chce dla sprawy wysadzić się w metrze, ale problem jest w tym, że facet jest ubogi i nie stać go na dynamit. Idzie zatem do jakiegoś sklepu wykupuje petardy...
>W metrze narobi trochę hałasu ludzie popukają się w czoło a sam się poparzy. Zastanów się
>czy warto robić z siebie pośmiewisko? Zapewne, masz dużo do powiedzenia w innych dziedzinach załóż jakiś temat dzięki któremu będziemy mogli Cie poznać z tej lepszej strony. A jak nie
>to wypchaj się i spadaj na frondę.
>
Ewentualnie możesz Ty spadać i uczyć się historii. Nie tylko faktów, ale też historii myśli politycznej, teologii i filozofii. To Ci się przyda do motywów, którymi kierował się ówczesny człowiek /np. w średniowieczu/. Sayonara i akurat Ty nie odpisuj, bo mi zaśmiecasz skrzynkę. Miłego dnia.
08-02-2012 17:45 
 Ocena 2 na 2
asmodai (2845 punktów)

>Ewentualnie możesz Ty spadać i uczyć się historii. Nie tylko faktów, ale też historii myśli politycznej, teologii i filozofii. To Ci się przyda do motywów, którymi kierował się ówczesny człowiek /np. w średniowieczu/. Sayonara i akurat Ty nie odpisuj, bo mi zaśmiecasz skrzynkę. Miłego dnia.
Wygląda na to, że nie będę musiał ( i nie muszę) stosować się do Twoich zaleceń, gdyż właśnie
Ty jesteś przednim przykładem takowego średniowiecznego myślenia...
08-02-2012 17:50 
 Ocena-2 na 2
Majordomus (2 punktów)
>>Ewentualnie możesz Ty spadać i uczyć się historii. Nie tylko faktów, ale też historii myśli politycznej, teologii i filozofii. To Ci się przyda do motywów, którymi kierował się ówczesny człowiek /np. w średniowieczu/. Sayonara i akurat Ty nie odpisuj, bo mi zaśmiecasz skrzynkę. Miłego dnia.
>Wygląda na to, że nie będę musiał ( i nie muszę) stosować się do Twoich zaleceń, gdyż właśnie
>Ty jesteś przednim przykładem takowego średniowiecznego myślenia...

Dziękuję za komplement. Uwielbiam scholastykę.
09-02-2012 12:52 
 Ocena 9 na 9
Chlodwig (10939 punktów)
>Ewentualnie możesz Ty spadać i uczyć się historii. Nie tylko faktów, ale też historii myśli politycznej, teologii i filozofii. To Ci się przyda do motywów, którymi kierował się ówczesny człowiek /np. w średniowieczu/. Sayonara i akurat Ty nie odpisuj, bo mi zaśmiecasz skrzynkę. Miłego dnia.

Dlaczego z prawie każdego religianta wcześniej\później wychodzi nieuk, kłamca i prostak?
09-02-2012 12:50 
 Ocena 8 na 8
Chlodwig (10939 punktów)
>Dobre dobre. Takie bajki to możesz sobie

A nie mogłabyś głupotą popisywać się gdzie indziej. Może na Frondzie? Tam docenią.
07-02-2012 23:27 
 Ocena 6 na 6
Brzostowski (7067 punktów)
Właśnie przestrzegałbym przed stosowaniem takich skrótów myślowych. To że, np Stalin, czy Hitler mordowali to nie jest to wina wyłącznie ateizmu, tak jak wiele wojen i podbojów, które wymieniłeś, to nie wina wyłącznie chrześcijaństwa. Owszem, chrześcijaństwo pod postacią Watykanu aprobowało wiele wojen, i można zadać sobie pytanie czy bez poparcia Watykanu skala byłaby podobna, pewnie nie.
Liczby które przytaczasz nie pokazują faktycznego wpływu chrześcijaństwa na skalę tych rzezi, ponieważ gdyby nie chrześcijaństwo było religią np w Hiszpanii w XV wieku, to pewnie w świątyniach rządziłby Jowisz, Allah lub ateiści, a podbój Ameryki i tak by się dokonał, zapewne nie mniej krwawo, bo wtedy takie to czasy były, że się prowadziło podboje.
Wiele konfliktów mimo wyraźnego podtekstu religijnego, miało inne istotniejsze przyczyny (władza i bogactwo), wspomnę tylko konkwistadorów hiszpańskich (chodziło nie o wiarę tylko o kasę, a religie można było wykorzystać - wiadomo z błogosławieństwem Watykanu łatwiej), albo nawet wojnę trzydziestoletnią, w której nie chodziło o religię tylko utrzymanie i osłabienie władzy Habsburgów (dlatego np katolicka Francja walczyła z krajami protestanckimi przeciwko Habsburgom, bo chciała ich osłabić, itd), ateizm leninowski czy później stalinowski, nie doprowadził do powstania tych reżimów, przyczyny są inne (ucisk robotniczy), Hitler nie mordował w imię walki z religią, czy czystego ateizmu, tylko celów militarnych i swoich urojonych.
Chrześcijaństwo, inne religie czy ideologie były i są wykorzystywane do realizacji celów przez różnych wodzów, głównie dla władzy i bogactwa, chociaż zdarzali się i fanatycy religijni, wybuchały też wojny wyłącznie na tle religijnym, ale to nie uprawnia do wniosków uogólniających.

Ze wspomnianych powodów nie widzę możliwości realnego oszacowania win. Poza tym uważam, że niezależnie od religii, wiary i ateizmu to ludzkie cechy niezależne od tych zjawisk prowadzą do wojen. Gdyby tak pozwolić dzieciom w przedszkolu i szkole na swobodę, to wcześniej czy później dojdzie do konfliktów, nawet bijatyk. Nie będą się bić o religię lub ateizm, ani też o inne wyrosłe na tych postawach zasady, tylko o piłkę lub lalkę.

Proszę mnie źle nie zrozumieć,ja nie mam zamiaru bronić nikczemności wyrosłych na gruncie religii, chcę tylko pokazać, że takie uogólnianie nie jest uprawnione.
08-02-2012 14:52 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Daruj, ale marudzisz coś od rzeczy zupełnie.

Co do kwestii ogólnych:

1.
>Właśnie przestrzegałbym przed stosowaniem takich skrótów myślowych. To że, np Stalin, czy Hitler mordowali to nie jest to wina wyłącznie ateizmu, tak jak wiele wojen i podbojów, które wymieniłeś, to nie wina wyłącznie chrześcijaństwa.

W ogóle nie na temat.
Nie stosuję żadnych skrótów myślowych, bo nie roztrząsam problemu jakowejś winy ani też (to odnośnie dalszej części Twego wywodu) jakich-by-nie-były przyczyn masakr przez chrześcijan dokonanych.
Ograniczyłem się tylko, wyłącznie i ściśle do kwestii podniesionej przez Majordomusa (cytuję: Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?) - i to wszystko.
Odpowiadałem więc wyłącznie na pytania: kto?, co?, ile?, kiedy? i gdzie? dla jasności obrazu przywołując jedynie niektóre spośród tych dziejowych epizodów, w przypadku których dało się strony akcji wyraźnie podzielić na chrześcijan i nie-chrześcijan, ew. - jak w przypadku wojny trzydziestoletniej - na chrześcijan dwóch różnych rodzajów. Pominąłem zaś - znów dla jasności i jednoznaczności obrazu - niezliczone historyczne przypadki wzajemnego wyrzynania się chrześcijan tej samej obediencji jak np. wojny Polski z Zakonem Krzyżackim, Wenecji z Genuą, Yorków z Lancasterami etc. etc. etc. etc. etc........................................

2.
>Wiele konfliktów mimo wyraźnego podtekstu religijnego, miało inne istotniejsze przyczyny (władza i bogactwo) (...)
>Chrześcijaństwo, inne religie czy ideologie były i są wykorzystywane do realizacji celów przez różnych wodzów, głównie dla władzy i bogactwa, chociaż zdarzali się i fanatycy religijni, wybuchały też wojny wyłącznie na tle religijnym, ale to nie uprawnia do wniosków uogólniających.

W powyższych cytatach streszcza się chyba - jeśli się mylę, to mnie z błędu wyprowadź - Twa zasadnicza idea.
Na ten temat wypowiadałem się szczegółowo tutaj więc pozwolę sobie odesłać.
Mało tego - nawet pokrewny wątek kiedyś założyłem, który tutaj, a zwłaszcza tutaj poczytać możesz, jeśliś ciekaw, dlaczego sądzę, że się mylisz.

Teraz do kwestii szczegółowych:

>(Owszem, chrześcijaństwo pod postacią Watykanu aprobowało wiele wojen,

Pisałem o chrześcijaństwie w ogóle nie tylko o katolicyzmie.

>gdyby nie chrześcijaństwo było religią np w Hiszpanii w XV wieku, to pewnie w świątyniach rządziłby Jowisz, Allah lub ateiści, a podbój Ameryki i tak by się dokonał, zapewne nie mniej krwawo,

Mało mnie obchodzi co-by-było-gdyby, bo wygdybać można zawsze wszystko. Pisałem wyłącznie o tym, co faktycznie zaszło.

>bo wtedy takie to czasy były, że się prowadziło podboje.

Takie czasy były zawsze i trwają do dzisiaj więc nie ma o czym gadać.

>wspomnę tylko konkwistadorów hiszpańskich (chodziło nie o wiarę tylko o kasę, a religie można było wykorzystać - wiadomo z błogosławieństwem Watykanu łatwiej),

Słynne jest wyliczenie przez Bernala Diaza de Castillo powodów, dla których on i inni przyłączyli się do Corteza: "Aby służyć Bogu i Jego Królewskiej Mości [Królowi Hiszpanii], nieść światło pogrążonym w mroku i zdobyć bogactwa, co jest pragnieniem każdego człowieka". Duchowa i materialna motywacja była dla niego jednakowo ważna. Cortez miał głowę niestannie zaprzątniętą poszukiwaniem złota, ale bywało i tak, że sami księża musieli powściągać jego zapędy ewangelizatorskie w okolicznościach, w których z pewnością rozgniewałby tym miejscowych przywódców. Po zburzeniu Tenochtitlanu hiszpańskim dworem i elitą intelektualną przez sto lat wstrząsały spory, czy nawracanie pogan warte jest zadawanego im cierpienia. Przeważał jednak pogląd, że nawet jeśli Indianie umierali zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa, ich dobro było zabezpieczone.
Charles C. Mann 1491. Ameryka przed Kolumbem wyd. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2007, ss. 175-176.

>wojnę trzydziestoletnią, w której nie chodziło o religię tylko utrzymanie i osłabienie władzy Habsburgów (dlatego np katolicka Francja walczyła z krajami protestanckimi przeciwko Habsburgom

Chodziło o religię, a religia wówczas ściśle splatała się z polityką.
Przynajmniej póki nie zaczęło chodzić tylko o przeżycie do jutra.
Wyjątki w rodzaju Francji, zmiany frontu przez Danię albo Wallensteina niczego w ogólnym obrazie nie zmieniają.

>ateizm leninowski czy później stalinowski, nie doprowadził do powstania tych reżimów

Jasne.

>Hitler nie mordował w imię walki z religią, czy czystego ateizmu

Zwłaszcza, że był wierzący a społeczną rolę religii doceniał.

>Ze wspomnianych powodów nie widzę możliwości realnego oszacowania win.

Ja widzę. Liczbowe, drogi Watsonie, liczbowe .

>Poza tym uważam, że niezależnie od religii, wiary i ateizmu to ludzkie cechy niezależne od tych zjawisk prowadzą do wojen.

Wojna i - szerzej - wewnątrzgatunkowa przemoc nie są zjawiskami specyficznie ludzkimi, zaś ich ostateczną przyczyną jest jednoczesne występowanie czynników takich jak: a) ograniczoność zasobów b) zasady termodynamiki c) imperatyw samozachowania (a i się powielania) d) obecność innych.
Że - mówiąc słowami Okudżawy - słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak.
08-02-2012 17:33 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)

>W ogóle nie na temat.
W wątku pojawiają się kwestie dotyczące wzajemnego obarczania się winą ateistów i teistów (w tym w poście otwierającym), Ty też piszesz o Hitlerze i Stalinie, także wg mnie na temat, ale mniejsza z tym.
>Nie stosuję żadnych skrótów myślowych ...
Miałem na myśli to, że przypisywanie określonych liczb określonym wojnom, w których udział mnijeszy lub większy miało chrzescijaństwo i przypisywanie tej ideologii całej liczby ofiar takiej wojny jest pewnym skrótem, ponieważ wiadomo że wojny miały różne podłoże.
>2.
Przeglądałem Twoje wpisy i widzę w nich wiele rzeczy z którymi się zgadzam.
Idea moja jest taka, że wojny wybuchały z różnych przyczyn, i nie jest uprawniony wniosek, że za jakąś tam wojnę odpowiada wyłącznie chrześcijaństwo tylko dlatego, że agresorem był kraj chrześcijański lub jedną z przyczyn była religia.

>Teraz do kwestii szczegółowych:
>>(Owszem, chrześcijaństwo pod postacią Watykanu aprobowało wiele wojen,
>Pisałem o chrześcijaństwie w ogóle nie tylko o katolicyzmie.
Owszem, ale Watykan akurat ma najwięcej za "uszami", więc do tego się odnosiłem. Tu nie ma sporu.
>Mało mnie obchodzi co-by-było-gdyby, bo wygdybać można zawsze wszystko. Pisałem wyłącznie o tym, co faktycznie zaszło.
Jeśli podajesz liczby, które przypisujesz określonej ideologii, to warto jest odjąć tzw "tło". To tak jak z szacowaniem np liczby zgonów ludzi palących papierosy, jeśli chcesz dowiedzieć się ilu zmarło z powodu palenia, w jakimś wieku, musisz od liczby wszystkich zgonów odjąć liczbę zgonów nie z przyczyn palenia papierosów, a nie podawać, że wszyscy co palili zmarli z tego powodu. Przykład uproszczony, ale chyba rozumiesz o co mi chodzi.
>>bo wtedy takie to czasy były, że się prowadziło podboje.
>Takie czasy były zawsze i trwają do dzisiaj więc nie ma o czym gadać.
Masz rację.
>>wspomnę tylko konkwistadorów hiszpańskich (chodziło nie o wiarę tylko o kasę, a religie można było wykorzystać - wiadomo z błogosławieństwem Watykanu łatwiej),
>Słynne jest wyliczenie ... przez Bernala Diaza de Castillo powodów, dla których on i inni przyłączyli się do Corteza: "Aby służyć Bogu i Jego Królewskiej Mości [Królowi Hiszpanii], nieść światło pogrążonym w mroku i zdobyć bogactwa, co jest pragnieniem każdego człowieka". Duchowa i materialna motywacja była dla niego jednakowo ważna. Cortez miał głowę niestannie zaprzątniętą poszukiwaniem złota, ale bywało i tak, że sami księża musieli powściągać jego zapędy ewangelizatorskie w okolicznościach, w których z pewnością rozgniewałby tym miejscowych przywódców. Po zburzeniu Tenochtitlanu hiszpańskim dworem i elitą intelektualną przez sto lat wstrząsały spory, czy nawracanie pogan warte jest zadawanego im cierpienia. Przeważał jednak pogląd, że nawet jeśli Indianie umierali zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa, ich dobro było zabezpieczone.
>Charles C. Mann 1491. Ameryka przed Kolumbem wyd. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2007, ss. 175-176.
Czyli sam potwierdzasz, że " Duchowa i materialna motywacja była dla niego jednakowo ważna", dlatego właśnie nie można twierdzić że religia była jedną lub główną motywacją, prawda?

>>wojnę trzydziestoletnią, w której nie chodziło o religię tylko utrzymanie i osłabienie władzy Habsburgów (dlatego np katolicka Francja walczyła z krajami protestanckimi przeciwko Habsburgom
>Chodziło o religię, a religia wówczas ściśle splatała się z polityką.
>Przynajmniej póki nie zaczęło chodzić tylko o przeżycie do jutra.
A zatem skoro religia ściśle splatała się z polityką, to czy przyczyny wojen były tylko religijne? No chyba nie, prawda?
>Wyjątki w rodzaju Francji, zmiany frontu przez Danię albo Wallensteina niczego w ogólnym obrazie nie zmieniają.
W ogólnym, nie, potwierdzją jedynie moją tezę, że nie chodziło wyłącznie o religie, tylko inne aspekty.
>>ateizm leninowski czy później stalinowski, nie doprowadził do powstania tych reżimów
>Jasne.
Przynajmniej tutaj się zgadzamy.
>>Hitler nie mordował w imię walki z religią, czy czystego ateizmu
>Zwłaszcza, że był wierzący a społeczną rolę religii doceniał.
Można znaleźć wiele odniesień Hitlera do religii, wg mojej wiedzy był "wierzący" (w jakiegoś boga lub w coś tam wierzył), jego "wiara" była raczej na pokaz, po to by wykorzystać lud, a faktycznie był ateistą,
ale nie chcę się o to spierać, bo akurat ta postać nie jest kluczowa w tej dyskusji.
>>Ze wspomnianych powodów nie widzę możliwości realnego oszacowania win.
>Ja widzę. Liczbowe, drogi Watsonie, liczbowe .
Takie miałem na myśli, liczbowe.
>>Poza tym uważam, że niezależnie od religii, wiary i ateizmu to ludzkie cechy niezależne od tych zjawisk prowadzą do wojen.
>Wojna i - szerzej - wewnątrzgatunkowa przemoc nie są zjawiskami specyficznie ludzkimi, zaś ich ostateczną przyczyną jest jednoczesne występowanie czynników takich jak: a) ograniczoność zasobów b) zasady termodynamiki c) imperatyw samozachowania (a i się powielania) d) obecność innych.
>Że - mówiąc słowami Okudżawy - słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak.

Na koniec, proszę Cię o oszacowanie ile ofiar np w Ameryce w XV wieku:

w 1500 roku populacja kuli ziemskiej liczy 400 milionów, z czego 80 milionów zamieszkuje obie Ameryki. W połowie szesnastego wieku, z tych 80 milionów pozostało 10

były to ofiary na tle religijnym, a ile z powodów władzy i bogactwa. Sam wcześniej przytyczyłes fragment z Charles C. Mann, który wskazuje że motywacje były różne. Ty natomiast w swoich wyliczeniach to pomijasz, przypisując całość zbrodni chrześcijaństwu. To właśnie nazywam skrótem/uproszczeniem, które nie jest uprawnione.

W mojej ocenie, potwierdzasz moją tezę, że motywacje zbrodni były różne, ale całość zbrodni przypisujesz
Brzostowski (7067 punktów)
>W mojej ocenie, potwierdzasz moją tezę, że motywacje zbrodni były różne, ale całość zbrodni przypisujesz
chrześcijaństwu.
09-02-2012 22:25 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
>były to ofiary na tle religijnym, a ile z powodów władzy i bogactwa. Sam wcześniej przytyczyłes fragment z Charles C. Mann, który wskazuje że motywacje były różne. Ty natomiast w swoich wyliczeniach to pomijasz, przypisując całość zbrodni chrześcijaństwu. To właśnie nazywam skrótem/uproszczeniem, które nie jest uprawnione.

Szanowny panie Brzostowski, zdaje się, że to pan popełnia spore uproszczenie.
Otóż po lekturze pańskich wpisów można odnieść wrażenie, że jeśli dana wojna nie była toczona li tylko w imię religii, a wchodziły w grę jeszcze inne motywy to należy ja wyłączyć z konfliktów o podłożu religijnym i nie obarczac o wszystko biednego chrzescijanstwa.
Można spytać dlaczego do swego wartościowania konfliktów i ofiar, jakie za soba pociągnęły używa pan ustawiania faktorów/motywow w pozycji swoistej opozycji zamiast koniunkcji?
Czy wojna o terytoria i władzę, wpływy i dochody, ale z wykorzystaniem elementów religijnych przestaje być wojną toczoną w imię religii?
Czy wojna o terytoria i władzę, wpływy i dochody nie moze byc równoczesnie wojna o "racje" mojego bożka?
Czy zatem bezwzględnie mający na celu własne korzyści materialne Zakon Najświętszej Maryi Panny, gdy pacyfikował Żmudzinów i nawoływał rycerstwo do pomocy im w imię jedynie słusznej wiary nie prowadził wojny religijnej? Otóż drogi panie wystarczy, że w jakimkolwiek konflikcie pojawi się element religijny to jest to już wojna o podłożu religijnym. A to, że wchodzą jeszcze inne czynniki w gre niczego nie zmienia.
Mamy co najwyżej zbiór wspólny.

Jest jeszcze gorzej szanowny panie Brzostowski, bo jeśli nawet de facto chodzi o wpływy i władzę to wykorzystywanie elementu religijnego tym gorzej świadczy przeciwko religii i ludziom religijnym, albowiem oznacza, iż w prostacki sposób dają się ogłupiać i nie widzą, że walczą tak naprawdę o zwykłe profanum, a nie o sakrum. Naturalnie można tu jeszcze doszukiwać się hipokryzji.
Zatem wszystkie agresje niezależnie, czy prowadzone dla infantki, cesarza, radży albo szejka, które motywuje się poszerzaniem królestwa boga chrześcijan, muzułmanów, hindusów, bądź Żydów lub w których odgrywają rolę wzajemne animozje pomiędzy wyznawcami różnych kultów, odłamów religijnych etc., jak choćby swego czasu w Irlandii Pn. są konfliktami także religijnymi.
Stąd nie ma się, co oburzać i domagać jakiegoś rozdzielenia ilu to z rdzennych mieszkańców Ameryk zostało zaciukanych dla złota, a ilu dla ich zbawienia, bo nikt takich statystyk w oparciu o szczegółowe wywiady z oprawcami nie prowadził. Zresztą nie ma takiej potrzeby. O wiele rozsądniej jest przyjąć w mojej ocenie słuszne założenie, iż pieczono dwie pieczenie przy jednym ogniu.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
10-02-2012 12:06 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Twierdzę tylko, że przyczyny większości wojen nie były wyłącznie religijne, tylko też, a wg mnie głównie wynikały z żądzy władzy, bogactw. Były oczywiście też wojny, których przyczyny były gównie religijne, były też wojny gdzie religia była tylko wykorzystywana jako narzędzie, a duża część wojen to miks różnych przyczyn. Zatem twierdzę, że nie można przypisywać religii (np chrześcijaństwu) całości zbrodni danej wojny, skoro było wiele jej przyczyn.

>Otóż po lekturze pańskich wpisów można odnieść wrażenie, że jeśli dana wojna nie była toczona li tylko w imię religii, a wchodziły w grę jeszcze inne motywy to należy ja wyłączyć z konfliktów o podłożu religijnym i nie obarczac o wszystko biednego chrzescijanstwa.
>Można spytać dlaczego do swego wartościowania konfliktów i ofiar, jakie za soba pociągnęły używa pan ustawiania faktorów/motywow w pozycji swoistej opozycji zamiast koniunkcji?
Jeśli dana wojna nie była toczona w imię religii, a religia była jakoś tam w wojnie wykorzystywana lub była jedną z przyczyn, to wg mnie nie można winą całkowitą za okropności takie wojny obarczać religii, tylko po równo wszystkie przyczyny, o ile to da się tak określić.
Właśnie wszystkie moje posty traktują o tym aby nie stawiać motywów w opozycji, przecież piszę wyraźnie, że religia była jedną z przyczyn.
>Czy wojna o terytoria i władzę, wpływy i dochody, ale z wykorzystaniem elementów religijnych przestaje być wojną toczoną w imię religii?
Nie przestaje, tylko nie jest wojną religijną. Wojna religijna czy prowadzona w imię religii to wg mnie wojna, której główną przyczyną była religia.

Pisanie o tym, że wojna w której wykorzystywano religie jest religijną jest dopiero uproszczeniem i manipulacją, bo w ten sposób robi się wrażenie, że przyczyny były tylko religijne, a to jest nieprawda.
W podobnym tonie, pytania:
A czy komunizm który wykorzystywał w terroryzowaniu narodów elementy walki z cerkwią można nazwać reżimem antyklerykalnym, toczonym w imię poglądu antyklerykalnego, albo doprowadzajac pytanie bardziej do absurdu w imię ateizmu?
Wykorzystywanie elementów religii (czyli jakiejś ideologii) w wojnie nie czyni jej religijną. W czasie II wojny światowej naziści wykorzystywali na terenach Polski i Europy dla celów holocaustu antysemityzm (ideologię), czy II wojna była wojną toczoną w imię antysemityzmu?
Przecież to bzdury.
>Czy wojna o terytoria i władzę, wpływy i dochody nie moze byc równoczesnie wojna o "racje" mojego bożka?
Oczywiście że może, wtedy jedną z przyczyn jest religia.
>Czy zatem bezwzględnie mający na celu własne korzyści materialne Zakon Najświętszej Maryi Panny, gdy pacyfikował Żmudzinów i nawoływał rycerstwo do pomocy im w imię jedynie słusznej wiary nie prowadził wojny religijnej?
To kwestia definicji wojny religijnej, wiadomo że Krzyżacy łupili i mordowali ze względów ekonomicznych, a religię świetnie do tego wykorzystywali. Jaka była główna przyczyna? Nie wiem, ale w takim powszechnym odczuciu, wojnę tę można nazwać religijną. Warto jednak pamiętać o tych innych, czy głównych przyczynach.
>Otóż drogi panie wystarczy, że w jakimkolwiek konflikcie pojawi się element religijny to jest to już wojna o podłożu religijnym. A to, że wchodzą jeszcze inne czynniki w gre niczego nie zmienia.
No to wtedy należy uznać, że np stalinizm był ideologią antyklerykalną, też (zbiór wspólny). I można wówczas spróbować oszacować za ile z ofiar stalinizmu odpowiada ideologia antyklerykalna. Gdyby trzymać się logiki, którą prezentujesz, to tak wychodzi i prowadzi do takich bzdur.
>Jest jeszcze gorzej szanowny panie Brzostowski, bo jeśli nawet de facto chodzi o wpływy i władzę to wykorzystywanie elementu religijnego tym gorzej świadczy przeciwko religii i ludziom religijnym, albowiem oznacza, iż w prostacki sposób dają się ogłupiać i nie widzą, że walczą tak naprawdę o zwykłe profanum, a nie o sakrum. Naturalnie można tu jeszcze doszukiwać się hipokryzji.
Tak moze to o tym świadczyć. To jednak ogromne uproszczenie, bo w wojnach wykorzystywano także naukowców, intelektualistów, wielu z nich popierało różne ideologie, czy świadczy to przeciwko racjonalnemu światopoglądowi i ludziom racjonalnym/ateistom, naukowcom? No chyba nie?
A jest jeszcze gorzej, bo przecież głupi lud nieuczony można łatwo oszukać, ale naukowców? Wiem, że analogia nie jest najtrafniejsza, ale pokazuje, że jeśli jakiś element ideologii wykorzystuje się do różnych okrucieństw, to nie można na podstawie tego budować ogólnych wniosków na temat ludzi utożsamiających się z daną ideologią.

>Zatem wszystkie agresje niezależnie, czy prowadzone dla infantki, cesarza, radży albo szejka, które motywuje się poszerzaniem królestwa boga chrześcijan, muzułmanów, hindusów, bądź Żydów lub w których odgrywają rolę wzajemne animozje pomiędzy wyznawcami różnych kultów, odłamów religijnych etc., jak choćby swego czasu w Irlandii Pn. są konfliktami także religijnymi.
Kluczowe tutaj jest słowo także.
> O wiele rozsądniej jest przyjąć w mojej ocenie słuszne założenie, iż pieczono dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Tak, mogę się z tym zgodzić iż pieczono dwie pieczenie przy jednym ogniu. Co do tego, co było silniejszą przyczyną wojen: religie czy władza i kasa, zalezy od konkretnej wojny.
Tylko będąc uczciwym wobec faktów należy to wyraźnie powiedzieć, że duża część wojen miała przyczyny i religijne i wynikające z żądzy władzy. A zatem także i skutki tych wojen czyli morderstwa i zbrodnie wynikały z religii oraz żądzy władzy. Tymczasem bez większych komentarzy przechodzą tutaj treści w których to religie obwinia się za całość tych zbrodni, w przypadku gdy wiadomo, że przyczyny były szersze. I dlatego właśnie to nazywam uproszczeniem.

Mam takie wrażenie, że większość zgadza się z tym, że przyczyny wojen były różne, ale winą za nie chce obarczyć tylko religię. To jest nie tylko uproszczenie, ale też jest to nieuczciwością wobec faktów.
10-02-2012 18:32 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Mam takie wrażenie, że większość zgadza się z tym, że przyczyny wojen były różne, ale winą za nie chce obarczyć tylko religię. To jest nie tylko uproszczenie, ale też jest to nieuczciwością wobec faktów.

A ja i zdaje się nie tylko ja odnoszę nieodparte wrażenie, że pan dla odmiany za wszelką cenę próbuje zdjąć z religii odium odpowiedzialności.
Pan twierdzi, że stosuje koniunkcję? Jeśli nawet to jest to tylko koniunkcja pozorowana i zdradził się pan z tym w momencie, gdy zażądał rozbicia skutków owej koniunkcji na dwie frakcje: ofiar na gruncie religijnym i ofiar z powodu trywialnej chęci zysku. Aby panu wyjaśnić w czym rzecz posłużę się prostym ćwiczeniem logicznym.
Załóżmy, że był tylko jeden konkwistador i jedna ofiara. Konkwistador działał zarówno z chęci zysku, jak i z motywów religijnych (pańska koniunkcja). Jak ujmie pan tego zabitego Indianina w statystyce? Przy pomocy ułamków? Pół ofiary? 1/2 zabitego?

A teraz wyjasnienie. Zabrałam głos, gdyż zdumiało mnie, że skomentował pan wypowiedź akurat Big Żyda, który przytoczył specjalnie przykłady, gdzie czynnik religijnej motywacji rezultującej się przemocą jest niezaprzeczalny. I zgadza się pan z tym, skoro pisze:

Tak, mogę się z tym zgodzić iż pieczono dwie pieczenie przy jednym ogniu (to pańskie o konkwiście)

Stąd pozostaje mi tylko wyciągnięcie jednego wniosku, iż próbuje pan wybielenia chrześcijaństwa w czasie np. konkwisty poprzez złagodzenie, a dokładnie chęć rozmycia ich win, jakoby wynikających nie tylko z przyczyn religijnych. I tu patrz znowu ćwiczenie logiczne.
A tak poza tym to może poda mi pan przykład konfliktu stricte religijnego, w którym nie było absolutnie żadnych motywacji przyziemnych typu: chęć poszerzenia wpływów, dominacji, zysku, zabezpieczenia sobie monopolu na władze, a z punktu widzenia szeregowego marudera choćby wizji grabieży?

Co do stalinizmu to drogi panie dla Stalina było obojętne, czy pozbywa się konkurentów w postaci popów, albo Trockiego. I gdyby zamiast cerkwi mogącymi mieć wpływ na rząd dusz, czyli zagrażać jego monopolowi na władzę było kółko radosnych onanistów to i ich zmiótłby bez zmrużenia oczek. Nazywalibyśmy to antyonanizmem? Tak więc stalinizm z antyklerykalizmem ma jedynie pozory wspólności. Inaczej aniżeli chrześcijaństwo z konkwistą, albo wyprawami krzyżowymi, czy pacyfikacją Słowian Połabskich.
Dlaczego? Ano własnie. W pańskich wypowiedziach przewija się motyw konieczności zwracania uwagi na ówczesnie panujące realia. W pańskim wykonaniu przybiera to postulat uwypuklenia dawnego barbarzyństwa kulturowego skutkującego krwistością i okrucieństwem, a będącego wtedy standardem. Cudownie. Aby była pełnia szczęścia to ja zwrócę panu uwagę na inny nie mniej istotny element owych realiów, a wynikający bezpośrednio z doktryny monoteizmu chrześcijańskiego. W dodatku element dominujący i wszechogarniający świadomość tamtych Europejczyków:

a) konieczność ewangelizacji, w tym mieczem, czy ogniem, byle tylko innowierców doprowadzić do zbawienia
b) niższość nie-chrześcijan, czyli pogan; ten punkt programu miał doniosłe znaczenie, gdyż powodował (identycznie jak w przypadku nazizmu i jego obłąkańczego antysemityzmu) usprawiedliwianie mordowania ludzi, którym odmawiano statusu pełnoprawnej i równorzędnej istoty ludzkiej.

I te wzniosłe idee zafundowało Europie na długie wieki nic innego, aniżeli chrześcijaństwo. I od tego pan nie ucieknie, jeśli chce pan być rzeczywiście uczciwym wobec faktow, jak to pan pieknie doradza innym.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Mam takie wrażenie, że większość zgadza się z tym, że przyczyny wojen były różne, ale winą za nie chce obarczyć tylko religię. To jest nie tylko uproszczenie, ale też jest to nieuczciwością wobec faktów. A ja i zdaje się nie tylko ja odnoszę nieodparte wrażenie, że pan dla odmiany za wszelką cenę próbuje zdjąć z religii odium odpowiedzialności.
To zdanie jest istotą sporu. Ja twierdzę (tak jak i Pani, i Bogusławski, i wielu innych), że przyczyny wojen były różne (i religia i żądze ludzi, chciwość, itd). I tutaj jak rozumiem sporu nie ma. Ja natomiast twierdzę, że skutki wojen nie mogą zostać przypisane tylko religii, skoro była jedną z przyczyn, ale jej także i to w dużym stopniu, w tym chrześcijaństwu (raczej nie wybielam, prawda?). Natomiast duża część forumowiczów twierdzi, że można te skutki przypisać wyłącznie religii. I tutaj widzę, nieuczciwość wobec faktów.

>Pan twierdzi, że stosuje koniunkcję? Jeśli nawet to jest to tylko koniunkcja pozorowana i zdradził się pan z tym w momencie, gdy zażądał rozbicia skutków owej koniunkcji na dwie frakcje: ofiar na gruncie religijnym i ofiar z powodu trywialnej chęci zysku. Aby panu wyjaśnić w czym rzecz posłużę się prostym ćwiczeniem logicznym.
>Załóżmy, że był tylko jeden konkwistador i jedna ofiara. Konkwistador działał zarówno z chęci zysku, jak i z motywów religijnych (pańska koniunkcja). Jak ujmie pan tego zabitego Indianina w statystyce? Przy pomocy ułamków? Pół ofiary? 1/2 zabitego?
Skoro piszę, że religia była jedną z przyczyn wojny, w tym często jedną z głównych przyczyn, lub "motorów" jak to Pan Bogusławski napisał, to chyba odpowiedź jest jasna.
Proszę Pani, moje "żądanie" rozbicia liczby ofiar na gruncie religijnym i ofiar z powodu grabieży miało pokazać, że nie da się tego zrobić rozsądnie, a skoro się nie da, a jednocześnie wiemy, że przyczyn było kilka jednocześnie, to nie można podawać liczb i przypisywać ich jednej przyczynie, tak jak to zrobił big_zyd.

>A teraz wyjasnienie. Zabrałam głos, gdyż zdumiało mnie, że skomentował pan wypowiedź akurat Big Żyda, który przytoczył specjalnie przykłady, gdzie czynnik religijnej motywacji rezultującej się przemocą jest niezaprzeczalny. I zgadza się pan z tym, skoro pisze:
>Tak, mogę się z tym zgodzić iż pieczono dwie pieczenie przy jednym ogniu (to pańskie o konkwiście)
>Stąd pozostaje mi tylko wyciągnięcie jednego wniosku, iż próbuje pan wybielenia chrześcijaństwa w czasie np. konkwisty poprzez złagodzenie, a dokładnie chęć rozmycia ich win, jakoby wynikających nie tylko z przyczyn religijnych. I tu patrz znowu ćwiczenie logiczne.
No to teraz już nic nie rozuimiem, Pani twierdzi nadal, że przyczyn było kilka, ale skutki należy przypisać tylko jednej przyczynie? Wyborne!
>A tak poza tym to może poda mi pan przykład konfliktu stricte religijnego, w którym nie było absolutnie żadnych motywacji przyziemnych typu: chęć poszerzenia wpływów, dominacji, zysku, zabezpieczenia sobie monopolu na władze, a z punktu widzenia szeregowego marudera choćby wizji grabieży?
Nie znam, ale to coś zmienia odnośnie podziału lub odpowiedzialności za wojny?
>Co do stalinizmu to drogi panie dla Stalina było obojętne, czy pozbywa się konkurentów w postaci popów, albo Trockiego. I gdyby zamiast cerkwi mogącymi mieć wpływ na rząd dusz, czyli zagrażać jego monopolowi na władzę było kółko radosnych onanistów to i ich zmiótłby bez zmrużenia oczek. Nazywalibyśmy to antyonanizmem? Tak więc stalinizm z antyklerykalizmem ma jedynie pozory wspólności. Inaczej aniżeli chrześcijaństwo z konkwistą, albo wyprawami krzyżowymi, czy pacyfikacją Słowian Połabskich.
To Pani wprowadziła tę logikę, nie ja i sama Pani udowodniła jakie to bzdury. Myśli Pani, że konkwistadorzy nie wymordowali by kółka radosnych onanistów w Ameryce? Zrobili by tak, a zatem? To kogo mordowali nie miało znaczenia, bo nie chodziło o to kogo mordują (niechrześcijan), tylko chodziło o bogactwa i władzę. Stalin podobnie nie mordował (chrześcijan) tylko konkurentów. A zatem nie chodziło o religię czy wiarę, czy ateizm.
>Dlaczego? Ano własnie. W pańskich wypowiedziach przewija się motyw konieczności zwracania uwagi na ówczesnie panujące realia. W pańskim wykonaniu przybiera to postulat uwypuklenia dawnego barbarzyństwa kulturowego skutkującego krwistością i okrucieństwem, a będącego wtedy standardem. Cudownie. Aby była pełnia szczęścia to ja zwrócę panu uwagę na inny nie mniej istotny element owych realiów, a wynikający bezpośrednio z doktryny monoteizmu chrześcijańskiego. W dodatku element dominujący i wszechogarniający świadomość tamtych Europejczyków:
>a) konieczność ewangelizacji, w tym mieczem, czy ogniem, byle tylko innowierców doprowadzić do zbawienia
>b) niższość nie-chrześcijan, czyli pogan; ten punkt programu miał doniosłe znaczenie, gdyż powodował (identycznie jak w przypadku nazizmu i jego obłąkańczego antysemityzmu) usprawiedliwianie mordowania ludzi, którym odmawiano statusu pełnoprawnej i równorzędnej istoty ludzkiej.
>I te wzniosłe idee zafundowało Europie na długie wieki nic innego, aniżeli chrześcijaństwo. I od tego pan nie ucieknie, jeśli chce pan być rzeczywiście uczciwym wobec faktow, jak to pan pieknie doradza innym.

I ja nie uciekam. Wbrew temu co Pani sugeruje, ja będąc uczciwym wobec faktów potrafię napisać wprost i przyznać, że religie i chrześcijaństwo były przyczyną wielu wojen i mordów. Bo takie są fakty.

Natomiast Pani, podobnie jak wielu forumowiczów, nie chce napisać wprost, że były też inne przyczyny tych wojen, nie tylko religie. Nie chce Pani i inni, tego napisać wbrew faktom.

I tutaj rodzi się w mojej głowie podejrzenie (jeśli niesłuszne proszę oponować), że część racjonalistów, dla ideologii (zapewne antyklerykalizmu) właśnie takie przyjmuje stanowisko, co z racjonalizmem nie ma nic wspólnego.

pozdrawiam
10-02-2012 22:49 
 Ocena 11 na 11
Ignorancja (4718 punktów)
Przeszedł pan samego siebie. Zaczynam skłaniać się do tezy postawionej przez Andrzeja Bogusławskiego, że usiłuje pan za wszelką cenę mieć ostatnie słowo.
Pan coś pisał o manipulacji? Jeżeli w pana wykonaniu nie jest to manipulacja (istotny jest tu czynnik świadomego działania) to mogę jeszcze jedynie przypisać pańskie zacietrzewienie jedynie ograniczonym zdolnościom intelektualnym.
Otóż szanowny panie to zdanie:

No to teraz już nic nie rozuimiem, Pani twierdzi nadal, że przyczyn było kilka, ale skutki należy przypisać tylko jednej przyczynie? Wyborne!

to sobie pan odczytał, bo tak chciał. Niestety jest to wkładanie w moje usta wniosków, które nie padły.
Ja tylko twierdzę, że kilka przyczyn (pana rzekoma koniunkcja) dają jeden skutek (koniunkcja faktyczna), choć zdaje się pan tego nie może, albo nie chce pojąć, jak i konsekwencji, jakie się z tego rodzą. Wyjaśniam zatem jeszcze raz. Mam nadzieję, że tym razem już bardzo prosto i dosadnie. Otóż. Kilka przyczyn, które rodzą jeden skutek pociąga za sobą następujące konotacje:
Jeden konkwistador dwa motywy równorzędne (religia, zysk) jeden zgon Indianina. Acha, aby nie umknęło: sam pan na to przystał.
Należy to zatem rozpatrywać następująco:
Przypisać winę zarówno czynnikowi religijnemu, czyli PLUS JEDEN dla niechlubnej statystyki religii, jak i zyskowi: czyli znowu PLUS JEDEN.
Zakatrupi kolejnego Apacza znowu równoczesne postawienie kreseczki zarówno przy motywie religijnym, jak i zysku.
W konsekwencji przytoczone przez Big Żyda dane liczbowe odnoszą się zarówno (trudna zdaje się dla pana do pojęcia swoista koniunkcja w skutkach) do ofiar religii chrześcijańskiej, jak i do ofiar na gruncie zysku.
Gdyby miał pan jeszcze wątpliwości co do mojej logiki to uprzejmie pana informuje, że wynika ona z rozumienia prawa, a ten element sam pan wprowadził do dyskusji (być może niechcąco), gdy zaczął pan ujmowac w kategorii winy.
Aby rozwiać pańskie kolejne wątpliwości to posłużę się przykładem (adekwatnym) z owego prawa. Bardzo prostym. A dlatego adekwatnym, że w przypadku konkwisty sam pan potwierdził, iż zgadza się na wniosek o pieczeniu dwóch pieczeni przy jednym ogniu. Czyli powtarzam, gdyby było jeszcze nie zrozumiałe: dwie przyczyny (pieczenie) jeden ogień.
Otóż. Niech pan sobie wyobrazi, że dwóch gnoi napadło staruszka, sprało go ze skutkiem śmiertelnym. Niestety nie można z przebiegu wydarzeń jednoznacznie określić który cios był decydujący, a wszelkie ewentualne inne okoliczności wskazują na współwinę. I tu licze na pański intelekt i odpowiedzenie wszystkim, jak zostaną osądzeni?
Jeden dostanie niższy wymiar kary, a drugi wyższy? Czy też obydwaj odpowiedzą przed sądem tak samo? I pytanie kluczowe. Czy wymiar ich zasądzonego wyroku zostanie podzielony na dwa, wszak było ich dwóch i się wspomagali, czy też każdy dostanie do odsiadki swoją dolę przewidzianą za taki akt bezprawia, a to, że jeden wspomagał drugiego w zakatowaniu staruszka nie zostanie uwzględnione przez sąd, jako przesłanka do podzielenia kary na pół?

Płonę w oczekiwaniu na pańską odpowiedź.
Można korzystać z Googla.

I to by było w zasadzie na tyle do większości pańskiej odpowiedzi. Poza jednym.
Napisał pan szanowny:

To Pani wprowadziła tę logikę, nie ja i sama Pani udowodniła jakie to bzdury. Myśli Pani, że konkwistadorzy nie wymordowali by kółka radosnych onanistów w Ameryce? Zrobili by tak, a zatem? To kogo mordowali nie miało znaczenia, bo nie chodziło o to kogo mordują (niechrześcijan), tylko chodziło o bogactwa i władzę. Stalin podobnie nie mordował (chrześcijan) tylko konkurentów. A zatem nie chodziło o religię czy wiarę, czy ateizm.

Wybiórcze dostosowywanie argumentacji będącej w zasadzie jedynie prymitywnym trikiem retorycznym (znanym z erystyki Schopenhauera), czyli próba rozdzielenia czyjejś wypowiedzi na frakcje, by uzyskać pewien złudny obraz przewagi może być przydatna w polemice z idiotą, z nieco inteligentniejszym interlokutorem może się fatalnie zemścić. Czyzby w istocie nie miało dla chrześcijan znaczenia kogo mordują? Nie miała tu znaczenia religia? Alez drogi panie ja nawet dałam panu odpowiedź, że jednak miało (i nie było to tylko banalnym, stalinowskim pozbyciem się konkurencji), tylko zdaje się pan nad nią się pochylił bez chwili refleksji. Zatem przytaczam jeszcze raz:

Aby była pełnia szczęścia to ja zwrócę panu uwagę na inny nie mniej istotny element owych realiów, a wynikający bezpośrednio z doktryny monoteizmu chrześcijańskiego. W dodatku element dominujący i wszechogarniający świadomość tamtych Europejczyków:
a) konieczność ewangelizacji, w tym mieczem, czy ogniem, byle tylko innowierców doprowadzić do zbawienia
b) niższość nie-chrześcijan, czyli pogan; ten punkt programu miał doniosłe znaczenie, gdyż powodował (identycznie jak w przypadku nazizmu i jego obłąkańczego antysemityzmu) usprawiedliwianie mordowania ludzi, którym odmawiano statusu pełnoprawnej i równorzędnej istoty ludzkiej.
I te wzniosłe idee zafundowało Europie na długie wieki nic innego, aniżeli chrześcijaństwo. I od tego pan nie ucieknie, jeśli chce pan być rzeczywiście uczciwym wobec faktow, jak to pan pieknie doradza innym.


Sila rzeczy, albowiem moj wpis przekroczyl dozwolona ilosc znakow, kontynuuje naciskajac odp. samej sobie, ale mam nadzieje, ze szanowny pan doczyta pod spodem.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
10-02-2012 22:54 
 Ocena 12 na 12
Ignorancja (4718 punktów)
Zatem cd.:
I jeszcze słówko końcowe. Napisał pan był:

I ja nie uciekam. [przed faktami - mój dopisek]Wbrew temu co Pani sugeruje, ja będąc uczciwym wobec faktów potrafię napisać wprost i przyznać, że religie i chrześcijaństwo były przyczyną wielu wojen i mordów. Bo takie są fakty.

Owszem ucieka pan przed faktami, rozmywając je. Można by porównać pańskie podchody do poczynać wykształconego Jezuity. Ten też nie zaprzeczy, że inkwizycja miała miejsce tylko będzie się starał znaleźć dla niej wytłumaczenie, niejednokrotnie dokonując karkołomnych wyczynów zarówno logicznych, jak i retorycznych, a co istotniejsze naciągając fakty do swoich potrzeb, ewentualnie dokonując prymitywnej próby manipulacji faktami przy pomocy zmieniania ich wydźwięku poprzez wyrywanie z kontekstu, bądź umieszczanie w kontekście własnym, a nie autora wypowiedzi. I pan taką żonglerkę właśnie uprawiasz. Najlepszy przykład powyżej.

Natomiast Pani, podobnie jak wielu forumowiczów, nie chce napisać wprost, że były też inne przyczyny tych wojen, nie tylko religie. Nie chce Pani i inni, tego napisać wbrew faktom.

Pan czytał moje wypowiedzi do szanownego? Zaczynam wątpić.
Może przeglądnie szanowny jeszcze raz i wreszcie doczyta uwzględniając całość, zarówno kontekstu, jak i obecności poszczególnych słów.
I przestanie się błaźnić przypisując mi to, czego nie ma, albo ignorując to, co jest, tylko co szanowny z uporem maniaka jak mu to do taktyki pasuje dostrzec nie życzy.

A teraz już naprawdę ostatnia refleksja. I to ona jest głownym punktem ciężkości lub jak pan sobie zyczy istota sporu tej dyskusji. Pan nie chce za wszelką cenę dostrzec podstawowego faktu, czyli, że wykorzystywanie sfery sacrum rodzi o wiele większe możliwości manipulacji, aniżeli wykorzystywanie choćby przez Stalina mimo wszystko prymitywnej sfery profanum.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Brzostowski (7067 punktów)
>Zatem cd.:
>I jeszcze słówko końcowe. Napisał pan był:
>I ja nie uciekam. [przed faktami - mój dopisek]Wbrew temu co Pani sugeruje, ja będąc uczciwym wobec faktów potrafię napisać wprost i przyznać, że religie i chrześcijaństwo były przyczyną wielu wojen i mordów. Bo takie są fakty.

>Owszem ucieka pan przed faktami, rozmywając je... Można by porównać pańskie podchody do poczynać wykształconego Jezuity. Ten też nie zaprzeczy, że inkwizycja miała miejsce tylko będzie się starał znaleźć dla niej wytłumaczenie, niejednokrotnie dokonując karkołomnych wyczynów zarówno logicznych, jak i retorycznych, a co istotniejsze naciągając fakty do swoich potrzeb, ewentualnie dokonując prymitywnej próby manipulacji faktami przy pomocy zmieniania ich wydźwięku poprzez wyrywanie z kontekstu, bądź umieszczanie w kontekście własnym, a nie autora wypowiedzi. I pan taką żonglerkę właśnie uprawiasz. Najlepszy przykład powyżej.
Proszę Pani, w jaki sposób udowodnić że zgadzam się z tym, iż chrześcijaństwo (i inne religie) jako ideologia była przyczyną wielu wojen, przecież tak napisałem. Natomiast nawet jeśli tak uważam, to staram się sprzeciwiać nieuprawnionym ocenom. Mam bowiem wrażenie, że niektórym pasowałoby obwinianie np religii, za całość zbrodni wojennych, a przecież, z czym i Pani sie chyba zgadza, nie była to wina wyłącznie religii.
> Natomiast Pani, podobnie jak wielu forumowiczów, nie chce napisać wprost, że były też inne przyczyny tych wojen, nie tylko religie. Nie chce Pani i inni, tego napisać wbrew faktom.Pan czytał moje wypowiedzi do szanownego? Zaczynam wątpić.
>Może przeglądnie szanowny jeszcze raz i wreszcie doczyta uwzględniając całość, zarówno kontekstu, jak i obecności poszczególnych słów.
>I przestanie się błaźnić przypisując mi to, czego nie ma, albo ignorując to, co jest, tylko co szanowny z uporem maniaka jak mu to do taktyki pasuje dostrzec nie życzy.
Wszystko już jasne.
>A teraz już naprawdę ostatnia refleksja. I to ona jest głownym punktem ciężkości lub jak pan sobie zyczy istota sporu tej dyskusji. Pan nie chce za wszelką cenę dostrzec podstawowego faktu, czyli, że wykorzystywanie sfery sacrum rodzi o wiele większe możliwości manipulacji, aniżeli wykorzystywanie choćby przez Stalina mimo wszystko prymitywnej sfery profanum.
Dostrzegam to, piszę to specjalnie dla Pani:
Uważam, że wykorzystywanie sfery sacrum rodzi o wiele większe możliwości manipulacji, aniżeli wykorzystywanie choćby przez Stalina mimo wszystko prymitywnej sfery profanum.

Nie zmienia to jednak oczywistych faktów, z którymi, jak rozumiem Pani się zgadza, że:
1. Wojny miały różne przyczyny, w tym religijne, w tym chęci zysku.
2. Skutki tych wojen należy przypisać i religii i chęci zysku.
3. Ten kto mówi, że wojny miały przyczyny wyłącznie religijne, kłamie.
4. Ten kto mówi, że skutkami tych wojen należy obarczyć wyłącznie religie kłamie.
5. Ten kto mówi, że wojny miały przyczyny wyłącznie wynikajace z chęci zysku, kłamie.
6. Ten kto mówi, że skutkami tych wojen należy obarczyć wyłącznie chęć zysku, kłamie.

>
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.

11-02-2012 14:30 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Postaram się odnieść do wszystkich części merytorycznych.

>Otóż szanowny panie to zdanie:
>No to teraz już nic nie rozuimiem, Pani twierdzi nadal, że przyczyn było kilka, ale skutki należy przypisać tylko jednej przyczynie? Wyborne!to sobie pan odczytał, bo tak chciał. Niestety jest to wkładanie w moje usta wniosków, które nie padły.
To moje zdanie było odpowiedzią na PAni zdanie, które brzmiało:

>Stąd pozostaje mi tylko wyciągnięcie jednego wniosku, iż próbuje pan wybielenia chrześcijaństwa w czasie np. konkwisty poprzez złagodzenie, a dokładnie chęć rozmycia ich win, jakoby wynikających nie tylko z przyczyn religijnych. I tu patrz znowu ćwiczenie logiczne.

Ja to zdanie zrozumiałem, tak że Pani próbuje wmówić, że skutkami wojen konkwistadorów należy obarczyć wyłącznie religie (chrześcijaństwo). Tak to zrozumiałem, widocznie błędnie, bo zostało to już później przez Panią tak napisane, że nawet ja zrozumiałem. Także rozumiem, że nie ma sporu.

>Ja tylko twierdzę, że kilka przyczyn (pana rzekoma koniunkcja) dają jeden skutek (koniunkcja faktyczna), choć zdaje się pan tego nie może, albo nie chce pojąć, jak i konsekwencji, jakie się z tego rodzą. Wyjaśniam zatem jeszcze raz. Mam nadzieję, że tym razem już bardzo prosto i dosadnie. Otóż. Kilka przyczyn, które rodzą jeden skutek pociąga za sobą następujące konotacje:
>Jeden konkwistador dwa motywy równorzędne (religia, zysk) jeden zgon Indianina. Acha, aby nie umknęło: sam pan na to przystał.
>Należy to zatem rozpatrywać następująco:
>Przypisać winę zarówno czynnikowi religijnemu, czyli PLUS JEDEN dla niechlubnej statystyki religii, jak i zyskowi: czyli znowu PLUS JEDEN.
>Zakatrupi kolejnego Apacza znowu równoczesne postawienie kreseczki zarówno przy motywie religijnym, jak i zysku.
>W konsekwencji przytoczone przez Big Żyda dane liczbowe odnoszą się zarówno (trudna zdaje się dla pana do pojęcia swoista koniunkcja w skutkach) do ofiar religii chrześcijańskiej, jak i do ofiar na gruncie zysku.
>Gdyby miał pan jeszcze wątpliwości co do mojej logiki to uprzejmie pana informuje, że wynika ona z rozumienia prawa, a ten element sam pan wprowadził do dyskusji (być może niechcąco), gdy zaczął pan ujmowac w kategorii winy.
Zgadzam się z tym wszystkim powyżej, przecież to samo staram się na tym forum napisać.
>Aby rozwiać pańskie kolejne wątpliwości to posłużę się przykładem (adekwatnym) z owego prawa. Bardzo prostym. A dlatego adekwatnym, że w przypadku konkwisty sam pan potwierdził, iż zgadza się na wniosek o pieczeniu dwóch pieczeni przy jednym ogniu. Czyli powtarzam, gdyby było jeszcze nie zrozumiałe: dwie przyczyny (pieczenie) jeden ogień.
>Otóż. Niech pan sobie wyobrazi, że dwóch gnoi napadło staruszka, sprało go ze skutkiem śmiertelnym. Niestety nie można z przebiegu wydarzeń jednoznacznie określić który cios był decydujący, a wszelkie ewentualne inne okoliczności wskazują na współwinę. I tu licze na pański intelekt i odpowiedzenie wszystkim, jak zostaną osądzeni?
>Jeden dostanie niższy wymiar kary, a drugi wyższy? Czy też obydwaj odpowiedzą przed sądem tak samo? I pytanie kluczowe. Czy wymiar ich zasądzonego wyroku zostanie podzielony na dwa, wszak było ich dwóch i się wspomagali, czy też każdy dostanie do odsiadki swoją dolę przewidzianą za taki akt bezprawia, a to, że jeden wspomagał drugiego w zakatowaniu staruszka nie zostanie uwzględnione przez sąd, jako przesłanka do podzielenia kary na pół?
>Płonę w oczekiwaniu na pańską odpowiedź.
Dziękuję za ten przykład, bo być może on wreszcie pokaże o co mi chodzi. A zatem dwóch gnoi powinno odpowiadać w taki sam sposób za zbrodnię i powinni ponieść taką samą karę, nie ma mowy o dzieleniu jej na pół. I tutaj jak rozumiem zgadza się Pani ze mną w 100%.

Wracając do naszych rozważań. Zatem dwie przyczyny wojny (np religia i chciwość) odpowiadają za jej zbrodnię w taki sam sposób i powinno im się przypoisywać takie same winy, nie ma mowy o dzieleniu na pół. I tutaj jak rozumiem też zgadza się Pani ze mną w 100%.

Wracając do przykładu. Jeśli ktoś zatem mówi, że zbrodni na staruszce dokonało dwóch sprawców, to mówi prawdę. Jeśli ktoś mówi, że zbrodni na staruszce dokonał jeden sprawca, wymienia go z nazwiska, przemilcza świadomie, że był także drugi zbrodniarz to manipuluje/upraszcza, prawda? Praktycznie kłamie, prawda?

Wracając do naszych rozważań. A zatem jeśli ktoś mówi, że zbrodnie wojenne były skutkiem religii i chciwości, to mówi prawdę.
Jeśli mówi, że zbrodnie wojenne były skutkiem religii, pomijając drugą przyczynę, i robi to świadomie, to manipuluje/upraszcza, a praktycznie kłamie, prawda?

Dlatego zaprotestowałem i nazwałem uproszczeniem oraz manipulacją to co zrobił użytkownik big_zyd, który wypisał różne wojny i stwierdził, że to chrześcijanie "ukatrupili".
12-02-2012 15:55 
 Ocena 7 na 7
Ignorancja (4718 punktów)

Dziękuję za ten przykład, bo być może on wreszcie pokaże o co mi chodzi. A zatem dwóch gnoi powinno odpowiadać w taki sam sposób za zbrodnię i powinni ponieść taką samą karę, nie ma mowy o dzieleniu jej na pół. I tutaj jak rozumiem zgadza się Pani ze mną w 100%.

Wracając do naszych rozważań. Zatem dwie przyczyny wojny (np religia i chciwość) odpowiadają za jej zbrodnię w taki sam sposób i powinno im się przypoisywać takie same winy, nie ma mowy o dzieleniu na pół. I tutaj jak rozumiem też zgadza się Pani ze mną w 100%.
(p. Brzostowski)

Owszem zgadzam się całkowicie, że to miło, iż się Pan ze mną w końcu zgadza.
Pozostaje mi jeszcze tylko zapytać, czy aby na pewno pozostaje Pan w zgodzie z samym sobą?
Przypomnę Panu treść Pańskich wcześniejszych apelacji, które właśnie skłoniły mnie do nawiązania polemiki, a które zamieścił Pan w tym wątku do Big Żyda 08.02.2012 o godz. 17:33.
Oto one:

1. Miałem na myśli to, że przypisywanie określonych liczb określonym wojnom, w których udział mnijeszy lub większy miało chrzescijaństwo i przypisywanie tej ideologii całej liczby ofiar takiej wojny jest pewnym skrótem, ponieważ wiadomo że wojny miały różne podłoże.
2. Na koniec, proszę Cię o oszacowanie ile ofiar np w Ameryce w XV wieku:

w 1500 roku populacja kuli ziemskiej liczy 400 milionów, z czego 80 milionów zamieszkuje obie Ameryki. W połowie szesnastego wieku, z tych 80 milionów pozostało 10

były to ofiary na tle religijnym, a ile z powodów władzy i bogactwa. Sam wcześniej przytyczyłes fragment z Charles C. Mann, który wskazuje że motywacje były różne. Ty natomiast w swoich wyliczeniach to pomijasz, przypisując całość zbrodni chrześcijaństwu. To właśnie nazywam skrótem/uproszczeniem, które nie jest uprawnione.


Na koniec jeszcze to:

Dlatego zaprotestowałem i nazwałem uproszczeniem oraz manipulacją to co zrobił użytkownik big_zyd, który wypisał różne wojny i stwierdził, że to chrześcijanie "ukatrupili".
(p. Brzostowski)
A nie byli to chrześcijanie? Jeśli nie oni to kto? Kosmici? Złe elfy? Pomioty diabelskie? Czy śmierciożercy Voldemorda?
Drogi Panie to, co nazywa Pan uproszczeniem jest pominięciem w dyskusji oczywistości, w dodatku oczywistości (zysk, władza), które niczego nie zmieniają w ocenie końcowej. I zgodził się Pan wreszcie (po mojej trzykrotnej próbie wyłuszczenia Panu sedna sprawy) na to sam, iż żadnych wartości rezultujących (ilości ofiar) nie należy dzielić na pół. Zatem proszę dalej nie brnąć w ten swoisty rozkrok intelektualny, jaki Pan uprawia, bo zaczyna się robić żenująco, tym bardziej, gdy wspominanie przy każdej okazji o tym, co Pan postuluje, czyli, że ci chrześcijanie byli chciwi, podli, owładnięci żądzą władzy, etc. tym bardziej, co już Panu wyłuszczyła Meretseger, w żadnym razie nie poprawia wizerunku tej religii.
Mam zresztą takie odczucie, iż gdybyśmy za każdym razem, przy byle okazji dotykającej tematu zbrodni w imię chrześcijaństwa, wymieniali te niezbyt chwalebne przymioty ludzi to znaleźliby się tacy, którym i to byłoby nie w smak.

Ja naprawdę doskonale rozumiem, że chrześcijanom nie jest miło słuchać o przewinieniach swojej religii, a nie mają mojego komfortu, że jako ateistka, ale z komunizmem niemająca nic wspólnego mogę tylko z politowaniem pochylać się nad tymi, którzy usiłują na siłę wiązać ateizm z komunizmem, czy stalinizmem i którzy zapominają przy tym, że ateista może być wprawdzie komunistą lecz nie musi. Tak samo jak komunistą, czy nazistą mogli być i niejednokrotnie byli praktykujący protestanci, katolicy, czy prawosławni.
Natomiast ktoś deklarujący się jako chrześcijanin musi przyjąć swoje kółko zainteresowań z całym jego dobrodziejstwem.
Inaczej doprowadzałoby to do kuriozum na miarę komunisty, który zaprzeczałby zbrodniom komunistycznym, albo próbował wybielać ten system żądając uznania, iż to nie komunizm, ale żądza władzy, czy chęć zysku popychała jego pobratymców ideologicznych do mordów. Choć naturalnie te ostatnie aspekty nie są pozbawionego prawdziwosci to niczego jednak nie zmieniają i nie przekreślają w żaden sposób przewin do jakich doszło w ramach systemu komunistycznego.

Pamiętając o tytule wątku, uważam, że formuła naszej dyskusji się wyczerpała.
Zycze miłego popoludnia i wieczoru.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
12-02-2012 16:29 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Szanowna Pani, ile razy mogę Pani powtarzać, że mój przykład z prośbą o wyliczenie ofiar ze względu na przyczyny wojen miał pokazać absurdalność takiej czynności i w konsekwencji wskazać, że nie da się tego zrobić uczciwie. A skoro nie da się, to skutkami wojen należy obarczyć przyczyny razem, a nie tylko jedną z nich.

Faktycznie przykład, który Pani podała (o staruszce), ewidentnie pokazuje istotę rzeczy, o którą mi chodzi. Uczciwość wobec oponenta wymaga jeszcze proszę Pani odpowiedzi na pytanie, które Pani przemilczała, a zatem:

Czy jeśli ktoś mówi, że zbrodnie wojenne były skutkiem religii, pomijając drugą przyczynę, i robi to świadomie, to manipuluje/upraszcza, a praktycznie kłamie? Tak czy nie?

Niestety mam podejrzenie, że Pani nie odpowie na to pytanie. A jest ono proste.

Może łatwiej będzie Pani odpowiedzieć na te:

Czy jeśli ktoś mówi, że staruszkę zabił jeden gnój, pomijając informację o drugim, i robi to świadomie, to manipuluje/upraszcza, a praktycznie kłamie? Tak czy nie?

Moje odpowiedzi Pani zna: TAK i TAK. Jakie są Pani.

pozdrawiam
12-02-2012 17:05 
 Ocena 4 na 4
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Tak czy nie?

hej,
To ja mam takie pytanie :
Czy wiara w Boga pomagała w rozwiązywaniu konfliktów , w poszukiwaniu porozumienia , w szukaniu kompromisów ?
Czy wiara w Boga jest pomocna w konstruowaniu bazy uniwersalnych wartości czy raczej im przeszkadza ?
Czy wiara w Boga prowadzi do wzajemnego poszanowania , tolerancji i konstruktywnego poszukiwania rozwiązań ?

I jeszcze jedno pytanie :
Dlaczego wiara w Boga tak podatna jest na wykorzystywanie jej przez całą masę zdegenerowanych osobników ?
Dlaczego do swoich manipulacji nie wykorzystują wartości humanistycznych ?
Aby nie było wątpliwości wartości humanistyczne to : wzajemny szacunek , poszukiwanie porozumienia , poszukiwanie kompromisu , empatia , tolerancja , równouprawnienie , sprzeciw wobec przemocy , manipulacji , wykorzystywania swej przewagi do osiągania wyłącznie swych partykularnych celów .

pozdrawiam
makuś
12-02-2012 17:34 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
> Tak czy nie?
>hej,
>To ja mam takie pytanie :
>Czy wiara w Boga pomagała w rozwiązywaniu konfliktów , w poszukiwaniu porozumienia , w szukaniu kompromisów ?
Nie
>Czy wiara w Boga jest pomocna w konstruowaniu bazy uniwersalnych wartości czy raczej im przeszkadza ?
Raczej przeszkadza
>Czy wiara w Boga prowadzi do wzajemnego poszanowania , tolerancji i konstruktywnego poszukiwania rozwiązań ?
Raczej nie.
>I jeszcze jedno pytanie :
>Dlaczego wiara w Boga tak podatna jest na wykorzystywanie jej przez całą masę zdegenerowanych osobników ?
M.in. z powodów powyżej
>Dlaczego do swoich manipulacji nie wykorzystują wartości humanistycznych ?
Bo to trudne lub niemożliwe
>Aby nie było wątpliwości wartości humanistyczne to : wzajemny szacunek , poszukiwanie porozumienia , poszukiwanie kompromisu , empatia , tolerancja , równouprawnienie , sprzeciw wobec przemocy , manipulacji , wykorzystywania swej przewagi do osiągania wyłącznie swych partykularnych celów .
>pozdrawiam
>makuś

Teraz oczekuję na rewanż z Twojej strony i odpowiedź na moje pytanie.
13-02-2012 10:57 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Teraz oczekuję na rewanż z Twojej strony i odpowiedź na moje pytanie.

hej,
Jeżeli było dwóch to kłamstwem jest mówić , że był jeden .
Religia nie jest wyłącznie i całkowicie odpowiedzialna za istniejące zło a jednak daje niesamowicie przekonujące uzasadnienia dla dramatycznych uczynków i zachowań .
pozdrawiam
makuś
13-02-2012 13:12 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Jeżeli było dwóch to kłamstwem jest mówić , że był jeden .
>Religia nie jest wyłącznie i całkowicie odpowiedzialna za istniejące zło a jednak daje niesamowicie przekonujące uzasadnienia dla dramatycznych uczynków i zachowań .
>pozdrawiam
>makuś
No i dziękuję za odpowiedź. Zgadzam się całkowicie z tym co napisałeś.

pozdro
12-02-2012 21:02 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
A jednak tytuł watku umyka Panu zdecydowanie. Trudno. Sam się Pan prosisz.
Na początek taka dygresja. I robię to z prawdziwą sadystyczną przyjemnościa. Gratuluję, że wzbudził Pan we mnie tę cudowną potrzebę. To szalenie rozluźnia.
Otóż to, co Pan próbujesz wykorzystać na swoją korzyść, a co bazuje na podanym przeze mnie przypadku bezprawia dwóch gnoi zabijających staruszka ma zupełnie inny wymiar, niż pan to sobie postanowił przedstawić w swoim amoku, aby tylko uzasadnić swoje mrzonki. Szanowny Panie otóż informuję Pana, że dla sądu i dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości usłyszenie, że zabójców biednego staruszka było dwóch tym bardziej niepozytywnie wpływa na ich image. I tak ma się też sprawa z chrześcijaninem, który zabija I w imię "miłości bliźniego" I w imię zysku.
A taki przykład podał Panu Big Żyd. No chyba, że chce Pan temat sprowadzić do absurdu (w sumie to już Pan to robi) i przeprowadzić czynności śledcze (ciekawe jak?) i spytać tamtego konkwistadora, w którym momencie mordował z chęci zysku, a w którym dla religii.
W sumie to odpowiedź byłaby zapewne niezwykle interesująca. Stawiam dolary przeciw orzechom, iż ów popatrzyłby się z głupim wyrazem twarzy i stwierdził: "to przecież nie ludzie, nie chrześcijanie, więc łupić ich można, a nawet ich zabójstwo to w imię ich dobra".

A teraz pańskie pytanie. W sumie, jak już wcześniej wspomniałam będące żenującym zachowaniem. Dlaczego?
Bo znowu, choć w danym momencie dyskusji pan taktycznie odwraca kota ogonkiem, że mówi o koniunkcji to jak też już wcześniej zwróciłam uwagę nie ma zielonego pojęcia cóż owa koniunkcja oznacza w istocie. Otóż koniunkcja drogi Panie to to I, czyli to , cos nierozerwalnego. I skutkuje jednym. Tym bardziej nierozdzielnym.
Proponuję, aby przynajmniej z logiki się pan nieco podciągnął. Zatem mamy dwóch bandytów, jeden akt przemocy, a to, że swoją podwójnie motywowaną agresję nakierowali na jeden cel tym bardziej ich pogrąża. A to, że tych dwóch bandytów de facto egzystuje w jednym jestestwie tym bardziej świadczy, jak owo jestestwo (kumulujace sie w akcie zabijania staruszka) jest zepsute. Czy już teraz Pan dostrzega niuanse mojego przykładu?

A najbardziej żałosnym w tej całej polemice z Panem jest fakt, że non stop doprasza się Pan o nieupraszczanie, gdy sam Pan, w momencie, gdy to Panu wygodne i na rękę, takich uproszczeń się dopuszcza. I temu służy Pańskie pytanie, które jest kwintesencją uproszczenia. Rzeknę nawet, iż wynika z ordynarnego, prymitywnego, prostackiego sprowadzenia sprawy do zawstydzającego i trywialnego uproszczenia.
I jeszcze Pan w swym świętojebliwym zapędzie usiłuje wymóc na interlokutorze, by grał w Pańskie prymitywne klocki.

Słowem końcowym. Niech Pan sobie poszuka głupszych od siebie, ci może dadzą się zwieść.
Czy odpowiedziałam wyczerpująco na Pańskie bolączki? Myślę, że tak. I myślę, że tak wyczerpująco, iż nie jest Pan w stanie wybrnąć z tej dyskusji z twarzą. Dlatego chwyta się Pan prymitywnych chwytów, usiłując sprowadzić dyskusję do uproszczonych pytań i żądać odpowiedzi: tak lub nie, choć sam, co podkreślam, postulował Pan wieloaspektowość i nieupraszczanie. Tyle, że się Pan na tej wieloaspektowości przejechał. I to jest Pana ból, nie mój.

Ale odpowiem dla Pana satysfakcji na Pańskie pytania:
1. Tak drogi Panie, upraszcza i manipuluje, gdyż powinien dodać, że oprócz religii były i inne czynniki, których ta religia nie wyeliminowała, choć często dla uzyskania odpowiedniego image w innym momencie ta religia podnosi (gdy to taktycznie dla tej religii pożądane), iż jest tą (ta religia), która te czynniki (niepożądane) eliminuje.

2. Tak, kłamie. Albo dopuszcza się manipulacji mającej na celu wybielić gnoja, który nie dość, że silniejszy fizycznie to jeszcze drugiego osiłka wziął do pomocy, by zaciukać staruszka i tak niemogącego się adekwatnie obronić przed jednym.

Usatysfakcjonowałam szanownego Pana swoimi odpowiedziami?
W istocie nic nas tak nie kompromituje, jak my sami drogi Panie, a Pan w tej chwili stał się tej intelektualnej kompromitacji kwintesencją.

Życzy Pan dalszej dyskusji? Po co?
Ach. Aby Panu nie umknęło. Ja wykazałam, gdzie Pan próbował, motywując potrzebą nieupraszczania, tych uproszczeń dopuszczać się. Teraz poproszę, aby Pan mi wykazał, gdzie ja FAKTYCZNIE upraszczam.
Reasumując. Choć to znowu powtórka z rozrywki. Pan dopuścił się uproszczenia usiłując za wszelka cenę rozbić na czynniki pierwsze coś, co jest całością.
I w tym duchu próbował Pan prowadzić dyskusję i choc się jeszcze powtórzę (co jest usprawiedliwione, albowiem tylu powtórzeń, co u Pana to rzadko szukać - w sumie to na to jest nawet termin, ale mnie teraz wypadł był z głowy) to jeszcze raz nadmienię, iż usiłował Pan sprowadzić adwersarza na swój grunt, do prostackiego albo (Tak), albo (Nie), zaprzeczając jego argumentom i manipulując poprzez rozbijanie w odpowiednim dla Pana momencie na dwa faktory (i oczekując w tym momencie jednoznacznego: tak, albo nie) to, co jest całością, czyli ową postulowaną przeze mnie od początku koniunkcją.

Qrwa. Jakaś pewność mnie przepełnia, iż przeintelektualizowałam. Niestety. Prawda jest taka, iż prostym jednostkom nawet wyłożenie jak chłop krowie na miedzy wyda się zbytnio jajogłowym i i tak nie pojmą.
Jakoś będę musiała z tym żyć...

I to jest mój ostatni post w tej dyskusji z Panem, albowiem uważam, iż dla postronnych otwartych, a posiadających nieco inteligencji obserwatorów owej polemiki padło wystarczająco słów i wyjaśnień, aby mogli sobie wyrobić własne zdanie.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
12-02-2012 22:38 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Ja faktycznie logiki za bardzo nie studiowałem, mimo to spróbuję odpowiedzieć. Proszę Pani, ja się też nie dziwię Pani emocjom, bo wykazuje Pani, że były dwie przyczyny wojny:

p = żądza władzy
q = religia

p i q = w (wojna).

I teraz ja mówię, że skutków wojny nie da się przypisać żadnej z przyczyn oddzielnie, czyli możemy mówić tylko że przyczyny wojny to p i q (nierozdzielność), a Pani przypisuje je chrześcijaństwu/religii.

I mogłaby być w tym logika (i jak rozumiem Pani poszła tym tropem), gdyby żądza władzy była nierozerwalna od religii/chrześcijaństwa. Ale przecież żądza władzy jest niezależna od religii (chciwi są także ateiści) - pisałem o tym w pierwszym poście w tym wątku (chciwość była zanim powstały religie, a wojny zanim chrześcijaństwo) i do tego się odnosiłem, a zatem:

faktycznie można zwariować.

PS. Niepotrzebnie tylko tyle Pani wyzwisk tutaj wypisała.
12-02-2012 23:10 
 Ocena 4 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Ja faktycznie logiki za bardzo nie studiowałem, mimo to spróbuję odpowiedzieć. Proszę Pani, ja się też nie dziwię Pani emocjom, bo wykazuje Pani, że były dwie przyczyny wojny:
>p = żądza władzy
>q = religia
>p i q = w (wojna).
>I teraz ja mówię, że skutków wojny nie da się przypisać żadnej z przyczyn oddzielnie, czyli możemy mówić tylko że przyczyny wojny to p i q (nierozdzielność), a Pani przypisuje je chrześcijaństwu/religii.

I znowu kolejna prymitywna manipulacja. Wez ty czlowieku i daj se siana.
Ja przypisuje tylko chrzescijanstwu?

Moze mi ktos pomoc, jak sie zwie to u Schopenhauera, co uprawia Brzostowski? Kolokwialnie to sie mowi o wpierdalaniu w cudze usta wlasnych bzdzin.

Czlowieku, ja od poczatku utrzymuje, ze sa dwie przyczyny (zysk i religia). Tylko caly czas ci powtarzam, ze sa one nierozdziele (to wlasnie koniunkcja), czyli inaczej sa jednym i sie cudownie kumuluja wlasnie w chrzescijanstwie. Qrwa kapujesz? Jak jeba.ny szampon i odzywka w jednym. Masz p*****lone dwa opakowania? Dwa produkty? To ty za wszelka cene usilujesz je rozdzelic. Powodzenia. Zaczniesz ekstyfikacje, czy wystarczy destylacja towaru firmy Loreal?

Ja p*****le, juz dawno nikt mnie tak nie zirytowal swoja glupota.

>I mogłaby być w tym logika (i jak rozumiem Pani poszła tym tropem), gdyby żądza władzy była nierozerwalna od religii/chrześcijaństwa.

Akurat w konkwiscie drogi manipulatorku to zadza wladzy szla reka w reke z chrzescijanstwem. A to wtedy sie zachnales o uroczy typku na Big Zyda, ze nie przywolal owych zadzy innych.

Ale przecież żądza władzy jest niezależna od religii (chciwi są także ateiści) - pisałem o tym w pierwszym poście w tym wątku (chciwość była zanim powstały religie, a wojny zanim chrześcijaństwo) i do tego się odnosiłem, a zatem:
>faktycznie można zwariować.
>PS. Niepotrzebnie tylko tyle Pani wyzwisk tutaj wypisała.
A czasami zadza wladzy jest kwintesencja owej religii.
Czyzby niepotrzebne wyzwiska? Nieraz jest pozadanym nazywac rzeczy i ludzi po imieniu. To moze pomoc niektorym jednostkom w samopoznaniu.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
13-02-2012 00:33 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Czlowieku, ja od poczatku utrzymuje, ze sa dwie przyczyny (zysk i religia). Tylko caly czas ci powtarzam, ze sa one nierozdziele (to wlasnie koniunkcja), czyli inaczej sa jednym i sie cudownie kumuluja wlasnie w chrzescijanstwie. Qrwa kapujesz? Jak jeba.ny szampon i odzywka w jednym. Masz p*****lone dwa opakowania? Dwa produkty? To ty za wszelka cene usilujesz je rozdzelic. Powodzenia. Zaczniesz ekstyfikacje, czy wystarczy destylacja towaru firmy Loreal?
>Ja p*****le, juz dawno nikt mnie tak nie zirytowal swoja glupota.

A ja człowieku utrzymuje od początku, że są dwie przyczyny (zysk i religia) i cały czas staram się napisać, ze są one wspólnymi przyczynami wojen (jest chciwość i jest religia jest zaje...sta wojna), i nie są jednym (bo zysk i religia nie mogą być jednym, bo chciwość jest cechą nie tylko religiantów, ale też ateistów, i innych), ale wspólnie świetnie stają się przyczyną wojen np religijnych. Chciwość jest niezależna od religii, kapujesz? Ateiści też są chciwi, pojmujesz to?
Opakowanie 2 w 1 składa się ze skałdnika myjącego i odżywiajacego, kapujesz? I czasami jest tak, że znajdują się w jednym opakowaniu (chrześcijaństwo), ale jest też tak ze mogą powodować podobne lub inne skutki niezaleznie od przebywania w jednym opakowaniu, kapujesz? A Ty twierdzisz że szampon i odżywka występuja zawsze w jednym opakowaniu, dociera do Ciebie ta różnica w poglądach?

>Akurat w konkwiscie drogi manipulatorku to zadza wladzy szla reka w reke z chrzescijanstwem. A to wtedy sie zachnales o uroczy typku na Big Zyda, ze nie przywolal owych zadzy innych.

No tak było w konkwiście i co? Przecież się z tym zgadzam. Możnaby tutaj o przyzynach bardziej szzegółowo opowiadać, ale generalnie nie ma sporu.

>>PS. Niepotrzebnie tylko tyle Pani wyzwisk tutaj wypisała.
>Czyzby? Nieraz jest pozadanym nazywac rzeczy i ludzi po imieniu. To moze pomoc niektorym jednostkom w samopoznaniu.

Tyle tylko, że najpierw warto dokładnie zrozumieć o co chodzi, a tutaj widać wyraźnie, że zaszło zwykłe nieporozumienie, co do warunków brzegowych, ja bowiem twierdzę że religia i inne żądze są niezależne od religii (mogą ale nie muszą występować razem), w przypadku omawianych wojen często występowały razem ("i") - ale nie oznacza to, że są jednym, z różnym nasileniem, które nie sposób ocenić. Skoro przyczyny nie są jednym i nie można ocenić ich wpływu na wojny (lub jest to bardzo trudne, ja w kazdym razie nie potrafię) , to nie można też upraszczać pisząc, że to wina religii.
Ty twierdzisz że żądze i religia są jednym jako przyczyny wojen, a przecież wiadomo że nie są, bo żądze te są niezależne od religii. Koniunkcję bowiem Ty odniosłaś do tego, że przyczyny są jednym ("i"), a ja że występują razem ("i") jako przyczyny wojny, ale nie są jednym, i stąd całe nieporozumienie. Nie biorę jednak odpowiedzialności za to nieporozumienie wyłącznie na siebie, było bowiem dwóch dyskutantów, prawda?

Dlatego Twoje wyzwiska w świetle tego co napisałem, świadczą o Tobie.
13-02-2012 01:28 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ja faktycznie logiki za bardzo nie studiowałem, mimo to spróbuję odpowiedzieć. Proszę Pani, ja się też nie dziwię Pani emocjom, bo wykazuje Pani, że były dwie przyczyny wojny:
>>p = żądza władzy
>>q = religia
>>p i q = w (wojna).
>>I teraz ja mówię, że skutków wojny nie da się przypisać żadnej z przyczyn oddzielnie, czyli możemy mówić tylko że przyczyny wojny to p i q (nierozdzielność), a Pani przypisuje je chrześcijaństwu/religii.
>I znowu kolejna prymitywna manipulacja. Wez ty czlowieku i daj se siana.
>Ja przypisuje tylko chrzescijanstwu?
Acha, czyli skutków wojen nie przypisuje Pani wyłącznie chrześcijaństwu? Czyli ustalmy, to z czym się zgadzamy:

wojny miały kilka przyczyn (tu jak rozumiem jest zgoda), tyle tylko że Pani twierdzi, że te przyczyny są jednym, a ja twierdzę, że razem mogą występować z różnym nasileniem, jednym jednak nie są,
skutki tych wojen nie mogą zostać przypisane wyłącznie jednej z przyczyn (tutaj jak rozumiem jest zgoda), bo to faktycznie niemożliwe jest,

czyli zgadzamy się ze sobą w zasadzie.

Ja twierdzę, że ten kto mówi, iż tylko religia była przyczyną tych wojen manipuluje/upraszcza (jak rozumiem Pani się zgadza). Chociaż tutaj rozumiem, że czasem w dyskusji można taki skrót zastosować (dopuszcza go Pani), i ja także dopuszczam. Dziwi mnie tylko, iż gdy w dyskusji zwróciłem na to uproszzenie uwagę, to trzeba wręcz "wydzierać" fakt tego uproszczenia, gdzie dopatruje się złej woli, dopiero pod murem argumentacji, stwierdza Pani, że właściwie to jest uproszczenie, ale takie tam dozwolone w dyskusji.

czyli w tutaj się też zgadzamy. Fajnie.
17-02-2012 22:52 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>W ogóle nie na temat.
>W wątku pojawiają się kwestie dotyczące wzajemnego obarczania się winą ateistów i teistów (w tym w poście otwierającym),

Jak może zauważyłeś - nie odpowiadałeś na post otwierający, ale na mój, który był trochę o czym innym.

>Ty też piszesz o Hitlerze i Stalinie, także wg mnie na temat, ale mniejsza z tym.

Porównawczo tylko wzmiankuję.

>Miałem na myśli to, że przypisywanie określonych liczb określonym wojnom,

Nie tylko wojnom - także innego rodzaju działaniom, w wielu wypadkach bardziej od wojen niszczycielskim.

>w których udział mnijeszy lub większy miało chrzescijaństwo i przypisywanie tej ideologii całej liczby ofiar takiej wojny jest pewnym skrótem, ponieważ wiadomo że wojny miały różne podłoże.

Jakie ostatecznie podłoże mają wojny, to już opisałem. Z "winy" można ostatecznie "rozgrzeszyć" i chrześcijaństwo i islam i nazizm i maoizm i co zechcesz - tym bardziej, że ideologie same w sobie nawet muchy nie są w stanie ukrzywdzić.
Nie idzie mi jednak o to, że zabijało chrześcijaństwo, a o to, że zabijali chrześcijanie, w każdym z wymienionych przeze mnie przypadków oficjalnie występujący jako chrześcijanie właśnie.
"Materialistyczne" przyczyny wojen i eksterminacji są dla omawianych przeze mnie kwestii bez znaczenia.

>Idea moja jest taka, że wojny wybuchały z różnych przyczyn, i nie jest uprawniony wniosek, że za jakąś tam wojnę odpowiada wyłącznie chrześcijaństwo tylko dlatego, że agresorem był kraj chrześcijański lub jedną z przyczyn była religia.

Jak wyżej.

>Jeśli podajesz liczby, które przypisujesz określonej ideologii,

Przypisuję je określonym ludziom i złożonym z tych ludzi instytucjom na określoną ideologię się powołującym, a dodatkowo swe różnego typu zyski z podbojów obracającym na wcielanie ideologii w życie (np. ze zdobytego majątku finansującym budowę kościołów, zakładanie klasztorów, dary wotywne etc. etc.; co ważniejsze - zdobytą władzę wykorzystującym do nasycania wszystkiego wokół chrześcijańskimi treściami - podbitym narzucano chrześcijańskie wyobrażenia o świecie, chrześcijański kalendarz, chrześcijańską toponomastykę, chrześcijańskie zwyczaje żywieniowe (np. posty), chrześcijańskie ubiory (żeby przyzwoicie było), chrześcijańskie tabu seksualne, chrześcijański model rodziny etc. etc. etc. etc.................................................).

>to warto jest odjąć tzw "tło". To tak jak z szacowaniem np liczby zgonów ludzi palących papierosy, jeśli chcesz dowiedzieć się ilu zmarło z powodu palenia, w jakimś wieku, musisz od liczby wszystkich zgonów odjąć liczbę zgonów nie z przyczyn palenia papierosów, a nie podawać, że wszyscy co palili zmarli z tego powodu.

Co do odejmowania "tła" - np. znaczna część Indian wymarła skutkiem epidemii "białych" chorób, zanim zdążyła się z konkwistadorami w ogóle osobiście zetknąć, co jednak (z tu krótko przedstawionych powodów) wcale nie oznacza, że nie należy ich wliczać do bilansu ofiar chrześcijańskiej konkwisty.

>Czyli sam potwierdzasz, że " Duchowa i materialna motywacja była dla niego jednakowo ważna", dlatego właśnie nie można twierdzić że religia była jedną lub główną motywacją, prawda?

Mogło go motywować też i Trudne Dzieciństwo - to nie ma znaczenia.
Cytat przywołałem specjalnie dla Ciebie, by na Twoim poziomie obalić Twoje nie chodziło o wiarę, tylko o kasę - jednak o co konkwistadorowi osobiście chodziło naprawdę istotne nie jest.
Ważne, że był tam jako chrześcijanin z ramienia chrześcijańskiego króla z Bożej Łaski zaprowadzający chrześcijański porządek.

>>Chodziło o religię, a religia wówczas ściśle splatała się z polityką.
>A zatem skoro religia ściśle splatała się z polityką, to czy przyczyny wojen były tylko religijne? No chyba nie, prawda?

Wyraziłem się cokolwiek niefortunnie z tym splataniem. To dzisiaj pojmuje się politykę jako coś z gruntu odrębnego od religii, co najwyżej może się z nią splatać odrębne jednak pozostając. Ale dla 99,9% ludzi wieku XVII religia była całościowym i pełnym opisem świata, była więc i polityką - jak też np. historią, przyrodoznawstwem, etyką, obyczajem etc. etc. Nie przyszłoby im do głowy, by wymienione z religii wydzielać.

>Można znaleźć wiele odniesień Hitlera do religii, wg mojej wiedzy był "wierzący" (...) jego "wiara" była raczej na pokaz, po to by wykorzystać lud, a faktycznie był ateistą,

Był wierzący, skoro jako taki się deklarował, czemu można tylko zaufać - koniec, kropka. Nie istnieje inny sposób ustalenia czyjejś wiary lub niewiary.
08-02-2012 08:25 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
Widzisz w tym jakikolwiek sens? Problem w tym, że chrześcijanie z definicji winni "miłować bliźniego jak siebie samego" i nie katrupić nikogo. Nawet 1 (słownie: jedna) ofiara to niezmywalna plama na chrześcijańskim wizerunku. Nie pomyłka, nie potknięcie, nie jakiś tam wypadek przy pracy. Plama, wielka i brzydka, jak rozlana na powierzchni morza ropa po katastrofie tankowca.
08-02-2012 16:10 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
Większość żołnierzy Hitlera stanowili chrześcijanie ( ponad 90%)więc jeśli chodzi o nazistów to pewno palma pierwszeństwa im przypadnie.Chrześcijanom znaczy się.

Z czerwonoarmistami jest gorzej bo trudno to oszacować (może są jakieś badania, ja ich nie znam) ale nie zdziwiłbym się gdyby było podobnie.
Tu oprócz chrześcijan byliby jeszcze żydzi, muzułmanie i inni.
08-02-2012 16:31 
 Ocena-1 na 5
Majordomus (2 punktów)
>>Przeliczymy, kto więcej ukatrupił?
>Większość żołnierzy Hitlera stanowili chrześcijanie ( ponad 90%)więc jeśli chodzi o nazistów to pewno palma pierwszeństwa im przypadnie.Chrześcijanom znaczy się.

Niestety, pomyłka. Zna Kolega powiedzenie o chrześcijaństwie i garażu?
Hitler doprowadził do rozwiązania partii Centrum w celu usunięcia tzw. katolicyzmu politycznego, czyli chciał zlikwidować wpływy tej religii w życiu politycznym.. No, bujnie się tam rozwijało, aż jedna partia była nie respektował postanowień konkordatu. Każdy, kto mu się sprzeciwiał, lądował w więzieniu. A dawni członkowie Centrum już za samą przynależność do niej w przeszłości. Nie ominęło również von Papena.
Aha. Gott mit uns nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

>Z czerwonoarmistami jest gorzej bo trudno to oszacować (może są jakieś badania, ja ich nie znam) ale nie zdziwiłbym się gdyby było podobnie.

Jak nastąpiła realizacja planu Barbarossa, to w powietrzu latały ikony za samolotami radzieckimi. Czysty oportunizm i hipokryzja biorąc pod uwagę, że prawosławie było zwalczane. Ale, co ciekawe, sięgano bardzo chętnie do tradycji cezaropapizmu Bizancjum. Wódz-"ateistyczny bóg"
08-02-2012 17:55 
 Ocena 8 na 8
lukaszewicz (5674 punktów)

>Niestety, pomyłka.

Jeżeli dysponujesz innymi danymi to je podaj, a nie pisz "pomyłka".

> Zna Kolega powiedzenie o chrześcijaństwie i garażu?

Nie znam.

>Hitler doprowadził do rozwiązania partii Centrum w celu usunięcia tzw. katolicyzmu politycznego, czyli chciał zlikwidować wpływy tej religii w życiu politycznym.
Walka Hitlera z wpływami politycznymi religii w życiu politycznym Niemiec potwierdza twierdzenie o dominacji teistów w Niemczech.
> nie respektował postanowień konkordatu.
"Hitler w odezwie do NSDAP napisał: - "Zawarcie przez Watykan traktatu z nowymi Niemcami oznacza uznanie przez Kościół katolicki państwa narodowosocjalistycznego. Traktat ten jasno i wyraźnie pokazuje całemu światu, że twierdzenie o wrogości narodowego socjalizmu do religii jest kłamstwem". I następnie w innym dokumencie: - "Konkordat dał Niemcom możliwość i stworzył sferę zaufania, która będzie miała szczególne znaczenie w pilnej walce z międzynarodowym żydostwem". "
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3089
> Każdy, kto mu się sprzeciwiał, lądował w więzieniu. A dawni członkowie Centrum już za samą przynależność do niej w przeszłości. Nie ominęło również von Papena.

To, że prześladowano teistów nie oznacza jeszcze, że robiono to w imię ateizmu.
Prześladowano również ateistów.
>Aha. Gott mit uns nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Jasne.Bóg zawsze był tam gdzie silniejsze bataliony.

>Jak nastąpiła realizacja planu Barbarossa, to w powietrzu latały ikony za samolotami radzieckimi. Czysty oportunizm i hipokryzja biorąc pod uwagę, że prawosławie było zwalczane.

Robiono tak ze względu na dużą ilość chrześcijan w radzieckich siłach zbrojnych.

A z religią władze walczyły gdy przynosiło to korzyści.Gdy trzeba było zmobilizować ludzi nie, walczono.
08-02-2012 19:06 
 Ocena-1 na 5
Majordomus (2 punktów)

>Jeżeli dysponujesz innymi danymi to je podaj, a nie pisz "pomyłka".

>Nie znam.

Właśnie do tego piję. Tak samo jest w Polsce. 90% katolików, a kto tak naprawdę praktykuje? Jakaś dziesiąta część tego? Od stania w garażu nie będę samochodem.

>Walka Hitlera z wpływami politycznymi religii w życiu politycznym Niemiec potwierdza twierdzenie o dominacji teistów w Niemczech.

Trudno, żeby ich nie było. A Hitler katolikiem nie był. Patrz wyżej.

>"Hitler w odezwie do NSDAP napisał: - "Zawarcie przez Watykan traktatu z nowymi Niemcami oznacza uznanie przez Kościół katolicki państwa narodowosocjalistycznego. Traktat ten jasno i wyraźnie pokazuje całemu światu, że twierdzenie o wrogości narodowego socjalizmu do religii jest kłamstwem". I następnie w innym dokumencie: - "Konkordat dał Niemcom możliwość i stworzył sferę zaufania, która będzie miała szczególne znaczenie w pilnej walce z międzynarodowym żydostwem". "
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,3089

Nie będziemy bawić się w cytowanie wyrwane z kontekstu. Proszę przeczytać /w załączniku/, co miał do powiedzenia na ten temat nuncjusz apostolski Orsenigo.
A późniejsza encyklika Mit Brennender Sorge? www.opoka.(*)brennender_sorge_14031937.html

>To, że prześladowano teistów nie oznacza jeszcze, że robiono to w imię ateizmu.
>Prześladowano również ateistów.

W imię kultu jednostki, który miał zastąpić teizm. Nie oszukujmy się. Ateiści w tym przypadku mogli być tymi, którzy się sprzeciwiają również takiemu kultowi.

>Jasne.Bóg zawsze był tam gdzie silniejsze bataliony.

I może sam zbudował obozy koncentracyjne?

>Robiono tak ze względu na dużą ilość chrześcijan w radzieckich siłach zbrojnych.
>A z religią władze walczyły gdy przynosiło to korzyści.Gdy trzeba było zmobilizować ludzi nie, walczono.

Więc potwierdzenie oportunizmu, który nie ma nic wspólnego z byciem "zimnym lub gorącym". Patrz: garaż.

[Załącznik]
08-02-2012 19:52 
 Ocena 8 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Wstydu nie masz tak bredzić jak potłuczony?

>Hitler doprowadził do rozwiązania partii Centrum w celu usunięcia tzw. katolicyzmu politycznego, czyli chciał zlikwidować wpływy tej religii w życiu politycznym..

Partia Centrum rozwiązała się sama składając się na ołtarzu dobrych stosunków między III Rzeszą a Stolicą Apostolską ukoronowanych wkrótce potem zawarciem konkordatu.

>Każdy, kto mu się sprzeciwiał, lądował w więzieniu. A dawni członkowie Centrum już za samą przynależność do niej w przeszłości. Nie ominęło również von Papena.

Kłamstwo albo Katastrofalna Ignorancja. Franz von Papen - koalicyjny wicekanclerz w pierwszym rządzie Hitlera, szambelan papieski, kawaler maltański, odznaczony Wielkim Krzyżem Pontyfikalnego Orderu Piusa IX, ambasador III Rzeszy w Austrii (1934-38) i Turcji (1939-44) - w nazistowskim więzieniu nie spędził ani minuty.

>Aha. Gott mit uns nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Czego nie jest usprawiedliwieniem?



Traf chciał, że niedawno pojawił się na Forum rozbudowany i bogato udokumentowany wątek pt. Religia Hitlera. Przeczytaj go sobie, może nauczysz się choć tyle, by w przyszłości aż tak Druzgocących publicznych Kompromitacji móc unikać.
Acz prawdę mówiąc - raczej się po Tobie nie spodziewam.
08-02-2012 20:05 
 Ocena-4 na 6
Majordomus (2 punktów)
A może Ty bredzisz jak potłuczona?
Słuchaj, kolezanko. Gdyby nie konkordat to byłoby więcej masakry wśród katolików. Papież nie chciał rozwiązania Centrum, ale Hitler. Zdajesz sobie z tego sprawę, moja droga, że prześladowania katolików miały miejsce w trakcie rokowań konkordatowych i w Rzymie o tym dobrze wiedziano?
Załącznik pochodzi z książki Giovanni Sale, "Hitler, Stolica Apostolska i Żydzi". Więc się z nim zapoznaj. Ale po Twoim braku samodzielnego myślenia nie spodziewam się więcej jak tylko ujadania psa na wszystko, co z Kościołem katolickim ma wspólnego. Więc niech koleżanka się spręży w sobie i idzie się upić - dla świata akademickiego najlepiej.

Poza tym nie chcę z Tobą rozmawiać. Potrafisz to zrozumieć, czy już z tym masz nawet problemy?
08-02-2012 21:06 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Poza tym nie chcę z Tobą rozmawiać. Potrafisz to zrozumieć, czy już z tym masz nawet problemy?

To publiczne forum. Twoja niechęć do czytania czyichkolwiek postów to jedynie twój problem.
09-02-2012 10:43 
 Ocena 17 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A może Ty bredzisz jak potłuczona? Słuchaj, kolezanko.

Twoje zaburzenia tożsamości płciowej (wyrażające się m. in. poprzez sprzeczność między nickiem a deklaracją w profilu) są i pozostaną wyłącznie Twoim problemem. Projektowanie ich na adwersarza nic Ci nie pomoże.
Nie może pomóc .

>Gdyby nie konkordat to byłoby więcej masakry wśród katolików.

Bez konkordatu jęliby jeszcze bardziej wyrzynać się między sobą???
Hmmm... może i coś w tym jest... .

>Papież nie chciał rozwiązania Centrum, ale

...musiał, niebożę? .
Jak to w życiu - trzeba wybierać, nie da się mieć wszystkiego.
Widać uznał, że konkordat z Hitlerem bardziej mu pasuje .

>Zdajesz sobie z tego sprawę, moja droga, że prześladowania katolików miały miejsce w trakcie rokowań konkordatowych i w Rzymie o tym dobrze wiedziano?

Dlatego też ten przyjęty w akcie Ostatecznej Desperacji konkordat obowiązuje po dziś dzień?
Ach - no, przecież... Zapomiałbym... Taż dzisiaj prześladuje katolików lewacko-liberalna Cywilizacja Śmierci .

>Załącznik

Nawet pobieżne przejrzenie tego dość szczególnego zbioru dokumentów pozwala znaleźć sporo interesujących smaczków - przydałyby się na przyszłość , niestety:

>pochodzi z książki Giovanni Sale

Giovanniego Sale SJ - co istotne...

>"Hitler, Stolica Apostolska i Żydzi". Więc się z nim zapoznaj.

...a Giovanni Sale SJ to redaktor działu historii jezuickiego czasopisma La Civilta Cattolica, którego związki ze Stolicą Apostolską wyglądają tak:

Cytat:
Specyficzną cechą La Civilta Cattolica jest jej szczególna relacja ze Stolicą Apostolską. Gdy numer jest jeszcze w korekcie zostaje posłany do Sekretariatu Stanu do ostatecznego zatwierdzenia.

Osąd Stolicy Apostolskiej zawiera zasadniczo trzy punkty:

1. Zgodność artykułów z oficjalnym nauczaniem Kościoła w sprawach wiary i moralności: niektóre artykuły o szczególnym znaczeniu teologicznym i moralnym są sprawdzane także przez Kongregację Doktryny Wiary lub inne kompetentne dykasterie Kurii Rzymskiej.
2. Zgodność, a przynajmniej niesprzeczność, ze strategią działań Stolicy Apostolskiej wobec państw, w tym szczególnie Włoch.
3. Celowość, lub nie, publikowania niektórych artykułów w szczególnych okolicznościach.

W poniedziałek poprzedzający datę publikacji, dyrektor zostaje przyjęty na audiencji w Sekretariacie Stanu, gdzie zostaje poinformowany o dokonanych obserwacjach. Uwagi są omawiane w celu wyjaśnienia, które są niezbędne do wdrożenia, a które pozostawione pod rozwagę dyrektora.

Niemniej odpowiedzialność za pismo spoczywa na Kolegium pisarzy i oni wychodzą z inicjatywą podejmowanych tematów. Konsultacja z Watykanem nie oznacza, że La Civilta Cattolica jest organem oficjalnym Stolicy Apostolskiej. Oznacza jedynie, że publikowane treści nie są w opozycji do Watykanu, odnośnie omawianych problemów.

(wytłuszczenia moje - big_zyd)


Cokolwiek zatem powypisuje czy pozamieszcza zakonny historyk tkwiący w takich zależnościach służbowych wiarygodne jest w tym samym stopniu, co kościelne oświadczenia w sprawie niezniszczalnego dziewictwa Najświętszej Marii Panny, cudu w Sokółce albo pedofilii księży.

>Ale po Twoim braku samodzielnego myślenia nie spodziewam się więcej

Twoje wyobrażenia o samodzielnym myśleniu są całkowicie do pominięcia.

>jak tylko ujadania psa na wszystko, co z Kościołem katolickim ma wspólnego.

Jeśli już szukać analogii między behawiorem psa a moim stosunkiem do Kościoła Katolickiego, to zupełnie inna psia czynność przychodzi mi na myśl .

>Poza tym nie chcę z Tobą rozmawiać. Potrafisz to zrozumieć, czy już z tym masz nawet problemy?

Nie rozmawiam z Tobą. Traktuję Cię jak najściślej przedmiotowo. Znęcam się nad nawiedzoną a zacietrzewioną ignorantką dla czysto sadystycznej przyjemności .
08-02-2012 21:28 
 0 na 2
rdest (2492 punktów)

>Większość żołnierzy Hitlera stanowili chrześcijanie ( ponad 90%)więc jeśli chodzi o nazistów to pewno palma pierwszeństwa im przypadnie.Chrześcijanom znaczy się.
Uważam, że nie ma znaczenia co kto ma w papierach, ale jakie świadectwo daje.
Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.

Mam pytanie.
Czy kogoś, kto zabił człowieka, kto został ochrzczony, ale zmienił światopogląd i stał się ateistą, uważasz za chrześcijanina czy za ateistę?

Konformizm gwarantem spójności grupy
08-02-2012 22:08 
 Ocena 2 na 2
Nietoperzyca (119 punktów)
(zablokowany)
>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie
Zaś Kościół Katolicki śmie twierdzić, że ok.89% polskiego społeczeństwa to katolicy.
09-02-2012 12:56 
 0 na 2
Majordomus (2 punktów)
>>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie
>Zaś Kościół Katolicki śmie twierdzić, że ok.89% polskiego społeczeństwa to katolicy.
>
Oczywiście, co wynika z dogmatyki. Ty możesz sobie w to wierzyć lub nie.
09-02-2012 18:23 
 Ocena 3 na 3
Nietoperzyca (119 punktów)
(zablokowany)
>>>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie
>>Zaś Kościół Katolicki śmie twierdzić, że ok.89% polskiego społeczeństwa to katolicy.
>>
>Oczywiście, co wynika z dogmatyki. Ty możesz sobie w to wierzyć lub nie.
Wierzę, bo wzięłam tę liczbę z Wikipedii.
08-02-2012 22:17 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

>Uważam, że nie ma znaczenia co kto ma w papierach, ale jakie świadectwo daje.

Jasne.
Dlatego jeśli nosi pasek z napisem "Bóg jest ze mną", ateistą nie jest na pewno.
>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.
Ja myślę, że większość to jednak przyzwoici ludzie.
>Mam pytanie.
>Czy kogoś, kto zabił człowieka, kto został ochrzczony, ale zmienił światopogląd i stał się ateistą, uważasz za chrześcijanina czy za ateistę?
Zabicie człowieka i chrzest nie przeszkadza w byciu chrześcijaninem czy ateistą.
A człowiek ochrzczony nie zawsze musi zmieniać światopogląd aby nie wierzyć w boga.
09-02-2012 11:22 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
To co jest poniżej - nie stanowi żadnej polemiki z Panem, z którym się tu zgadzam, to tylko refleksje w temacie wątku.

>Dlatego jeśli nosi pasek z napisem "Bóg jest ze mną", ateistą nie jest na pewno.
Podstawową przyczyną wszystkich wojen była żądza władzy i chciwość dóbr materialnych, ale jej motorem była wiara w słuszność poglądów wodza. Wiara tym groźniejsza, im bardziej głęboka i mniej refleksyjna. Dlatego czynnik religijny we wszystkich zbiorowych mordach i wojnach jest bardzo istotny, a w przypadkach żołnierzy wprost decydujący.
• Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.

Steven Weinberg


Tak na szybko kawałek w internecie złapany: Z nakazu Boga, tak Czyngis-Chan i Kabuł-Chan zostali przysłani. [...] Mocą Boga wszystkie kraje od wschodu do zachodu słońca zostały nam przyznane. [...] Teraz z głębi serca powinieneś powiedzieć: "Będziemy twoimi poddanymi; oddamy ci nasze siły". [...] A jeżeli nie będziecie posłuszni nakazom Boga, i sprzeciwicie się naszym rozkazom, wiedzcie, że będziecie naszymi wrogami.
>Następny też dobry przykład: niemiecki żołnierz, w przeciwieństwie do bolszewika u którego na pasie nie ma miejsca dla Boga, nigdy nie jest sam, nawet gdy znajduje się daleko w głębi terytorium wroga. * Takich kawałków w historii są setki tysiecy.

>>>>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.
>Ja myślę, że większość to jednak przyzwoici ludzie.
Tak, większość chrześcijan to przyzwoici ludzie, natomiast na naszym forum występuje też grupa kryptokatolików, którzy nachalnie chcą tu upchnąć, w różnych kawałkach, katolicką ideologię. Na przykład - zrzucając winę za zbrodnie zbrodniczych ideologii (hitleryzm, stalinizm) na ateizm. Sprawę wyjaśniałem (i nie tylko ja) już wielokrotnie.
Hitleryzm i komunistyczny stalinizm były (religiami) para-religiami, w które głęboko wierzono i nie miały nic wspólnego z racjonalnym ateizmem , do którego dochodzi się drogą rozumową (nie na wiarę).
Trudno to bardziej jasno wyłożyć, niż to już wielokrotnie czyniłem (nawet w tym wątku) i uważam, że to może być mętnym tylko dla mętniaków, którzy chcą na naszym forum zamącić.

>>>>Mam pytanie.
>>>>Czy kogoś, kto zabił człowieka, kto został ochrzczony, ale zmienił światopogląd i stał się ateistą, uważasz za chrześcijanina czy za ateistę?
>Zabicie człowieka i chrzest nie przeszkadza w byciu chrześcijaninem czy ateistą.
Zupełnie nie przeszkadza, ale też nie ma to żadnego znaczenia, dopóki nie światopogląd nie staje się właśnie przyczyną zbrodni. Jeżeli morduję dlatego, że ktoś nie chce się podporządkować "moim bogom", to wówczas główną przyczyną jest głębokość mojej wiary w słuszność jej nakazów.
Z tego wynika bardzo logiczny wniosek, że to właśnie wiara w słuszność mojej ideologii (religii) jest główną przyczyną wszelakich mordów i okrucieństw (patrz Weinberg). Racjonalny sceptyk - człowiek wątpiący we wszystkie jedynie słuszne Prawdy nie będzie w imię swojego racjonalizmu dręczył innych. On dobrze wie, że głupich siać nie trzeba, oni bez siania nawet na naszym forum pięknie wschodzą.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-02-2012 11:51 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>oni bez siania nawet na naszym forum pięknie wschodzą.
Święte słowa, Panie Andrzeju www.racjonalista.pl/forum.php/s,481057
Miłego dnia
09-02-2012 18:33 
 Ocena 3 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
Pozwolę sobie donieść się do Pańskiego postu.
>Podstawową przyczyną wszystkich wojen była żądza władzy i chciwość dóbr materialnych, ale jej motorem była wiara w słuszność poglądów wodza. Wiara tym groźniejsza, im bardziej głęboka i mniej refleksyjna. Dlatego czynnik religijny we wszystkich zbiorowych mordach i wojnach jest bardzo istotny, a w przypadkach żołnierzy wprost decydujący.
Tutaj przechodzi Pan lekko od wiary w wodza, do wiary w sensie religijnym, ale niech tam będzie. Rozumiem zatem, że żądza władzy i chciwość jest pierwotna w stosunku do wiary, jako przyczyn wojen, bo bycie "motorem" wojny to oznacza być narzędziem w wojnie.
>>Zabicie człowieka i chrzest nie przeszkadza w byciu chrześcijaninem czy ateistą.
>Zupełnie nie przeszkadza, ale też nie ma to żadnego znaczenia, dopóki nie światopogląd nie staje się właśnie przyczyną zbrodni. Jeżeli morduję dlatego, że ktoś nie chce się podporządkować "moim bogom", to wówczas główną przyczyną jest głębokość mojej wiary w słuszność jej nakazów.
>Z tego wynika bardzo logiczny wniosek, że to właśnie wiara w słuszność mojej ideologii (religii) jest główną przyczyną wszelakich mordów i okrucieństw (patrz Weinberg). Racjonalny sceptyk - człowiek wątpiący we wszystkie jedynie słuszne Prawdy nie będzie w imię swojego racjonalizmu dręczył innych. On dobrze wie, że głupich siać nie trzeba, oni bez siania nawet na naszym forum pięknie wschodzą.
To w końcu co jest podstawową (główną) przyczyną wszelakich mordów? Bo wcześniej twierdził Pan, że żądza władzy, a teraz już ideologia (np religia). Rozumiem, że to taka tylko niefrasobliwość w szybko pisanym poście. Racjonalny sceptyk, zapewne, zgodnie z tym co Pan pisze nie będzie innych dręczył w obronie "słusznych" prawd, przeciwnie niż wierzący. Racjonalny sceptyk może jednak mordować z powodu żądzy władzy i chciwości i jeszcze wykorzystać religię do swoich celów, prawda?
10-02-2012 13:48 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Pozwolę sobie donieść się do Pańskiego postu.
A szkoda, gdyż zupełnie nie chce mi się dyskutować z człowiekiem, który nie chce lub nie jest w stanie tak prostych jak moje tekstów zrozumieć, a przy tym jest odwrotnie proporcjonalnie, do poziomu swej wiedzy i inteligencji, przewrażliwiony na punkcie własnej mądrości.

>>>> Podstawową przyczyną wszystkich wojen była żądza władzy i chciwość dóbr materialnych, ale jej motorem była wiara w słuszność poglądów wodza. Wiara tym groźniejsza, im bardziej głęboka i mniej refleksyjna. Dlatego czynnik religijny we wszystkich zbiorowych mordach i wojnach jest bardzo istotny, a w przypadkach żołnierzy wprost decydujący.
>Tutaj przechodzi Pan lekko od wiary w wodza, do wiary w sensie religijnym, ale niech tam będzie.
Szanowny Panie, lekko przechodzę, to tylko według Pana. Na naszym forum na ten temat wielokrotnie już pisałem podając odpowiednie źródła i to nawet w kilku wątkach ostatnio. Trzeba tylko sięgnąć.
Wiara w dogmaty ideologiczne i nadludzkośc wodza w niewielkim stopniu różnią się od wiary religijnej (dlatego ja nazywam je "para-religiami"), a niektórzy badacze uważają, że to są wprost formy religijne mieszczące się w ich naturalnej różnorodności.

Dalej specjalnie dla Pana - widząc niezrozumienie terminu wiara - skopiowałem jego zasadniczą część z Wikipedii, ale jak widzę dalej Pan go nie rozumie. Niech więc Pan przedstawi tu własną definicję wiary w sensie ogólno-religijnym i rozróżni od wiary w wodza i ideologię. Może ktoś ją zaakceptuje.

Wikipedia dalej:
Jest też nierozerwalnie związana z religią i może opierać się na przyjęciu dogmatów.
Chrześcijańskie rozważania nad wiarą koncentrowały się wokół wersów 1-2 w 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków, który przedstawiając owoce wiary (gr. pistis) definiuje ją jako hupostasis, co może być tłumaczone jako podstawa (w Biblii Tysiąclecia nawet poręka), albo jako substancja. Idąc za pierwszym rozumieniem tego słowa Święty Tomasz przedstawia wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną).

Postrzeganie wiary jako duchowej substancji udzielonej do wnętrza serca człowieka, która następnie powoduje osobiste doświadczenie dogłębnego przekonania o czymś czego nie postrzegają zmysły jest często przyjmowane w teologii ewangelickiej. Współczesny katechizm Kościoła Katolickiego kładzie nacisk na jeszcze inny, również nadprzyrodzony charakter wiary, określając ją jako relację z Bogiem: "Wiara jest najpierw osobowym przylgnięciem człowieka do Boga; równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił." (KKK 150).
Czyli dla Pana "wiara w sensie religijnym" mieści się w ostatnim zdaniu powyższej definicji.

>Rozumiem zatem, że żądza władzy i chciwość jest pierwotna w stosunku do wiary, jako przyczyn wojen, bo bycie "motorem" wojny to oznacza być narzędziem w wojnie.
A dlaczego chciwość i żądza władzy miałaby być pierwotną? Najczęściej cechy charakterologiczne są doskonale wymieszane, tylko ich realizacja zależy od miejsca w stadzie. Czym innym jest władza tyrana, czym innym władza kapłana, a czym innym władza kaprala. To samo dotyczy chciwości. Natomiast wiara pozwala na odczłowieczenie wroga i umotywowanie zbrodni. Dlatego właśnie jest doskonałym "motorem".

>To w końcu co jest podstawową (główną) przyczyną wszelakich mordów? Bo wcześniej twierdził Pan, że żądza władzy, a teraz już ideologia (np religia). Rozumiem, że to taka tylko niefrasobliwość w szybko pisanym poście.
Nie - Wielce Szanowny Panie - u mnie nie występuje niefrasobliwość, tak jak i nieuczciwość w stosunku do oponenta. Zastanawiam nad każdym słowem i każde słowo jest dla mnie ważnym, ale myśl ludzka (a więc także i moja) nie tyle zawarta jest w poszczególnych słowach, co przynajmniej w zdaniach zapisywanych w całych akapitach.
Tu cały mój post jest spójny - od zdań pierwszych po zdania ostatnie, a nawet z naciskiem na te ostatnie. Wszelakie typy, które chcą zamącić - próbują np. wyrwać z kontekstu poszczególne słowo i o nim dyskutować. (Mówię w tym poście {i tego dotyczy wątek} o mordach zbiorowych, a nie o zarąbaniu teściowej).

Portal jest skierowany do racjonalistycznej inteligencji, a więc ludzi potrafiących samodzielnie myśleć.
Takim wystarczyło obejrzeć ostatnio emitowany serial: www.hbo.pl/series/rodzina-borgiow aby mieć jasność, co było pierwotnym: chciwość, żądza władzy, czy ideologia. Oczywiście pomieszane jeszcze wieloma innymi ludzkimi podłościami. Znowu te mechanizmy można też spokojnie przełożyć na inne "rodziny".

>Racjonalny sceptyk, zapewne, zgodnie z tym co Pan pisze nie będzie innych dręczył w obronie "słusznych" prawd, przeciwnie niż wierzący. Racjonalny sceptyk może jednak mordować z powodu żądzy władzy i chciwości i jeszcze wykorzystać religię do swoich celów, prawda?
Wielce Szanowny Panie, życie jest bogate i wszystko zdarzyć się może, ale może poda Pan tu choć parę przykładów, jako kontrę dla milionów fideistów. Tak - aby takie konkretne przypadki można było przedyskutować.

Znowu nie kieruję tej wypowiedzi do Pana, gdyż Pan nie chcąc nie jest w stanie jej zrozumieć, ale paru innym osobom może się przydać.

Miłego dnia.

@@@
.
10-02-2012 16:38 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
Proszę Pana, nie będę odpowiadał na Pańskie zaczepki słowne, bo nie jest to ten poziom dyskusji, który jest mi bliski, a skupię się wyłącznie na merytorycznych treściach.
>Szanowny Panie, lekko przechodzę, to tylko według Pana...
Ja doskonale znam definicję wiary, ale dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia.
>>Rozumiem zatem, że żądza władzy i chciwość jest pierwotna w stosunku do wiary, jako przyczyn wojen, bo bycie "motorem" wojny to oznacza być narzędziem w wojnie.
>A dlaczego chciwość i żądza władzy miałaby być pierwotną? Najczęściej cechy charakterologiczne są doskonale wymieszane, tylko ich realizacja zależy od miejsca w stadzie. Czym innym jest władza tyrana, czym innym władza kapłana, a czym innym władza kaprala. To samo dotyczy chciwości. Natomiast wiara pozwala na odczłowieczenie wroga i umotywowanie zbrodni. Dlatego właśnie jest doskonałym "motorem".
Tak jest takim motorem, zgadzam się, ale "motor" musi mieć tego, kto go odpali: chciwość i żądze. Walka, władza, chciwość są pierwotne w stosunku do wiary, rodzimy się z tymi cechami, z wiarą się nie rodzimy.
>>To w końcu co jest podstawową (główną) przyczyną wszelakich mordów? Bo wcześniej twierdził Pan, że żądza władzy, a teraz już ideologia (np religia). Rozumiem, że to taka tylko niefrasobliwość w szybko pisanym poście.
>Nie - Wielce Szanowny Panie - u mnie nie występuje niefrasobliwość, tak jak i nieuczciwość w stosunku do oponenta. Zastanawiam nad każdym słowem i każde słowo jest dla mnie ważnym, ale myśl ludzka (a więc także i moja) nie tyle zawarta jest w poszczególnych słowach, co przynajmniej w zdaniach zapisywanych w całych akapitach.
>Tu cały mój post jest spójny - od zdań pierwszych po zdania ostatnie, a nawet z naciskiem na te ostatnie.

Proszę zatem odpowiedzieć, konkretnie, jakie były główne przyczyny wojen w których czynnik wiary, religijny lub para-religijny, odegrał jakąś rolę (np wojna trzydziestoletnia, II wojna światowa, podboje Ameryki):
a) podstawową/glówną przyczyną była wiara w boga (czynnik religijny),
b) podstawową/główną przyczyną była wiara (czynnik religijny i para-religijny),
c) podstawową/główną przyczyną były żądze władzy i chciwości,
d) było kilka przyczyn wymienionych powyżej.

oraz:

Za okrucieństwa tych wojen odpowiada:

a) wyłącznie religia (wiara w boga),
b) głównie religia (wiara w boga),
c) głównie wiara (czynnik religijny i para-religijny),
d) głównie żądze władzy i chciwości,
e) każda z przyczyn wymienionych proporcjonalnie do istotności.

Proszę o odpowiedź, będzie konkretna, bez "mącenia". ewentualnie jeśli wg Pana odpowiedzi nie wyczerpują możliwych odpowiedzi, a takową chciałby Pan dodać proszę to zrobić. Proszę jednak o konkretną odpowiedź.

> Wszelakie typy, które chcą zamącić - próbują np. wyrwać z kontekstu poszczególne słowo i o nim dyskutować. (Mówię w tym poście {i tego dotyczy wątek} o mordach zbiorowych, a nie o zarąbaniu teściowej).
Raz pisał Pan, że podstawową przyczyną wojen były władza i chciwość, a potem że wiara, stąd moje pytanie, jeśli nie zrozumiałem to moja wina, mam nadzieję, że gdy odpowie Pan na pytanie powyżej wszystko będzie jasne.
>>Racjonalny sceptyk, zapewne, zgodnie z tym co Pan pisze nie będzie innych dręczył w obronie "słusznych" prawd, przeciwnie niż wierzący. Racjonalny sceptyk może jednak mordować z powodu żądzy władzy i chciwości i jeszcze wykorzystać religię do swoich celów, prawda?
>Wielce Szanowny Panie, życie jest bogate i wszystko zdarzyć się może, ale może poda Pan tu choć parę przykładów, jako kontrę dla milionów fideistów. Tak - aby takie konkretne przypadki można było przedyskutować.
Nie znam takich przypadków, to było z mojej strony rozważanie hipotetyczne.
>Znowu nie kieruję tej wypowiedzi do Pana, gdyż Pan nie chcąc nie jest w stanie jej zrozumieć, ale paru innym osobom może się przydać.
A ja kieruję swój post i do Pana i do innych Forumowiczów.

pozdrawiam
10-02-2012 17:33 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)
Religia i władza zawsze zgodnie współpracowały. Wojny wprawdzie najczęściej wywoływali władcy ale mięso armatnie dostarczała religia z hierarchią kościelną.
Powiedz mi czy konflikt z krzyżem przed pałacem prezydenckim to była czysta polityka czy czysta walka religijna?
Kaczyński miał powód czysto polityczny( wierzący to on chyba nie jest i o ile pamiętam któryś z nich miał kłopoty z modlitwą podobną jak z hymnem). Natomiast większość ludzi bezpośrednio biorących udział w tym konflikcie miała motywacje religijne.
Nie dało by się znaleźć tylu ludzi, aż tak zaangażowanych w poparcie PiS, gdyby nie było tam krzyża i aprobaty kościoła.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
10-02-2012 17:46 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>Religia i władza zawsze zgodnie współpracowały. Wojny wprawdzie najczęściej wywoływali władcy ale mięso armatnie dostarczała religia z hierarchią kościelną.
Zgadzam się.
>Powiedz mi czy konflikt z krzyżem przed pałacem prezydenckim to była czysta polityka czy czysta walka religijna?
Miks obydwu.
>Kaczyński miał powód czysto polityczny( wierzący to on chyba nie jest i o ile pamiętam któryś z nich miał kłopoty z modlitwą podobną jak z hymnem). Natomiast większość ludzi bezpośrednio biorących udział w tym konflikcie miała motywacje religijne.
Też zgoda.
>Nie dało by się znaleźć tylu ludzi, aż tak zaangażowanych w poparcie PiS, gdyby nie było tam krzyża i aprobaty kościoła.
Zgoda.

Ja włączyłem się w ten wątek m.in dlatego, że wg mnie wojny przeróżne miały właśnie wiele przyczyn, dlatego zareagowałem, gdy próbowano za skutki wojen obarczyć tylko jedną z przyczyn - religię. Nie wiem co mogę więcej odpisać, ze wszystkim czym napisałaś zgadzam się!
10-02-2012 18:15 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)
>Ja włączyłem się w ten wątek m.in dlatego, że wg mnie wojny przeróżne miały właśnie wiele przyczyn, dlatego zareagowałem, gdy próbowano za skutki wojen obarczyć tylko jedną z przyczyn - religię. Nie wiem co mogę więcej odpisać, ze wszystkim czym napisałaś zgadzam się!

Jednak uważam, że jeżeli motywacją mas biorących w wojnie udział była religia to była to wojna religijna. Polityczne motywacje na ogół były ukryte przed masami. Prawdziwą przyczyną zawsze była chciwość władców i hierarchii kościelnej.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
10-02-2012 19:30 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Jednak uważam, że jeżeli motywacją mas biorących w wojnie udział była religia to była to wojna religijna. Polityczne motywacje na ogół były ukryte przed masami. Prawdziwą przyczyną zawsze była chciwość władców i hierarchii kościelnej.
A ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzsyatniem religii.
10-02-2012 19:48 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)
>A ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzystaniem religii.
W ten sposób praktycznie wyeliminowałeś wojny religijne. Nawet wtedy gdy wojnę ogłaszał papież to prawdziwym powodem była chciwość i poszerzenie strefy wpływów.
Gdyby kościół przestrzegał tego co zalecała biblia "nie idźcie do pogan" to mielibyśmy w Europie zupełnie innych bogów.
Jeżeli kościół i władza podawała powód religijny to była to wojna religijna.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
10-02-2012 20:26 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>A ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzystaniem religii.
>W ten sposób praktycznie wyeliminowałeś wojny religijne. Nawet wtedy gdy wojnę ogłaszał papież to prawdziwym powodem była chciwość i poszerzenie strefy wpływów.
>Gdyby kościół przestrzegał tego co zalecała biblia "nie idźcie do pogan" to mielibyśmy w Europie zupełnie innych bogów.
>Jeżeli kościół i władza podawała powód religijny to była to wojna religijna.
To jest właśnie trudność cała, jak to odróżnić i jaką definicję wojny religijnej przyjąć. Bo jeśli np papież ogłasza wojnę, albo do niej nawołuje, to należy uznać, że głównym czynnikiem była religia (obok jakiejś rządzy). Ale jeśli wojna wybucha z powodów żądzy i potem dopiero się doprasza poparcie kościoła, lub wykorzystuje napięcia religijne, to wtedy raczej religia nie jest główną przyczyną - wojna nie jest religijna.
Jest to ciekawy dylemat, ale jednak dla mnie nie najistotoniejszy w tej akurat dyskusji. Bo niezależnie jaką definicję wojny religijnej przyjmiemy, to skutki wojny nie można przypisać tylko jednej przyczynie, jeśli było kilka.
11-02-2012 14:11 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>To jest właśnie trudność cała, jak to odróżnić i jaką definicję wojny religijnej przyjąć.

Najprościej jest zawsze wyjść od definicji zapisanej w Wikipedii:

Wojna religijna - wojna w głównej mierze motywowana przyczynami religijnymi.

Religijne tło "wojny religijnej" nie wyklucza równoległego występowania innych - obiektywnych lub tylko propagandowych - przyczyn konfliktu zbrojnego. Pojęcie "wojny sprawiedliwej", czyli takiej, która można uważać za usprawiedliwioną na gruncie religijnym i etycznym wprowadził Święty Augustyn, a rozwinął - na potrzeby politycznych działań Kościoła katolickiego - Święty Tomasz z Akwinu.

Współcześnie pojęcie "wojna religijna" lub "święta wojna" służy często jako uproszczone określenie konfliktów zbrojnych o złożonym podłożu historycznym i kulturowym, w których istotną rolę odgrywają także różnice na tle religijnym (i szerzej - ideologicznym). W przypadku takich wojen wyznawcy i hierarchowie poszczególnych religii z reguły wyraźnie angażują się po określonej stronie konfliktu, poszukując właśnie w sferze religijnej zasadniczych usprawiedliwień i motywacji dla swoich poglądów i działań (w tym - zbrojnych).

Napięcia społeczne często powodowane były - i są - chęcią wyparcia wyznawców innej religii z określonego terytorium, podporządkowania i nawrócenia ich lub wyniszczenia. Wojny religijne toczone są często z powodu fanatyzmu lub wyrachowania przywódców religijnych, którzy posługują się religią jako narzędziem do manipulacji społeczeństwem, do zdobycia lub utrzymania władzy i osiągania innych celów (politycznych, ekonomicznych, społecznych). Swoje działania i poglądy (niejednokrotnie rasistowskie i nacjonalistyczne) motywowują ideą oczyszczenia świata ze zła (gdzie jako "zło" określa się inne religie i ideologie). Wojny religijne występują w różnych okresach historii świata i charakteryzują się m.in. długotrwałością okresu konfliktowego.

Którą później ewentualnie można modyfikować - zaznaczając to co i dlaczego w niej mi się podoba.

Miłego dnia.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
Jak na potrzeby tej dyskusji, to taka defnicja może być dobrym punktem wyjścia.
11-02-2012 16:27 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Jak na potrzeby tej dyskusji, to taka defnicja może być dobrym punktem wyjścia.
To trzeba było od niej wyjść i nie byłoby żadnej z Panem na ten temat dyskusji, gdyż pokazuje ona, że albo nie wie Pan o czym mówi, albo niewiele potrafi z niej zrozumieć.
---------------------------------------------
Tak dla zabawy zestawiłem Pańskie wypowiedzi z tego wątku z małymi komentarzami.
______________________________________

Pan Brzostowski:
>Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło,
Hitler i Stalin Byli ludźmi głęboko wierzącymi.

Pan Brzostowski:
>gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane.
Nadal motorem wojen byłaby wiara (np. w komunizm) i wojny byłyby religijnymi. Tyle że przez wyznawców innych religii toczone.

Pan Brzostowski:
>Po to, aby wskazać, że niezależnie od tego czy Stalin i Hitler wierzyli głęboko w Boga czy też nie,
Hitler i Stalin, byli ludźmi głęboko wierzącymi i miało to bardzo duży wpływ na całą politykę prowadzącą nieuchronnie do wojny.

Pan Brzostowski:
>to i tak prawdopodobnie doszło by do wojny (bo II wojna nie miała podłoża religijnego lub ateistycznego),
Ale tylko prawdopodobnie, gdyż para-religie hitleryzm i komunizm miały w swej ideologii zapisaną dążność do zapanowania nad całym światem. Do konfrontacji ideologiczno-militarnej dojść musiało.

Pan Brzostowski:
>żeby wskazać, że religia (np chrześcijaństwo) nie odgrywa w wojnach roli kluczowej, bo są inne przyczyny (religia bywa tylko wykorzystywana).
Każda religia odgrywa w prawie wszystkich wojnach rolę kluczową. (Co wynika choćby z definicji wojny religijnej)

Pan Brzostowski:
>Chrześcijaństwo, inne religie czy ideologie były i są wykorzystywane do realizacji celów przez różnych wodzów, głównie dla władzy i bogactwa,
Nie znam wojen bez podłoża ideologicznego (religijnego) inne cele są obłudnie (w czym celuje Kościół Katolicki) ukrywane.

Pan Brzostowski:
>chociaż zdarzali się i fanatycy religijni, wybuchały też wojny wyłącznie na tle religijnym, ale to nie uprawnia do wniosków uogólniających.
Wojny wyłącznie na tle religijnym wybuchają wyłącznie w głowach fanatyków. Reszta realizuje przy okazji inne swoje cele.

Pan Brzostowski:
>Wiele konfliktów mimo wyraźnego podtekstu religijnego, miało inne istotniejsze przyczyny (władza i bogactwo), wspomnę tylko konkwistadorów hiszpańskich (chodziło nie o wiarę tylko o kasę, a religie można było wykorzystać - wiadomo z błogosławieństwem Watykanu łatwiej),
Zdecydowanie była to wojna religijna, której celem była ewangelizacja dzikich, a że przy okazji załatwiano prywatę.
Cóż taka właśnie jest ta prawdziwa religijność.

Pan Brzostowski:
>Ateizm leninowski czy później stalinowski,
Nie istniały takie systemy.

Pan Brzostowski:
>nie doprowadził do powstania tych reżimów, przyczyny są inne.
Na powstanie komunizmu w Rosji złożyło się wiele przyczyn praktycznych, a także koncepcji ideowych, z których przywódcy radzieccy zbudowali swoisty dla dla tego kraju reżim.

Pan Brzostowski:
>(ucisk robotniczy),
Jaki ucisk robotniczy? Kogo robotnicy uciskali?

Pan Brzostowski:
>Hitler nie mordował w imię walki z religią,
Religijny człowiek miałby mordować w imię walki z religią. On tylko jak każdy głęboko wierzący chciał aby wierzono w jego religię. Reszta była do likwidacji.

Pan Brzostowski:
>czy czystego ateizmu,
Co to jest "czysty ateizm". Nie znam takiego stwora.

Pan Brzostowski:
>tylko celów militarnych
Myślałem, że militarne - to środki.

Pan Brzostowski:
>i swoich urojonych.
W więc właśnie religijnych.

ITD.

Miłego dnia.

@@@
.
11-02-2012 17:27 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Definicja dotyczy pojęcia "wojna religijna", a nie definicji "wiary". Panu się już mylą pojęcia!
Wyciął Pan moje zdania z części dysksji z której większość dotyczyła wojen, za które obarczono wyłącznie chrześcijaństwo, a zatem cała dyskusja praktycznie dotyczyła religii w rozumieniu wiary w boga. Powycinał Pan sobie zdania z dowolnych części dyskusji i wypisuje Pan do nich różne rzeczy, które mają niby co potwierdzić? Głupotę Interlokutora? Ogarnia mnie żałość wielka gdy czytam pańskie nieudolne próby.
>Pan Brzostowski:
>>Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło,
>Hitler i Stalin Byli ludźmi głęboko wierzącymi.
Tak, wierzyli w coś tam, w swoją ideologię.
>Pan Brzostowski:
>>gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane.
>Nadal motorem wojen byłaby wiara (np. w komunizm) i wojny byłyby religijnymi. Tyle że przez wyznawców innych religii toczone.
Aha, czyli np napaść we wrześniu ZSRR na Polskę to była wojna religijna. Ot mędrzec!
>Pan Brzostowski:
>>Po to, aby wskazać, że niezależnie od tego czy Stalin i Hitler wierzyli głęboko w Boga czy też nie,
>Hitler i Stalin, byli ludźmi głęboko wierzącymi i miało to bardzo duży wpływ na całą politykę prowadzącą nieuchronnie do wojny.
Tak, wierzyli w swoją ideologię, dlatego też zapewne wg pańskiej logiki II wojna była religijną! Ma Pan głowę, nie ma co?
>Pan Brzostowski:
>>to i tak prawdopodobnie doszło by do wojny (bo II wojna nie miała podłoża religijnego lub ateistycznego),
>Ale tylko prawdopodobnie, gdyż para-religie hitleryzm i komunizm miały w swej ideologii zapisaną dążność do zapanowania nad całym światem. Do konfrontacji ideologiczno-militarnej dojść musiało.
Czyli II wojna była religijną, brawo!
>Pan Brzostowski:
>>żeby wskazać, że religia (np chrześcijaństwo) nie odgrywa w wojnach roli kluczowej, bo są inne przyczyny (religia bywa tylko wykorzystywana).
>Każda religia odgrywa w prawie wszystkich wojnach rolę kluczową. (Co wynika choćby z definicji wojny religijnej)
Bzdura! To zdanie jest bez sensu każda religia nie może w prawie wszystkich wojnach odgrywać roli kluczowej.
>Pan Brzostowski:
>>Chrześcijaństwo, inne religie czy ideologie były i są wykorzystywane do realizacji celów przez różnych wodzów, głównie dla władzy i bogactwa,
>Nie znam wojen bez podłoża ideologicznego (religijnego) inne cele są obłudnie (w czym celuje Kościół Katolicki) ukrywane.
Ideologia i religia to wg Pana synonimy? No, cóż, do słownika czas zaglądnąć!
>Pan Brzostowski:
>>chociaż zdarzali się i fanatycy religijni, wybuchały też wojny wyłącznie na tle religijnym, ale to nie uprawnia do wniosków uogólniających.
>Wojny wyłącznie na tle religijnym wybuchają wyłącznie w głowach fanatyków. Reszta realizuje przy okazji inne swoje cele.
Wojny wybuchają też bez przyczyn religijnych.
>Pan Brzostowski:
>>Wiele konfliktów mimo wyraźnego podtekstu religijnego, miało inne istotniejsze przyczyny (władza i bogactwo), wspomnę tylko konkwistadorów hiszpańskich (chodziło nie o wiarę tylko o kasę, a religie można było wykorzystać - wiadomo z błogosławieństwem Watykanu łatwiej),
>Zdecydowanie była to wojna religijna, której celem była ewangelizacja dzikich, a że przy okazji załatwiano prywatę.
>Cóż taka właśnie jest ta prawdziwa religijność.
Aby dyskutować, trzeba znać podstawowe dane, odeślę Pana do tak ulubionej Wikipedii (pogrubienia moje):

"Konkwista (hiszp. conquista - podbój, zdobycie) - hiszpańskie wyprawy zbrojne, podejmowane od końca XV wieku w celu podboju nowo odkrytych terytoriów zamorskich w Amerykach, Afryce i Indiach. Ówczesnym usprawiedliwieniem konkwisty była walka z niewiernymi (muzułmanie) oraz nawracanie nowych ludów na katolicyzm. De facto sprowadzało się to do rozszerzania władzy monarchii. Przyczyny konkwisty są dość szerokie. Po zakończeniu toczonej na Półwyspie Iberyjskim przeciwko Maurom rekonkwisty, zarówno Królestwo Portugalii jak i połączone unią Kastylia i Aragonia szukały dalszych dróg ekspansji. Dla bezrobotnej od pewnego czasu szlachty konkwista oznaczała nowe zajęcie, dawała jednocześnie szansę szybkiego awansu społecznego rzeszom niższych warstw społecznych, które w Nowym Świecie szukały lepszego życia - przykładem takiej kariery może być jeden z bardziej znanych konkwistadorów (hiszp. zdobywców) Francisco Pizarro, pierwotnie pasterz świń z Estremadury."

>Pan Brzostowski:
>>Ateizm leninowski czy później stalinowski,
>Nie istniały takie systemy.
Pewnie, że nie.
>Pan Brzostowski:
>>nie doprowadził do powstania tych reżimów, przyczyny są inne.
>Na powstanie komunizmu w Rosji złożyło się wiele przyczyn praktycznych, a także koncepcji ideowych, z których przywódcy radzieccy zbudowali swoisty dla dla tego kraju reżim.
Niemożliwe, zgadzam się!
>Pan Brzostowski:
>>(ucisk robotniczy),
>Jaki ucisk robotniczy? Kogo robotnicy uciskali?
Złapał słówko i się cieszy? Pan pisał coś o przedszkolu?
>Pan Brzostowski:
>>Hitler nie mordował w imię walki z religią,
>Religijny człowiek miałby mordować w imię walki z religią. On tylko jak każdy głęboko wierzący chciał aby wierzono w jego religię. Reszta była do likwidacji.
Zapewne, tak. W każdym razie wiemy już II wojna światowa była wojną religijną.
>Pan Brzostowski:
>>czy czystego ateizmu,
>Co to jest "czysty ateizm". Nie znam takiego stwora.
Łapacz słówek?
>Pan Brzostowski:
>>tylko celów militarnych
>Myślałem, że militarne - to środki.
Proszę zajrzeć do słownika, cel militarny = cel wojskowy, bo ośmiesza się Pan.
>Pan Brzostowski:
>>i swoich urojonych.
>W więc właśnie religijnych.
Znowu się Pan ośmiesza, urojony nie oznacza religijny, odsyłam do słownika PWN:
sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2573859
sjp.pwn.pl/szukaj/urojony

Miłego wieczoru
11-02-2012 19:02 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Definicja dotyczy pojęcia "wojna religijna", a nie definicji "wiary". Panu się już mylą pojęcia!
Wskazówka dla inteligentnych inaczej. Wystarczy kilka razy kliknąć na nicka z informacją komu na jaką wypowiedź się odpowiada.
Co się komu pieprzy, to inteligentni i niezacietrzewieni czytelnicy sami widzą, a takich tu na szczęście większość.

>Wyciął Pan moje zdania z części dysksji
>Powycinał Pan sobie zdania z dowolnych części dyskusji i wypisuje Pan do nich różne rzeczy, które mają niby co potwierdzić? Głupotę Interlokutora? Ogarnia mnie żałość wielka gdy czytam pańskie nieudolne próby.
Tak, zrobiłem to z naturalną mi złośliwością, ale na szczęście każdy może sam sobie zasadność tego cytowania sprawdzić.

>z której większość dotyczyła wojen, za które obarczono wyłącznie chrześcijaństwo,
"Wyłączności" nie zauważyłem u nikogo (to nieracjonalne myślenie) oczywiście poza Panem, a że za większość zbrodni wojennych, od prawie dwu tysięcy lat, odpowiadają chrześcijanie to przecież oczywistość.

>a zatem cała dyskusja praktycznie dotyczyła religii w rozumieniu wiary w boga.
A co to jest religia w rozumieniu wiary w boga? Nie znam takiej definicji?

>Aha, czyli np napaść we wrześniu ZSRR na Polskę to była wojna religijna. Ot mędrzec!
Człowiek jako tako oczytany wie, że 1 września to agresor hitlerowski wkroczył do Polski, a 17 września, to nie było żadnej napaści na Polskę. Komuniści uwalniali lud polski od wojny i nieśli braterskie wyzwolenie ciemiężonej klasie robotniczej.. Czyli szli na Polskę z misją ewangelizacyjną.

>Tak, wierzyli w swoją ideologię, dlatego też zapewne wg pańskiej logiki II wojna była religijną!
Tego nigdzie nie powiedziałem, a Pan stosuje tu cały czas swoją przedszkolną metodę wmawiając interlokutorom twierdzenia, których oni nigdy nie powiedzieli. Choć nie jest zupełnie bezzasadnym uznanie wojny pomiędzy hitleryzmem, a komunizmem za wojnę religijną, ale to już inna dyskusja. Tu w nią nie wejdę.
Za to, że dla Pana to nie pojęte - ja odpowiedzialności nie ponoszę.

>Ideologia i religia to wg Pana synonimy? No, cóż, do słownika czas zaglądnąć!
Najpierw należałoby nauczyć się czytać ze zrozumieniem, ale czegóż ja dla Pana nie uczynię.
Proszę bardzo.
Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.

Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów - religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych - służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata. Społeczną funkcją ideologii jest artykulacja celów aktywności i dopuszczalnych sposobów ich osiągania oraz motywacja ich zasadności względami uznawanymi za wyższe niż jednostkowy interes. Zapotrzebowanie na ideologie wynika z właściwego ludziom poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens i sposób istnienia.


>Aby dyskutować, trzeba znać podstawowe dane, odeślę Pana do tak ulubionej Wikipedii (pogrubienia moje):
Ówczesnym usprawiedliwieniem konkwisty była walka z niewiernymi (muzułmanie) oraz nawracanie nowych ludów na katolicyzm.
Wielce Szanowny Panie, akurat ja wielokrotnie podkreślałem swoje wątpliwości, co do obiektywizmu Wikipedii, chwaląc tylko jej poręczność. Ale proszę pozostawiłem z Pańskiego cytatu zdanie. Oczywiście dla inteligentnych.

Pan Brzostowski:
>Ateizm leninowski czy później stalinowski,
>>>>Nie istniały takie systemy.
>Pewnie, że nie.
No to po co Pan bzdury wypisuje.

>>Jaki ucisk robotniczy? Kogo robotnicy uciskali?
>Złapał słówko i się cieszy? Pan pisał coś o przedszkolu?
Proszę Szanownego Pana, gdybym chciał się Pańskich "słówek" czepiać - to zupełnie na coś innego miejsca by nie wystarczyło. Wykazuję tylko największe Pańskie bzdury dotyczące meritum - nad drobnymi przechodzę do porządku dziennego.

>i swoich urojonych.
>>>>W więc właśnie religijnych.
>Znowu się Pan ośmiesza,
Gdy w Pańskich oczach, to bardzo się tym przejmuję.

>urojony nie oznacza religijny, odsyłam do słownika PWN:
Urojenia (łac. delusiones) - zaburzenia treści myślenia polegające na fałszywych przekonaniach, błędnych sądach, odpornych na wszelką argumentację i podtrzymywane mimo obecności dowodów wskazujących na ich nieprawdziwość.

Jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia nazywamy to szaleństwem.
Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie nazywamy to religią.

Robert M. Pirsig


Miłego dnia.

@@@
.
11-02-2012 19:31 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>Co się komu pieprzy, to inteligentni i niezacietrzewieni czytelnicy sami widzą, a takich tu na szczęście większość.
Mam nadzieję.
>Tak, zrobiłem to z naturalną mi złośliwością, ale na szczęście każdy może sam sobie zasadność tego cytowania sprawdzić.
I mam nadzieję.
>>z której większość dotyczyła wojen, za które obarczono wyłącznie chrześcijaństwo,
>"Wyłączności" nie zauważyłem u nikogo (to nieracjonalne myślenie) oczywiście poza Panem, a że za większość zbrodni wojennych, od prawie dwu tysięcy lat, odpowiadają chrześcijanie to przecież oczywistość.
A pisał Pan, że żądza władzy i chciwość były podstawowymi przyczynami wojen, szybko Pan zdanie zmienia.
>>a zatem cała dyskusja praktycznie dotyczyła religii w rozumieniu wiary w boga.
>A co to jest religia w rozumieniu wiary w boga? Nie znam takiej definicji?
Jeśli Pan wałkuje słownikową definicję wiary (szeroko pojętą), mi zarzuca że odnoszę się tylko do tej jej części, która dotyczy religii, i Pan sam nie rozumie? Inteligentny człowiek i niezacietrzewiony czytelnik na pewno rozumie. Pan nie rozumie, cóż ...
>>Aha, czyli np napaść we wrześniu ZSRR na Polskę to była wojna religijna. Ot mędrzec!
>Człowiek jako tako oczytany wie, że 1 września to agresor hitlerowski wkroczył do Polski, a 17 września, to nie było żadnej napaści na Polskę. Komuniści uwalniali lud polski od wojny i nieśli braterskie wyzwolenie ciemiężonej klasie robotniczej.. Czyli szli na Polskę z misją ewangelizacyjną.
Ach, te stare podręczniki do historii! Proszę sięgnąć po jakiś podręcznik wydany po 90 roku. Jest Pan nie na czasie.
>>Tak, wierzyli w swoją ideologię, dlatego też zapewne wg pańskiej logiki II wojna była religijną!
>Tego nigdzie nie powiedziałem, a Pan stosuje tu cały czas swoją przedszkolną metodę wmawiając interlokutorom twierdzenia, których oni nigdy nie powiedzieli. Choć nie jest zupełnie bezzasadnym uznanie wojny pomiędzy hitleryzmem, a komunizmem za wojnę religijną, ale to już inna dyskusja. Tu w nią nie wejdę.
Ufff, czyli II wojna nie była jednak religijną.
>>Ideologia i religia to wg Pana synonimy? No, cóż, do słownika czas zaglądnąć!
>Najpierw należałoby nauczyć się czytać ze zrozumieniem, ale czegóż ja dla Pana nie uczynię.
>Proszę bardzo...
I co to i tak nie są synonimy

>>Aby dyskutować, trzeba znać podstawowe dane, odeślę Pana do tak ulubionej Wikipedii (pogrubienia moje):
>Ówczesnym usprawiedliwieniem konkwisty była walka z niewiernymi (muzułmanie) oraz nawracanie nowych ludów na katolicyzm.
>Wielce Szanowny Panie, akurat ja wielokrotnie podkreślałem swoje wątpliwości, co do obiektywizmu Wikipedii, chwaląc tylko jej poręczność. Ale proszę pozostawiłem z Pańskiego cytatu zdanie. Oczywiście dla inteligentnych.
Czyli pozostała część definicji może nie była dla inteligentnych? Ja mam nadzieję, że czytelnik zapozna się z całą informacją o konkwiście.
Czyli wikipedia już nie dobra? Bo co? Bo nie pasuje do koncepcji? Jeśli nie jest obiektywna, to po cholerę wkleja Pan te definicje i informacje? Rozumiem, że obiektywizm Wikipedii zależy od tego czy znajdzie Pan, tam spójne poglądy ze swoimi.
>>>Jaki ucisk robotniczy? Kogo robotnicy uciskali?
>>Złapał słówko i się cieszy? Pan pisał coś o przedszkolu?
>Proszę Szanownego Pana, gdybym chciał się Pańskich "słówek" czepiać - to zupełnie na coś innego miejsca by nie wystarczyło. Wykazuję tylko największe Pańskie bzdury dotyczące meritum - nad drobnymi przechodzę do porządku dziennego.
Faktycznie zwrot "ucisk robotniczy" to było coś dotyczącego meritum? Ubawiłem się!
>>urojony nie oznacza religijny, odsyłam do słownika PWN:
>Urojenia (łac. delusiones) - zaburzenia treści myślenia polegające na fałszywych przekonaniach, błędnych sądach, odpornych na wszelką argumentację i podtrzymywane mimo obecności dowodów wskazujących na ich nieprawdziwość.
>Jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia nazywamy to szaleństwem.
>Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie nazywamy to religią.
Robert M. Pirsig


A od kiedy to opinie pojedynczych osób stanowią ogólnie uznaną definicję? Wie Pan PWN, to jednak PWN. Chyba że Pan wie lepiej, jak zwykle gdy nie pasuje do koncepcji, prawda?
11-02-2012 20:19 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

.
To nie przedszkole: www.racjon(*)m.php/s,464332/z,0/d,7#w469663
To już przestaje być zabawnym.
To czysty trollizm niewiele rozumiejącego, a mocno zacietrzewionego religianta.
Jak widać ze wszystkich Pańskich wypowiedzi niewiele mądrego, w żadnym - z poruszonych tu tematów - mógł Pan powiedzieć.
Próbuje Pan tylko wygrać swoją upierdliwą agresją wobec wszystkich, którzy śmią w Pańską nieomylność wątpić.
No i oczywiście - choć może być i szczytem kretyństwa - ale zawsze ostatnie trolla zdanie.

@@@
.
12-02-2012 16:07 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Tym razem ja zastosowałem pański sposób dyskusji, czyli czepianie się słówek, uporczywe wytykanie błędów i pomyłek, co nie wnosi w zasadzie nic merytorycznego, tylko jest prawie czystą złośliwością. A Pan wówczas nazywa to trollizmem i szczytem kretyństwa, tylko, że to Pan sprowadza naszą dyskujsę do tego poziomu. Jeśli prześledzi Pan, i mam nadzieję inni czytelnicy nasze wątki, to zobaczycie Państwo, że to Pan Bogusławski wprowadza właśnie ten styl dyskusji, a potem nazywa to agresją i kretyństwem.

Dodatkowo pańskie wycieczki słowne o religiantach pokazują wyraźnie, że nie chodzi o aspekty merytoryczne, tylko o ideologię. Jest to tym bardziej zabawne, że ja nie jestem religiantem, mam tylko w niektórych kwestiach poglądy nieco inne niż "poprawnie" antyklerykalne, oparte o wiedzę i uczciwość wobec faktów. Jestem też antyklerykałem, potrafię jednak uczciwie mówić o kościele, przeciwnie niż wielu innych antyklerykałów, których nazywam ideologicznymi.

W świetle tego, pańskie obrażanie jest po prostu żałosne i obnaża pańską ideologię.
12-02-2012 18:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>Tym razem ja zastosowałem pański sposób dyskusji, czyli czepianie się słówek, uporczywe wytykanie błędów i pomyłek, co nie wnosi w zasadzie nic merytorycznego, tylko jest prawie czystą złośliwością.
A gdzie?
Szanowny Panie, dobra samoocena wcale nie świadczy o wysokim poziomie. Wytykanie błędów i pomyłek jest też ważną czynnością, za którą wszystkim moim krytykom dziękuję, ale wytykanie braku sensownego uargumentowania poglądów jest jeszcze intelektualnie ważniejszą czynnością. Zaś wytykanie uporczywej, agresywnie zacietrzewionej głupoty jest wprost obowiązkiem racjonalisty.

>A Pan wówczas nazywa to trollizmem i szczytem kretyństwa, tylko, że to Pan sprowadza naszą dyskujsę do tego poziomu.
tuitam.7.forumer.com/a/troll-definicja_post22.html

>Jeśli prześledzi Pan,
Mam zwyczaj dokładnie czytać nie tylko wypowiedź, do której się odnoszę, ale także i inne wypowiedzi tego samego autora. Tak że bardzo dobrze wiem na co Szanownego Pana stać.

>i mam nadzieję inni czytelnicy nasze wątki, to zobaczycie Państwo, że to Pan Bogusławski wprowadza właśnie ten styl dyskusji,
Ja uważam, że szkoda czasu, ale jak ktoś lubi sam sprawdzić to też zachęcam.

>a potem nazywa to agresją i kretyństwem.
Zdecydowanie tą opinię o Pańskich wypowiedziach podtrzymuję.

>Dodatkowo pańskie wycieczki słowne o religiantach pokazują wyraźnie, że nie chodzi o aspekty merytoryczne, tylko o ideologię.
Tak, chodzi tu o ideologiczny kit, który Pan usiłuje tu wcisnąć
Uważam, że Pan bredzi usiłując wybielić odpowiedzialność postaw religijnych za zbiorowe zbrodnie (wojny). Trudno to bardziej jasno wyłożyć, niż ja to już wielokrotnie czyniłem i uważam, że to może być mętnym tylko dla mętniaków, którzy chcą na naszym forum zamącić. Natomiast przedstawiana przez Pana argumentacja jest tożsama i argumentacją ideologii katolickiej.

>Jest to tym bardziej zabawne, że ja nie jestem religiantem,
A ja nie jestem antyklerykałem.

>mam tylko w niektórych kwestiach poglądy nieco inne niż "poprawnie" antyklerykalne,
Dziw bierze, że tak bardzo zgodne z klerykalną ideologią. (Łatwo to można skonfrontować zaglądając na katolickie strony).

>oparte o wiedzę i uczciwość wobec faktów.
Wszyscy polemizujący z Panem z Bogusławskim na czele są niedouczonymi głupkami i są nieuczciwi wobec faktów.

>Jestem też antyklerykałem,
A ja Dziewicą Orleańską!

>potrafię jednak uczciwie mówić o kościele,
Cholera, jak głupio ci prawnicy wymyślili, że nie można być sędzią we własnej sprawie.
Ja o kościołach potrafię też mówić pełen zachwytu. Gorzej z Kościołem, który uważam, za ponad wszystko chciwą na władzę oraz dobra doczesne i najbardziej obłudną instytucję świata. Pięknie w niej są wymieszane najbardziej podłe cechy ludzkich charakterów - wiodące do zbrodni wszelakich. Jest to bardzo uczciwa w oparciu o wiedzę historyczną (i nie tylko) ocena tej instytucji.

>przeciwnie niż wielu innych antyklerykałów, których nazywam ideologicznymi.
Jest Pan niesłychanie łagodny w ocenianiu nas. My tu czytujemy i Katolika.pl i Apologetykę.pl i Trynitarian.pl i wiemy skąd Pan czerpie swoje poglądy. Tam rzeczywiście mniej się z nami patyczkują.

>W świetle tego, pańskie obrażanie jest po prostu żałosne
Pamiętam w pierwszych latach szkoły podstawowej dwóch moich kolegów pobiło się, gdyż jeden drugiego arystokratą nazwał. Ja stosuję wobec Pana obnażanie i Pan to - nie tyle rozumie co - czuje, a to bardziej od "obrażania" boli.
Przykro mi, ale wobec Pana i Pańskich intelektualnych przyjaciół mam zamiar nadal tak czynić.

>i obnaża pańską ideologię.
Wielce Szanowny Panie, nic nie może obnażyć mojej ideologii, gdyż ja przed czytelnikami forum już od dawna ideologicznie to nago paraduję. Powtarzałem już tu wielokrotnie, że jako racjonalista uznaję "Wiarę w niewiarę"
Nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

To, że jestem antyklerykałem też jest dla moich czytelników jasnym.

@@@
.
12-02-2012 18:28 
 Ocena 3 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>>A Pan wówczas nazywa to trollizmem i szczytem kretyństwa, tylko, że to Pan sprowadza naszą dyskujsę do tego poziomu.
>tuitam.7.forumer.com/a/troll-definicja_post22.html
Podgatunki trolla z pańskiego źródła:
Ortographae - z braku argumentów nietaktownie publicznie wytyka innym błędy językowe
Nikt nie jest Pana w stanie w tym prześcignąć.
Senecus - zarzuca innym niedojrzałość i niepoważny wiek
Cały Pan.
Academicus - notorycznie sugeruje niski poziom wykształcenia i inteligencji adwersarza oraz jego nieuctwo
Cały Pan.
Religiaceae - lubuje się w kłótniach* o tematyce związanej z religią
Lubi Pan, lubi.
Trollus Floodicus - generator wielkiej ilości nic niewnoszących do dyskusji wypowiedzi. Często do poprzedniego postu dopisuje jeden wyraz. Wątek zaatakowany przez ten rodzaj Trolla staje się szybko nieczytelny i bezsensowny.
Pańska robota.
Trollus Spamea - bezmyślnie lub celowo zalewa forum spamem i kryptospamem.
no takie tam dyskusje o dyskusji, wklejane po kilka razy definicje, itp, też Pan się łapie.
Trollus Patologicus Camelleonia - najbardziej poszkodowany przez syndrom GNIDA, którego jedynym celem w życiu jest przeszkadzanie i dokuczanie innym użytkownikom sieci
tym namierzonym, przez Pana, Szanowny Panie.

Kto tu jest trollem?

>>Jest to tym bardziej zabawne, że ja nie jestem religiantem,
>A ja nie jestem antyklerykałem.
A zna Pan pojęcie religiant? Czy podać link?
>>mam tylko w niektórych kwestiach poglądy nieco inne niż "poprawnie" antyklerykalne,
>Dziw bierze, że tak bardzo zgodne z klerykalną ideologią. (Łatwo to można skonfrontować zaglądając na katolickie strony).
Czy zna Pan pojęcie klerykalizmu? Podać link?
>>Jestem też antyklerykałem,
>A ja Dziewicą Orleańską!
Zna Pan pojęcie antyklerykalizmu?

Jednak moje wrażenie, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem potwierdza się. Widać to jak na dłoni, gdyż nie potrafi Pan zrozumieć, że można być antyklerykałem i nawet teistą w jednej osobie, że można nie być religiantem i mówić o Kościele nawet pozytywnie, że można być antyklerykałem i nie być racjonalistą.
12-02-2012 19:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Kto tu jest trollem?
Przyjmijmy, że ja. Ostateczną ocenę zostawiam czytelnikom i moderacji.

>Jednak moje wrażenie, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem potwierdza się.
Wcale tego nigdy nie ukrywałem. Jestem człowiekiem ideowym (czyli zaangażowanym) i antyklerykałem. Dlatego znalazłem sobie to forum, na którym się udzielam, a Pan co tu robi? Przyszedł Pan nas nawracać na swoją prawdę i wiarę?

>Widać to jak na dłoni, gdyż nie potrafi Pan zrozumieć, że można być antyklerykałem i nawet teistą w jednej osobie, że można nie być religiantem i mówić o Kościele nawet pozytywnie, że można być antyklerykałem i nie być racjonalistą.
Proszę Pana, gdyby Pan zechciał poczytać moje wypowiedzi wiedziałby Pan, że mam jakąś tam wiedzę i o psychologii i psychiatrii, a te nauki nie takie przypadki znają. Dużo w jednej osobie można zmieścić, nawet kilka osobowości.

Pan tylko się chwali w jakich dziedzinach osiągnął Pan już sukcesy, jak wielką Pan ma wiedzę i jak bardzo jest Pan obiektywnym. Tu nie potrzeba tego wszystkiego zaznaczać, wystarczy kilka postów napisać i już wiadomo z kim mamy do czynienia.

Mam zdecydowane zdanie na temat Pańskiej wiedzy, obiektywizmu i kultury dyskusji. Bez żadnego chwalenia się, każdy kto chciał już wie na co Pana stać.
Myślę, że moi czytelnicy też już mnie poznali.

Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami!
Tyle że z Panem jest jeszcze gorzej. Pan wcale nie czuje, że się ......

Na podwórku w rzucaniu błotem odniósł już Pan zapewne niejedne zwycięstwo. Teraz przyszedł czas na nasze forum i na Bogusławskiego.
Tak, jest Pan męczący i ani drobiny zabawny, a do Pańskiego poziomu wiedzy i rozumienia chyba rzeczywiście jeszcze nie dorosłem.
Coraz więksi geniusze zostają tu przysyłani do pełnienia misji mącenia.

@@@
.
12-02-2012 20:22 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
Podał Pan link do definicji trollizmu i w zasadzie stwierdził, że ja jestem trollem, zatem odwdzięczyłem się złośliwością, ponieważ po przeczytaniu definicji, wiele treści pasuje do pańskiego zachowania, zwłaszcza w dyskusji ze mną.
>>Jednak moje wrażenie, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem potwierdza się.
>Wcale tego nigdy nie ukrywałem. Jestem człowiekiem ideowym (czyli zaangażowanym) i antyklerykałem. Dlatego znalazłem sobie to forum, na którym się udzielam, a Pan co tu robi? Przyszedł Pan nas nawracać na swoją prawdę i wiarę?
A czy gdziekolwiek w moich postach odnalazł Pan tresci sugerujace coś takiego? To własnie właśnie pańskie posty, które sugerowały moje religianctwo, "wiarę", głupotę, itd... pozwoliły mi na taką właśnie diagnozę, że bardziej tropi Pan "upatrzonego" niepoprawnego niż wdaje się w duskusję merytoryczną. Stąd tak oceniłem pańskie wypowiedzi.
>>Widać to jak na dłoni, gdyż nie potrafi Pan zrozumieć, że można być antyklerykałem i nawet teistą w jednej osobie, że można nie być religiantem i mówić o Kościele nawet pozytywnie, że można być antyklerykałem i nie być racjonalistą.
>Proszę Pana, gdyby Pan zechciał poczytać moje wypowiedzi wiedziałby Pan, że mam jakąś tam wiedzę i o psychologii i psychiatrii, a te nauki nie takie przypadki znają. Dużo w jednej osobie można zmieścić, nawet kilka osobowości.
Niestety tą wypowiedzią potwierdza Pan brak wiedzy na temat podstawowych terminów, można być antyklerykałem i nawet teistą bez szwanku na zdrowym umyśle. Może się to nie mieścić w głowie tylko zacietrzewionym ideologom antyklerykałom i zacietrzewionym klerykałom teistom.
>Pan tylko się chwali w jakich dziedzinach osiągnął Pan już sukcesy, jak wielką Pan ma wiedzę i jak bardzo jest Pan obiektywnym. Tu nie potrzeba tego wszystkiego zaznaczać, wystarczy kilka postów napisać i już wiadomo z kim mamy do czynienia.
Ja się chwalę? To już zaczyna być szczyt hipokryzji! Przecież to Pan ciagle poucza, pisze mentorskim stylem. Dotyka Pan już absurdu.
>Mam zdecydowane zdanie na temat Pańskiej wiedzy, obiektywizmu i kultury dyskusji. Bez żadnego chwalenia się, każdy kto chciał już wie na co Pana stać.
Ma Pan prawo mieć zdecydowane zdanie. Ja mam również takowe jeśli chodzi o pańskie wypowiedzi.
>Myślę, że moi czytelnicy też już mnie poznali.
Owszem, ale w dyskusji ze mną to się Pan za nadto nie popisał ani wolą dyskusji, ani obiektywizmem, ani kulturą dyskusji. Proces poznawania trwa.
>Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami!Tyle że z Panem jest jeszcze gorzej. Pan wcale nie czuje, że się ......
A Pan czuje?
>Na podwórku w rzucaniu błotem odniósł już Pan zapewne niejedne zwycięstwo. Teraz przyszedł czas na nasze forum i na Bogusławskiego.
Szanowny Panie, przecież to Pan zaczął. Ja zawsze w dyskusjach staram się być kulturalny i grzeczny, bywam stanowczy, ale rzadko, wtedy jednak też zachowuję kulturę. To Pan mnie sprowokował do wypowiedzi na granicy dobrego smaku. Proszę prześledzić nasze dyskusje, zauważy Pan (polecam też czytelnikom), kto pierwszy schodzi na taki poziom dyskusji, zwracałem nawet Panu kilka razy na to uwagę.
>Tak, jest Pan męczący i ani drobiny zabawny, a do Pańskiego poziomu wiedzy i rozumienia chyba rzeczywiście jeszcze nie dorosłem.
>Coraz więksi geniusze zostają tu przysyłani do pełnienia misji mącenia.
No właśnie, kto kogo obrzuca błotem? Tak wydało się, jestem zakonspirowanym rycerzem NMP.

Amen.
12-02-2012 20:28 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Ja panów obu bardzo proszę o zaprzestanie tej przepychanki albo przeniesienie sporu na priva.
12-02-2012 22:53 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
> Ja panów obu bardzo proszę o zaprzestanie tej przepychanki albo przeniesienie sporu na priva.
>
Dyskusję w tym wątku, z Panem Bogusławskim też zakończyłem.

pozdrawiam
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>> Ja panów obu bardzo proszę o zaprzestanie tej przepychanki albo przeniesienie sporu na priva.
>>
>Dyskusję w tym wątku, z Panem Bogusławskim też zakończyłem.
A nawet odniosłem nad nim pełne zwycięstwo, gdyż jego już tu nie ma, a ja nadal tu rządzę!

.
13-02-2012 14:28 
 Ocena 2 na 2
asmodai (2845 punktów)
> Ja panów obu bardzo proszę o zaprzestanie tej przepychanki albo przeniesienie sporu na priva.
>
Cały spór można podsumować jednym zdaniem "nawet świnia... Bez urazy ja również często tracę umiar
10-02-2012 23:02 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzystaniem religii.

   Opiszę Ci pewną idealną wojnę religijną. Zakładamy wojnę tylko i wyłącznie religijną. Słowiańscy poganie Polscy napadają na chrześcijańskich Niemców. Śpiewając pieśni sławiące Peruna poganie po długim boju pokonali katolików. W tym momencie występuje władca katolicki i oświadcza że on i jego wszyscy poddani zmieniają religię na religię pogańskich najeźdźców. Dawny władca pozostaje nim, bo wyznaje teraz nową religię. Stare świątynie zostały zniszczone i zastąpione nowymi. Obie strony rozchodzą się w przyjaźni nie czyniąc sobie dalszych szkód i żyjąc odtąd w harmonii. Żadna ze stron nie zyskała ani nie straciła podczas i po walce ani kawałka ziemi. To co opisałem możesz uznać za pewien bajkowy stan. Niestety Twoje wypowiedzi są wprost z niego wyrwane.

   Wracając do religii jako głównej przyczyny wojny czy możesz mi dla jakiegokolwiek konfliktu przedstawić które przyczyny wojny w jakim stopniu wpływało na wzniecenie konfliktu. Mówimy tu o dokładnym ujęciu w procenty przyczyn, pamiętaj że historia i jej sposób argumentacji nie lubi takiego podejścia, ta "główna przyczyna" to tylko subiektywne kryterium konkretnego historyka. Przyjrzyj się choćby jak ten sam konflikt opisują historycy obu walczących stron.

   Kompletnie pomijasz w swoich wypowiedziach rolę jaką odgrywa religia w społeczeństwie i całej strukturze nadzoru nad nim. To naprawdę istotne, religia legitymizuje władzę w zamian władza daje urzędnikom religijnym pewne przywileje. To naprawdę silne oddziaływanie.
11-02-2012 15:07 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>   Opiszę Ci pewną idealną wojnę religijną. Zakładamy wojnę tylko i wyłącznie religijną. Słowiańscy poganie Polscy napadają na chrześcijańskich Niemców. Śpiewając pieśni sławiące Peruna poganie po długim boju pokonali katolików. W tym momencie występuje władca katolicki i oświadcza że on i jego wszyscy poddani zmieniają religię na religię pogańskich najeźdźców. Dawny władca pozostaje nim, bo wyznaje teraz nową religię. Stare świątynie zostały zniszczone i zastąpione nowymi. Obie strony rozchodzą się w przyjaźni nie czyniąc sobie dalszych szkód i żyjąc odtąd w harmonii. Żadna ze stron nie zyskała ani nie straciła podczas i po walce ani kawałka ziemi. To co opisałem możesz uznać za pewien bajkowy stan. Niestety Twoje wypowiedzi są wprost z niego wyrwane.
Opis idealnej wojny ciekawy, i co dalej? Przecież oczywiste jest, że wojen takich (czysto religijnych nie ma), są jednak takie w których religie odgrywają dużą rolę (główną).
>   Wracając do religii jako głównej przyczyny wojny czy możesz mi dla jakiegokolwiek konfliktu przedstawić które przyczyny wojny w jakim stopniu wpływało na wzniecenie konfliktu. Mówimy tu o dokładnym ujęciu w procenty przyczyn, pamiętaj że historia i jej sposób argumentacji nie lubi takiego podejścia, ta "główna przyczyna" to tylko subiektywne kryterium konkretnego historyka. Przyjrzyj się choćby jak ten sam konflikt opisują historycy obu walczących stron.
Pewnie można by to zrobić (spróbować), ale każdy będzie tu miał inną opinię, subiektywną, dla tego takich przyczyn w procentach nie da się wg mnie określić. Argument ten jednak ma dwa końce. Skoro nie można, a występuje tam i czynnik religijny i chęci zysku, to dlaczego nie nazywać tych wojen "wojnami żądzy zysku"? W określeniu wojny religijnej i oceny jak bardzo dany czynnik miał wpływ na jej przebieg, jest trudność. Ale nie mam na to recepty.
>   Kompletnie pomijasz w swoich wypowiedziach rolę jaką odgrywa religia w społeczeństwie i całej strukturze nadzoru nad nim. To naprawdę istotne, religia legitymizuje władzę w zamian władza daje urzędnikom religijnym pewne przywileje. To naprawdę silne oddziaływanie.
Zgadzam się, to bardzo silne oddziaływanie. Ale równie silne mają reżimy, np hitleryzm, stalinizm, a także demokracje oparte na silnych korporacjach i układach (np USA), wojny wybuchają z powodu ropy i innych surowców. Religie odgrywają dużą rolę, ale nie mniejszą chyba chęć zysku i władzy, kontroli nad społeczeństwem. Także jak widzisz religia jest jednym z ważnych elementów kontroli, ale nie jedynym.
12-02-2012 04:27 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>Opiszę Ci pewną idealną wojnę religijną.
>Opis idealnej wojny ciekawy, i co dalej? Przecież oczywiste jest, że wojen takich (czysto religijnych nie ma), są jednak takie w których religie odgrywają dużą rolę (główną).

Nie ma żadnego dalej, przecież podbici przejęli religię wygranych i to koniec bajki. Pozwól że posłużę się jedną twoją wypowiedzią:

>A ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzystaniem religii.

   Sam napisałeś że mój opis idealnej wojny religijnej jest nierealny. Tu upierasz się żeby wojnę nazywać religijną tylko i wyłącznie wtedy gdy religia odgrywa wiodącą rolę. Weź się w końcu zdecyduj. Rozśmiesza mnie zdanie w którym piszesz o wykorzystywaniu religii do niecnych celów przez rządzących, w takim wypadku ta biedna religia powinna mieć po wojnie status poszkodowanej. Wybacz ale jest to daleko posunięta naiwność poglądów, lub celowa manipulacja.

> Skoro nie można [określić jak bardzo istotny jest czynnik religijny], a występuje tam i czynnik religijny i chęci zysku, to dlaczego nie nazywać tych wojen "wojnami żądzy zysku"? W określeniu wojny religijnej i oceny jak bardzo dany czynnik miał wpływ na jej przebieg, jest trudność. Ale nie mam na to recepty.

   Wojny nie prowadzi się z powodów charytatywnych, ja to sugerujesz. Nie wywołuje się konfliktu zbrojnego w którego nie będzie jakiejkolwiek korzyści. Nie umiesz wskazać jakie znaczenie miały względy religijne w poszczególnych konfliktach, a równocześnie domagasz się na podstawie tej swojej nieumiejętności wybielenia religii, to kolejna manipulacja.

>> Kompletnie pomijasz w swoich wypowiedziach rolę jaką odgrywa religia w społeczeństwie ...
>Zgadzam się, to bardzo silne oddziaływanie. Ale równie silne mają reżimy, np hitleryzm, stalinizm, a także demokracje oparte na silnych korporacjach i układach (np USA), wojny wybuchają z powodu ropy i innych surowców. Religie odgrywają dużą rolę, ale nie mniejszą chyba chęć zysku i władzy, kontroli nad społeczeństwem. Także jak widzisz religia jest jednym z ważnych elementów kontroli, ale nie jedynym.

   Manipulacja w tym akapicie polega na szybkiej zmianie tematu. Nagle do już wymienionych historycznych konfliktów dołączasz dzisiejsze w których religia odgrywa zupełnie inną rolę. Do listy oskarżonych dodajesz hitleryzm, stalinizm i korporacje, po czym na nowym tle gładko wybielasz religię.

Oszukujesz w rozmowie, mogę zacząć stosować twoje metody, tylko że wtedy wymiana poglądów straci sens.

Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
12-02-2012 19:29 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie ma żadnego dalej, przecież podbici przejęli religię wygranych i to koniec bajki. Pozwól że posłużę się jedną twoją wypowiedzią:
>>A ja uważam, że jeżeli główną motywacją biorących udział w wojnie była religia to była to wojna religijna, a jeśli główną przyczyną było coś innego (np władza) to nie była to wojna religijna, tylko wojna z wykorzystaniem religii.
>   Sam napisałeś że mój opis idealnej wojny religijnej jest nierealny. Tu upierasz się żeby wojnę nazywać religijną tylko i wyłącznie wtedy gdy religia odgrywa wiodącą rolę. Weź się w końcu zdecyduj. Rozśmiesza mnie zdanie w którym piszesz o wykorzystywaniu religii do niecnych celów przez rządzących, w takim wypadku ta biedna religia powinna mieć po wojnie status poszkodowanej. Wybacz ale jest to daleko posunięta naiwność poglądów, lub celowa manipulacja.
To, że nie istnieje idealna wojna religijna wg Twojego opisu, nie wynika, że każda inna, w której występuje czynnik religijny ma nazywać się religijna. Przecież to bzdura. Nie istnieje też idealna wojna np z powodów żądzy władzy, czy z tego wynika, że wszystkie wojny miały takie przyczyny? Przecież to nielogiczne. Ja nic nie piszę o biednej religii, a wykorystywanie religii w wojnie jest faktem (nie w sensie ofiary, tylko instrumentu).
>> Skoro nie można [określić jak bardzo istotny jest czynnik religijny], a występuje tam i czynnik religijny i chęci zysku, to dlaczego nie nazywać tych wojen "wojnami żądzy zysku"? W określeniu wojny religijnej i oceny jak bardzo dany czynnik miał wpływ na jej przebieg, jest trudność. Ale nie mam na to recepty.
>   Wojny nie prowadzi się z powodów charytatywnych, ja to sugerujesz. Nie wywołuje się konfliktu zbrojnego w którego nie będzie jakiejkolwiek korzyści. Nie umiesz wskazać jakie znaczenie miały względy religijne w poszczególnych konfliktach, a równocześnie domagasz się na podstawie tej swojej nieumiejętności wybielenia religii, to kolejna manipulacja.
Nie domagam się wybielania religii, to Twoja interpetacja, wielokrotnie pisałem co myślę na ten temat. Nie potrafię wskazać precyzyjnie, które przyczyny miały jaki wpływ na wojny (czy religia czy żądza władzy, inne), niewątpliwie jednak przyczyn często było wiele (z czym zgadzają się raczej wszyscy). Skoro zatem było wiele przyczyn, to i odpowiedzalność musi być przypisana tym przyczynom, a nie jednej.
>>> Kompletnie pomijasz w swoich wypowiedziach rolę jaką odgrywa religia w społeczeństwie ...
>>Zgadzam się, to bardzo silne oddziaływanie. Ale równie silne mają reżimy, np hitleryzm, stalinizm, a także demokracje oparte na silnych korporacjach i układach (np USA), wojny wybuchają z powodu ropy i innych surowców. Religie odgrywają dużą rolę, ale nie mniejszą chyba chęć zysku i władzy, kontroli nad społeczeństwem. Także jak widzisz religia jest jednym z ważnych elementów kontroli, ale nie jedynym.
>   Manipulacja w tym akapicie polega na szybkiej zmianie tematu. Nagle do już wymienionych historycznych konfliktów dołączasz dzisiejsze w których religia odgrywa zupełnie inną rolę. Do listy oskarżonych dodajesz hitleryzm, stalinizm i korporacje, po czym na nowym tle gładko wybielasz religię.
>Oszukujesz w rozmowie, mogę zacząć stosować twoje metody, tylko że wtedy wymiana poglądów straci sens.
O przepraszam bardzo, od razu oszukuję? Podałem reżimy jako przykłady, tego, że nie tylko religia ma silne oddziaływanie na społeczeństwo. Silnie oddziaływuje też chciwość, chęć zemsty, władzy, kontroli, itd. reżimy to był tylko przykład. Oczywiste jest że religia w Europie odgrywa dzisiaj inną rolę niż kiedyś, ale to w żadnym przypadku nie broni tezy o tym, że religie mając duże oddziaływanie na społeczeństwa były jedyną wojen przyczyną.
12-02-2012 20:52 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>To, że nie istnieje idealna wojna religijna wg Twojego opisu, nie wynika, że każda inna, w której występuje czynnik religijny ma nazywać się religijna. Przecież to bzdura. Nie istnieje też idealna wojna np z powodów żądzy władzy, czy z tego wynika, że wszystkie wojny miały takie przyczyny? Przecież to nielogiczne. Ja nic nie piszę o biednej religii, a wykorystywanie religii w wojnie jest faktem (nie w sensie ofiary, tylko instrumentu).

Manipulacja zwana w literaturze jako bicie słomianej kukły.

> wykorystywanie religii w wojnie jest faktem (nie w sensie ofiary, tylko instrumentu).

To jedno zdanie zaprzecza wszystkiemu co sam dotychczas napisałeś. Jesteś niekonsekwentny w swojej postawie. Z jednej strony sam przyznajesz że religia jest istotnym instrumentem przedstawionych przez biga przykładów. Z drugiej próbujesz udowodnić że wcale nie jest, dodając od siebie coraz to inne konflikty. Jak się w końcu zdecydujesz to możemy dyskutować, ale nie ogólnie, a tylko z wykorzystaniem konkretnych wskazanych przez Ciebie przykładów.

>Nie domagam się wybielania religii, to Twoja interpetacja, wielokrotnie pisałem co myślę na ten temat. Nie potrafię wskazać precyzyjnie, które przyczyny miały jaki wpływ na wojny (czy religia czy żądza władzy, inne), niewątpliwie jednak przyczyn często było wiele (z czym zgadzają się raczej wszyscy). Skoro zatem było wiele przyczyn, to i odpowiedzalność musi być przypisana tym przyczynom, a nie jednej.

Zwyczajnie wybielasz wszelkie postawy religijne udając że religia to tylko wzniosłe idee a nie jedno z narzędzi władzy i kontroli. Religia jest na tyle związana z władzą przynajmniej w ujęciu historycznym, że twoje niezdarne próby pokazania rozdzielności rażą mój intelekt. Zamiast zasłaniać się swoimi "wieloma różnorodnymi przyczynami" pokaż proszę jak w prosty i klarowny sposób wyodrębnić "przyczyny religijne". Jeżeli nie umiesz wykazać w jaki sposób oddzielić te "przyczyny religijne" to dalsza dyskusja ze szczególnym naciskiem na wybielanie religii jest tylko i wyłącznie manipulacją mającą na celu świadome wprowadzenie czytelnika w błąd. To właśnie nazywam manipulacją.

>O przepraszam bardzo, od razu oszukuję? Podałem reżimy jako przykłady, tego, że nie tylko religia ma silne oddziaływanie na społeczeństwo. Silnie oddziaływuje też chciwość, chęć zemsty, władzy, kontroli, itd. reżimy to był tylko przykład. Oczywiste jest że religia w Europie odgrywa dzisiaj inną rolę niż kiedyś, ale to w żadnym przypadku nie broni tezy o tym, że religie mając duże oddziaływanie na społeczeństwa były jedyną wojen przyczyną.

Znowu bijesz swoją kukłę wprowadzając do tej dyskusji swoją ulubioną tezę o "religii jako jedynej przyczynie wojen". Wpychasz ten argument wszystkim interlokutorom w tym wątku, podczas gdy tylko ja użyłem tego argumentu w mojej "idealnej wojnie religijnej" i to tylko po to by pokazać jego nonsensowność.

Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi Boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
12-02-2012 22:34 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>>O przepraszam bardzo, od razu oszukuję? Podałem reżimy jako przykłady, tego, że nie tylko religia ma silne oddziaływanie na społeczeństwo. Silnie oddziaływuje też chciwość, chęć zemsty, władzy, kontroli, itd. reżimy to był tylko przykład. Oczywiste jest że religia w Europie odgrywa dzisiaj inną rolę niż kiedyś, ale to w żadnym przypadku nie broni tezy o tym, że religie mając duże oddziaływanie na społeczeństwa były jedyną wojen przyczyną.
>Znowu bijesz swoją kukłę wprowadzając do tej dyskusji swoją ulubioną tezę o "religii jako jedynej przyczynie wojen". Wpychasz ten argument wszystkim interlokutorom w tym wątku, podczas gdy tylko ja użyłem tego argumentu w mojej "idealnej wojnie religijnej" i to tylko po to by pokazać jego nonsensowność.

Przemyśl nieco to, co napisałeś. Ja wprawdzie wiem, o co Ci chodzi, ale dla postronnego czytelnika może się wydać niezrozumiałym. Pan Brzostowski wprowadza raczej tezę o "religii, będącej jedną z wielu przyczyn wojen", natomiast próbuje imputować adwersarzom, że upraszczają właśnie do:"religii jako jedynej przyczyny". Choć de facto nikt tego nie utrzymuje, a ewentualne skróty wynikają jedynie z pominięcia owych innych przyczyn, gdyż i tak mieszczą się one w zbiorze wspólnym (dla większości zrozumiałym i zdefiniowanym), a który to nie wpływa w rezultacie końcowym na rozróżnienie w skutkach, jakie elementy zbioru mogłyby powodować, a co swego czasu usiłował wykazać (potem wycofując się rakiem).
Rzeczywiście jedynie Ty (chyba, iż mi coś umknęło) próbowałeś panu Brzostowskiemu wykazać jak wyglądałaby wojna wynikająca li tylko z pobudek religijnych. A tym samym będąca niedoścignionym ideałem. Tych w życiu realnym nie ma.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
12-02-2012 23:12 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Manipulacja zwana w literaturze jako bicie słomianej kukły.
Przecież to kopia Twojego sposobu wnioskowania, który wg mnie jest błędny i to był przykład do czego taki sposób myślenia doprawadza.
>> wykorystywanie religii w wojnie jest faktem (nie w sensie ofiary, tylko instrumentu).
>To jedno zdanie zaprzecza wszystkiemu co sam dotychczas napisałeś. Jesteś niekonsekwentny w swojej postawie. Z jednej strony sam przyznajesz że religia jest istotnym instrumentem przedstawionych przez biga przykładów. Z drugiej próbujesz udowodnić że wcale nie jest, dodając od siebie coraz to inne konflikty. Jak się w końcu zdecydujesz to możemy dyskutować, ale nie ogólnie, a tylko z wykorzystaniem konkretnych wskazanych przez Ciebie przykładów.
Kurdę to naprawdę takie trudne do zrozumienia, że człowiek z jednej strony uważa że religia była istotnym elementem wojen, ale nie jedynym? Gdzie tutaj sprzeczność? Bo zwariuję!
>Zwyczajnie wybielasz wszelkie postawy religijne udając że religia to tylko wzniosłe idee a nie jedno z narzędzi władzy i kontroli. Religia jest na tyle związana z władzą przynajmniej w ujęciu historycznym, że twoje niezdarne próby pokazania rozdzielności rażą mój intelekt. Zamiast zasłaniać się swoimi "wieloma różnorodnymi przyczynami" pokaż proszę jak w prosty i klarowny sposób wyodrębnić "przyczyny religijne". Jeżeli nie umiesz wykazać w jaki sposób oddzielić te "przyczyny religijne" to dalsza dyskusja ze szczególnym naciskiem na wybielanie religii jest tylko i wyłącznie manipulacją mającą na celu świadome wprowadzenie czytelnika w błąd. To właśnie nazywam manipulacją.
Gdzie napisałem że religia to tylko wzniosłe idee? Dlaczego kłamiesz? Przytocz ten fragment mojej wypowiedzi. Jak mogę Ci klarownie wyodrębnić przyczyny religijne, gdy od początku piszę, że nie da się tego zrobić. Na litość kraba!
>Znowu bijesz swoją kukłę wprowadzając do tej dyskusji swoją ulubioną tezę o "religii jako jedynej przyczynie wojen". Wpychasz ten argument wszystkim interlokutorom w tym wątku, podczas gdy tylko ja użyłem tego argumentu w mojej "idealnej wojnie religijnej" i to tylko po to by pokazać jego nonsensowność.
Nieprawda, ów arguemnt już wcześniej był używany, poza tym Twój przykład wojny idealnej wskazuje, że takiej nie ma i z tego ma wynikać, że skoro nie ma idealnej wojny religijnej, to wszystkie, które zawierają element religijny są religijne? To faktycznie przekracza moje możliwości pojmowania.
12-02-2012 23:37 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)

>Nieprawda, ów arguemnt już wcześniej był używany, poza tym Twój przykład wojny idealnej wskazuje, że takiej nie ma i z tego ma wynikać, że skoro nie ma idealnej wojny religijnej, to wszystkie, które zawierają element religijny są religijne? To faktycznie przekracza moje możliwości pojmowania.

I twoj rozmowca wlasnie chcial ci wykazac, ze nie ma idealow. A ty znowu manipulujesz.

Robisz to z glupoty, czy probujesz przebieglosci? Zreszta nieudolnie.

Ale jak tak bardzo sie prosisz to ci jeszcze cos powiem. Dla chrzescijan jest w istocie trudnym oddzielic od swojej religii zadze wladzy, bo im sie wydaje, ze tam jej nie ma. Dlatego usiluja ten faktor wprowadzic jako rownolegly, a nie jednoczesny.
A tymczasem to gowno prawda. Jak kazdy monoteizm chrzescijanstwo jest i zadza wladzy i zadza dominacji za wszelka cene. I dlatego jest z nimi jednym. Dlatego piszac chrzescijanswo to tak jakby pisac zadza wladzy, a piszac o checi dominacji to tak jakby mowic o chrzescijanstwie. Kapiszi?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
13-02-2012 01:08 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nieprawda, ów arguemnt już wcześniej był używany, poza tym Twój przykład wojny idealnej wskazuje, że takiej nie ma i z tego ma wynikać, że skoro nie ma idealnej wojny religijnej, to wszystkie, które zawierają element religijny są religijne? To faktycznie przekracza moje możliwości pojmowania.
>I twoj rozmowca wlasnie chcial ci wykazac, ze nie ma idealow. A ty znowu manipulujesz.
No nie ma, ale to trzeba wykazywać?
>Robisz to z glupoty, czy probujesz przebieglosci? Zreszta nieudolnie.
Można z Wami zwariować! Przecież w kółko wałkujemy to samo:
wojny miały różne przyczyny,
wśród nich były zysk i religia,
skutki wojen można przypisać wyłącznie tym przyczynom, ale do cholery nie każdej z nich z osobna, i tutaj jak rozumiem też jest zgoda.

Różnica między nami jest tylko taka, że Wy uważacie, że zysk i religia są nierozerwalne, a ja uważam, że mimo iż mogą występować jednocześnie i być jednocześnie przuczyną wojen, to nie są nierozerwalne. Jednakze zgadzamy się że skutków wojen nie można przypisać żadnej z przyczyn, ani ich rozsądnie podzielić.

Zatem linia sporu przebiega zupełnie gdzie indziej niż się na początku tego wątku wydawało.

>Ale jak tak bardzo sie prosisz to ci jeszcze cos powiem. Dla chrzescijan jest w istocie trudnym oddzielic od swojej religii zadze wladzy, bo im sie wydaje, ze tam jej nie ma. Dlatego usiluja ten faktor wprowadzic jako rownolegly, a nie jednoczesny.
>A tymczasem to gowno prawda. Jak kazdy monoteizm chrzescijanstwo jest i zadza wladzy i zadza dominacji za wszelka cene. I dlatego jest z nimi jednym. Dlatego piszac chrzescijanswo to tak jakby pisac zadza wladzy, a piszac o checi dominacji to tak jakby mowic o chrzescijanstwie. Kapiszi?

Tutaj właśnie tkwi różnica w naszych poglądach. I proszę abyś przyjęła ją z refleksją

Ty twierdzisz, że "piszac chrzescijanswo to tak jakby pisac zadza wladzy, a piszac o checi dominacji to tak jakby mowic o chrzescijanstwie".
W historii chrześcijaństwa czynnik religijny i żądzy władzy oraz dominacji przeplatał się, ale nie dlatego że było to akurat chrześciajństwo (chociaż mogło temu sprzyjać) tylko dlatego, że chrześciajnie to ludzie.

I stąd ja twierdzę, że:
"piszac człowiek to tak jakby pisac zadza wladzy, a piszac o checi dominacji to tak jakby mowic o człowieku".
13-02-2012 00:27 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
> Na litość kraba!

Uprzejmie proszę byś nie nazywał mnie kłamcą, staję się wtedy niemiły. Właśnie zniechęciłeś mnie do prowadzenia tej dyskusji. Jednocześnie wycofuję wszystkie oskarżenia o manipulację, to zbyt wysoko postawiona poprzeczka. Przepraszam.

Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi Boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
13-02-2012 00:45 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Uprzejmie proszę byś nie nazywał mnie kłamcą, staję się wtedy niemiły. Właśnie zniechęciłeś mnie do prowadzenia tej dyskusji. Jednocześnie wycofuję wszystkie oskarżenia o manipulację, to zbyt wysoko postawiona poprzeczka. Przepraszam.
Napisałaś, że ja utrzymuję, iż religia to tylko rzeczy wzniosłe, a ja nigdzie tak nie napisałem, poprosiłem Cię, abyś zacytowała mnie, gdzie tak napisałem. Jeśli nie było to kłamstwo tylko minięcie się z prawdą, to bardzo przepraszam, faktycznie kłamstwo dotyczy działania celowego.
13-02-2012 11:23 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Napisałaś
Maruda jest rodzaju męskiego.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Napisałaś
>Maruda jest rodzaju męskiego.
Zapamiętam. Nie zaglądałem jej tam... na profil
13-02-2012 09:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Uprzejmie proszę byś nie nazywał mnie kłamcą, staję się wtedy niemiły. Właśnie zniechęciłeś mnie do prowadzenia tej dyskusji. Jednocześnie wycofuję wszystkie oskarżenia o manipulację, to zbyt wysoko postawiona poprzeczka. Przepraszam.
Tak, zdecydowanie dobrze Pan robi!
Każdemu, kto ma w głowie olej, radzę po przyjacielsku wycofać się z dyskusji z upierdliwym trollem.
Ja rady nie dałem i na "Oślej" sprawiedliwie wylądowałem.
Mam wątpliwości, czy inni sobie z nim poradzą.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-02-2012 10:05 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>Właśnie zniechęciłeś mnie do prowadzenia tej dyskusji.

Może tu będzie najlepsze miejsce, żeby umieścić mojego posta.

Przeczytałem całą dyskusję z P. Brzostowskim w tym wątku, i prawdę mówiąc nie bardzo wiem, dlaczego nie możecie dojść do porozumienia w tym temacie. Raczej dopatruję się przyczyn ambicjonalnych i emocjonalnych, związanych również w dużej mierze ze skłonnością do antagonizowania dyskusji.

Czy ktoś z oponentów P. Brzostowskiego mógłby przedstawić w skrócie jego stanowisko ograniczając się do meritum?
(Oczywiście to stanowisko powinno być przedstawione tak, żeby P. Brzostowski je rozpoznal jako swoje)

Może będzie wtedy łatwiej odpowiedzieć na pytanie, co w tym stanowisku jest błędne.

Jednocześnie proponuję zastanowić się nad wypowiedzią big_zyda:
(www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w403228)
Cytat:
Krótko: religia i wewnątrzgatunkowa przemoc to zjawiska logicznie rozłączne - zarówno religia bez przemocy może się obywać (na co jest niezliczona ilość przykładów), jak i wewnątrzgatunkowa przemoc bez religii istnieje w najlepsze od czasów kambryjskich zapewne.
Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

Pytanie do Pana Brzostowskiego:
Czy Pan się z tą wypowiedzią zgadza? Czy co do meritum mógłby Pan powiedzieć, że właśnie o to Panu chodziło tu w tym wątku, i że w zasadzie można by Pana stanowisko ując równiez dobrze tymi slowami big_zyda?

I pytanie do oponentów P. Brzostowskiego: Czy gdyby te cytowane słowa wypowiedział P. Brzostowski, a nie big_zyd, to czy spotkałby się z równie powszechną aprobatą?

Pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-02-2012 10:29 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>I pytanie do oponentów P. Brzostowskiego: Czy gdyby te cytowane słowa wypowiedział P. Brzostowski, a nie big_zyd, to czy spotkałby się równie powszechną aprobatą?

Dobre pytanie. Mnie to przypomina typ ludzi którzy za wszystko obwiniają Żydów.Tutaj za wszystko obwinia się religie.
Oczywiście sporo winy jest religii w podbojach np; Ameryki. Jednak trudno przypisać owe podboje motywacji tylko religijnej. Wg mnie zresztą owa religijna motywacja była raczej marginalna, choć niewątpliwie pomocna.
Religi trudno przypisać wiele innych podobnych podbojów dokonywanych przez Europejczyków na przestrzeni historii. Aleksander Macedoński podbił większość znanego sobie świata raczej nie z religijnych motywów, choć religijne też się w tych podbojach przewijały. Rzym to samo. Persja Dariusza i Kserksesa, czy choćby kolonizacja dokonywana przez Greków. Trudno o religijne motywacje podejrzewać Kolumba, Henryka Żeglarza, Vasco da Gamę, Holendrów, Anglików, Francuzów czy Rosjan podbijających Syberię. Religia może być, ale wcale nie musi być dodatkowym motywem wojen.
Może główną winą religii w wojnach jest to, że ludzie chętniej na wojnach ryzykują życie wierząc, że czeka ich następne życie w raju i łatwiej sami siebie usprawiedliwiają walcząc dla ''chwały bożej'' Dlatego różnym politykom zależy tak na poparciu religii w dążeniu do realizacji własnych celów. Oczywiście to nie usprawiedliwia religii, która wspiera ( dla własnych korzyści przede wszystkim) takie wojny i takich polityków.
Europejczycy i bez religii też podbijali. Słynne słowa Aureliusza do legionistów przed bitwą '' Psy, chcecie żyć wiecznie?'' (żeby nie było, że jestem niedouczony. Owe słowa wypowiedział też Fryderyk II)pokazują, że bez obietnicy życia wiecznego ludzi też można zmotywować do walki i ryzykowania swoim życiem na równi z religijna wiarą.

PS. Może jest coś na rzeczy w słowach Napoleona ;Dwie rzeczy popychają ludzi do działania - interes i strach.



Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują - George Washington
Brzostowski (7067 punktów)
>Jednocześnie proponuję zastanowić się nad wypowiedzią big_zyda:
>(www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w403228)
> Cytat:
Krótko: religia i wewnątrzgatunkowa przemoc to zjawiska logicznie rozłączne - zarówno religia bez przemocy może się obywać (na co jest niezliczona ilość przykładów), jak i wewnątrzgatunkowa przemoc bez religii istnieje w najlepsze od czasów kambryjskich zapewne.
>Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

>Pytanie do Pana Brzostowskiego:
>Czy Pan się z tą wypowiedzią zgadza? Czy co do meritum mógłby Pan powiedzieć, że właśnie o to Panu chodziło tu w tym wątku, i że w zasadzie można by Pana stanowisko ując równiez dobrze tymi slowami big_zyda?
Podpisuje się pod tą wypowiedzią big_zyda całym sobą!

Właśnie o to mi chodziło.

Dziękuję za ten cytat.
13-02-2012 15:58 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Jednocześnie proponuję zastanowić się nad wypowiedzią big_zyda:
>>(www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w403228)
>> Cytat:
Krótko: religia i wewnątrzgatunkowa przemoc to zjawiska logicznie rozłączne - zarówno religia bez przemocy może się obywać (na co jest niezliczona ilość przykładów), jak i wewnątrzgatunkowa przemoc bez religii istnieje w najlepsze od czasów kambryjskich zapewne.
>>Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

>>Pytanie do Pana Brzostowskiego:
>>Czy Pan się z tą wypowiedzią zgadza? Czy co do meritum mógłby Pan powiedzieć, że właśnie o to Panu chodziło tu w tym wątku, i że w zasadzie można by Pana stanowisko ując równiez dobrze tymi slowami big_zyda?
>Podpisuje się pod tą wypowiedzią big_zyda całym sobą!
>Właśnie o to mi chodziło.
Ponieważ jednak cytowana wypowiedź big_zyda spotkała z aprobatą, a Pana stanowisko z dość ostro wyartykułowanym sprzeciwem, to pozostaje zapytać jaka jest tego przyczyna.
Mam tu pewną wątpliwość, czy odpowiedzialność za ten stan rzeczy można przypisywać (wyłącznie) woli Pana oponentów, czy też (wyłącznie) sposobowi, w jakim Pan artykułował swe wypowiedzi.

Należy również pamiętać o tym, że cytat z wypowiedzi big_zyda pochodzi z dużo dłuższej jego wypowiedzi, która - nawet rozpatrywana osobno - dość jasno wskazuje jego pozycję światopoglądową i nie pozostawia w tym kontekście żadnych niejasności.

Wiąże się z tym refleksja, że to forum to miejsce, w którym między innymi ścierają się w dyskusjach różne światopoglądy. Czasem drobna - niby zupełnie niewinna i niby całkiem obiektywna - wypowiedź może powodować ostre reakcje przy niejasności co do światopoglądu jej autora (lub jasności, że ma pogląd przeciwny do naszego). Często wydaje się więc, że spór toczy się o tę niewinną wypowiedź, a tak na prawdę chodzi o starcie światopoglądów.

Pytanie, czy tak powinno być i czy możemy dyskutować na pewne tematy rzeczowo i bez szkieł światopoglądowych. Czy wszystko zawsze musi być rozpatrywane w kontekście czyjejś wiary lub niewiary?

Ale może się mylę. Może czasem chodzi również o sam styl wypowiedzi, o język, wręcz o estetykę? A może czasem o sposób, w jakim różni forumowicze podchodzą do wypowiadanych przez siebie mądrości?

A jednocześnie jaką rolę gra w tym to, kto jest dłużej na forum i kto jest znany i lubiany?

Być może nieco nowszym forumowiczom (lub rzadziej zabierającym głos) stawia się wyższe wymagania - ale czy nie jest to całkiem normalne w każdym środowisku?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-02-2012 22:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
Pan Big_zyd: Cytat:
Krótko: religia i wewnątrzgatunkowa przemoc to zjawiska logicznie rozłączne - zarówno religia bez przemocy może się obywać (na co jest niezliczona ilość przykładów), jak i wewnątrzgatunkowa przemoc bez religii istnieje w najlepsze od czasów kambryjskich zapewne.
>>>Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.


Pan Brzostowski: Cytat:
Dotyczy generalnie uogólnień w dyskusji oraz oceny pewnych zjawisk z przeszłości z aktualnej perspektywy, bez uwzględniania kontekstu historycznego.
Trudno jest prześcignąć w tym wielu wierzących, ale też racjonaliści mają w tym względzie sporo grzechów.
Przykładem tego jest stałe przerzucanie się winami za różne mordy i bestialstwa, kiedy wiadomo, że poglądy na religię stanowiły tylko tło dla niektórych ludzkich cech: przemocy, okrucieństwa, itd. Gdyby Stalin czy Hitler byli głęboko wierzącymi też by pewnie wszystko to się zdarzyło, gdyby nie było chrześcijaństwa też byśmy pewnie mieli wojny jak nie religijne to inaczej nazywane. Wojny i przemoc były w Afryce, Azji, Europie, Ameryce przed chrześcijaństwem i po. Tacy są ludzie.

Wielu racjonalistów pisze, że więcej było zbrodniarzy wśród wierzących, to chyba jasne skoro wierzący byli prawie wszyscy. Wielu wierzących pisze o czasie Jakobinów - rewolucja to rewolucja, to nie wina ateistów.

I z tym wywodem Pana Brzostowskiego zupełnie się nie godzę, a dalej z jego twierdzeniami jest jeszcze gorzej.

Z postu Pana Maceoxa: Cytat:
>>>Pytanie do Pana Brzostowskiego:
>>>Czy Pan się z tą wypowiedzią zgadza? Czy co do meritum mógłby Pan powiedzieć, że właśnie o to Panu chodziło tu w tym wątku, i że w zasadzie można by Pana stanowisko ując równiez dobrze tymi slowami big_zyda?
>>Podpisuje się pod tą wypowiedzią big_zyda całym sobą!
>>Właśnie o to mi chodziło.


Ja nie do końca zgadzam się z powyższą wypowiedzią Pana Big_zyda. Musiałbym pewne aspekty w rozmowie z nim doprecyzować, ale znam jego poglądy i poziom wiedzy - więc sądzę, że szybko doszlibyśmy do porozumienia.
Natomiast wprost szokującym jest dla mnie stwierdzenie "Właśnie o to mi chodziło", gdy w moim odbiorze obu panom tu chodzi o coś zupełnie innego. Wystarczy przeczytać:

Pan Big_zyd:
Co nie zmienia faktu, że religia [...] z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę [...] zatem i w [...] przemoc.
Pan Brzostowski:
Podpisuje się pod tą wypowiedzią big_zyda całym sobą! Właśnie o to mi chodziło!

>Ponieważ jednak cytowana wypowiedź big_zyda spotkała z aprobatą, a Pana stanowisko z dość ostro wyartykułowanym sprzeciwem, to pozostaje zapytać jaka jest tego przyczyna?
>Mam tu pewną wątpliwość, czy odpowiedzialność za ten stan rzeczy można przypisywać (wyłącznie) woli Pana oponentów, czy też (wyłącznie) sposobowi, w jakim Pan artykułował swe wypowiedzi.
Zdecydowanie forma wypowiedzi - szczególnie przy tym poziomie wiedzy i zborności wywodów nie do przyjęcia i prowokująca do ciętych ripost.

>Pytanie, czy tak powinno być i czy możemy dyskutować na pewne tematy rzeczowo i bez szkieł światopoglądowych.
Rozmawiać na tematy światopoglądowe bez szkieł światopoglądowych? Ciekawa próba, tylko do czego miałaby prowadzić? Przecież tu właśnie przedstawiamy własne poglądy na różne sprawy i ścieramy je ze sobą. Tylko jest możliwe - choć udaje się to rzadziej - prowadzić rzeczowe dyskusje z zachowaniem szacunku dla poglądów interlokutora. Są też zacietrzewieni głupcy, z którymi jakakolwiek dyskusja jest niemożliwą. Zresztą im absolutnie nie zależy na wymianie poglądów, a na wymuszeniu przyznania im racji, a jako minimum - "na ostatnim słowie" w ping-pongu.

>Czy wszystko zawsze musi być rozpatrywane w kontekście czyjejś wiary lub niewiary?
A czy wszyscy muszą wypowiadać się na forum, głównie konfrontacji światopoglądowej poświęconej. Czy to jedyne forum w internecie.
Gdy czegoś w polskim internecie szukam, to najpierw jest setka wypowiedzi związanych z katolicką nachalną propagandą, a dopiero dalej można coś sensownego znaleźć. Portali fideistycznych jest kilkadziesiąt w tym kilkanaście katolickich. Są także portale poświęcone różnym naukom. Tu jest portal dla racjonalnie myślącej inteligencji. Racjonalista.pl dalece nie jest jedynym.

>Ale może się mylę. Może czasem chodzi również o sam styl wypowiedzi, o język, wręcz o estetykę? A może czasem o sposób, w jakim różni forumowicze podchodzą do wypowiadanych przez siebie mądrości?
Dokładnie ma to ogromne znaczenie. Agresji i nachalnego narzucania własnych - często prymitywnych poglądów - w internecie jest nadmiar. Również tego typu przykłady możemy odnaleźć na naszym forum.

>Być może nieco nowszym forumowiczom (lub rzadziej zabierającym głos) stawia się wyższe wymagania - ale czy nie jest to całkiem normalne w każdym środowisku?
Gdy dowiedziałem się o tym forum, to najpierw długi czas czytałem wypowiedzi innych zanim sam się odezwałem. Gdy się już odezwałem, to nos mi kilkukrotnie przytarto - nie zawsze zresztą słusznie, to co teraz zdarza mi się czytać często uważam za szczeniactwo i żenadę, a jeszcze gorzej gdy jakiś przygłupiasty typuś, czy typunka kilka razy się wypowie i już tu rządzić zaczyna.
Mam swoje lata i swoje doświadczenia. Redagowałem także pisma, w których zależało mi na otwartości, ale głupotę zdecydowanie odrzucałem, a jak pokrywana była jeszcze tupetem i chamstwem, to nawet nie chciało mi się z autorami rozmawiać.
Dopóki tu jestem zależy mi na w miarę wysokim poziomie intelektualnym i kulturalnym naszego forum, choć coraz bardziej jestem zniechęconym.
Myślę, że tak jak nawoływał jeden z nowych - starzy durnie powinni już młodym ustąpić miejsca, by teraz oni mogli
16-02-2012 21:52 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Dopóki tu jestem zależy mi na w miarę wysokim poziomie intelektualnym i kulturalnym naszego forum, choć coraz bardziej jestem zniechęconym.
>Myślę, że tak jak nawoływał jeden z nowych - starzy durnie powinni już młodym ustąpić miejsca, by teraz oni mogli tu porządzić
(dokończyłem, bo zdaje się, że na ostatnie dwa słowa już nie starczyło miejsca w Pana wpisie)

Dla mnie jest istotne, że na tym forum jest wielu ciekawych i mądrych ludzi, z którymi warto rozmawiać. Jeśli ponad to przychodzą tu ludzie o nieco węższych horyzontach, a nawet głupcy, a częściej odwrotnie - ludzie ode mnie mądrzejsi i o większej wiedzy - to mi ani jedno, ani drugie nie koniecznie musi przeszkadzać. Jeśli mój poziom jest nieco inny to nie muszę z każdym z nich od razu rozmawiać. Mam nadzieję, że miejsca na serwerze nie zabraknie - nawet na moje drobne uwagi i pomysły, choć bardziej liczę na rozmowę z innymi (i przy okazji taką refleksją się podzielę: drugi człowiek zawsze jest jakiś "inny").

Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi. W niczym to moim zdaniem nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - z mądrością jest trochę tak jak z oliwą...
Choć może to odwrotnie - głupota zawsze pysznie na wierzchu pływa, a do mądrości trzeba sięgnąć głębiej.

Jednak sądzę, że na forum rozmawiają ze sobą tylko Ci, którzy tego dialogu chcą. Nie widzę konieczności wchodzenia w wątki, które mnie nie interesują, a niektóre mogę ignorować.

Jednocześnie jestem absolutnie przekonany, że dyskutować można z każdym, ale oczywiście nie każdy musi mieć na to ochotę.

Jestem przeciwny ustalaniu jakichś wymogów co do koniecznego zakresu wiedzy lub poziomu intelektualnego.

Gdybym miał konsekwentnie wymagać takiego samego poziomu, jaki prezentuję, to ostatecznie mógłbym sobie porozmawiać sam z sobą.

Uważam, że forum to po prostu miejsce do rozmów - jeśli jego wielkość jest nieograniczona, a jednocześnie jest ono otwarte, to raczej uważam to za wspaniałą możliwość porozmawiania z ludźmi mądrzejszymi lub o większej wiedzy ode mnie. A jednocześnie zupełnie nie lekceważyłbym rozmów z ludźmi, którzy prezentują inny światopogląd, czy mniejszą wiedzę. Czasem może się zdarzyć, że z różnych względów właśnie rozmowa z nimi stanie się bardzo cenna również dla mnie.

W końcu muszę zapraszać wszystkich głupoli do domu. Czasem mogę trochę dłużej zostać w pracy, by tam po robocie wejść na internet.

No chyba, że Pan traktuje to forum jak swój dom...

Tak czy inaczej, każdy ma swój styl i strategię dyskusji i nie chciałbym się z Panem na ten temat spierać. Przedstawiłem tylko mój pogląd.

Pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
>>>>Dopóki tu jestem zależy mi na w miarę wysokim poziomie intelektualnym i kulturalnym naszego forum, choć coraz bardziej jestem zniechęconym.
>>>>Myślę, że tak jak nawoływał jeden z nowych - starzy durnie powinni już młodym ustąpić miejsca, by teraz oni mogli tu porządzić (dokończyłem, bo zdaje się, że na ostatnie dwa słowa już nie starczyło miejsca w Pana wpisie)
Dziękuję.

>Dla mnie jest istotne, że na tym forum jest wielu ciekawych i mądrych ludzi, z którymi warto rozmawiać.
Nawet większość.

>Jeśli ponad to przychodzą tu ludzie o nieco węższych horyzontach, a nawet głupcy, a częściej odwrotnie - ludzie ode mnie mądrzejsi i o większej wiedzy - to mi ani jedno, ani drugie nie koniecznie musi przeszkadzać. Jeśli mój poziom jest nieco inny to nie muszę z każdym z nich od razu rozmawiać. Mam nadzieję, że miejsca na serwerze nie zabraknie - nawet na moje drobne uwagi i pomysły, choć bardziej liczę na rozmowę z innymi.
Panu może nie przeszkać, a mnie przeszkadza, ale zdecydowanie proszę o rozróżnianie - dotyczącego wszystkich zjawiska - niewiedzy, od powszechnego, ale nie dotyczącego wszyskich - głupoty. Różnice z poziomach lub zakresach wiedzy nie przeszkadzają mi wcale (tak jak i różnice w poglądach).
Bardzo przeszkadza mi głupota.

>Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi.
Naprawdę jest tak trudno zrozumieć o czym mówię? Przecież to nie ma nic tu do rzeczy.

>W niczym to moim zdaniem nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - z mądrością jest trochę tak jak z oliwą...
>Choć może to odwrotnie - głupota zawsze pysznie na wierzchu pływa, a do mądrości trzeba sięgnąć głębiej.
No więc jak jest, gdyż to bardzo w tej rozmowie istotne? Według mnie to drugie stwierdzenie jest prawdziwe.

>Jednak sądzę, że na forum rozmawiają ze sobą tylko Ci, którzy tego dialogu chcą.
Zdecydowanie nie ma Pan tu racji. Jest spora grupa osób, która sama bardzo niewiele intelektualnie i kulturalnie reprezentując - pragnie narzucić innym swoje zdanie, na każdy temat. Różnego rodzaju ewangelizatorzy swoich racji.
Wystarczy trochę poczytać aby się przekonać, że z niektórymi osobami nie tylko nie ma żadnego dialogu, jak i ich poglądy zupełnie stoją w miejscu. Wszelkie argumenty spływają po nich jak woda po kaczce.

>Nie widzę konieczności wchodzenia w wątki, które mnie nie interesują, a niektóre mogę ignorować.
Niektóre ignoruję, ale nie widzę żadnej podstawy ani żadnych potrzeb - aby górowała tu głupota.

>Jednocześnie jestem absolutnie przekonany, że dyskutować można z każdym,
Teoretycznie to sobie można pogadać. Ja zauważyłem już Pańskie (słuszne) rezygnacje z rozmów.

>ale oczywiście nie każdy musi mieć na to ochotę.
Ja nie mam, dlatego nie wchodzę np. na portale: Katolik, Apologetyka, Trynitarianie, Onet i inne.

>Jestem przeciwny ustalaniu jakichś wymogów co do koniecznego zakresu wiedzy lub poziomu intelektualnego.
A ja zdecydowanie jestem. Żadna korzyść dla nikogo, gdyby mój artykuł ukazał się w Super-Ekspresie i żadna korzyść dla nikogo, abym w swoim periodyku skierowanym do środowiska akademickiego zamieszczał artykuły z Super-Ekspresu.

>Gdybym miał konsekwentnie wymagać takiego samego poziomu, jaki prezentuję, to ostatecznie mógłbym sobie porozmawiać sam z sobą.
>Uważam, że forum to po prostu miejsce do rozmów - jeśli jego wielkość jest nieograniczona, a jednocześnie jest ono otwarte, to raczej uważam to za wspaniałą możliwość porozmawiania z ludźmi mądrzejszymi lub o większej wiedzy ode mnie. A jednocześnie zupełnie nie lekceważyłbym rozmów z ludźmi, którzy prezentują inny światopogląd, czy mniejszą wiedzę. Czasem może się zdarzyć, że z różnych względów właśnie rozmowa z nimi stanie się bardzo cenna również dla mnie.
Czysta demagogia.
Zupełnie fatalnie skierowana do człowieka, który zajmował się dydaktyką i upowszechnianiem nauki. Jestem ukształtowany w czasach, gdy miało się szacunek dla 'mistrza' i profesor o uznanym dorobku był dla swoich studentów przez całe życie 'kimś'. Zawsze dla nas czas znajdywali i odnosili się do nas też z szacunkiem. Tylko wówczas były poważne egzaminy wstępne i aby dostać się na uczelnię "coś" trzeba było sobą reprezentować.
Przynajmniej inteligencję.

>W końcu nie muszę zapraszać wszystkich głupoli do domu. Czasem mogę trochę dłużej zostać w pracy, by tam po robocie wejść na internet.
Zdaje się zgubił Pan "nie".

>No chyba, że Pan traktuje to forum jak swój dom...
Tak, ma Pan trochę tu racji - forum racjonalisty jest jakby przedłużeniem moich byłych funkcji zawodowych.
Prawie emeryt - robi tu to, co było częścią jego zawodowego życia. A praca zawsze była częścią mojego 'domu'.

>Tak czy inaczej, każdy ma swój styl i strategię dyskusji i nie chciałbym się z Panem na ten temat spierać. Przedstawiłem tylko mój pogląd.
Tak, jak i ja.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Jeśli ponad to przychodzą tu ludzie o nieco węższych horyzontach, a nawet głupcy, a częściej odwrotnie - ludzie ode mnie mądrzejsi i o większej wiedzy - to mi ani jedno, ani drugie nie koniecznie musi przeszkadzać. Jeśli mój poziom jest nieco inny to nie muszę z każdym z nich od razu rozmawiać. Mam nadzieję, że miejsca na serwerze nie zabraknie - nawet na moje drobne uwagi i pomysły, choć bardziej liczę na rozmowę z innymi.
>Panu może nie przeszkadzać, a mnie przeszkadza,
Rozumiem.

>ale zdecydowanie proszę o rozróżnianie - dotyczącego wszystkich zjawiska - niewiedzy, od powszechnego, ale nie dotyczącego wszyskich - głupoty. Różnice z poziomach lub zakresach wiedzy nie przeszkadzają mi wcale (tak jak i różnice w poglądach).
Będę się starał. Czasem to rozróżnienie nie jest proste. Poza tym dla mnie istotniejszy jest dialog z drugim człowiekiem, ale rozumiem, że z pana punktu widzenia nie każdy dialog musi się odbywać na tym forum.

> Bardzo przeszkadza mi głupota.>Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi.
>Naprawdę jest tak trudno zrozumieć o czym mówię? Przecież to nie ma nic tu do rzeczy.
Sądzę, że trochę jednak ma. Pan napisał, że Panu głupota przeszkadza - a ja napisałem, że jest dla mnie istotne, by dopuścić, aby ścierały się ze sobą nawet głupie idee z mądrymi. Oznacza to, że mi tak bardzo głupota nie przeszkadza, jak Panu. Ale rozumiem Pańskie stanowisko.

>>Jednak sądzę, że na forum rozmawiają ze sobą tylko Ci, którzy tego dialogu chcą.
>Zdecydowanie nie ma Pan tu racji. Jest spora grupa osób, która sama bardzo niewiele intelektualnie i kulturalnie reprezentując - pragnie narzucić innym swoje zdanie, na każdy temat. Różnego rodzaju ewangelizatorzy swoich racji.
Zgoda, nie będę się z tym spierał. Z tymi ludźmi rzeczywiście nie da się rozmawiać.

>>Jednocześnie jestem absolutnie przekonany, że dyskutować można z każdym,
>Teoretycznie to sobie można pogadać. Ja zauważyłem już Pańskie (słuszne) rezygnacje z rozmów.
To prawda

>>Jestem przeciwny ustalaniu jakichś wymogów co do koniecznego zakresu wiedzy lub poziomu intelektualnego.
>A ja zdecydowanie jestem. Żadna korzyść dla nikogo, gdyby mój artykuł ukazał się w Super-Ekspresie i żadna korzyść dla nikogo, abym w swoim periodyku skierowanym do środowiska akademickiego zamieszczał artykuły z Super-Ekspresu.
Tak - ale tu jest forum, a nie periodyk. Ale rozumiem Pana stanowisko. Chce Pan ograniczyć głupotę również na forum.

>>Gdybym miał konsekwentnie wymagać takiego samego poziomu, jaki prezentuję, to ostatecznie mógłbym sobie porozmawiać sam z sobą.
>>Uważam, że forum to po prostu miejsce do rozmów - jeśli jego wielkość jest nieograniczona, a jednocześnie jest ono otwarte, to raczej uważam to za wspaniałą możliwość porozmawiania z ludźmi mądrzejszymi lub o większej wiedzy ode mnie. A jednocześnie zupełnie nie lekceważyłbym rozmów z ludźmi, którzy prezentują inny światopogląd, czy mniejszą wiedzę. Czasem może się zdarzyć, że z różnych względów właśnie rozmowa z nimi stanie się bardzo cenna również dla mnie.
>Czysta demagogia.
Dlaczego?
Z rozmowy z człowiekiem mądrzejszym ode mnie mogę wynieść wiele korzyści. W tym stwierdzeniu demagogii bym się nie doszukiwał. Jednocześnie w rozmowie z osobą o innym światopoglądzie lub mniejszej wiedzy mogę również wiele się nauczyć, chociażby była to tylko sztuka retoryki, a czasem nawet jakaś refleksja. Gdzie tu demagogia?
Jeszcze w dodatku czysta?

>Jestem ukształtowany w czasach, gdy miało się szacunek dla 'mistrza' i profesor o uznanym dorobku był dla swoich studentów przez całe życie 'kimś'. Zawsze dla nas czas znajdywali i odnosili się do nas też z szacunkiem. Tylko wówczas były poważne egzaminy wstępne i aby dostać się na uczelnię "coś" trzeba było sobą reprezentować.
Przynajmniej inteligencję.
Ok, rozumiem to.

>W końcu nie muszę zapraszać wszystkich głupoli do domu. Czasem mogę trochę dłużej zostać w pracy, by tam po robocie wejść na internet.
>Zdaje się zgubił Pan "nie".
To prawda, dziękuję.

>>No chyba, że Pan traktuje to forum jak swój dom...
>Tak, ma Pan trochę tu racji - forum racjonalisty jest jakby przedłużeniem moich byłych funkcji zawodowych.
>Prawie emeryt - robi tu to, co było częścią jego zawodowego życia. A praca zawsze była częścią mojego 'domu'.
Uważam za niezwykle cenną rozmowę z człowiekiem, dla którego praca jest pasją. Mało takich ludzi, a oni powinni być przykładem dla innych

Pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-02-2012 14:14 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Czasem to rozróżnienie nie jest proste.
Niewiele rzeczy w poważnych kontaktach międzyludzkich jest proste, ale każda nowa wymiana zdań naszą wiedzę o drugim człowieku wzbogaca. Na przykład upór przy własnym zdaniu. Należę do tych upartych, ale gdy spotykam się z kontrargumentem, to najpierw staram się go dokładnie zrozumieć, a następnie poszukać odpowiedzi we wszystkich dostępnych mi źródłach. Gdy nie znajduję potrafię to napisać i przeprosić. Moja wiara - w słuszność moich poglądów - jest przy tym mało istotną.
Nie mam argumentów - to nie mam racji (Przynajmniej do czasu, gdy nie znajdę lepszego uargumentowania).

Głupota - jest głęboką wiarą w słuszność tego co się głosi, połączona z niepewnością własnej racji, a więc z narzucaniem wszystkimi metodami swoich poglądów innym. Niech Pan poczyta kilkuletnie wypowiedzi pana Konowala. On pozostaje od kilku lat z dokładnie tymi samymi poglądami i używa tej samej argumentacji. Niech pan poczyta wypowiedzi pana Parysa. Jak zaczął parę lat temu twierdzić, że każdy skutek musi mieć przyczynę i dlatego świat musi mieć przyczynę spoza świata - tak bez przerwy - (pomimo wszechstronnej kontrargumentacji dla jego tezy ze strony specjalistów różnych nauk) ją głosi. Wiedza tych panów jest wybitnie niewielka, zaś upór w narzucanie swojej racji przeogromny.

Nigdy był nie wszedł na fideistyczne portale, aby kogokolwiek ateizować (zresztą, jak piszą ci którzy tego spróbowali został bym natychmiast usuniętym), ale je czasem czytuję. Poleciłem Panu, zdaje się już dwukrotnie, książeczkę "Religia i ja - tu znajduje się katolicka polemika z tą książeczką. www.trinit(*)__Religia-i-ja_---polemika.htm
Ile w tym tekście wyższości z posiadanej Prawdy i pogardy dla inaczej myślących ludzi o ogromnym dorobku intelektualnym. Stek żenujących głupot! Naprawdę Pan uważa, że warto by było wejść na tamto forum i zapolemizować z tym tekstem? Z każdym warto rozmawiać?

>Poza tym dla mnie istotniejszy jest dialog z drugim człowiekiem,
Dla mnie dialogi z ludźmi są ogromnie ważne. Całe życie się tym zajmowałem, ale nie zauważył Pan, że dialog różni się od dwóch monologów. Do dialogu - to trzeba słuchać i starać się zrozumieć drugiego człowieka, a nie wszystkimi dostępnymi metodami narzucać mu swoje poglądy.

>ale rozumiem, że z pana punktu widzenia nie każdy dialog musi się odbywać na tym forum.
Zdecydowanie nie musi, jest tyle platform wymiany poglądów, że każdy może sobie dobrać jemu najbliższą, ale jeżeli zdecyduję się na jakiejś z nich porozmawiać, to powinienem starać się do niej dopasować. To otwarte forum wymiany poglądów, ale na pewnym racjonalnym poziomie.

>>>>Bardzo przeszkadza mi głupota.
>Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi.
Naprawdę jest tak trudno zrozumieć o czym mówię? Przecież to nie ma nic tu do rzeczy.

>Chce Pan ograniczyć głupotę również na forum.
Tak, ograniczyć a nie zlikwidować! Myślę o tym co możliwe. Sam popełniam też głupoty. Ale tym się różnię od głupców, że przy swoich głupotach się nie upieram.

>>>>Czysta demagogia.
>Dlaczego?
Dlatego, że zastosował Pan wobec mnie nieuczciwy chwyt erystyczny i taki właśnie "pod publiczkę". Jestem na tym forum od wielu lat właśnie po to, aby wymieniać swoje poglądy z różnymi ludźmi, na różnym poziomie intelektualnym, ale tylko głupcy mogą prowadzić taką wymianę, na której tylko tracą.
Jestem "materialistą" i każda dyskusja musi mi przynosić jakiś zysk. Niech to będzie tylko przyjemność rozmowy lub satysfakcja z podpowiedzenia czegoś w poszukiwaniach intelektualnych dla ludzi szukających.
Jeżeli ktoś (w tym wątku, ale w poprzednim też było fajnie: tu) nie dostrzega różnicy w wiedzy, sposobie argumentacji, a także kulturze, zacietrzewieniu i stopniu agresji pomiędzy Panem Brzostowskim, a mną i stawia nas na równym poziomie, to trudno mu będzie ze mną rozmowy prowadzić.

>Gdzie tu demagogia?
>Jeszcze w dodatku czysta?
Właśnie w tym, że kto jak kto, ale Pan tą moją życzliwość i otwartość na innych ludzi powinien zauważyć. Nie mamy wspólnych poglądów na wiele spraw, ale ja na rozmowach z Panem korzystam. Korzystam też na wymianie poglądów z ortodoksyjnymi katolikami, gdy myślą i mają coś ciekawego do powiedzenia. Ogromnie żałuję, że mało tu takich. Cieszę się, gdy na naszym forum młodzi ludzie rozpoczynają swoje poszukiwania światopoglądowe. Ale zupełnie nie cieszą mnie ludzie, którzy przychodzą nas tu pouczać, a sami od intelektualnego dna odbić się nie mogą.

Wydawało mi się, że Pan może zrozumieć moje intencje walki z głupotą i żałuję, iż wydaje się Panu, że w zakresie otwartości na ludzi wraz z różnorodnością ich poglądów stoi Pan wyżej niż ja. Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne, a bliższa koszula ciału niż marynarka.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-02-2012 13:22 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Poleciłem Panu, zdaje się już dwukrotnie, książeczkę "Religia i ja - tu znajduje się katolicka polemika z tą książeczką. www.trinit(*)__Religia-i-ja_---polemika.htm
>Ile w tym tekście wyższości z posiadanej Prawdy i pogardy dla inaczej myślących ludzi o ogromnym dorobku intelektualnym. Stek żenujących głupot! Naprawdę Pan uważa, że warto by było wejść na tamto forum i zapolemizować z tym tekstem? Z każdym warto rozmawiać?
Może chwilę bym porozmawiał. Mi jest obecnie trudno wytlumaczyć, jak to możliwe, że inteligentni bądź co bądź ludzie nie dostrzegają granicy pomiędzy tym co naturalne i weryfikowalne, a tym co wymyślone. Sądzę, że chodzi tu o brak konsekwencji w oddzielaniu tego co w skrócie nazwę "poetyckie" od tego co naukowe.

>>Poza tym dla mnie istotniejszy jest dialog z drugim człowiekiem,
>Dla mnie dialogi z ludźmi są ogromnie ważne. Całe życie się tym zajmowałem, ale nie zauważył Pan, że dialog różni się od dwóch monologów. Do dialogu - to trzeba słuchać i starać się zrozumieć drugiego człowieka, a nie wszystkimi dostępnymi metodami narzucać mu swoje poglądy.
To prawda

>>>>>Bardzo przeszkadza mi głupota.>Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi.
>Naprawdę jest tak trudno zrozumieć o czym mówię? Przecież to nie ma nic tu do rzeczy.
Ok, akceptacja fermentu i tygla nie przeszkadza temu, że głupota w tym tyglu jednak preszkadza. Zresztą istotnie - czym innym jest pożądany ferment, a czym innym niepożądana głupota. Tak więc zgoda.
Aczkolwiek zawsze jest pytanie o poprzeczkę - na jakiej wysokości ją stawiamy? - Sądzę, że o to się spieramy, a nie co do zasady.

>>>>>Czysta demagogia.>Dlaczego?
>Dlatego, że zastosował Pan wobec mnie nieuczciwy chwyt erystyczny i taki właśnie "pod publiczkę".
Staram się być szczery i jeśli stosuję chwyty, to wówczas są one raczej ewidentne i retoryczne, a nie ukryte, ale to i tak nie w takich dialogach. Choć rozumiem, że mógł Pan tak to odebrać.
Muszę tu coś wytłumaczyć: moją gotowość do rozmowy z każdym tlumaczę moim pewnym zamiłowaniem do psychoanalizy. Oczywiście wiem, że Pan krytycnie patrzy na tę dziedzinę psychologii, ja natomiast tylko staram się wyjaśnić skąd - po części przynajmniej - bierze się moje zdanie w kwestii gotowości do rozmowy również z irracjonalnymi rozmówcami. Jednocześnie proszę mnie źle nie zrozumieć - nie zamierzam każdego dyskutanta, nawet głoszącego irracjonalne teorie traktować jako pacjenta - nie mam zresztą do tego żadnych uprawnień - jednak stąd właśnie chyba wynoszę w pewnym zakresie tę gotowość do wysłuchania, czy nawet w pewnym sensie zrozumienia. Gdy jednak takiej osobie odpowiadam staram się być maksymalnie logiczny. Brzytwa Ockhama to potężne narzędzie i wówczas w ramach tej odpowiedzi - przynajmniej na forum racjonalisty - nie chodzi juz o żadną psychoanalizę, a o ścisłość w rozumowaniu. Zakładam, że poprzez użycie prostych pytań można doprowadzić do refleksji nad zasadnością wiary, choć to od woli dyskutanta zależy przyznanie się do tych refleksji.

>Jestem na tym forum od wielu lat
A ja jeszcze stosunkowo krótko i dlatego mogę się mylić. Podane przez Pana przykłady rzeczywiście świadczą o tym, że przyzwyczajenia myślowe i upór przewyższają możliwość refleksji. Ja liczę na to, że nie zawsze tak być musi. Świadczą o tym z kolei choćby przykłady osób, które wiarę porzuciły.

>Jeżeli ktoś (w tym wątku, ale w poprzednim też było fajnie: tu) nie dostrzega różnicy w wiedzy, sposobie argumentacji, a także kulturze, zacietrzewieniu i stopniu agresji pomiędzy Panem Brzostowskim, a mną i stawia nas na równym poziomie, to trudno mu będzie ze mną rozmowy prowadzić.
Mogę Pana zapewnić, że dostrzegam te różnice (co nie znaczy, że nie mogę się zgodzić z niektórymi twierdzeniami Pana Brzostowskiego, jeśli stwierdzę, że są do obrony).

>>Gdzie tu demagogia?
>>Jeszcze w dodatku czysta?
>Właśnie w tym, że kto jak kto, ale Pan tą moją życzliwość i otwartość na innych ludzi powinien zauważyć.
Wobec mnie oczywiście zauważyłem dużą życzliwość od pewnego (danwego już) etapu w rozmowie, jednak muszę Panu powiedzieć szczerze, że nie jest Pan otwarty na wszystkich i zresztą sądzę, że Pan temu nie zaprzeczy.

>Nie mamy wspólnych poglądów na wiele spraw, ale ja na rozmowach z Panem korzystam.
Bardzo się cieszę. Ja na rozmowie z Panem dopiero korzystam

>Ale zupełnie nie cieszą mnie ludzie, którzy przychodzą nas tu pouczać, a sami od intelektualnego dna odbić się nie mogą.
Rozumiem.

>Wydawało mi się, że Pan może zrozumieć moje intencje walki z głupotą
Rozumiem je, choć walczyć można rożnymi środkami. Zna Pan z filmów kryminalnych powtarzający się motyw "dobrego i złego policjanta"? Sądzę, że w dialogu z irracjonalistami możemy się w pewnym stopniu uzupełniać.

>i żałuję, iż wydaje się Panu, że w zakresie otwartości na ludzi wraz z różnorodnością ich poglądów stoi Pan wyżej niż ja.
Jeśli tak pomyślałem (a nie jestem już tego pewien, bo obecnie na pewno tak nie myślę), to wówczas ja tym bardziej tej mojej myśli żałuję. Rzeczywiście przez moment niewygodnie mi tu było, bo czułem, jakbym się chełpił moją otwartością. Nie takie to było w zamyśle. Zaczęło się od niewinnego wpisu, w którym stwierdziłem, by agresywnego fideistę zaprosić na forum, a racjonaliści już by go tu spacyfikowali. Od tego się ten spór zaczął, a potem już się w pewnym sensie potoczył własnym życiem.

>Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne, a bliższa koszula ciału niż marynarka.
Zna Pan moje ostatnie wyznania wiary. Między innymi to:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,479754#w480703

Czy ja muszę się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem? Koszula, czy marynarka - ja jestem nagi!

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystki
22-02-2012 15:07 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne, a bliższa koszula ciału niż marynarka.
>Zna Pan moje ostatnie wyznania wiary. Między innymi to:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,479754#w480703
>Czy ja muszę się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem? Koszula, czy marynarka - ja jestem nagi!
Z niczego Pan, Panie Macieju tłumaczyć się nie musi, ale ja pomimo sklerozy pamiętałem naszą rozmowę Cytat:

Pan Maceox: I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym - ale traktuję to jako moją własną poezję, mój mit, a także moje subiektywne doświadczenie - mogę o tym rozmawiać, ale kontekstem będzie wówczas w największym stopniu świat umysłu i świat kultury - świat fizyczny będzie zaledwie tłem, choć niektórzy określą to tło jako substrat, a więc główną przyczynę.
--------------------------
Bogusławski:
>Niech Pan teraz zestawi własną wiarę z wiarą Pana Rajcelema.
>Chyba dostrzega Pan różnice,
Pan Maceox: prawdę mówiąc, moim zdaniem różnice tkwią w sferze usystematyzowania pojęć, a więc w sferze języka. Co do sedna sprawy nie widzę znacznej (w zasadzie: żadnej) różnicy między mną a Rajcelemem. Ale to pewnie wynika trochę z mojego zboczenia zawodowego, w ramach którego musiałem się wyuczyć, że ludzie są równi.

Bogusławski:
>niektórzy fideistyczni postmoderniści, twierdzą: Wiara, to wiara! Żadnych różnic - >pomiędzy sceptycznym przyjmowaniem naukowych twierdzeń na podstawie posiadanych >przesłanek, a pełną ufnością w religijną prawdę - nie ma.
Pan Maceox: rozumiem ten brak różnic między jednym a drugim w ten sposób, że zarówno jedno, jak i drugie jest (zaledwie) treścią w ludzkim umyśle. Nie potrafimy dowieść więcej, niż pozwala nam na to ludzka perspektywa. Zakres poznania jest determinowany przez nasze możliwości umysłowe (pewnie można je będzie rozszerzyć, ale czy tam nie pojawią się kolejne granice?)
Tak więc to pierwsze podejście może w odniesieniu do poznania pełnej rzeczwistości na tyle tylko wyprzedzać podejść drugie, że obydwa te modele rozwiązań będą wobec całej prawdy mieściły się zaledwie w granicach błędu. Dlatego istotnie - sceptyczne przyjmowanie naukowych twierdzeń może nie być wcale tak bardzo odmienne od prawdy religijnej.

Bogusławski:
>Panie Maćku - Pan zaczyna samodzielnie myśleć, a to jest groźne.
Pan Maceox: sądzę, że w większym stopniu samodzielnie myślałem na początku, gdy wszedłem na forum. Teraz częściej staram się coś niecoś zacytować, żeby próbować się jakoś wybronić od zarzutu nieoczytania. Poza tym sposób prowadzenia dyskusji na forum też trochę wpłynął na mój styl argumentowania. Tak więc moje myślenie może się obecnie jawić dla Pana jako samodzielne, a dla kogoś kto mnie znał wcześniej, być może jako przesycone wpływem forum racjonalistów.

Bogusławski:
>Jeszcze "niedowiarkiem" Pan zostanie!
>Trzymam za Pan kciuki
Pan Maceox: myślę, że mimo wszystko Pan przecenia moje możliwości.
powiem tak - jestem w tak dużym stopniu niedowiarkiem, że nie wierzę nawet w ateizm.


Gdy miałem tą rozmowę w pamięci, a nie tylko w niej wykazywał Pan zrozumienie i nawet sympatię dla postaw fideistycznych, to chyba mogłem napisać: Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne...., ale nie będę się sprzeczał, gdy ostatnio już się oddaliły - co antycypowałem zresztą już wcześniej.
Jednak pomimo wszystko - na podstawie całokształtu Pańskich wypowiedzi - nadal uważam, że łatwiej Panu, niż mnie zrozumieć postawy fideistów.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
29-02-2012 09:53 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>.
>>>>>Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne, a bliższa koszula ciału niż marynarka.
>>Zna Pan moje ostatnie wyznania wiary. Między innymi to:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,479754#w480703
>>Czy ja muszę się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem? Koszula, czy marynarka - ja jestem nagi!
>Z niczego Pan, Panie Macieju tłumaczyć się nie musi, ale ja pomimo sklerozy pamiętałem naszą rozmowę
[...]
>Gdy miałem tą rozmowę w pamięci, a nie tylko w niej wykazywał Pan zrozumienie i nawet sympatię dla postaw fideistycznych, to chyba mogłem napisać: Mnie się zaś się wydaje, że tylko trochę bliższe są Panu postawy fideistyczne...., ale nie będę się sprzeczał, gdy ostatnio już się oddaliły - co antycypowałem zresztą już wcześniej.
Z takim Pana stwierdzeniem mógę się prawie że zgodzić - a brzmi ono nieco inaczej, niż tekst o marynarce i koszuli.

>Jednak pomimo wszystko - na podstawie całokształtu Pańskich wypowiedzi - nadal uważam, że łatwiej Panu, niż mnie zrozumieć postawy fideistów.
Nie byłbym tego taki pewien. Sądzę, że Pana wiedza (w tym również wiedza o ludzkim umyśle i o fideiźmie) umożliwia Panu jednak zrozumienie większe od mojego - w tym również zrozumeinie innych ludzi, między innymi fideistów.

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-02-2012 19:20 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Poza tym dla mnie istotniejszy jest dialog z drugim człowiekiem,
>>>>Dla mnie dialogi z ludźmi są ogromnie ważne. Całe życie się tym zajmowałem, ale nie zauważył Pan, że dialog różni się od dwóch monologów. Do dialogu - to trzeba słuchać i starać się zrozumieć drugiego człowieka, a nie wszystkimi dostępnymi metodami narzucać mu swoje poglądy.
>To prawda

Bardzo przeszkadza mi głupota.

>Od całkowitej czystości intelektualnej wolę ferment - tygiel, w którym ścierają się idee - nawet głupie z mądrymi.
>>>>Naprawdę jest tak trudno zrozumieć o czym mówię? Przecież to nie ma nic tu do rzeczy.
>Ok, akceptacja fermentu i tygla nie przeszkadza temu, że głupota w tym tyglu jednak przeszkadza. Zresztą istotnie - czym innym jest pożądany ferment, a czym innym niepożądana głupota.
Dokładnie tak.

>Tak więc zgoda.
Tu, całkowita.

>Aczkolwiek zawsze jest pytanie o poprzeczkę - na jakiej wysokości ją stawiamy? - Sądzę, że o to się spieramy, a nie co do zasady. Sądzę, że to kwestia indywidualna.
Mnie najbardziej drażni głupota połączona z dufnością we własną rację. Na przykład taka:Cytat:


Jest Pan zabawny. Żaden byt nie musi swego istnienia objawiać innym bytom, nie wyklucza to jego istnienia. Owszem może sprawiać kłopoty w dyskusji o tym bycie, może też prowadzić do wniosku, że nie ma sensu się takim bytem zajmowac bo niczego się w danym momencie o nim nie dowiemy, itd. Ale nie przeczy to jego istneiniu.
Definicje mogą być szersze i węższe, nie wyklucza to dyskusji o tak zdefiniowanych bytach. Ja pzredstawiam Panu definicję boga, takiego, tak określonego, który wg mnie może wynikać z przesłanek TE i teorii złożoności i nie stoi w sprzecznośc z logiką lub nauką. A Pan każe mi dodefiniować, ja pozostaych cech nie jestem w stanie zdefinjować, bo nie widzę takich przesłanek z TE lub innych teorii.

Oczywiście, że tak, cała istota tego sposobu myślenia ma właśnie to na celu: wierzysz w jakiegoś tam boga, nie ma żadnych przesłanek racjonlanych potwierdzających jego istnienie, więc jesteś w kropce, ale wyszukujesz sobie takiego Demokryta, który 2,5 tys. lat temu gadał coś o atomach i już wiesz, że skoro on gadał i nie miał dowodu, a rację miał, to i ty możesz utrzymywać że bóg istnieje, nie mieć dowodów i mieć rację, prawda? I komfort intelektualny zachowujesz.



A to co poniżej, to ja w ocenie tego samego forumowicza: Cytat:

Ja też jestem na tym forum od kilku lat i mam pokorę w sobie. Jak dotychczas, mimo wielu moich postów, które ukazywły także opinie "niepopularne" wśród większości forumowiczów, nie spotkałem się z takim traktowaniem: z jednej strony nie zamierza Pan dyskutować, z drugiej uznaje z góry Interlokutora za głupca. Szanowny Panie, ja mam pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji. Pański mentorski styl jest dla mnie trochę zabawny, również Pan jako strażnik jakości forum jest niewiarygodny, bo obok wielu cennych tekstów, trafiaja się tutaj na racjonaliście bzdury, ale nie widać tam Pana. Dlatego mam podejrzenie, że jest Pan raczej strażnikiem pewnej ideologii (bo jak rozumieć niechęć do dyskusji i nazywanie innych głupcami bez poznania ich stanowiska, bez wymiany poglądów).

Tak napiszę jeszcze coś. Pan myśli, że ja jestem jakimś dzieckiem, któremu zależy na tym aby mieć ostatnie słowo? I Pan wie że będzie to zapewne jakaś głupota. Jest Pan zabawny. Używanie takich tanich zwrotów "maleńki spryt", "proponuję poczytać i pomyśleć" - sorry ale, co to jest? Albo że ja chwalę się mądrością? To Pan przecież poucza ciągle, nie ja. Myśli Pan, że ma Pan jakieś szczególne do tego prawo? Znam wielu profesorów, którzy są kompletnymi idiotami, znam też wielu mądrych. Ja z pewnością mam dziury w wiedzy, tyle tylko że Pan nie wie gdzie są, bo nie da się z Panem dyskutować. Ocenia Pan ludzi wg swoich kryteriów po kilku zdaniach wypowiedzi, nie próbując nawet podjąć dyskusji.


Dziwię się Panu, że po przeczytaniu takiej oceny chce Pan ze mną jeszcze rozmawiać.

>jednak muszę Panu powiedzieć szczerze, że nie jest Pan otwarty na wszystkich i zresztą sądzę, że Pan temu nie zaprzeczy.
Szczerość za szczerość. Jestem wprost uczulony na głupotę. Nie, zdecydowanie nie cierpię wszelakich głupców. Zawsze było za dużo głupoty na tym świecie, ale wraz z internetem nie tylko mocno się ujawniła, ale nabrała pewności, że wszyscy są intelektualnie i kulturalnie równi.
-----------
"Albo że ja chwalę się mądrością?" - "ja mam pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji".
"Znam wielu profesorów, którzy są kompletnymi idiotami",
to - do jasnej cholery - dlaczego po twoich wypowiedziach wcale nie znać byś któregokolwiek ze zrozumieniem przeczytał?
___________
Panie Macieju, naprawdę wiem czego się czepiam.
Czy nie zauważył Pan młodych ludzi o przeróżnych poglądach i niewielkiej wiedzy, którym pomagam? Jaka jest różnica?
Są mniej pewni siebie, bardziej inteligentni i czegoś szukają.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-02-2012 19:29 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Nieładnie Panie Bogusławski. Powybierać sobie czyjeś wypowiedzi zestawić wg uznania i przedstawiać tak aby tego kogoś przedstawić w złym świetle. Czy Pan zdaje sobie sprawę, że równie dobrze mogę z Pana wypowiedzi powybierać takie, które świadczą o arogancji, braku kultury, zadufaniu w sobie i także braku wiedzy lub inteligencji = głupocie, to z łatwością można zrobić.
18-02-2012 19:23 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Poza tym dla mnie istotniejszy jest dialog z drugim człowiekiem, ale rozumiem, że z pana punktu widzenia nie każdy dialog musi się odbywać na tym forum.
Cytat:
>Nie obwinia sie ateistow za cale zlo, ale ateisci probuja udowadniac, ze zlo pochodzi z wiary w Boga. I jak ktoś sobie morde wyciera to wy Torquemada, odpowiedzialnym za maximum pareset ofiar, przy takim Stalinie, Hitlerze czy Mao nic Torquemada nie znaczy. Poza tym on działał z ramienia monarchii hiszpanskiej, a metody wielkich inkwizytorow Hiszpanii czesto spotykaly sie z naganami z Rzymu
--------
>3 lata spędził i wszystko to odrzucił i stąd te mordy w jego wykonaniu. Protestantów nie mam zamiaru bronic, ale niemieccy katolicy go zdecudowanie odrzucili, glosowali na partie Zentrum, wielu ksiezy skonczylo w Dachau za odczytanie w kosciele Mit Brenneger Sorge. I nie to co Kosciol przedstawi, ale to co jest prawdą, a nie ateistyczną antykoscielną propagandą rodem z "Prawdy".
>W ogóle to wykasowano mój post, gdzie wspomniałem, że ateiści pobili katolikow pod względem ofiar już dawno temu, w Wandei w czasie rewolucji francuskiej. Inkwizycja z paroma tysiacami ofiar to pikuś przy ateistycznych siepaczach rewolucyjnych, a pozniej bolszwikach. Wiec Torquemada sie nie zaslaniajscie, bo to kaszka z mleczkiem przy waszych zbrodniach.

Cytat:
Dobry wieczór

Jestem katolikiem i chciwiałbym prosić tutejszych ateistów i agnostyków o refleksje na temat pewnego dylematu związanego z aborcją, który ja sam miałem, gdy jeszcze byłem ateistą, a który zniknął dopiero teraz, gdy się nawróciłem.


Cytat:
czy ktoś zastanawiał się aby zacząć myśleć RACJONALNIE?????CZY MAMY SIĘ POZABIJAĆ???? za to że ktoś chce wierzyć w "coś tam??" czy mamy wpływ na paranoiczny islam zabraniający myśleć kobietom??? pomyślmy o P O L S C E!!!czy tu ma rządzić krzyż?? może byśmy się zjednoczyli aby nie dopuścić do "przepaści"???
wszyscy tu piszemy! ale czy do właściwych adresatów???
proponuję jakąś jedność!! hasło aby się zmobilizować a nie tylko wypisywać własne "niechciejstwa" w JEDNOŚCI SIŁA! dalej młodzi przyjaciele!!!


Może Pan ma jakieś wątpliwości - co do zaprezentowanego wyżej poziomu? Może Pan zechce podjąć dialog z tymi nowymi dyskutantami? U mnie takie wypowiedzi, to tylko budzą zdumienie.
Czy ja naprawdę żyję w XXI wieku w cywilizowanym kraju z tak wysokim stopniem powszechnego wykształcenia? Naprawdę potrzebne są nam takie wpisy, aby pokazać na co stać intelektualnie fideistów, choć nie tylko?
Nie wystarczy tu tych, którzy potrafią to samo powiedzieć (i mówią) ładniejszym językiem. Bardziej komunikatywnie. Czy każdy bełkot musi być tu poważnie traktowanym, jako otwarcie na dialog z drugim człowiekiem? Z każdym warto rozmawiać? A o czym rozmawiać?

Z forum to trochę tak, jak jest z umysłem, gdy przesadnie jest otwartym, to cała rozumność (racjonalizm) z niego wypada.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
10-02-2012 18:43 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Ja doskonale znam definicję wiary, ale dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia.
Z Pańskich wypowiedzi jednoznacznie wynika, że albo Pan jej nie zna, albo nie rozumie, albo próbuję Pan dokonać jakiś manipulacji z tą definicją.

>Tak jest takim motorem, zgadzam się, ale "motor" musi mieć tego, kto go odpali: chciwość i żądze.
Chciwość, żądza władzy i pozostałe żądze są osobistą sprawą jednostkową i zupełnie są nie przydatne do odpalenia motoru wojny. Doskonałą przyczyną jest - "oni zagrażają naszej wierze"! Motywacja religijna!

>Walka, władza, chciwość są pierwotne w stosunku do wiary, rodzimy się z tymi cechami, z wiarą się nie rodzimy.
Gówno prawda - nikomu jeszcze nie udało się precyzyjnie oddzielić, jakie cechy charakterologiczne nabywamy genetycznie, a jakie mentalnie. Zasadnicze zręby charakteru - tak dotyczące stosunku do wiary (autorytetów i religii), jak i otoczenia społecznego (żądza władzy, chciwość, obłuda) nabywamy do około 5 roku życia, a więc bardzo wcześnie.
___________________________________________________________

>Proszę zatem odpowiedzieć, konkretnie, jakie były główne przyczyny wojen w których czynnik wiary, religijny lub para-religijny, odegrał jakąś rolę (np wojna trzydziestoletnia, II wojna światowa, podboje Ameryki):
>a) podstawową/glówną przyczyną była wiara w boga (czynnik religijny),
>b) podstawową/główną przyczyną była wiara (czynnik religijny i para-religijny),
>c) podstawową/główną przyczyną były żądze władzy i chciwości,
>d) było kilka przyczyn wymienionych powyżej.
>oraz:
>Za okrucieństwa tych wojen odpowiada:
>a) wyłącznie religia (wiara w boga),
>b) głównie religia (wiara w boga),
>c) głównie wiara (czynnik religijny i para-religijny),
>d) głównie żądze władzy i chciwości,
>e) każda z przyczyn wymienionych proporcjonalnie do istotności.
>Proszę o odpowiedź, będzie konkretna, bez "mącenia". ewentualnie jeśli wg Pana odpowiedzi nie wyczerpują możliwych odpowiedzi, a takową chciałby Pan dodać proszę to zrobić. Proszę jednak o konkretną odpowiedź.
Ile Pan gotów jest za takie opracowanie zapłacić, jeżeli sporo - to możliwe, że je dla Pana przygotuję. Choć bardzo niechętnie, gdyż nie specjalizuję się w pisaniu dla sprawnych inaczej.
Tu to Pan najpierw konkretnie przedstawiając swoje poglądy na daną sprawę - może grzecznie zapytać co sądzą o nich inni. Nawet do impertynenckich pytań, to tu trzeba się trochę intelektualnie przygotować. Ja nie jestem sztubakiem, którego Pan może przeegzaminować.
-----------------------------------------------

>Raz pisał Pan, że podstawową przyczyną wojen były władza i chciwość, a potem że wiara, stąd moje pytanie, jeśli nie zrozumiałem to moja wina, mam nadzieję, że gdy odpowie Pan na pytanie powyżej wszystko będzie jasne.
Myślę, że dla średnio rozgarniętych i ideologicznie nie zacietrzewionych, moje wypowiedzi są jasne. Że Pan ich zrozumieć nie może, to może pretensje do rodziców i nauczycieli, a nie do mnie.

>Nie znam takich przypadków, to było z mojej strony rozważanie hipotetyczne.
Dla mnie to było oczywistym. Gdyż ja też nie znam takich przypadków, ale jako sceptyk dopuszczam różne możliwości, choć niektóre są mało prawdopodobne.

>A ja kieruję swój post i do Pana i do innych Forumowiczów.
Nie mam nic przeciwko temu aby Pan mój post przeczytał nawet kilka razy. Sam nie kieruję go do Pana - tylko w poczuciu bezsilności. Wiem, że bardzo niewiele potrafi Pan z tego co pisze zrozumieć. Nawet z poprzedniego - moim zdaniem - prawie nic Pan nie zrozumiał. Zrozumiał Pan zaś to - co mało lub wprost nieistotne, czyli że mam bardzo niewielki szacunek dla Pańskiej wiedzy i uargumentowania przez Pana swoich poglądów, a to jest przecież sprawą tu trzeciorzędną.
Dla forum niewielkie ma znaczenie moje stwierdzenie, że Pan brednie wypisuje. Inteligentny czytelnik sam to dostrzega, natomiast może mieć - zainspirowana taką brednią - merytoryczna wypowiedź. Dlatego właśnie odpowiadam, ale na to - na co sam chcę, gdyż uważam, że to coś do meritum wątku wnosi.

Miłego dnia.

@@@
.
10-02-2012 20:14 
 Ocena 3 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>Chciwość, żądza władzy i pozostałe żądze są osobistą sprawą jednostkową i zupełnie są nie przydatne do odpalenia motoru wojny. Doskonałą przyczyną jest - "oni zagrażają naszej wierze"! Motywacja religijna!
Czyli już teraz żądze nie są przyczyną wojen?
>>Walka, władza, chciwość są pierwotne w stosunku do wiary, rodzimy się z tymi cechami, z wiarą się nie rodzimy.
>Gówno prawda - nikomu jeszcze nie udało się precyzyjnie oddzielić, jakie cechy charakterologiczne nabywamy genetycznie, a jakie mentalnie. Zasadnicze zręby charakteru - tak dotyczące stosunku do wiary (autorytetów i religii), jak i otoczenia społecznego (żądza władzy, chciwość, obłuda) nabywamy do około 5 roku życia, a więc bardzo wcześnie.
Może i się nie udało, ale jak się dwóch 4-latków bije się o samochodzik w przedszkolu, to raczej nie za wiarę, czyli o samochodzik.

>Ile Pan gotów jest za takie opracowanie zapłacić, jeżeli sporo - to możliwe, że je dla Pana przygotuję. Choć bardzo niechętnie, gdyż nie specjalizuję się w pisaniu dla sprawnych inaczej.

>Tu to Pan najpierw konkretnie przedstawiając swoje poglądy na daną sprawę - może grzecznie zapytać co sądzą o nich inni. Nawet do impertynenckich pytań, to tu trzeba się trochę intelektualnie przygotować. Ja nie jestem sztubakiem, którego Pan może przeegzaminować.

Taki mądry człowiek, tyle napisał, w tym tak dużo uszczypliwości, ale na proste pytanie odpowiedzi nie udzielił. Tu nie trzeba pisać opracowania, wystarczy zaznaczyć odpowiedź, z resztą znaną, bo sam Pan napisał że podstawową przyczyną wojen były żądze i chciwość. Zatem muszą być jedną z przyczyn, a zatem również okrucieństwa wojen nie można przypisać tylko jednej przyczynie.
Nie jest Pan jednak w stanie tego przyznać, mimo że jest to oczywiste dla każdego myślącego, niektórzy jednak (jak Pan - tak przypuszczam) nie chcą tego przyznać z powodów ideologicznych, nawet wbrew faktom.

A jeśli faktycznie odpowiedź na powyższe pytania jest tak skomplikowana i nieoczywista, dlaczego Pan nie oponuje, gdy inni na forum obarczają całymi skutkami wojen wyłącznie religie? Zapewne z powodów ideologicznych.
>-----------------------------------------------
>>Raz pisał Pan, że podstawową przyczyną wojen były władza i chciwość, a potem że wiara, stąd moje pytanie, jeśli nie zrozumiałem to moja wina, mam nadzieję, że gdy odpowie Pan na pytanie powyżej wszystko będzie jasne.
>Myślę, że dla średnio rozgarniętych i ideologicznie nie zacietrzewionych, moje wypowiedzi są jasne. Że Pan ich zrozumieć nie może, to może pretensje do rodziców i nauczycieli, a nie do mnie.
No to jak jest w końcu, skoro odpowiedź jest jasna to czemu Pan nie odpowiedział na pytanie? Aha, bo będzie niezręcznie napisać to wprost, tak? Ze wzgledów ideologicznych?
>>A ja kieruję swój post i do Pana i do innych Forumowiczów.
>Nie mam nic przeciwko temu aby Pan mój post przeczytał nawet kilka razy. Sam nie kieruję go do Pana - tylko w poczuciu bezsilności. Wiem, że bardzo niewiele potrafi Pan z tego co pisze zrozumieć. Nawet z poprzedniego - moim zdaniem - prawie nic Pan nie zrozumiał. Zrozumiał Pan zaś to - co mało lub wprost nieistotne, czyli że mam bardzo niewielki szacunek dla Pańskiej wiedzy i uargumentowania przez Pana swoich poglądów, a to jest przecież sprawą tu trzeciorzędną.
Proszę Pana, Pan ma manię jakowąś dotyczącą rzekomego mojego oczekiwania szacunku z Pana strony do mojej wiedzy i argumentowania. Ja mam to w nosie. Natomiast ważne dla mnie są argumenty, a Pan niestety zbyt dużo ich w tej dyskusji nie ma. Pod ocenę forumowiczów poddaję fakt, czego jest więcej w tej dyskusji w pańskich postach, uszczypliwości, personalnch wycieczek czy argumentowania.
>Dla forum niewielkie ma znaczenie moje stwierdzenie, że Pan brednie wypisuje. Inteligentny czytelnik sam to dostrzega, natomiast może mieć - zainspirowana taką brednią - merytoryczna wypowiedź. Dlatego właśnie odpowiadam, ale na to - na co sam chcę, gdyż uważam, że to coś do meritum wątku wnosi.
Oczywiście, na niewygodne pytania może Pan nie odpowiadać, to świadczy o Panu, nie o mnie.

PS. Może Pan w swoich postach powypisywać różne uszczypliwości, wiele personalnych "wycieczek", nawet wyrażam zgodę aby Pan mnie obrażał dowoli. Jeśli można tylko prosić o wstrzemięźliwość wobec osób trzecich: rodziców, nauczycieli, to będę wdzięczny.

Mogę nawet, jeśli Panu na tym zależy zmienić nick na "forumowy głupek". Proszę tylko pamiętać, że w żaden sposób nie osłabi to siły argumentów moich, ani nie wzmocni pańskich.

Miłego wieczoru
10-02-2012 21:49 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)

>Może i się nie udało, ale jak się dwóch 4-latków bije się o samochodzik w przedszkolu, to raczej nie za wiarę, czyli o samochodzik.
Na tym forum wypadałoby wyjść poza poziom przedszkolaków.

>Natomiast ważne dla mnie są argumenty, a Pan niestety zbyt dużo ich w tej dyskusji nie ma.
Na poziom przedszkolaków argumentów nie mam, a poważniejszych to Pan nie potrafi zrozumieć. Inteligentni ludzie już się tu wykazali całkowitym zrozumieniem moich argumentów, a ja swoje wypowiedzi do racjonalistów kieruję.

>Oczywiście, na niewygodne pytania może Pan nie odpowiadać, to świadczy o Panu, nie o mnie.
Żadne z zadanych przez Pana tu pytań nie było dla mnie niewygodnym, choć część rzeczywiście idiotycznych.
Natomiast żadnej z moich wypowiedzi, jak na razie, a myślę iż jest to zupełnie niemożliwym, nie był Pan w stanie zrozumieć.
Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

>PS. Może Pan w swoich postach powypisywać różne uszczypliwości, wiele personalnych "wycieczek", nawet wyrażam zgodę aby Pan mnie obrażał dowoli. Jeśli można tylko prosić o wstrzemięźliwość wobec osób trzecich: rodziców, nauczycieli, to będę wdzięczny.
To Pan wydaje im świadectwo, a nie ja. Osobiście tylko nie wiem, czy należałoby im gratulować (mają to co chcieli) czy współczuć.

>Mogę nawet, jeśli Panu na tym zależy zmienić nick na "forumowy głupek".
To nie pseudonim świadczy o człowieku, a teksty które wypisuje.
Jestem przekonanym, że zmiana nicka na np. "najmądrzejszy we wsi" też żadnych zmian by nie przyniosła.
Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębsza to tym bardziej.

>Proszę tylko pamiętać, że w żaden sposób nie osłabi to siły argumentów moich, ani nie wzmocni pańskich.
Wielce Szanowny Panie, z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Gdy Pan wierzy, że przedstawił Pan tu jakiekolwiek racjonalne argumenty, to już z tą wiarą pozostanie. Nieśmiałe próby wykazania Panu, że Pan błądzi - tylko Pańską wiarę i agresję wobec świata pogłębiają.
Ciekawe z jakich powodów byłby Pan teraz gotów mnie zamordować. Chciwość chyba możemy odrzucić, pozostaje żądza władzy i różnice światopoglądowe, a więc wiara.
Czyli znowu mamy małą wojenkę religijną.

Miłego wieczoru.

@@@
.
11-02-2012 15:24 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Skoro nie napisał Pan nic merytorycznego, to ja mam pytanie merytoryczne, bardzo interesuje mnie Pańska odpowiedź:

Czy uważa Pan, że skutami wojen np wymienionych w tym wątku przez big_zyda można obarczyć wyłącznie religię?

Pytanie nieskomplikowane, to taki mądry człowiek jak Pan sobie poradzi.
11-02-2012 16:52 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Skoro nie napisał Pan nic merytorycznego,
Mógłby Pan tak oceniać, gdyby potrafił Pan cokolwiek zrozumieć.

>to ja mam pytanie merytoryczne,
Nareszcie!
I jak ono brzmi?

>bardzo interesuje mnie Pańska odpowiedź:
Ładnie Pan zaczyna....

>Czy uważa Pan, że skutami wojen np wymienionych w tym wątku przez big_zyda można obarczyć wyłącznie religię?
Proponowałbym zapytać Pana Big_zyda, a z moim poglądem na ten temat, to nawet na tym wątku można było się zapoznać: www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,4#w481046

>Pytanie nieskomplikowane, to taki mądry człowiek jak Pan sobie poradzi.
Pytanie jest tak żenujące, że aż trudno (po tej dyskusji) inteligentnemu człowiekowi nań odpowiadać.
Moją odpowiedź na nie - można znaleźć już w tym wątku i to wielokrotnie w różnych aspektach.
Może Pan też ją znaleźć w definicji wojny religijnej, jaką tu przywołałem.

Moja mądrość jest łatwa do osiągnięcia, trzeba mieć otwarty umysł i dużo czytać oraz - co najważniejsze - to opierać się na samodzielnym myśleniu, a nie na - jakiejkolwiek, głoszonej przez kogokolwiek - katechezie.

Miłego dnia.

@@@
.
11-02-2012 18:00 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Szanowny Panie, ja znam pańską odpowiedź na to pytanie, chciałem jednak aby Pan to wprost napisał, a nie zamącał. Pan umiejętnie miksuje pojęciami ideologia, religia, wiara. Gdy Panu wygodnie używa Pan pojęcia wiara w sensie wiary w boga, gdy Panu wygodnie w sensie wiary w ogóle (tej definicji, co Pan ją maniakalnie przywołuje), to samo z religią. Dlatego poprosiłem Pana o odpowiedź konkretną, ale tej Pan unika. Nie po to aby się dowiedzieć samemu, bo dla mnie odpowiedź jest znana, tylko po to aby też inni czytelnicy, którzy być może nie śledzą dokładnie tego wątku, mogli odszukać konkretną odpowiedź.

Napisał Pan tyle, a wystaczyło "tak" lub "nie".

Ja oczywiście mam też inne podejrzenie (mogę się mylić), że nie chce Pan tego napisać wprost, aby (broń boże ), w żadnym elemencie chociaż nie przyznać wprost, że religie (w sensie wiary w boga) nie były odpowiedzialne za całosć skutków tych wojen. A nie chce Pan, wg mnie tego zrobić, bo sympatycznie jest poruszając się na portalu w dużej mierze antyklerykalnym pisać wyłącznie źle o religii i przypisywać jej wyłącznie różne okropności, pomijając lub pisząc w sposób zawoluowany o faktach, które temu przeczą.

W ten sposób, Pan staje się trochę wierzący, w swoją misję lub antyklerykalną walkę. Potwierdzają to pańskie wpisy, które niosą spory ładunek agresji, w tym szufladkujące mnie zapewne jako "katola" (skoro o katechezie mowa). W ten sposób na plan dalszy schodzą argumenty, a Pan próbuje za wszelką cenę "walczyć" ze mną, na forum, mimo, że inni wypisują tutaj różne głupoty, ale Pan wtedy nie reaguje. Mam wrażenie, że Pan mnie "namierzył", jako pewnego rodzaju "niepoprawnego", skąd już niedaleko do "niewiernego" i prowadzi Pan swoistą "wojnę antyklerykalną", wykorzystując do tego rzekomą dbałość o jakość forum.

Ale to tylko subiektywne odczucie.

>Moja mądrość jest łatwa do osiągnięcia....

A to pańskie odczucie.
11-02-2012 19:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Szanowny Panie, ja znam pańską odpowiedź na to pytanie,
A to ciekawe!

>chciałem jednak aby Pan to wprost napisał, a nie zamącał.
Piszę najjaśniej jak potrafię i raczej jestem chwalony za komunikatywność.

>Pan umiejętnie miksuje pojęciami ideologia, religia, wiara.
Tak, gdyż je znam i dobrze rozumiem w całej ich siatce znaczeniowej.

>Gdy Panu wygodnie używa Pan pojęcia wiara w sensie wiary w boga, gdy Panu wygodnie w sensie wiary w ogóle (tej definicji, co Pan ją maniakalnie przywołuje), to samo z religią.
Powtarzam, że nie rozumiem co to znaczy "wiara w sensie wiary w boga"? Co to tu znaczy "to samo z religią"? Zupełnie nie rozumiem co Pan tu chciał powiedzieć?

>Dlatego poprosiłem Pana o odpowiedź konkretną, ale tej Pan unika.
Zdecydowanie nie unikam konkretnych odpowiedzi i gdy tylko je znam, to staram się jak najjaśniej je tu przekazać.

>Nie po to aby się dowiedzieć samemu, bo dla mnie odpowiedź jest znana,
Ja wiem, że Pan tu stara się robić za alfę i omegę, ale gdy się coś zna, to należy wprost pisać.

>tylko po to aby też inni czytelnicy, którzy być może nie śledzą dokładnie tego wątku, mogli odszukać konkretną odpowiedź.
Szanowny Panie czytelnicy, którzy mnie tak naprawdę interesują, to albo bardzo dobrze znają moje zdanie, albo bez większych trudności potrafią sobie je odszukać. Dla tych którym to trudniej przychodzi podaję linka www.racjonalista.pl/forum.php/s,474426 - tu wypowiadałem się ostatnio obszerniej na temat wiary.

>Napisał Pan tyle, a wystaczyło "tak" lub "nie".
Panie Brzostowski! Nie ze mną te numery!
To "kościółkowy" numer nie dla inteligencji.

>Ja oczywiście mam też inne podejrzenie (mogę się mylić), że nie chce Pan tego napisać wprost, aby (broń boże ), w żadnym elemencie chociaż nie przyznać wprost, że religie (w sensie wiary w boga) nie były odpowiedzialne za całosć skutków tych wojen. A nie chce Pan, wg mnie tego zrobić, bo sympatycznie jest poruszając się na portalu w dużej mierze antyklerykalnym pisać wyłącznie źle o religii i przypisywać jej wyłącznie różne okropności, pomijając lub pisząc w sposób zawoluowany o faktach, które temu przeczą.
Każdy sądzi według siebie. Całe życie niezbyt zwracając uwagę na konsekwencje pisałem to co myślę. Tu wystarczy sięgnąć do archiwum i poczytać moje wypowiedzi.
Zupełnie nie jest moją winą, że zindoktrynowane umysły nie potrafią mnie zrozumieć. Naprawdę piszę jasno i nie owijam wełny w bawełnę. Wielokrotnie tu pisałem (to już takie forum)o ideologiach, religiach, wierze. Wszystko łatwo sobie znaleźć.

>W ten sposób, Pan staje się trochę wierzący, w swoją misję lub antyklerykalną walkę. Potwierdzają to pańskie wpisy, które niosą spory ładunek agresji, w tym szufladkujące mnie zapewne jako "katola" (skoro o katechezie mowa).
Wielce Szanowny Panie, moją jedyną "misją" jest tępienie głupoty (nie mylić z niewiedzą) na naszym forum, ale wcale nie jestem tej misji fanatykiem.
Nie - proszę Szanownego Pana - nie chcę i nie będę łagodny dla głupoty, gdyż to ją tylko rozzuchwala.
Pańskie zacietrzewienie nie pozwoliło Panu nawet dostrzec w jednym ze swoich polemistów chrześcijanina, tyle że o sporej wiedzy i jeszcze większej inteligencji.

>W ten sposób na plan dalszy schodzą argumenty, a Pan próbuje za wszelką cenę "walczyć" ze mną, na forum, mimo, że inni wypisują tutaj różne głupoty, ale Pan wtedy nie reaguje.
Tak Pan sądzi? Rzeczywiście dużo Pan o naszym forum wie!

>>Moja mądrość jest łatwa do osiągnięcia....
>A to pańskie odczucie.
Tak, zdecydowanie subiektywne. Mnie to dosyć łatwo przyszło i naprawdę serdecznie namawiam - niech Pan też spróbuje. Czytać więcej książek i sprawdzać to co się chce upublicznić.
Jak Pan zacznie myśleć i weryfikować (sprawdzać) własne poglądy, to obiecuję, że nie tylko "zejdę z Pana", ale życzliwie mu pomogę umacniać jego własne poglądy. Cenię sobie inteligentnych partnerów do rozmowy mających odmienne od moich poglądy.
Niech Pan na spokojnie przeczyta sobie cały wątek. Na wszystkie Pańskie tematy udzieliłem merytorycznej i dosyć wyczerpującej odpowiedzi (tak, to było tylko moje subiektywne zdanie), a że było to wszystko podlane złośliwościami, to przecież Pan się tak pięknie podkłada, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać.

@@@
.
11-02-2012 20:20 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
Proszę Pana, nie mam już dzisiaj czasu na przepychanki z Panem. Jeśli ma Pan odrobinę dobrej woli, to proszę aby w kolejnej dyskusji, w której wspólnie weźmiemy udział, odpowiadał Pan wyłącznie merytorycznie, bo w ten sposób nie da się rozmawiać i tylko zaśmiecamy forum. Pan, jak sam to napisał "wszedł na mnie" i w natłoku wzajemnych złośliwości znika istota rzeczy. Nie wiem tylko czy Pan ma ochotę na dyskusję uczciwą, bo ta wymaga próby zrozumienia Interlokutora, nawet wtedy, gdy ten nie wyraża się w Pana mniemaniu zbyt precyzyjnie.

A co do mojego pytania? Jest ono proste, a odpowiedzi, brak! Dlaczego nie chce Pan jej udzielić? Przy tak sformułowanym pytaniu są tylko dwie możliwe odpowiedzi. Może Pan przecież wyjaśnić, dookreślić odpowiedź lub podać linka gdzie można odszukać pańskie komentarze. Uważa Pan, że proste pytania nie są dla inteligentów, że kościółkowe? To tani wybieg. Ja uważam, że Pan boi się odpowiedzi na to pytanie wprost, aby wśród czytelników forum nie wypaść na zbyt mało "antyklerkalnego". Panie Bogusławski, proszę Pana, proszę odpowiedzieć. Zachęcam i powtórzę pytanie:

Czy uważa Pan, że skutami wojen np wymienionych w tym wątku przez big_zyda można obarczyć wyłącznie religię?

PS. Pan często poucza i odsyła do czytania książek, artykułów itd, a nie potrafi Pan odpowiedzieć na proste pytanie? To trochę podważą pańską uczciwość lub inteligencję.
11-02-2012 20:26 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Proszę Pana, nie mam już dzisiaj czasu na przepychanki z Panem.
Prowadzę tylko uczciwe dyskusje i dlatego głupotę i trollizm religiantów będę tu tępił, w marę swoich skromnych możliwości.
Niech Pan na mnie liczy!
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,478028#w481535

@@@
.

PS. Wasza mowa niech będzie: "Tak - tak, nie - nie".
A skąd ten piękny cytacik pochodzi?

A z tego samego źródła co poniższy tekścik:
18 Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.
19 Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.
20 Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?
21 Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących.
25 To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
27 Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć;

I są podstawą "kościółkowego" nauczania.

@@@
.
12-02-2012 18:35 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>PS. Wasza mowa niech będzie: "Tak - tak, nie - nie".
>A skąd ten piękny cytacik pochodzi?
>A z tego samego źródła co poniższy tekścik:
>18 Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.
>19 Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.
>20 Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?
>21 Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących.
>25 To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
>27 Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć;

>I są podstawą "kościółkowego" nauczania.
>@@@
>.
Nazywa mnie Pan religiantem, a ja nim nie jestem, nazywa mnie Pam trollem, a to Pan wkleja jakieś bzdury, niewiadomo po co.

Ta "dyskusja" stała się niemożliwa przez Pana. Mam nadzieję, że moderatorzy mogą jakoś ją przerwać/zablokować, bo to staje się na tyle żenujące, że jest mi nawet szkoda pańskiego autorytetu na tym forum.
12-02-2012 19:39 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Nazywa mnie Pan religiantem, a ja nim nie jestem, nazywa mnie Pam trollem, a to Pan wkleja jakieś bzdury, niewiadomo po co.
Dla inteligentnych!

Dla mniej inteligentnych drobna wskazówka:

Cytat:
Napisał Pan tyle, a wystaczyło "tak" lub "nie".

oraz:
www.racjon(*)m.php/s,464332/z,0/d,7#w469663

>Ta "dyskusja" stała się niemożliwa przez Pana.
Ja z Panem wcale nie dyskutuję, nie mam do tego partnera, to tylko ping-pong z zacietrzewionym obrońcą fideizmu.

>Mam nadzieję, że moderatorzy mogą jakoś ją przerwać/zablokować, bo to staje się na tyle żenujące,
Mogą dyskusję, czy tego ping-ponga, ale nie mogą zablokować głupoty, gdyż to niesłychanie trudne.

>że jest mi nawet szkoda pańskiego autorytetu na tym forum.
Tu ma Pan rację. Szkoda czasu na ten ping-pong z Panem, ale czy można pozwolić aby nasze forum brednie zalały.
Tak to jest dylemat.
Więc tu już kończę.

@@@
.
10-02-2012 18:57 
 Ocena 1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.

Oczywiście masz rację! W wątku poświęconym religii Hitlera wszelkimi sposobami udowadniali, że ów był katolikiem i nic, co robił, tego nie zmieniło. Stosując te same argumenty można dowieść, że przynajmniej duża część piszących tu ludzi to także katolicy. Tak oto jesteśmy na forum dla katolickiej inteligencji
10-02-2012 19:56 
 Ocena 5 na 5
rdest (2492 punktów)

>Tak oto jesteśmy na forum dla katolickiej inteligencji
Każdy kij ma dwa końce, o czym niektórzy, w ideologicznym zapamiętaniu, zdają się zapominać.

Pan Andrzej Bogusławski pisze
Cytat:
Jestem nominalnym katolikiem, a moje poglądy filozoficzne to naturalizm ontologiczny.

Ja także jestem nominalnym katolikiem, a moje poglądy filozoficzne to agnostycyzm filozoficzny.

Kto następny z "wyznaniem wiary"?

Konformizm gwarantem spójności grupy
10-02-2012 22:36 
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)
>>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.
>Oczywiście masz rację! W wątku poświęconym religii Hitlera wszelkimi sposobami udowadniali, że ów był katolikiem i nic, co robił, tego nie zmieniło. Stosując te same argumenty można dowieść, że przynajmniej duża część piszących tu ludzi to także katolicy. Tak oto jesteśmy na forum dla katolickiej inteligencji.

Czytać już umiesz przyznaję. Wszystkie argumenty których użyłem w tamtej dyskusji pochodzą z dyskusji prowadzonych z apostatami którzy deklarują odejście od kościoła katolickiego. Moje argumenty to zwyczajna kalka wypowiedzi katolickiej hierarchii tylko zastosowana do osobnika imieniem Adolf Hitler. Argumentacja ta jest zastosowana po to by pokazać hipokryzję piewców katolickich wartości.

Zamieniłeś przyczynę ze skutkiem i pomyliłeś światło odbite z bezpośrednim.

[EDIT]
Chciałem dodać że ochrzczono mnie wbrew mojej zgodzie i woli. Nie jestem i nigdy nie byłem katolikiem.
14-02-2012 00:43 
 Ocena 1 na 1
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Czytać już umiesz przyznaję.

Natomiast Ty nadal nie umiesz poprawnie stosować znaków interpunkcyjnych.
10-02-2012 22:37 
 Ocena 3 na 3
asmodai (2845 punktów)
>>Śmiem twierdzić, że większość użytkowników fR(forum Racjonalisty) to chrześcijanie.
>Oczywiście masz rację! W wątku poświęconym religii Hitlera wszelkimi sposobami udowadniali, że ów był katolikiem i nic, co robił, tego nie zmieniło. Stosując te same argumenty można dowieść, że przynajmniej duża część piszących tu ludzi to także katolicy. Tak oto jesteśmy na forum dla katolickiej inteligencji
dodajmy praktykujący i wierzący tylko udajemy, że nie kupujemy bajki o bozi
10-02-2012 21:34 
 Ocena 2 na 2
Kamil1838 (521 punktów)

>Czy kogoś, kto zabił człowieka, kto został ochrzczony, ale zmienił światopogląd i stał się ateistą, uważasz za chrześcijanina czy za ateistę?
Czy twierdzisz że ateiści to mordercy, bo innej przyczyny dla której napisałeś " zabił człowieka" nie widzę.
10-02-2012 22:55 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)

>Mam pytanie.
>Czy kogoś, kto zabił człowieka, kto został ochrzczony, ale zmienił światopogląd i stał się ateistą, uważasz za chrześcijanina czy za ateistę?
>
Konformizm gwarantem spójności grupy

Paradoksalnie zabicie człowieka nie oznacza wyłączenia się z chrześcijaństwa. W więzieniach proporcje religii, do jakiej poczuwają się więźniowie są bardzo podobne. Co więcej - religia oferuje każdemu praktycznie przebaczenie, o ile żałuje za grzechy i wyraża skruchę, oraz gotowość poprawy. W naszym domowym kulcie jest lepiej - są do tego odpusty!
Co ciekawe, ateistów w więzieniach niemal nie ma. No dobrze, odrobinka jest, ale wielokrotnie mniej niż poza więzieniami... Ale to inna historia.

Dlatego zwracam uwagę, że wielu morderców utożsamia się z religią i w genialny sposób racjonalizują swoje podłe zachowanie, np. tłumacząc je sobie przykazaniami ST albo rozkazami boga, który do nich mówi (podobnież częściej wmawiają to innym, być może sobie, niż faktycznie mają takie urojenia), w licznych przypadkach spowiadają się i pokutują, licząc na nagrody po śmierci.

No i dotyczy to nie tylko morderców.
Prawdziwych chrześcijan, co to drugi policzek i zero seksu przedmałżeńskiego, a najlepiej po ślubie też tylko po to, aby potomka się doczekać, to u nas nie ma prawie. Są za to heretyzujący, czasem wredni, czasem podli, czasem oszukujący lub kradnący, czasem bijący dzieci lub słabszych, czasem znęcający się psychicznie katolicy.
10-02-2012 23:18 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>Paradoksalnie zabicie człowieka nie oznacza wyłączenia się z chrześcijaństwa.

   Pozwolę sobie rozwinąć twoją myśl. W katolicyzmie zabójstwo jest wielką zbrodnią tylko o ile zabija się papieża. Największą zbrodnią katolika nie jest zabójstwo innego człowieka tylko naruszenie spójności kościoła. Naruszyć tą spójność kościoła można na przykład przez herezję, lub przez twierdzenia że papież nie ma bezpośredniego kontaktu z Duchem Świętym i przez to legitymizacji jego władzy nad katolikami. Dlatego właśnie podawanie Dekalogu jako podstawy moralnej jest zwyczajnym nadużyciem.
11-02-2012 09:38 
 Ocena 9 na 9
Ania... (14138 punktów)


No i druga sprawa - na ile pamiętam wątki o Hitlerze, to większość z nas określa go jako wierzącego. Fakt, że był ochrzczony w katolicyzmie, ale to akurat mało istotne. Istotne dla mnie jest, że do końca życia był wierzącym - bo wierzył w boga, a do tego okultyzm i parę śmiesznych spraw - coś jak 90% społeczeństwa pewnie, biorąc pod uwagę popularność wróżek i innych badziewi.

Nawet jeśli nie spełniał "wytycznych" katolicyzmu, nawet gdyby sam nie utożsamiał się z tym kościołem, to nadal był wierzącym, a nie ateistą, jak się często sugeruje.

I gdyby nie wmawiano tego wszem i wobec, to pewnie kwestia wiary Hitlera nie byłaby podnoszona. Jakoś Stalina nie wywleka się przy każdej okazji, bo (co prawda zaliczył seminarium duchowne) ale jednak jego "niewiara" jest bardziej wyraźna.

I co więcej - wiara w boga, a nie katolicyzm, dają zupełnie inne możliwości moralne, tu nawet nie ma problemu z tym, bo bóg może domagać się wszystkiego. Skoro jedni wierzą, że bóg każe kamienować ofiary gwałtu albo parę, która siedziała razem w samochodzie, a przypomnę, że w ST każde się kamienować również np. krnąbrne dzieci, to wierzący może zrobić wszystko, co wydaje mu się, że jego bóg uznaje za słuszne. A że sprawa jest z definicji nieweryfikowalna, to nie można mu udowodnić błędu!
14-02-2012 00:12 
 Ocena 1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>>Paradoksalnie zabicie człowieka nie oznacza wyłączenia się z chrześcijaństwa.
>   Pozwolę sobie rozwinąć twoją myśl. W katolicyzmie zabójstwo jest wielką zbrodnią tylko o ile zabija się papieża.

Bardzo twórczo rozwinąłeś tę myśl. W ten sposób, dzięki ateistycznym fundamentalistom z tego portalu, eklezjologia i katolicka teologia moralna zostały wzbogacone o całkowicie nowatorskie koncepcje.
14-02-2012 08:54 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Paradoksalnie zabicie człowieka nie oznacza wyłączenia się z chrześcijaństwa.
>>   Pozwolę sobie rozwinąć twoją myśl. W katolicyzmie zabójstwo jest wielką zbrodnią tylko o ile zabija się papieża.
>Bardzo twórczo rozwinąłeś tę myśl.
Twórczo rozpoznać etykę katolicką to próbowałem - ze średnim skutkiem - rozwinąć w tym wątku.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816
"Średnio", gdyż po prostu nie znaleźli się zainteresowani tym problemem katolicy.
Choć na naszym portalu jest przecież ich sporo.

>W ten sposób, dzięki ateistycznym fundamentalistom z tego portalu,
>eklezjologia i katolicka teologia moralna zostały wzbogacone o całkowicie nowatorskie koncepcje.
Zdarzają się na tym portalu ateistyczni fundamentaliści, ale jakoś ich mniej - nawet na tym portalu - od "teistycznych fundamentalistów".

Cóż z tego, że moraliści katoliccy pokazują nawet kędy droga, gdy prawie nikt nią nie chodzi. Nie wiem - czy istnieje bardziej niemoralna grupa społeczna od kleru katolickiego, a im ktoś wyżej w hierarchii stoi - tym gorzej.

Miłego dnia.

@@@
.
14-02-2012 22:03 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Cóż z tego, że moraliści katoliccy pokazują nawet kędy droga, gdy prawie nikt nią nie chodzi. Nie wiem - czy istnieje bardziej niemoralna grupa społeczna od kleru katolickiego, a im ktoś wyżej w hierarchii stoi - tym gorzej.

hej,
Powiem tak : Ludziom wierzącym w boga moralność właściwie do niczego nie jest potrzebna , dla nich o wiele istotniejsze jest posłuszeństwo wobec nakazów bóstwa . Owe nakazy są ( jakże błędnie ) z moralnością utożsamiane .Dla wierzących istotna i elementarna jest sama wiara w bóstwo co jest równoznaczne z bezwarunkowym przyjęciem , że bóstwo zawsze ma racje , zawsze wszystko jest słuszne , prawdziwe , sprawiedliwe , piękne i ... bezalternatywnie jedynie ... jedyne !
Jeżeli wierzący przyznaje , że bóg ma prawo do absolutnie wszystkiego tym samym staje się istotą amoralną !

pozdrawiam
makuś
15-02-2012 09:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Jeżeli wierzący przyznaje , że bóg ma prawo do absolutnie wszystkiego tym samym staje się istotą amoralną !
A po co Pan używa wielkich słów - "Bóg". ("Nie wzywaj imienia pańskiego nadaremnie")
Czy "Nasz Papież" tu nie wystarczy, a biskup, proboszcz?
Wedle stawu grobla, ale nawet w naszej telewizji słyszałem parafian z oburzeniem mówiących, że to biedny ksiądz nie mógł się oprzeć jak go dwunastolatki prowokowały i to takie dziwki należy usunąć z parafii (dobrze, że już nie spalić) a nie bogobojnego proboszcza.
Wiara czyni cuda Szanowny Panie.

Pozdrawiam.

@@@
.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>.
>A po co Pan używa wielkich słów - "Bóg". ("Nie wzywaj imienia pańskiego nadaremnie")
>Czy "Nasz Papież" tu nie wystarczy, a biskup, proboszcz?

hej,
Nie wystarczy !
Totalitaryzmy - co jest oczywistą oczywistością - są totalitarne i potrzebują totalnych wzorów , słów , haseł
Aby proboszcz mógł wszystko potrzebny mu "bóg" , który taki właśnie ma plan , albo fuhrer albo jakiś inny totalny degenerat ...
Sam pan przecież o ile sobie dobrze przypominam cytuje Weinberga : bez religii dobry człowiek jest dobrym człowiekiem a zły złym ale z religią nawet dobry człowiek może stać się zły ...
Poza tym , dla mnie osobiście "bóg" od jakiegoś już czasu nie jest żadnym wielkim słowem lecz raczej wyrazem bezradności w opisywaniu rzeczywistości !
pozdrawiam
makuś
16-02-2012 11:10 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Totalitaryzmy - co jest oczywistą oczywistością - są totalitarne i potrzebują totalnych wzorów , słów , haseł
Totalitaryzmy potrzebują tylko spontanicznej lub wymuszonej wiary w słuszność ich doktryny.

>Aby proboszcz mógł wszystko potrzebny mu "bóg" , który taki właśnie ma plan , albo fuhrer albo jakiś inny totalny degenerat ...
Nie, nie są mu potrzebne żadne nieistniejące byty. Potrzebna mu wiara w słuszność doktryny, którą głosi.
Polecam książkę Thorsteina Veblena "Teoria klasy próżniaczej" a szczególnie jej ostatni rozdział poświęcony społecznym funkcjom religii. www.racjon(*)/q,Stary.prozniak.z.baedekerem

>Sam pan przecież o ile sobie dobrze przypominam cytuje Weinberga : bez religii dobry człowiek jest dobrym człowiekiem a zły złym ale z religią nawet dobry człowiek może stać się zły ...
Tylko ździebko wyżej w tym samym wątku:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Już parokrotnie zaznaczałem, iż osobiście zamienił bym słowo 'religia' na słowo 'wiara', gdyż to wiara w określoną doktrynę jest przyczyną czynienia zła, a nie sama doktryna. Każda wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.

>Poza tym , dla mnie osobiście "bóg" od jakiegoś już czasu nie jest żadnym wielkim słowem lecz raczej wyrazem bezradności w opisywaniu rzeczywistości !
Osobiście nie czuję się bezradnym rozumiejąc i opisując świat bez udziału jakichkolwiek sił nadprzyrodzonych, a Bóg pozostaje ciągle dla mnie jednym z wielkich słów ludzkiej cywilizacji.

Pozdrawiam

@@@
.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Miłego dnia.

hej ,
www.racjonalista.pl/forum.php/s,182145j
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Miłego dnia.

hej,
www.racjonalista.pl/forum.php/s,184409
makuś

Przepraszam za taką ilość dygresji ale chyba jestem w temacie
Moje wypowiedzi pojawiły się tu w racjonaliście w 2009 roku
pozdrawiam
14-02-2012 15:18 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>>>Paradoksalnie zabicie człowieka nie oznacza wyłączenia się z chrześcijaństwa.
>>Pozwolę sobie rozwinąć twoją myśl. W katolicyzmie zabójstwo jest wielką zbrodnią tylko o ile zabija się papieża.
>Bardzo twórczo rozwinąłeś tę myśl. W ten sposób, dzięki ateistycznym fundamentalistom z tego portalu, eklezjologia i katolicka teologia moralna zostały wzbogacone o całkowicie nowatorskie koncepcje.

Ania parafrazuje słowa papieża z encykliki Mystici Corporis Christi. Moja wypowiedź jest oparta bezpośrednio na KPK. Nie uważam tego w żaden sposób za nowatorskie czy rozwijające, to tylko zwyczajny skrót.

Cytat:
KPK Kan. 1397 - Kto popełnia zabójstwo albo siłą lub podstępem porywa lub zatrzymuje człowieka, bądź go okalecza czy poważnie rani, powinien być ukarany stosownie do ciężkości przestępstwa pozbawieniami i zakazami, o których w kan. 1336. Zabójstwo zaś osób, o których w kan. 1370, jest karane tam ustanowionymi karami.

Kan. 1370 § 1. Kto stosuje przymus fizyczny wobec Biskupa Rzymskiego, podlega ekskomunice, wiążącej mocą samego prawa, zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej; jeśli jest duchownym, można dodać stosownie do ciężkości przestępstwa także inną karę, nie wyłączając wydalenia ze stanu duchownego. [...]


Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi Boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
15-02-2012 08:12 
 Ocena 1 na 1
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Ania parafrazuje słowa papieża z encykliki Mystici Corporis Christi. Moja wypowiedź jest oparta bezpośrednio na KPK. Nie uważam tego w żaden sposób za nowatorskie czy rozwijające, to tylko zwyczajny skrót.

Podane przez Ciebie cytaty wskazują, że ekskomunice podlega osoba, która dopuściła się agresji wobec papieża; należy dodać, że ta sama kara stosuje się wobec tych, którzy pozbawili życia dziecko nienarodzone (kan. 1398). Twoje wypowiedzi wynikają z założenia, że tylko przestępstwo karane ekskomuniką Kościół uznaje za "zbrodnię". Błędna przesłanka doprowadziła Cię do błędnego wniosku. KKK:

Cytat:
2258 "Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się <<stwórczego>> i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej."
maruda (5550 punktów)
>Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy.
>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno. Zaczęliście przelewać niewinną krew za Jakobinów, potem za Stalina, Kima etc. i robicie to nadal... "

Te komentarze nie biorą się same z siebie, one są tworzone przez poważnych publicystów katolickich. To co czytasz na forach to oczywiście kalka z kalki, okraszona dodatkami kopiującego. By sięgnąć do źródeł polecam przejrzenie książki która obnaża idee których boją się katoliccy luminarze. "Dziesięć książek, które zepsuły świat" Beniamina Wikera. Nie namawiam do kupna książki, w podanym linku jest dostępny spis książek i pierwszy rozdział tego dzieła. Opis niby dotyczy powieści Książę Machiavellego, ale równocześnie opisuje dzisiejszych ateistów. Naprawdę polecam przejrzenie tego dziełka www.xlm.pl/view/728944/


Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
12-02-2012 09:41 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

> one są tworzone przez poważnych publicystów katolickich.

Ot, oksymoron

> Opis niby dotyczy powieści Książę Machiavellego,

Powieści?

If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
12-02-2012 18:17 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>> one są tworzone przez poważnych publicystów katolickich.
>Ot, oksymoron
>> Opis niby dotyczy powieści Książę Machiavellego,
>Powieści?

Przyłapałeś mnie, pozwól że przeformułuję myśli. Z tej książki dowiesz się jak katolicki etyk Beniamin Wiker bezczelnie kłamie. I nie mam tu na myśli takich drobnych spraw jak informacja że dzieło Książę Machiavellego jest ulubioną książką ateisty Lenina. (str. 27) Z książki możesz się dowiedzieć w jaki sposób ateistyczne lobby aborcyjne czerpie zyski wykorzystując do tego "zmarłe płody nienarodzonych dzieci". (str. 29) Przy tym autor wypowiedzi cytowany w wypowiedzi rozpoczynającej jest wręcz delikatny.

Jeżeli wszyscy jesteśmy dziećmi Boga to co czyni Jezusa wyjątkowym? Jimmy Carr
14-02-2012 22:21 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno.

hej,
Nie wydaje się wam , że straszną - tragiczną aberracją , patologią i całkowitym brakiem etyki jest opowiadana od tysięcy lat opowieść o bogu ( bóstwie , demonie , bożku , istocie z innej planety , nadczłowieku ) która z miłości do siebie samej (!!!) jest w stanie "wybaczyć" ludziom każdą zbrodnie ; gwałcenie kobiet czy wypruwanie z brzuchów ciężarnych kobiet dzieci i rozbijanie ich główek o drzewa , wbijanie na pal , wyrywanie języków czy wywiercanie oczu - nie będę się znęcał nad czytelnikiem i na tym poprzestanę ... - o tyle o ile człowiek złoży hołd , padnie na kolana , uzna się za niewolnika a boga za jedynego boga , uwielbi go i ubóstwi ... pan mu wtedy wybaczy ... pan jest na tyle próżny i zachłanny i pyszny a także pozbawiony jakiejkolwiek moralności , że wystarcza mu złożony przez niewolników hołd ... rzetelne uznanie jego bezwarunkowej wszechwładzy ...

Natomiast wiele gorzej przedstawia się sytuacja ludzi , którzy nie wierzą w boga , zaprzeczają jego istnieniu , nie wielbią i nie chwalą go i hołdów mu nie składają ... oni zostaną potępieni i nie ma dla nich ani miłosierdzia ani nawet litości ...

Potworny ten obraz przekazują między sobą wierni różnych wyznań od tysięcy lat ...
Kiedy ta potworna zbrodnia mentalna , psychiczna , etyczna na ludzkości wreszcie się skończy ... ???
makuś
dominiq97 (-29 punktów)
>Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość tego typu komentarzy.
>"Krew przelewacie wy ateiści mordując nienarodzonych, a gwałcicieli i morderców puszczając wolno.
>Zaczęliście przelewać niewinną krew za Jakobinów, potem za Stalina, Kima etc. i robicie to nadal.
>Biblia to nie mitologia, bo wiele słów w niej zawartych została potwierdzona. Chociażby odkrycie
>pałacu króla Dawida i wielu innych. Może powinieneś się douczyć, bo kompromitujesz się z każdym
>słowem! "
>Wycieranie sobie mordy Stalinem, ale udawanie, że ktoś taki jak Thomas de Torquemada nie istniał.
>Obwinianie za całe zło świata ateistów.

Nie obwinia sie ateistow za cale zlo, ale ateisci probuja udowadniac, ze zlo pochodzi z wiary w Boga. I jak ktoś sobie morde wyciera to wy Torquemada, odpowiedzialnym za maximum pareset ofiar, przy takim Stalinie, Hitlerze czy Mao nic Torquemada nie znaczy. Poza tym on działał z ramienia monarchii hiszpanskiej, a metody wielkich inkwizytorow Hiszpanii czesto spotykaly sie z naganami z Rzymu
18-02-2012 18:18 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Spróbuj napisać to jeszcze raz, ale po polsku
mrSpock (2845 punktów)
Nie no co tam kilka set osób (ha ha ha) przecież takie czasy były (ha ha ha), że smród brud
i krucjaty na porządku dziennym były. A miliony wymordowane przez stalina i hitlera owszem
fakt. Jednak stalin 3 lata spędził w seminarium (miał skąd czerpać wzorce wartości) czcili go
prawosławni Rosjanie i ci sami uważali go za autorytet.
Hitlera poparli i zanim poszli niemieccy protestanci jak i austriaccy katolicy.
Ale to przecież nie prawda no, bo jedyna prawda to ta którą najukochańszy kościół przedstawi
18-02-2012 18:51 
 Ocena-5 na 5
dominiq97 (-29 punktów)
>Nie no co tam kilka set osób (ha ha ha) przecież takie czasy były (ha ha ha), że smród brud
>i krucjaty na porządku dziennym były. A miliony wymordowane przez stalina i hitlera owszem
>fakt. Jednak stalin 3 lata spędził w seminarium (miał skąd czerpać wzorce wartości) czcili go
>prawosławni Rosjanie i ci sami uważali go za autorytet.
>Hitlera poparli i zanim poszli niemieccy protestanci jak i austriaccy katolicy.
>Ale to przecież nie prawda no, bo jedyna prawda to ta którą najukochańszy kościół przedstawi
>

3 lata spędził i wszystko to odrzucił i stąd te mordy w jego wykonaniu. Protestantów nie mam zamiaru bronic, ale niemieccy katolicy go zdecudowanie odrzucili, glosowali na partie Zentrum, wielu ksiezy skonczylo w Dachau za odczytanie w kosciele Mit Brenneger Sorge. I nie to co Kosciol przedstawi, ale to co jest prawdą, a nie ateistyczną antykoscielną propagandą rodem z "Prawdy".

W ogóle to wykasowano mój post, gdzie wspomniałem, że ateiści pobili katolikow pod względem ofiar już dawno temu, w Wandei w czasie rewolucji francuskiej. Inkwizycja z paroma tysiacami ofiar to pikuś przy ateistycznych siepaczach rewolucyjnych, a pozniej bolszwikach. Wiec Torquemada sie nie zaslaniajscie, bo to kaszka z mleczkiem przy waszych zbrodniach.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365